Russell T Davies opowiada o początku nowej ery

Dwa miesiące temu Russell T Davies opowiedział czytelnikom Doctor Who Magazine o tym, jak w ogóle doszło do jego powrotu do serialu, mimo że tyle lat nie chciał tego robić. Dzisiaj Davies kontynuuje tę opowieść…


Russell T Davies List od showrunnera

Witaj, wierny czytelniku!

Gdzież to my byliśmy? Zanim Święta nam przeszkodziły. Tak, mówiłem o tym, jak właśnie ten magazyn zapoczątkował nową erę „Doctor Who”. Dla przypomnienia: Emily Cook z DWM namówiła mnie, Davida Tennanta i Catherine Tate do dołączenia od Tweetalong [akcji oglądania odcinków DW i komentowania na Twitterze] w czasie lockdownu. Powiedzieliśmy półżartem: „Hej, zróbmy nowe odcinki”. Tak więc napisałem do BBC i teraz nasza historia rusza dalej…

Początek 2021 roku. Minął czas. Do czasu do czasu David albo Catherine pisali: „Jakieś wieści?”. Ale szczerze mówiąc nie było to na naszej liście [najważniejszych rzeczy]. Nic z tego nie wydawało się prawdziwe. Tylko luźna spekulacja. Ale wtedy – dryń! 25 marca przychodzi email od Piersa Wengera, dyrektora zamawiającego produkcje BBC, bym odbył rozmowę na Zoomie z nim i Charlotte Moore, dyrektor ds. treści BBC (ten tytuł właściwie oznacza ważną szefową). Pomyślałem sobie: „Och. O ho, ho! Albo chcą, żebym przywrócił Howard’s Way [serial BBC z lat 1985-1990], albo to może być bardzo, bardzo interesujące”.

Zatem spotkanie na Zoomie odbyło się i pewne rzeczy zostały powiedziane. I szczerze mówiąc, nikt nie ufałby mi w pracy, gdyby sądził, że każde jego słowo znajdzie się na tej stronie! Ale, co ważniejsze, nie mogę powiedzieć, o czym rozmawialiśmy z powodu tego, co zobaczycie. O planach, które wciąż rozwijamy. O pomysłach, które nawet jeszcze się nie zaczęły.

Jednak chodzi o to, że… Fani czasami zastanawiają się, patrząc z zewnątrz firmy, jak bardzo BBC kocha ten serial. Dziwne zmartwienie. Związane z programem, który od 2005 roku był zawsze wspierany w oknie największej oglądalności tej stacji, ale my fani rodzimy się, by się bać. Nie ma takiego fana piłki nożnej na świecie, który by powiedział: „Czyż nie wszystko jest świetne? Nic bym nie zmienił!”. Dlatego szkoda, że nie widzieliście tej rozmowy. Widzieć, że serial jest tak głęboko uwielbiamy przez ludzi na samej górze. To było radosne i inspirujące. I przede wszystkim fajnie!

Jedna rzecz z tej dyskusji jest teraz powszechnie znana. Plan na partnerstwo z platformą streamingową. To był pomysł BBC – to jest skala, w której myśleli o „Doctor Who” przez cały czas – i kompletnie się zgodziłem. Bez nawet ułamka wątpliwości.

Ale jedna rzecz była natychmiast oczywista. Nie prosili mnie o zrobienie rocznicowej igraszki na 60. rocznicę. Mieli na myśli powrót do bycia showrunnerem. Co?! Ale! To byłoby szaleństwo! Nie bądźcie głupi, dopiero napisałem „Bo to grzech”. Z moją karierą mogłem pójść wszędzie i zrobić wszy- OCH TAK, TAK, JASNE, TAK. Tak!

A tak na poważnie to musiałem to przemyśleć. Oczywiście był wątpliwości, wszyscy ustawili się w kolejce, by powiedzieć: czy piorun może uderzyć dwa razy w to samo miejsce? (Tak, jeśli stoi się w środku burzy i trzyma się cholernie wielki piorunochron, to owszem, może.) Ale tak naprawdę, rozważałem przyszłość tego serialu w zupełnie nowym środowisku telewizyjny, z wielkim zadaniem przed sobą. Pomyślałem… że jestem potrzebny. Tia. Są w życiu chwile, kiedy trzeba odłożyć na bok skromność, niepewność i wątpliwości i wiedzieć, do czego jest się zdolnym.

Ale nie samemu! Potrzebowałem zespołu, potrzebowałem pomocy. Potrzebowałem absolutnie najlepszych. I, pięknie zazębiając się, tak to zaprojektowaliśmy, na 28 stronie tego numeru przeczytacie, jaka Bad Wolf weszło na pokład.

I oto jesteśmy teraz. No, to pominięcie ponad 5 tysięcy problemów, porażek i zwycięstw, z których możemy wykuć anegdoty na nadchodzące lata. Ale hej, wiecie, co było pierwsza rzeczą na liście moich żądań? Biuro. Moje własne biuro. W moich pierwszych latach w roli showrunnera nigdy nie miałem biura. To całkiem zwariowane, patrząc wstecz. Chodziłem na spotkania do biur innych osób. Jeśli byli zajęci, siadałem w kącie i czekałem. Przesiadywałem korytarzach. Stałem na schodach. Nigdy więcej siadania, przesiadywania i stania! Mam w końcu biuro i oto jestem, z drugim odcinkiem przede mną (zawiera słowa: Liverpool, legiony i non-diegetic[1]W filmach diegeza odnosi się do świata opowieści i wydarzeń w nim zachodzących. Zatem non-diegetic oznacza tego przeciwieństwo. Na przykład niediegetyczny dźwięk to dźwięk, który słyszy … Kontynuuj czytanie), a studio wibruje i szumi, i zaraz zacznie się kręcenie jednego z najważniejszych ujęć w historii „Doctor Who”.

Catherine Tate i David Tennant, z którymi wraca Davies

źródło: Doctor Who Magazine #586


Ciekawe, co to za plany, o których mówi Davies. Czyżby może spin-off lub dwa? Budowanie doktorowego MCU, jak kiedyś sam Davies wspominał? I jak myślicie, co takiego może być najważniejszą sceną w historii serialu?

Przypisy

Przypisy
1W filmach diegeza odnosi się do świata opowieści i wydarzeń w nim zachodzących. Zatem non-diegetic oznacza tego przeciwieństwo. Na przykład niediegetyczny dźwięk to dźwięk, który słyszy widz, ale nie postacie i może to być na przykład jakiś komentarz.


Fan Dwunastego, Dziesiątego i Jedenastego. Planuje nadrobić całe Classic Who. Nałogowy czytelnik (do tego stanu doprowadził go m.in. Harry Potter), chętnie ogląda seriale i filmy fantasy oraz sci-fi. Filmy Marvela są mu nieobce, komiksowo woli jednak DC. Ma nadzieję, że kiedyś los Dirka Gently'ego się odmieni. Chętnie zagra w gry (zarówno planszowe jak i komputerowe) i ucieknie z pokoju zagadek. Obecny właściciel Gallifrey.pl i redaktor naczelny.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *