„Pogromcy” – wrażenia redakcyjne

Nadszedł najwyższy czas zamknąć serię wrażeń redakcyjnych z „Doctor Who: Przypływ”. Tak więc oto wrażenia z finału. Oto, co sądzimy o odcinku „Pogromcy”.


Mandalkor: Zrobił to! Proszę państwa, Chris Chibnall dał radę i zamknął wszystkie wątki, które pootwierał w „Halloweenowej Apokalipsie” (i później). Fakt, było przez to znów dużo pośpiechu, ale przynajmniej nic nie zostało w drażniący sposób zapomniane czy zgubione po drodze. Chociaż nie – jeden wątek nie został tak całkiem zamknięty, ale akurat ten ciągnie się prawie od początku ery Trzynastej, więc może się jakoś jeszcze zakończy w kolejnych odcinkach specjalnych. Aczkolwiek nie wiadomo, czy to, co się stało tutaj, nie jest zamieceniem niewygodnej sprawy pod dywan. Piszę oczywiście o Dziecku spoza Czasu. Z jednej strony szkoda, że póki co nie dowiemy się nic więcej, a z drugiej bardzo dobrze, że Doktor stwierdziła, że nie jest aż tak istotne, kim była, bo ważniejsze jest to, kim jest teraz. Choć może to być jedynie moja interpretacja sceny z odrzuceniem zegarka na dno TARDIS. Na pewno żałuję, że Karvanista nie mógł za dużo opowiedzieć o czasach, które spędził z Doktor, bo wygląda na to, że był jej towarzyszem przez jakiś czas. To byłaby historia! I to jeszcze z Doktor graną przez świetną Jo Martin. Ale cóż, może kiedyś.

Karvanista uwięziony z Doktor, odcinek "Pogromcy"

Co do odcinka ogólnie, to ciężko mi powiedzieć, czy mi się podobał, ale zdecydowanie mnie wciągnął, gdyż znów zrobiłem mało notatek. Bardziej się skupiłem na ogarnianiu, co tam się działo – a działo się dużo i jak już wspomniałem dość szybko. Wyłapałem na pewno wspomnienie o Rutanach – śmiertelnych wrogach Sontaran. Wyłapałem również to, że Sontaranie bardzo polubili czekoladę, nie dziwię się jest cudowna. Dlatego też scena ze sklepu mi się bardzo spodobała. Świetnym pomysłem, według mnie, było sklonowanie Doktor, bo interakcja Doktor(a) z samym / samą sobą to coś, na co mi się zawsze przyjemnie patrzy. W sumie nic dziwnego, kto ją / jego lepiej zrozumie, niż on(a) sam(a)? Kolejnym interesującym pomysłem było przedstawienie czasu, jako żywej, myślącej istoty. Szkoda tylko, że nie rozwinęli tego bardziej.

I na koniec, choć nie lubię kończyć negatywnie, wyjaśnienie, czym jest Przypływ mnie zawiodło. W sensie, serio, po prostu antymateria? To jest coś w stylu: „Nie mamy pomysłu jak coś wyjaśnić. Wrzućmy tam fizykę kwantową!”. Niby tutaj to nie jest duża przesada z punktu widzenia nauki, no bo de facto antymateria jest najlepszym możliwym sposobem pozbycia się materii (a w efekcie wytworzenia promieniowania), no ale poważnie? Po tajnej organizacji, która ma takie możliwości, oczekiwałem jednak czegoś bardziej spektakularnego. I może to był mój błąd.

Alternauta: Podobnie jak Mandalkor, ja również nie spodziewałem się, że Chibnall da radę wyrobić się z wątkami pozostawionymi na finał. A było tego sporo. Rój. Sontaranie. Wielki Wąż. Przypływ. Claire i Jericho. Bel i Vinder. Cybermeni i Dalekowie. I tu trzeba Chibnalla pochwalić, bo faktycznie mogło się nie udać. Choć zostało trochę pytań bez odpowiedzi, jednak praktycznie wszystkie wątki dostały swoje zakończenia, lepsze lub gorsze. Wprawdzie wątek TARDIS został przesunięty na odcinek noworoczny, jednak całą resztę udało się zmieścić w prawie godzinnym odcinku. Zgadzam się też, że niestety w efekcie dostaliśmy po raz kolejny odcinek z grupy bardziej chaotycznych.

Jericho w ostatniej scenie, odcinek "Pogromcy"

Co jeszcze dobrze w tym odcinku wyszło? Niewątpliwie scena śmierci Jericho. Jericho, och! To był prawdopodobnie najlepszy obok Karvanisty wybór na postać, której śmiercią widzowie się przejmą. Nie dało się go nie lubić i nie smucić jego odejściem. Tak to się robi, panie Chibnall, niewątpliwie jest w tym też duża zasługa Kevina McNally’ego, którego z przyjemnością oglądało się w tej roli. Wystarczyły trzy odcinki. Wspomnijmy teraz Ryana, za którym raczej nie zatęskniło wiele osób i myślę, że niewiele więcej zatęskni za Yaz. Więcej odcinków, a widz czuje jednak jakoś mniejsze przywiązanie emocjonalne. Ponadto jak zwykle wszelkie interakcje Dana i Karvanisty to było czyste złoto. Szkoda, że Karvanista nie pozostał w obsadzie. Sontaranin dający się przekupić czekoladą jak dziecko – jest pewna dziecinność w zachowaniu osób postępujących jak Sontaranie, oceniam scenę na plus. Ponownie aktor grający Williamsona, Steve Oram świetnie sobie poradził. Nie jestem pewny, ale chyba w scenie pożegnalnej pojawił się drobny błąd montażowy – Williamson dwa razy zdejmuje kapelusz bez zakładania go. To jednak drobnostka, na którą można spokojnie przymknąć oko.

Niestety, jak w większości odcinków od obecnego (póki co) showrunnera, są pewne problemy, przez które ciężko nazwać odcinek idealnym. Najpoważniejszy nazywa się HI-PO-KRY-ZJA. Tak, mam problem z hipokryzją Trzynastej. Sądząc po opiniach w Internecie, nie tylko ja odniosłem wrażenie, że Trzynasta popełniła w tym odcinku potrójne ludobójstwo. Jak nie poczwórne, jeśli wliczymy Lupari, którzy zginęli przez to, że jedna z kopii Trzynastej wbiła się statkiem w siedzibę Sontaran. Jest to w mojej ocenie absolutnie sprzeczne z tym, jaką postacią jest Doktor. Owszem, nie jest to pierwszy taki przypadek, gdy ta inkarnacja tak robi. Choćby skarcenie Ryana za użycie broni, po to by później nawet wprost stwierdzić, że zasady są dla innych. Owszem, Doktor ma swoje mroczniejsze momenty, szczególnie Zwycięskiego Władcę Czasu w wykonaniu Dziesiątego. Tylko takim działaniom zawsze towarzyszyła refleksja (przynajmniej w New Who), mroczniejsze momenty były wyraźnie zaakcentowane, było czuć, że do głosu dochodzi ta część Doktora, której lepiej nie wypuszczać na światło dzienne. Co dzieje się w tym odcinku? Wszystko gra, w końcu to zrobiła Doktor. Przykre, że Doktor ponownie, tak jak w poprzednim odcinku, zapomina o własnych słowach – „moralność to siła”, które wypowiedziała do Tecteun. Zapomina także, że jeszcze parę chwil temu sama pouczała Wielkiego Węża odnośnie masowych morderstw. Zapomina, że upominała generała Logana w „Wojnie Sontaran”, kiedy to skarciła go za atak na wycofujących się Sontaran i stwierdziła „Ludzie tacy jak ty, sprawiają, że zastanawiam się czasami, czemu zawracam sobie głowę ludzkością.”. Teoretycznie była to inna sytuacja, bo Sontaranie dalej pozostawali zagrożeniem, ale… jakoś mniejszy dysonans czułem w „Rewolucji Daleków”, gdy Doktor napuściła Daleków na siebie nawzajem. Może właśnie z powodu świeżych jeszcze jej wypowiedzi. Ponadto wtedy faktycznie ciężko było wyobrazić sobie dużo bardziej pokojowe rozwiązanie. Szczególnie takie, które ceni życie, jak to Trzynasta mówiła Błękitnej. Tymczasem tutaj dodatkowo okazało się (rozwiązanie, które zostało przez fanów przewidziane na podstawie zwiastuna odcinka), że można było użyć Pasażera. W końcu, skoro jest on nieskończony, to dałby radę wchłonąć nie tylko resztki Przypływu, ale i niewątpliwie cały przypływ. Trzynasta oczywiście nie próbowała wcześniej uważnie wysłuchać Diane (okej, rozszczepienie może dekoncentrować, ale nie przesadzajmy). Nie mówiąc już o tym, że rozprawiono się z Wężem w sposób… no budzący wątpliwości czy on na pewno w tym kosmosie przeżyje (jak on tam będzie oddychać?). Trzynasta raczej o tym wiedziała.

Vinder i Diane w Pasażerze, odcinek "Pogromcy"

Swoją drogą Diane doznała niesamowitego olśnienia w tym odcinku, geniuszka. Aż człowiek zastanawia się, co taka osoba jeszcze robi jako przewodnik muzeum. Szczególnie, że wcześniej nie sprawiała zbytnio wrażenia osoby biegłej w takich rzeczach. Niezrozumiałe jest też zachowanie z końca odcinka. Z takim spokojem przyjmowała wszystko, co się wcześniej działo, ale teraz nie… Teraz musi ochłonąć, bo Dan będzie jej przypominał o traumie, również z tego powodu że się spóźnił. Okej, rozumiem że nie zawsze powinno być tak, że jedna osoba (zwykle kobieta dla mężczyzny) jest nagrodą za bohaterstwo i że trzeba było Danowi dać powód, by wszedł do TARDIS ponownie – i w sumie po już tak we właściwy sposób, jednak… nie wyglądało mi to za bardzo naturalnie.

Bel i Vinder. Wątek, który znalazł wreszcie swoje zakończenie. Sporo osób spodziewało się, że dostaniemy wielki reveal, w którym Bel okaże się przynajmniej matką Doktor. A tymczasem dostaliśmy… nic. Po prostu, zwyczajna rodzinka i ich pies, jak to ujął Dan. Podkreśla to też pewną cechę ery Chibnalla – prawie zawsze za tym, co mówią postacie nie kryje się drugie dno, tylko jest praktycznie tak, jak mówią. Chibnall to nie Moffat. Znając już zatem cały wątek (o ile nie nastąpi powrót w odcinku regeneracyjnym), można stwierdzić, że wprawdzie ten wątek zapewne miał odciążyć główny wątek związany z Przypływem. Jednak… jak dla mnie był dosyć zbędny i niespecjalnie ciekawy, a na pewno dało się go dużo lepiej rozłożyć. Nie pogłębił już istniejących postaci, nie wniósł wiele do Whoniversum. Nie budował też specjalnego napięcia. Zarówno Vinder jak i Bel zachowywali się tutaj jak funkcje, jak pionki na szachownicy, nie ludzie. Wprawdzie zapewne chodziło o pokazanie wpływu Przypływu na Wszechświat, szczególnie w przypadku Bel, ale z ich obojga wolałbym, żeby więcej czasu ekranowego dostał Vinder.

Błękitna, Rój, Trzynasta i Czas na zewnątrz Świątyni Atropos, odcinek "Pogromcy"

I tak dochodzimy powoli do końca, czyli złoczyńców sezonu i odcinka. Ponownie w tym sezonie można było odczuć pewne deja vu. Potężni złoczyńcy i Doktor nie ma jak ich pokonać? Żaden problem, pozbędzie się ich jeszcze bardziej potężny złoczyńca jednym pstryknięciem palców (i w efekcie w sumie dalej niewiele się o nich dowiedzieliśmy. Nie wiemy czemu Rój zregenerował a Błękitna nie, skąd pochodzą możemy mieć jedynie przypuszczenia). I do tego jeszcze naprawi Doktor. Zamiast zrobić odwrotnie i powiedzieć „tym razem się postarajcie, moi słudzy” Czas załatwia wszystkie największe problemy za Doktor. Plus za pomysł z ego. Znowu – Jodie w roli Czasu wypadła przyzwoicie, tak jak gdy grała Doktor Ruth. Wprowadzić jednak tak istotną postać będącą personifikacją samego czasu dosłownie na parę minut przed końcem odcinka, która prędko się nie pojawi znowu – to tylko Chibnall potrafi. Zapowiedź nadchodzącej regeneracji to znowu deja vu, tym razem z Dziesiątym, któremu koniec ery przepowiedziała Carmen. W dodatku zapowiedziany został powrót Mistrza, zapewne w odcinku regeneracyjnym, mniej subtelnie się tego nie dało zrobić. Jak wcześniej pisałem – postacie Chibnalla nie bardzo w swoich wypowiedziach ukrywają drugie dno i w mojej ocenie należy dość dosłownie odbierać dialogi przez niego pisane.

W ogóle w tym odcinku Doktor dwoiła się, a nawet troiła (dosłownie) –  jest to jakiś sposób na poradzenie sobie z covidowymi ograniczeniami, ale… Doktor, która może pojawić się wszędzie na Ziemi, pojawia się dokładnie w tych trzech miejscach, gdzie jest potrzebna. Jakże wygodnie. Owszem, interakcje Doktora ze sobą samym zawsze się przyjemnie obserwowało, jednakże tym bardziej było widoczne gadulstwo tej inkarnacji. Widać też było być może pewną zazdrość Yaz, gdy Doktor przyznała, że na siebie leci. Skoro o Thasmin mowa, widać że zabrakło Chibsowi trochę odwagi, by w tym odcinku ruszyć wątek dalej. Szkoda też, że Doktor kompletnie nie przejęła się stanem Karvanisty, którego wprost zapytała o to, czy był jej towarzyszem. Fajnie go potraktowała, na wieść o truciźnie stwierdziła „smuteczek, żyjemy dalej”. Każdy poprzedni Doktor stanąłby na głowie, żeby pomóc Karvaniście – także jako pewne zadośćuczynienie za to, co stało się z Lupari, bo zwykłe „przepraszam” raczej nie powinno załatwiać sprawy. Szczególnie, że ta Doktor miała tak wielką determinację by odzyskać wspomnienia. Czyżby Doktor była tak zdeterminowana, bo dotyczyło to jej samej,  a gdy chodzi o innych to już inna sprawa?

Błękitna otwiera zegarek ze wspomnienami Doktor

Zegarek i wspomnienia Doktor to może na papierze był fajny pomysł, ale jak wspominałem poprzednio, ze względu na to, że widz nie ma żadnego powiązania emocjonalnego z zaginionymi wspomnieniami czy Doktorami, niszczenie Domu nie niesie zamierzonego zapewne ładunku emocjonalnego. Co z tego, że Rój niszczy wspomnienia, skoro i tak nie wiemy, co takiego w ogóle tam było? A końcowa scena z zegarkiem była dziwna. Doktor mówi do TARDIS „Trzymaj to w bezpiecznym miejscu. Gdzieś głęboko w tej TARDIS.”, tak jakby zapomniała, że zwraca się do TARDIS. To jednak mały szczegół w porównaniu z tym, że zabrakło mi tu czegoś. Jakiejś refleksji, czegokolwiek. W końcu Ruth sama wcześniej przypominała Trzynastej, że przeszłość nie definiuje jej obecnie. Tymczasem Trzynasta przez całą serię goniła za Dywizją, za utraconymi wspomnieniami (była gotowa poświęcić życie na Atropos w trzecim odcinku, byle cokolwiek więcej zobaczyć). Taka zmiana nastawienia pozostawiona bez komentarza… Owszem, czasem lepiej jest króliczka gonić, niż złapać go, ale jak mówię, zabrakło mi tutaj czegoś takiego. Dodałoby to wagi scenie, w której i tak nie jesteśmy mocno do zegarka przywiązani. Szczególnie, że wreszcie usłyszałem motyw Trzynastej w serialu! Szkoda, że wydarzyło się to dopiero w ostatnim odcinku ostatniej pełnej serii. Kolejny dowód, że coś mocno nie tak poszło tutaj z wykorzystaniem nie takiej złej muzyki od Seguna. No i wreszcie – jestem pewien, że zegarek się pojawi w odcinku regeneracyjnym. Jak pisałem, wypowiedzi postaci w tej erze trzeba odbierać bardzo dosłownie. „Chyba, że naprawdę o to poproszę”, jest to jak dla mnie zapowiedź, że zegarek jest strzelbą Czechowa – jeśli się pojawiła, to w kolejnym akcie musi wystrzelić. Oczywiście może to też być sposób na odsunięcie problemów związanych z wątkiem Dziecka spoza Czasu na później, dla przyszłych showrunnerów, ale myślę że jednak Chibnall wiedząc już, że odejdzie, jeszcze do zegarka wróci w odcinku regeneracyjnym. Doktor nie przejęła się też kompletnie zniszczeniami ukochanego Wszechświata, tylko była gotowa wyruszyć z Yaz i Danem na kolejną przygodę. Świat też jakoś dziwnie szybko wrócił do normalności, co widzimy po scenie w muzeum.

Podsumowując, „Pogromcy” robią pewne rzeczy dobrze, ale nie jest to dobry finał „Doctor Who”. Raczej jest mniej kontrowersyjnie niż poprzednio. Mimo dziur fabularnych i zarzutów dotyczących realizacji różnych wątków, ten odcinek dało się oglądać. Gdybym miał wystawić ocenę cyfrową, to zapewne oceniłbym odcinek na 5/10. Bez szału, ale ujdzie. A jak Chibsowi wyszedł odcinek noworoczny? O tym już następnym razem.


A jakie jest Wasze zdanie o odcinku „Pogromcy”? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach, na naszej grupie Polscy Gallifreyanie oraz na naszego Discorda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.