Recenzje Time Lord Victorious. The Knight, the Fool and the Dead

No to kamień milowy projektu TLV za nami – powieść The Knight, the Fool and the Dead, autorstwa Steve’a Cole’a, w której Dziesiąty wypowiada wojnę rasie siewców śmierci, Kotturuh. Czy warto?

Powieść jest bardzo krótka, zaledwie 180 stron (odliczając wszystkie notki wydawnicze), więc nie ma miejsca na nudę. Choć sam początek nie jest dla mnie do końca jasny – zostajemy rzuceni od razu w wir wydarzeń. Może coś przeoczyłem, ale nie bardzo załapałem jak Doktor trafił w te całe Mroczne Czasy. Kiedy Dziewiąty przekroczył tę granicę, był w głębokim szoku. Tutaj tego nie dostrzegłem. Fabuła polega na tym, że Doktor ląduje na pradawnej planecie, której lud żyje w strachu przed Kotturuh. Oni sami jeszcze nie zostali przez nich ‘obdarowani’ lecz wiedzą już o ich działalności i lękają się ich przybycia. Okazuje się jednak, że niejaka profesor Falomax zbudowała ciekawy wynalazek – Całun Życia, który ma zapewnić użytkownikowi niezniszczalność i utrzymywać go przy życiu w każdych okolicznościach. Cóż, każda okazja jest dobra, żeby ubić interes. Ale kiedy Całun zakłada młoda dziewczyna ze spustoszonej planety, Estinee, okazuje się, że urządzenie naprawdę działa – dzięki niemu dziewczyny nie da się zabić. Jednak zrozpaczeni mieszkańcy wierzą głęboko, że nawet jeśli została już dotknięta przez Kotturuh, to Całun zapewni jej bezwarunkowe bezpieczeństwo. W całym tym zamieszaniu pojawia się również Ood Brian, wysłany przez kosmicznego biznesmena, w celu przetestowania nowinki rynkowej – Całunu Życia. Wszak kto lepiej sprawdzi czy użytkownika faktycznie nie da się zabić, jeśli nie płatny morderca? Oczywiście technologia Całunu nie umyka mrocznym Kotturuh, którzy porywają Estinee, a wraz z nią – jedyny działający egzemplarz Całunu Życia. Doktor i Brian ruszają w pościg. Czyżby Kotturuh naprawdę obawiali się, że technologia Całunu stanowi dla nich zagrożenie? A może prawda jest zupełnie inna…?

The Knight, the Fool and the Dead

Książka naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Jest wciągająca, dynamiczna, pełna ciekawych postaci, zaskakująco wielowątkowa jak na tak krótką formę. Opisani tu Kotturuh potrafią wzbudzić lęk w czytelniku. Nie tylko obdarowują śmiercią, ale też potrafią manipulować umysłami swoich ofiar. Jednocześnie nie są okrutni – uważają, że to co robią jest słuszne. Dlatego nazywają to darem, swoim wielkim Projektem. Z tego też powodu nie krzywdzą Doktora – on już jest obdarowany, jest poza ich Projektem. Są tak przekonani o swojej potędze i racji swych działań, że otwarcie kpią z Doktora. Mówią, że ma się za szlachetnego Rycerzyka, który wyrusza na ratunek, a tak naprawdę jest naiwnym Głupcem. Zostali ukazani naprawdę interesująco. Ciekawie ukazane zostały też reakcje różnych cywilizacji na nowe zjawisko. Bardzo podobał mi się fragment w którym jedna z postaci opisuje brak zrozumienia wobec śmierci. Opisuje jak niektóre cywilizacje zakopują swoich zmarłych, w nadziei, że wyrosną na nowo spod ziemi, niczym trawa. Inni konserwują zwłoki, aby dać sobie samym złudne wrażenie, że śmierć nie jest tak przerażająca, że nie jest ostateczna, że w zmarłych nadal tli się iskra życia, której po prostu nie potrafimy dostrzec. Atmosfera jest więc ogólnie dosyć ponura, ale humoru dla równowagi też nie brakuje.

– Nie zapominaj – ty, ja, TARDIS, nie należymy do tych czasów. Jesteśmy z innej epoki, nie ma nas w harmonogramie, a to daje nam najlepszą broń – niespodziankę!
Ood rozważa słowa Doktora.
– Nasza najlepsza broń to coś, co krzyczysz do małych dzieci, żeby je zabawić?
– Doprowadzałem do upadku całe imperia z mniejszym wysiłkiem.

rozdz. 6

W swoich ciekawostkach wspominałem, że autor inspirował się tutaj opowiadaniem z Baśni Braci Grimm pt. “Kuma Śmierć”. Wyraźnie okazuje to w treści książki, ponieważ znajdują się tu trzy interludia, a w każdym z nich występuje jeden z poprzednich Doktorów i każde z nich jest ściśle związane z rzeczoną baśnią. W pierwszym czytamy, jak Barbara Wright opowiada Pierwszemu Doktorowi niemiecką opowiastkę w jaskini, podczas przygody w epoce kamienia łupanego*. W drugim czytamy jak inny Doktor opowiada tę baśń jednemu z towarzyszy, zaś w trzecim czytamy jak jeszcze inny Doktor wyznaje towarzyszowi jak ową baśń interpretuje. I jak łatwo się domyślić, odbiega to od standardowej interpretacji jaka każdemu by się nasunęła (‘nie igraj ze Śmiercią, bo źle skończysz’). Doktor uważa, że ze Śmiercią można igrać i można ją oszukać – tak jak uczynił to doktor z baśni. Dla niego tekst Grimmów jest przestrogą nie ku temu by nie być tak butnym jak chrześniak Kostuchy; jest raczej przestrogą, aby być bardziej przebiegłym. A to bardzo ważne dla całej fabuły.

– Dostrzegam sens tej historii. Każde życie ma przydzielony czas trwania i każda próba pokonania Śmierci jest skazana na porażkę. Śmierci nie można oszukać.
– Co? Gdzież tam! Oczywiście, że Śmierć da się oszukać. Grunt żeby po wszystkim ani na chwilę się nie zatrzymywać. Upewnić się, że Śmierć nigdy cię nie dorwie. A gdyby jednak dorwała, to zadbać o jakiegoś asa w rękawie.

Interludium 3

Powieść wprost wskazuje, że Doktor jest już po serialowej przygodzie na Marsie, w której pierwszy raz uznał się za Zwycięskiego Władcę Czasu. I choć wtedy jego plan się nie powiódł i przez chwilę przeraziły go konsekwencje jego własnych działań, to jednak się nie poddał. Wszedł do TARDIS, przemyślał wszystko i zdecydowanym tonem szepnął sam do siebie: Nie!, przełożył wajchę i ruszył dalej poprzez Wir Czasu. Plan się nie powiódł, ale on nie zamierza przestać. Prawa Czasu są w jego rękach i może robić co zechce, a to że Adelaide Brooke i tak postanowiła popełnić samobójstwo – to już najwyraźniej nie jego sprawa. Jest w tym pewna maniakalna desperacja, chęć udowodnienia samemu sobie, że jego błędy to nie jego wina. Że ma rację. Że jest Zwycięzcą i że może wszystko. Kiedy napotyka na Kotturuh, pojawia się w nim pragnienie powstrzymania ich. A kiedy odkrywa, że to młoda Estinee jest kluczem do ich pokonania, staje się to jego obsesją. Nadal jest przy tym Doktorem – oferuje Kotturuh wybór. Ale jest też Zwycięzcą i nie zamierza odpuścić. A kiedy pierwsza część jego planu wydaje się być spełniona, jego pycha eskaluje. Przywdziewa ceremonialne szaty Władców Czasu, dobrowolnie nakłada na siebie symbol dekadenckiego zepsucia, który tak dawno temu odrzucił. Którym przez dobre pół tysiąca lat tak bezgranicznie gardził. I przystępuje do realizacji drugiej części planu, bo kto raz da Kostusze prztyczka w nos, nie może już nigdy stanąć w miejscu, jak sam powiedział. Jest Zwycięzcą. Tryumf jest na wyciągnięcie ręki. Zbyt kuszące, by odpuścić. Zbyt bliskie i namacalne, by się wycofać. Jest gotów. Za wszelką cenę.

Powieść The Knight, the Fool and the Dead kończy się cliffhangerem. Na ciąg dalszy musimy poczekać jeszcze cały miesiąc, do premiery All Flesh is Grass. Mam nadzieję, że udało mi się Was zainteresować swoją recenzją. Osobiście czekam na dalszy ciąg z niecierpliwością!

Ocena: 9/10

* Chodzi o przygodę “Nieziemskie Dziecko” (An Unearthly Child, znane też jako 10 000 BC). Polskie napisy znajdziecie oczywiście na DrWhoNapisy.pl.

Źródło cytatów: The Knight, the Fool and the Dead



Nerd pod prawie każdym względem. Fan Klasyków i komiksów, brnie dalej przez EU. Przybiłby żółwika Drugiemu, pokłony oddaje Piątemu i chętnie pogadałby o 'kosmicznej magii' z Siódmym, ale najbardziej utożsamia się z Jedenastym, serce zaś oddał Romanie II. Poza tym, wierny fan brytyjskiej literatury.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *