Recenzje Time Lord Victorious. All Flesh is Grass

Saga Time Lord Victorious chyli się ku końcowi. Komiksy pożegnaliśmy już jakiś czas temu, serial Daleks! zakończył się niemal równie dawno (i pewnie większość już o nim zapomniała). Spektakl Time Fracture już można oglądać, a tymczasem, po dużym opóźnieniu, mogę wreszcie podzielić wrażeniami z drugiej i ostatniej powieści – All Flesh is Grass Uny McCormack. Wydana została w grudniu i zamówiłem ją w przedsprzedaży, ale liczne zbiegi okoliczności związane z pandemią sprawiły, że do mnie książka dotarła dopiero niedawno. A teraz – czas na recenzję.

okładka All Flesh is Grass.

Ósmy Doktor zauważył, że zaczął nerwowo wymachiwać rękami. Schował je z powrotem do kieszeni.
– Powinieneś był mi powiedzieć. Znalazłbym sposób, żeby przemówić mu do rozsądku.
– Improwizuj – odrzekł Dalek Strateg. – Tak właśnie działa Doktor.

rozdz. 1

Wrażenia po przeczytaniu mam mocno ambiwalentne. Powieść jest niewiele dłuższa od poprzedniej – ma zaledwie 200 stron. I o ile książka Steve’a Cole’a mimo to wyczerpała najważniejsze wątki i przypadła mi do gustu, o tyle w All Flesh is Grass dzieje się za dużo, jak na tak krótką formę. W The Knight, the Fool and the Dead akcja była wartka, ale dało się nadążyć za wydarzeniami. Tutaj jednak mamy dwóch kolejnych Doktorów, każdy z własną armią – 6 podmiotów, z których każdy ma własne cele, a jeszcze trzeba doliczyć Ooda Briana i ostatniego żywego Kotturuh, Inyit. Dzieje się tu tak dużo i w takim tempie, że po przeczytaniu aż musiałem zajrzeć do sieci, żeby uporządkować sobie całą treść. Co gorsza – wydarzenia tu opisane są zwyczajnie niesatysfakcjonujące.

Wiemy z ostatniej powieści, że Dziesiąty zdołał pokonać Kotturuh, a teraz planuje odciąć ich jeszcze od planety Mordeela, źródła ich mocy. W tym momencie na drodze stają mu Ósmy z Dalekami i Dziewiąty z wampirami. Ja i Dominek spodziewaliśmy się tutaj druzgocącej bitwy Dziesiąty vs reszta Wszechświata, być może z ważnym udziałem Rose. Niestety ostatnie nadzieje na taki rozwój wydarzeń zostały rozwiane przez Monstrous Beauty – komiks wyraźnie dawał do zrozumienia, że dziewczyna nie brała udziału w wydarzeniach powieściowych, czego osobiście żałuję. Któż inny mógłby powstrzymać megalomańskie zapędy Zwycięskiego Władcy Czasu jak nie jego ukochana?

– Poznaj swojego wroga i poznaj samego siebie – powiedział Ósmy Doktor.
– Cytujesz “Sztukę Wojny”? – Dziesiąty Doktor się skrzywił. – Co następne? Tatuaże plemienne? Od kiedy którykolwiek z nas cytuje Sun Tzu?
– Odkąd zacząłeś zachowywać się jak wojownik.

rozdz. 2

No właśnie – kto? Dobre pytanie. I nie jestem pewien czy powieść właściwie na nie odpowiada. Oczywiście Dziesiąty, zrozumiał że postąpił niewłaściwie i że nie powinien był zabijać Kotturuh, ale nie potrafię stwierdzić dlaczego doszedł do takiego wniosku. To się po prostu stało. Króciutka powieść nie miała szans na dość głęboką eksplorację jego rozterek. Czego się więc z niej dowiedzieliśmy? Dowiedzieliśmy się, że Dalekowie obrócą się przeciwko Ósmemu (kto by się spodziewał), Strateg zacznie realizować swój plan stworzenia daleckiej hybrydy, wykorzystując DNA pewnego stworzenia z Mrocznych Czasów. Doktorzy będą musieli się sprzymierzyć i powstrzymać Daleków, a przy okazji znaleźć sposób na zniszczenie hybrydy. W międzyczasie Dziewiąty odłączył się od reszty, żeby odnaleźć Inyit, dowiemy się też o filozoficznych przemyśleniach Inyit, posłuchamy kilku ciekawych dyskusji Kotturuh i Królowej Wampirów. Inyit dojdzie do wstrząsającego wniosku, że wszyscy Kotturuh popełnili poważny błąd. Tymczasem Brian odłączył się od całej reszty, zaliczając po drodze zabawną rozmowę z Ósmym o tym, jak skończyło się ich ostatnie spotkanie. Na koniec okazuje się, że pierwszym celem ataku Daleków ma być – a jakże – Gallifrey.

Autor próbuje nam dać do zrozumienia, że wszyscy (Doktor, wampiry, Kotturuh) zrozumieli swoje błędy i wszyscy odnaleźli nowy wspólny cel oraz własne miejsce we Wszechświecie. Ale jak sami widzicie, tych wydarzeń jest tu zdecydowanie za dużo. Głównym wątkiem wyłaniającym się ponad wszystkie jest tak naprawdę starcie z Dalekami, co jest zwyczajnie nudne – nie po to angażowaliśmy się w ten wieloplatformowy projekt, żeby na koniec dostać po prostu kolejną wojnę z Dalekami. Puentą tej historii powinno być katharsis Dziesiątego Doktora. Wiemy, że powstrzymał Kotturuh, wiemy że doprowadziło to do dramatycznych zmian w przyszłości, które zwróciły uwagę Daleków i przywiodły ich oraz Ósmego do Mrocznych Czasów. Powieść zupełnie nie tłumaczy, w jaki sposób te zmiany mają zostać cofnięte. Jakie jest ich znaczenie? Może ta historia jest tak naprawdę historią a’la “Ognie Pompejów” albo “Rzymianie”, gdzie Doktor tylko myśli, że zmienia historię, a tak naprawdę od początku był częścią historii? Tylko skoro tak, to co ze zmianami, o których mówili Ósmy i Dalekowie…? Tyle pytań pozostaje bez odpowiedzi. Dowiemy się przynajmniej, jaki los spotka finalnie Inyit, ale tu też brakuje jakiejś głębi. Kotturuh mieli być personifikacją Śmierci, to miała być saga o nich. Inyit mówi też coś o przepowiedni o Wrotach Śmierci – ten wątek też ma być zapowiedzią czegoś ważnego, a następnie zostaje porzucony bez satysfakcjonującego rozwinięcia.

-Nie jestem wojownikiem – powiedział Dziewiąty.
– Ależ jesteś – odparła Madam Ikalla. – Każdy człowiek toczy walkę z samym sobą. Lecz tylko ci odważni wygrywają.

rozdz. 3

Koniec końców, każdy z poruszonych wątków został ‘jakoś’ zrealizowany i doprowadzony do końca. Jednak jedyny wątek, który został w miarę bogato wyeksploatowany i zakończony w sposób wyczerpujący to… atak Daleków. A jak wyżej – fani nie po to angażowali się w tak rozbudowaną sagę, żeby poczytać o kolejnym ataku Daleków. Wszystkie zapowiedzi mówiły, że to historia o Dziesiątym, który wypowiada wojnę Śmierci i powieść All Flesh is Grass pokazuje, że były to zapowiedzi na wyrost. Co więcej, sam styl pisania był dla mnie wysoce irytujący. Każdy rozdział (najwyżej kilkanaście stron) dzieli się na króciutkie podrozdziały, a każdy podrozdział dotyczy innej sceny. W rezultacie cały rozdział porusza naraz kilka wątków, przeskakując z jednego na drugi, na trzeci i z powrotem. Może to subiektywna opinia, ale uważam, że to dodatkowo rozprasza i nie pozwala zagłębić się w żaden z nich. Takie rozdrobnienie akcji pozbawia ją jakiejkolwiek głębi i utrudnia odbiór, bo nim czytelnik zwizualizuje sobie daną scenę, powieść nagle przeskakuje w zupełnie inne miejsce.

Szkoda, że twórcy nie woleli skupić się w tej powieści na Kotturuh, a wojnę z Dalekami odłożyć na kolejną część sagi – choćby i nawet na kolejną powieść. Autorka chciała nam nawet w pewnym momencie dać do zrozumienia kim byli tytułowi Rycerz, Głupiec i Trup z poprzedniej powieści, sugerując, że tak naprawdę chodzi o naszych trzech Doktorów, co mogłoby być fajnym smaczkiem, lecz moim zdaniem nawet tutaj twórców zawiodła kreatywność. Po pierwsze, w poprzedniej powieści Kotturuh pogardliwie nazywają Dziesiątego zarówno Rycerzykiem, jak i Głupcem. Po drugie, takie porównanie pada chyba tylko 3 razy, pojawia się zupełnie znikąd, użyte zostaje tylko przez narratora, nie mając właściwie żadnej podstawy. Głupca i Rycerza jeszcze łatwo sobie wytłumaczyć, ale dlaczego Trup? Tego narrator nie wyjaśnia. A nikt prócz niego takich określeń nie używa.

Cała trójka stała na zgliszczach martwej planety. Rycerz, Głupiec i Trup, nareszcie zjednoczeni.
– To oznacza wojnę – rzekł Rycerz.
– Byłem głupcem – rzekł Głupiec.
– To oznacza koniec wszystkiego – rzekł Trup.

rozdz. 13

All Flesh is Grass miała pełnić wiele funkcji. Miała być kontynuacją wydarzeń The Knight, the Fool and the Dead. Miała chyba być jakimś punktem zwrotnym na linii fabularnej Daleków. Wreszcie miała być kulminacją całej sagi TLV, bo to tutaj krzyżują się ścieżki Doktorów, Daleków, Briana i Kotturuh. Rozpoczyna się dokładnie w chwili finału The Knight..., ale bardzo szybko się od tych wydarzeń odcina, nie wspomina chyba żadnej z (wydawałoby się) istotnych postaci wprowadzonych przez Steve’a Cole’a, a jej oś fabularna rozjeżdża na wszystkie opisane wyżej kierunki, więc pod względem kontynuacji powieść raczej zawodzi. O Dalekach faktycznie opowiada dużo i ciekawie, ale właśnie kosztem wszystkich innych postaci. Realizuje więc tylko 1 z tych 3 celów, przy tym nie realizując celu nr 3, który moim zdaniem powinien być tu priorytetem. Dlatego ocenę maksymalną dzielę przez trzy i zaokrąglam w dół.

Ocena końcowa: 3/10



Nerd pod prawie każdym względem. Fan Klasyków i komiksów, brnie dalej przez EU. Przybiłby żółwika Drugiemu, pokłony oddaje Piątemu i chętnie pogadałby o 'kosmicznej magii' z Siódmym, ale najbardziej utożsamia się z Jedenastym, serce zaś oddał Romanie II. Poza tym, wierny fan brytyjskiej literatury.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *