Dlaczego towarzyszki? Czyli myślę za Doktora

Towarzysz, a właściwie zazwyczaj towarzyszka, to równie stały element serialu jak sama postać Doktora. Wprowadzana jest po to, żeby dać widzom punkt odniesienia, by mogli identyfikować się z jej postrzeganiem świata.

Oczywiście każdy będzie się identyfikował w różnym stopniu z różnymi towarzyszkami. Dlaczego? Można zaryzykować stwierdzenie, że każdy z nich pokazuje i reprezentuje jakąś cechę, która w mniejszym lub większym stopniu będzie przemawiać do konkretnego widza. Ale jakie są to cechy w przypadku poszczególnych postaci? W sposób absolutnie nienaukowy i opierając się całkowicie na własnej intuicji, postaram się dokonać analizy i pewnego porównania najważniejszych towarzyszek nowych serii – Rose, Marthy, Donny, Amy i Clary. Co każda z nich reprezentuje? Jaka jest jej motywacja do podróży z Doktorem? Jak się w ich wyniku zmienia? A także czego, jako postać, może nas nauczyć albo – przed czym przestrzegać?

towarzyszkiRose – zagrożenie przeciętnością

Pierwsza z omawianych towarzyszek jest postacią o tyle ciekawą, że ciężko na jej podstawie domyślać się, do jakiej grupy miał zostać skierowany serial. Czy miały to być osoby podobne do niej, dla których telewizja jest jedynym sposobem zapełnienia czasu? Rose, którą poznajemy w pierwszym odcinku, jest młodą dziewczyną, bez specjalnego wykształcenia, która pracuje w sklepie, żyje sobie od jednej do drugiej zmiany, mieszkając gdzieś w bloku z mamą, spotykając się z chłopakiem… Nie zastanawia się nad życiem i w sumie nie przeszkadza jej to, że każdy dzień wygląda podobnie. Przeżyłaby pewnie cały swój czas właśnie w ten sposób – żyjąc z dnia na dzień, bez żadnych przemyśleń i bez większych ambicji, nie stawiając sobie jakiś szczególnych celów i nie starając się zmienić.

Kiedy w jej życie wkracza Doktor (z całym właściwym mu impetem), Rose po raz pierwszy musi naprawdę podejmować decyzje. Podejmować je sama, a w dodatku robić to szybko. Początkowo wydaje się, że nie zaważą one aż tak bardzo na jej życiu, ale im dalej, tym bardziej widoczna jest zaszła w niej zmiana. Rose, z dziewczyny niesionej bezwolnie przez życie, staje się osobą bardziej ambitną, aktywną i ciekawą świata. Okazuje się, że otoczenie może być interesujące i warto je odkrywać, i nad nim myśleć. Że nie warto przyjmować pierwszej rzeczy, jaka nam się trafi, żeby nie musieć się dłużej zastanawiać i mieć decyzję z głowy. Że są rzeczy i sprawy, o które warto walczyć, w których warto mieć swoje zdanie, o które warto się pokłócić – nawet z najbliższymi osobami. Że czasem warto zacząć odstawać od otoczenia i stać się czymś więcej, niż my sami i inni, znający nas od zawsze, mogliby przypuszczać.

Podczas podróżowania z Doktorem, Rose zmienia się więc całkowicie. Staje się osobą samodzielną, ciekawą wszechświata i innych żyjących w nim istot, aktywną, logicznie myślącą, podejmującą własne decyzje i działającą, aby wprowadzić je w czyn – nawet jeśli wymaga to przeciwstawienia się komuś.

Rose z początku pierwszej serii obrazuje wszystkie osoby żyjące przeciętnie z powodu braku ambicji, lenistwa i ogólnego braku zainteresowania światem. Osoby, które mogłyby być czymś więcej, ale im się nie chce, bądź nie mają pojęcia, że mogą to zrobić. I nie mają impulsu do rozwoju w postaci Doktora, który wpadnie i wywróci życie do góry nogami.

towarzyszkiMartha – potrzeba pomagania

O Marcie pisać mi ciężko. Niby ma sporo cech, przez które jest do mnie podobna. Może najwięcej ze wszystkich opisywanych tu towarzyszek. Ale jednak coś nie zagrało i jest to dla mnie postać po prostu nudna. Może dlatego, że była za grzeczna i za dobra?

Tym niemniej można dojść do ciekawych wniosków, gdy spróbuje się wyciągnąć sedno jej podróży z Doktorem. W przeciwieństwie do Rose, Martha nie potrzebuje dorosnąć, nie potrzebuje impulsu do podejmowania własnych decyzji, do otwarcia się na świat. Już na początku jest ambitną studentką, zaciekawioną niewyjaśnionymi fenomenami (jak podwójne serce Doktora), mającą potrzebę rozwiązywania zagadek i pomagania innym.

Właśnie pomaganie może – moim zdaniem – być powodem tego, co robi. Już przez wybór takiego, a nie innego, kierunku studiów (docelowo – zawodu), czyli medycyny, pokazuje swoją chęć pomagania. Poznaje Doktora i jemu też chce pomóc. Dowiaduje się o nim więcej i coraz bardziej chce „wyleczyć” go z melancholii i zastąpić mu to wszystko, co stracił. W przeciwieństwie do Donny, która przy pierwszym spotkaniu zdaje sobie sprawę z tego, że Doktor nie może być sam, ale nie decyduje się wziąć na siebie tej odpowiedzialności, Martha chce sama zastąpić mu wszystko co stracił. Stara się być jak najbardziej pomocna, wręcz zgadywać życzenia, robić wszystko co potrzebne… Doskonale widać to w dwuodcinkowej historii Natura ludzka/Rodzina Krwi („Human Nature”/„The Family of Blood”), kiedy to zupełnie nie odpowiada jej działanie, które Doktor chce podjąć, ale zgadza się na nie, co później przysparza jej sporo kłopotów. Wydaje mi się, że inne towarzyszki nie zgadzałyby się na tak ryzykowny plan aż tak łatwo. A przynajmniej wykazałyby w takiej sytuacji dużo większą inicjatywę, nie ograniczając się jedynie do ciągłego odsłuchiwania pozostawionych instrukcji, doskonale wiedząc, że nie znajdzie się tam żadnych nowych informacji.

Krótko mówiąc – moim zdaniem Martha stara się zapełnić pustkę, jaką Doktor może odczuwać, poprzez spełnianie jego życzeń i poleceń. Nie wykazuje inicjatywy, nie ma własnych pomysłów, daje się raczej prowadzić za rączkę, licząc na to, że zastąpi Rose. Jej odejście – związane z faktem zrozumienia, że nie osiągnie tego celu – jest w pewnym stopniu pozbyciem się złudzeń. Jednak – jak widać z jej późniejszych losów – nie do końca. Ostatecznie kończy przecież pomagając innym i broniąc ich przed zagrożeniami, z których nawet nie zdają sobie sprawy. Choć (na szczęście) tym razem nie stara się już zastąpić nikogo innego.

towarzyszkiDonna – strach przed brakiem możliwości

W tym przypadku sytuacja jest poniekąd odwrotna niż w przypadku Rose. Donna może i ma ambicję, pomysłowość i chęć odkrywania (widoczne choćby w odcinku Partnerzy w zbrodni („Partners In Crime”), kiedy sama zaczyna poszukiwać niewyjaśnionych zagadek, aby odnaleźć Doktora), jednak jej bezpośrednie otoczenie (i wskutek tego ona sama) skutecznie osadza ją na pozycji „tylko sekretarki”. Najbardziej wierzącą w nią osobą – właściwie jedyną – jest jej dziadek, przekonany, że może ona osiągnąć niesamowite rzeczy. Musi tylko znaleźć coś, co pozwoli jej ten potencjał wykorzystać.

Dokładnie tym staje się dla niej Doktor – daje jej możliwości, których Donna nie ma w swoim życiu. Możliwość wykazania się mądrością życiową, sprytem, ukrytym talentem. Możliwości poszerzenia horyzontów i rozwiązywania zagadek. Donna skwapliwie z tego korzysta, a my widzimy, jak wreszcie żyje. Zmienia się jej podejście do innych, zachowanie, perspektywa, nabiera spokoju i doświadczenia. Ale jednocześnie zostaje tą samą wyrazistą osobowością. Obserwując jej zmianę, związaną z podróżami z Doktorem, możemy też zauważyć, że wszystkie te pozytywne cechy tkwiły w niej już wcześniej – kiedy miała na tyle dużą wrażliwość, aby po jednej podróży poradzić Doktorowi co powinien zrobić i przestrzec go przed nim samym (Uciekająca panna młoda/„The Runaway Bride”); kiedy wielokrotnie wykazywała wrażliwość na los innych istot,czy kiedy szybko pojmowała zasady, którymi musi kierować się Doktor (jak chociażby w odcinkach Planeta Oodów („Planet of the Ood”) oraz Ogień z Pompejów („The Fires of Pompeii”).

Donna jest dla mnie chyba najbardziej tragiczną postacią. Nigdy nie dowiemy się jak potoczyłyby się jej losy po podróżowaniu z Doktorem, ponieważ musi wrócić do punktu wyjścia. Donna nie chce zapomnieć, bo wie co to dla niej oznacza. Wraca do miałkiego życia, w którym się dusi, które nie daje jej możliwości i perspektyw wykazania się właściwie w żadnej dziedzinie. Do swojego bycia zgryźliwą i miotania się po świecie, gdzie najważniejszym celem jest znalezienie męża. I tylko czasem pojawi się przebłysk geniuszu, którego nie ma kto rozpoznać i docenić, jeśli w okolicy nie ma akurat Doktora…

towarzyszkiAmy – strach przed samotnością i potrzeba posiadania racji

O tym, że Amy boi się porzucenia i samotności napisano już chyba całe kilometry analiz. Na pewno jest to prawda, jest to zresztą całkiem naturalne u osoby z taką historią życiową i rodzinną. Zresztą – Doktor też tutaj specjalnie nie pomógł…
Jednak dla mnie w jej podróżach z Doktorem może nawet ważniejsza jest jeszcze inna rzecz, a mianowicie to, że Amy chce mieć rację. Chce w końcu czuć, że nie pomyliła się odnośnie kogoś. Udowodnić sobie i innym, że jest ważna, potrzebna i ktoś o nią dba. Że miała całe życie rację, wierząc w swojego wymyślonego przyjaciela z budki telefonicznej i bojąc się rysy na ścianie.
To kolejna – po Rose – towarzyszka, która bardzo dojrzewa i dorasta w czasie podróży z Doktorem. W przeciwieństwie do Rose, jest jednak szansa, że Amy przeszłaby podobną zmianę i bez niego, jednak na pewno byłoby to dla niej dużo, dużo trudniejsze. Tutaj obserwujemy przemianę z przekonanej o swojej racji, narwanej, cynicznej i rozgoryczonej życiem dziewczyny w mądrą, dobrą, podejmującą własne decyzje i zdecydowaną kobietę. Ogromna w tym również zasługa Rory’ego, który stanowił przeciwwagę dla Doktora i pomógł Amy złapać konieczny w życiu balans, w efekcie czego dorosła i zmieniła się, przerastając Doktora, ucząc się przede wszystkim kochać i słuchać innych.

Rola Rory’ego jest nie do przecenienia. Sam prawdopodobnie nie zdecydowałby się na podjęcie podróży z Doktorem, do TARDIS wsiadł właściwie tylko dla Amy – aby być z nią, aby jej nie zostawiać i dlatego, że widział jak bardzo jest to dla niej ważne. Przy pewnego rodzaju szaleństwie Jedenastego i jego nieumiejętności siedzenia w miejscu, staje się najpewniejszym punktem odniesienia w życiu swojej żony. Wydaje się, że Doktor zdaje sobie z tego sprawę już od samego początku, kiedy to poznaje Rory’ego i widzi jak traktuje on Amy. Później, w trakcie wszystkich podróży, tylko się to potwierdza – bez niego Amy wcale nie musiałaby zmienić się na lepsze.

towarzyszkiClara – uzależnienie

Bardzo intensywnie zastanawiałam się nad Clarą, która długo wyglądała na okaz zaradności życiowej i mądrości, była jedyną osobą stawiającą życie tutaj nad podróże z Doktorem, traktując go tylko jako hobby, mówiąc wręcz o tym jak bardzo nie jest jej do życia konieczny…

Ale to jednak nieprawda. Zwłaszcza w ostatniej serii widać jak na dłoni, że Clara jest po prostu uzależniona. Od Doktora, od podróży z nim, od adrenaliny, odkrywania nieznanego… Może i przywiązuje wagę do swojego „normalnego” życia i pracy jako nauczycielka, ale z biegiem czasu coraz bardziej widać, że to w pewien sposób zachowywanie pozorów. Nie jest w stanie zrezygnować z żadnego ze swoich dwóch żyć – stara się je pogodzić, okłamując wszystkich dookoła, a zwłaszcza osoby jej najbliższe i bezpośrednio zainteresowane tym, co wyczynia. W odcinku Woźny („The Caretaker”) widać jak bardzo taki sposób funkcjonowania jest dla niej wyczerpujący, jednak nie jest ona w stanie zrezygnować z niczego, nie jest w stanie także swoich dwóch żyć pogodzić i nie potrafi zdobyć się na szczerość. Konfrontacja z prawdą zdaje się być nieunikniona, kiedy kolejne kłamstwa stają się coraz bardziej wyczerpujące.

Możemy analizować różnicę w jej zachowaniu w zależności od tego, z którym wcieleniem Doktora mamy do czynienia. Wydaje się, że największy problem pojawia się po rozpoczęciu ery Dwunastego, ale jeśli się nad tym zastanowić – pewne symptomy pojawiały się już wcześniej. Jedenasty Doktor mógł być przez Clarę traktowany jako odskocznia od rzeczywistości. Jest jednak przywiązana do niego osobiście, do jego postaci i osobowości. Doktor doskonale zdaje sobie z tego sprawę, wie też, że przeskok po regeneracji może być drastyczny, dlatego odzywa się do niej i prosi o pomoc. Dopiero wtedy Clara w pełni akceptuje nowe oblicze swojego przyjaciela. Jednak ponieważ ta relacja z konieczności musi się zmienić, zmienia się także podejście Clary do świata i podróży z Doktorem. Teraz coraz trudniej zdecydować się jej na rezygnację z naszej, ziemskiej rzeczywistości i na pozostawienie poza sobą wszystkiego, co może jej to dać – przede wszystkim pracy (którą naprawdę lubi i ceni) oraz relacji z Dannym. Ta niemożność dokonania wyboru i związana z tym konieczność brnięcia w kolejne kłamstwa staje się dla Clary po prostu męcząca.
Ciekawa jestem, jak zostanie poprowadzona jej dalsza historia. Jak ta postać może się jeszcze zmienić. Czy jej ostatecznie podróżowanie z Doktorem także przyniesie spokój i mądrość, również po całkowitym i ostatecznym powrocie do naszego świata? Czy też będzie się miała coraz gorzej? A może w ogóle tego powrotu nie będzie?

Na koniec możemy się jeszcze wspólnie zastanowić się nad innymi możliwymi wyjaśnieniami i motywacjami do podróży z Doktorem – czy to w przypadku tych postaci, czy to czysto hipotetycznie. Możemy też spróbować porównać do nich własne cechy i motywacje – czy nasze ulubione postacie pasują do nas? Bo – biorąc chociażby pod uwagę najbardziej jaskrawy przykład – czy możemy faktycznie stwierdzić, że nie rozumiemy Clary? Myślę, że każdemu z nas na chwilę stanęłoby serce, gdyby okazało się, że to koniec podróży z Doktorem. Znam co najmniej kilka osób, którym zawaliłby się świat.

Więc – co Wy o tym sądzicie? Jakie były motywacje i cechy towarzyszy Doktora, które sprawiały, że wybierali się z nim w podróż? Dlaczego sam Doktor wybierał właśnie te towarzyszki? Co z tego może wynikać dla nas, widzów? Zgadzacie się z powyższym wywodem, czy macie zupełnie inne pomysły i intuicje? Zapraszam do dyskusji!



Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

9 thoughts on “Dlaczego towarzyszki? Czyli myślę za Doktora

  1. Ciekawy punkt widzenia, ale zdecydowanie nie zgadzam się z oceną Rose z pierwszych odcinków. To znaczy jej postać faktycznie reprezentowała jakąś specyficzną grupę młodych ludzi, ale ich problemem wcale nie jest brak ambicji, czy lenistwo. Chodzi raczej o brak perspektyw – Rose nie skończyła szkoły, bo pracowała w sklepie, bo musiała zarabiać również na swoją mamę i jej główną rozrywką była telewizja, bo gdy nie masz jak zapłacić czynszu nie interesują cię bilety do teatru. Rose, jak tysiące młodych ludzi w UK, Polsce i wszędzie indziej wychowała się i żyła w środowisku, które po prostu nie pozwalało się jej rozwijać.

  2. Ciekawy punkt widzenia, ale zdecydowanie nie zgadzam się z oceną Rose z pierwszych odcinków. To znaczy jej postać faktycznie reprezentowała jakąś specyficzną grupę młodych ludzi, ale ich problemem wcale nie jest brak ambicji, czy lenistwo. Chodzi raczej o brak perspektyw – Rose nie skończyła szkoły, bo pracowała w sklepie, bo musiała zarabiać również na swoją mamę i jej główną rozrywką była telewizja, bo gdy nie masz jak zapłacić czynszu nie interesują cię bilety do teatru. W dodatku mimo to wcale nie była leniwa czy niezainteresowana światem – od początku próbuje się dowiedzieć co stoi za zagadką Doktora, dość uparcie go szuka i już w pierwszym odcinku ryzykuje, żeby go uratować. Doktor nie zaprasza na TARDIS byle kogo – ale Rose już od początku ma dość odwagi i ciekawości świata, żeby jej zaufał. Owszem, zmienia się ona, ale tylko dlatego, że jej horyzonty się poszerzają, na co wcześniej nie miała by szansy. To wszystko czym wykazuje się w ostatnim odcinku pierwszej serii – odwaga, współczucie, lojalność, jakaś upartość w dążeniu do prawdy – ja widziałam już od początku. A jeśli chodzi o decyzję scenarzysty, to moim zdaniem Rose miała pokazać tym wszystkim młodym ludziom przed telewizorami, że nawet bez pieniędzy, talentów i perspektyw możesz być wielkim i dobrym człowiekiem. I niekoniecznie potrzeba do tego Doktora. Co jest jednym z pozytywniejszych morałów w DW.

    1. Owszem, brak perspektyw i sposób życia Rose zdecydowanie wynika z tego, z jakiego pochodzi środowiska i to ono jest odpowiedzialne za jej sposób życia, to na pewno. Absolutnie nie stawiam tutaj zarzutu w jej kierunku, bo przełamanie takiego sposobu życia samemu, zwłaszcza w młodym wieku, jest niesamowicie trudne.
      Zgadzam się też, że Rose musiała mieć w sobie wszystkie pozytywne cechy, które później rozwijała (fakt, Doktor nie zabiera byle kogo), a jej historia to jeden z ważniejszych i najbardziej pozytywnych motywów. Po prostu na samym początku nie jest to dla mnie aż tak oczywiste – staje się jasne dopiero z czasem. ;)

  3. Ciekawy artykuł :) Jeśli o mnie chodzi… Mam swoich ulubieńców w tym serialu, jak i postacie, których nie przełknę. I faktycznie, patrząc na tę analizę, zgadza się to nieco z moim charakterem.
    Amy była towarzyszką, którą poznałam pierwszą. I pokochałam. Lubię ją, uwielbiam. I fakt – ja, niestety, chcę mieć zawsze rację. To okropne, ale się przyznaję.
    Clarę polubiłam dopiero z Dwunastym, ale jak juz ja polubiłam – to na dobre. Uwielbiam relacje Dwunasty/Clara. I samą Clarę również. Inteligentna, nauczycielka, zaradna i… straszna kłamczucha. Ja może nie kłamię zbyt często, ale… Widzę w niej to, co widzę w sobie – uzależnienie od pewnych rzeczy. Nie potrafię się obejść bez moich ukochanych seriali i książek, czasem staja się całym moim światem, a jednocześnie chcę od czasu do czasu wyjść do ludzi i czuć się akceptowana. Próbuję “łączyć dwa światy”, ale mi nie wychodzi.
    Donna również ma wyjątkowe miejsce w moim sercu. Jest wygadana, pewna siebie i myśli, że jest zwykła. Ja również boję się braku perspektyw. Że zrobię studia, będę miała męża i dzieci… A potem wpadnę w rutynę zwykłego życia, bez większego sensu.
    Do Marthy nic nie mam – podobało mi się to, że jest wykształconą kobietą, chcącą pomagać i dawać innym, ale znała własna wartość i nie dała sobą pomiatać. Gdy zrozumiała, że dla Doktora jest tylko substytutem Rose (o której powiem za chwilę), dała sobie spokój. Powiedziała Doktorowi, co myśli. I wtedy Doktor również przejrzał na oczy.
    No i Rose… Nie lubię tej towarzyszki prawie w ogóle. Po prostu: nie. Próbowałam się do niej pozytywnie nastawić i… po prostu się nie da. Może to przez jej romantyczną relację z Doktorem, która sprawiała, że się we mnie gotowało (a to dlatego, że uwielbiam, kocham wręcz River, więc cóż, byłam uprzedzona). Ale to nie jest jedyny powód. Moim zdaniem… Była taka… zwykła. Ja wiem, że się zmieniła i byłą dobra, taaak. Ale to jest właśnie to, co mnie odtrąca – postać niewykształcona, bez jakiegokolwiek planu na życie. Pracuje w sklepie. Wiem, że to o mnie źle świadczy, ale… dla mnie po prostu… Przeskoczyła z takiego życia do życia z Doktorem i wydawało jej się, że jest taka ważna. Widać to na przykład po odcinku “School Reunion”, gdy w bardzo niemiły sposób po prostu wytykała, bezczelnie i chamsko, dużo starszej od siebie Sarze Jane (która mogłaby być jej matką!) jej wiek i to, że Doktor ją zostawił, bo się “zużyła”. Ja wiem, podaję same negatywne przykłady, bo jej nie znoszę. Ale może po prostu lepiej, żeby nikt nigdy nie pytał mnie o moje zdanie o Rose, jeśli ktoś ją lubi. Bo ja jej po prostu nie trawię i kropka.
    Znowu się rozpisałam… No jacie.

    1. Fish fingers and custard dla ciebie, za tą wypowiedź. *u* Mnie też Rose wkurza, z 9 była całkiem ok, ale romans z 10. Uhhhhh. (A River i Doctor to moje OTP <3 )

      1. Dokładnie, jeszcze Rose z 9-tym mogłam przeboleć, ale z Dziesiątym? Zrobiła się z niej taka porażka, że głowa bolała.
        TAK, TAK, TAK! RIVER I DOCTOR – najlepsze OTP świata! <3

  4. Gratuluję kawałka porządnej analizy. I dobrego wstępu – gdyby każdy piszący mety zawiadamiał na początku, o czym i jak będzie pisał, życie byłoby o wiele lepsze :)

    Wydaje mi się, że motywacje towarzyszek zostały trafnie określone. Może w przypadku Amy bardziej skupiłabym się na obsesji na punkcie Doktora (tu ujęte jako potrzeba posiadania racji) niż na obawie przed porzuceniem, ale Amy to moja najmniej ulubiona towarzyszka i nie spędziłam na myśleniu o niej wystarczającej ilości czasu, by czuć się na siłach na głębokie analizy i dyskusje o nich. Wolę skupić się na mojej ulubionej towarzyszce :)

    Zarzucasz Marcie brak inicjatywy, ale pamiętajmy, że prawie przez pół sezonu miała status “jak będziesz grzeczna, to Doktor zabierze cię na jeszcze jedną wycieczkę”. Dopiero pod koniec szóstego odcinka staje się “pełnoprawną towarzyszką” i jeszcze sama musi sobie to wywalczyć(!). Nie mogła po prostu żądać od Doktora, by ten zabierał ją w konkretne miejsca, nie bardzo miała pozycję, by mu rozkazywać (poza tym, nie miała tak naprawdę powodu do żadnego buntu, Doktor nie robił nic kontrowersyjnego). Warto zauważyć, że o ile Martha “daje się prowadzić”, gdy znajduje się w nowej dla siebie sytuacji, nigdy nie waha się na znanym jej gruncie – na przykład gdy trzeba udzielić komuś pomocy lekarskiej. Z biegiem czasu nabiera doświadczenia i już w czwartym sezonie jest całkowicie samodzielna nawet w sytuacjach kontaktu z nieznanymi kosmitami – to wszystko razem moim zdaniem pokazuje, że Martha nie jest osobą bierną z chakakteru, ale na początku obserwuje nowy świat, zadaje pytania, “uczy się” (co koresponduje z faktem, że w trzecim sezonie jest studentką medycyny, a lekarzem zostaje pomiędzy trzecim a czwartym sezonem). Amy i Rose wchodzą w świat Doktora i od razu chcą go zmieniać, dostosowywać do siebie, pewne, że mają rację, podczas gdy Martha chce go najpierw poznać i uznaje doświadczenie Doktora. Nie sądzę, by któraś z tych postaw była lepsza lub gorsza. Donna jest gdzieś pośrodku między jedną a drugą.
    I to nie tak, że Martha nie wykazuje żadnych inicjatyw – gdy trzeba, potrafi się bronić (to ona wpada na pomysł porażenia ludzi-świń prądem), a jedno zdanie od Doktora przekuwa w rok skutecznych działań obejmujących między innymi wielką ściemę na temat tajnej broni zdolnej zniszczyć Władcę Czasu. A kto wpadł na Expelliarmusa? ;)

    Szkoda, że w próbie odpowiedzenia na pytanie, czego towarzyszki mogą nas nauczyć albo przed czym przestrzec, nie przeanalizowałaś tego, jak skończyło się ich podróżowanie z Doktorem i co się z nimi stało później, bo to, myślę, szalenie istotna kwestia i mogłoby wzbogacić temat. Powiedziałabym, że zakończenie wątku z Rose w drugim sezonie uczy nas pokory – Rose (ani Doktor w tamtym momencie) jej nie miała (“jak długo będziesz ze mną podróżować?” “na zawsze”), co skończyło się brutalnym rozdzieleniem. Jednak późniejszy upór Rose (która między drugim a czwartym sezonem się zmienia – czy drugosezonowa Rose powiedziałaby Donnie takim tonem, że ta jest najważniejszą osobą we wszechświecie?) zostaje nagrodzony ponownym spotkaniem i nagrodą pocieszenia/bajkowym happy endem – w zależności od interpretacji. Martha opuszcza Doktora (again, brak inicjatyw?) we właściwym momencie, co wychodzi jej na dobre – co pokazują późniejsze spotkania. Donna otrzymuje najgorsze zakończenie, ale i jej historia jest niestety od początku najbardziej gorzka; Donna otrzymała od losu ogromny dar, ale “Journey’s End” mówi, że nic nie trwa wiecznie i że szczęśliwe zakończenia zdarzają się naiwnym Rose, ale nie twardo stąpającym po ziemi Donnom. Z kolei Amy kończy, dokonując ostatecznego wyboru, przed którym wzbraniała się przez całą swoją obecność w serialu, ucząc nas, że nie można w życiu mieć wszystkiego (ale można i należy próbować). Jestem ciekawa, jak skończy się historia Clary.

    Anyway, wirtualne ciastka za temat i jego realizację. Chciałoby się więcej takich tekstów na Gallifrey pl :)

  5. Ciekawy artykuł, dzięki. Proszę jeszcze o charakterystykę Kolejnych towarzyszek: clary OSWALD i BILL POOTS, oraz RIVER song i missy.
    najbardziej mi się PODOBAŁA donna. Była stanowcza, zadziorna i była pierwsza towarzyszką doktora, która się w nim nie ZAKOCHAŁA . często się z nim KŁÓCIŁA, co wychodziło mu na dobre. Ich wspólne RELACJE oglądałam z rozbawieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *