Team Steven – kilka słów o Moffacie (część 2)

Steven Moffat został obdarowany setkami pozytywnych komentarzy w ciągu kilku lat ciężkiej pracy. W pierwszej części mogliśmy poczytać o wspomnieniach i ulubionych momentach m.in. Marka Gatissa. Czas na drugą część wspomnień ekipy produkcyjnej Doctor Who.

Reżyser Rachel Talalay opowiada o najciekawszej z otrzymanych rad:

Nie mam wielu historii o Stevenie, bo nie spotykamy się często, ale mogę po prostu usiąść i pozachwycać się, jaki jest cudowny. Jest jeden moment wart zapamiętania dla mnie – nie wiem, czy mówiłam o tym wcześniej.

Podczas edytowania Z piekła rodem (“Hell Bent”) zapytałam Stevena, czy jest coś szczególnego, co chciałby dodać do portretu Clary na TARDIS, bo właśnie miałam iść rozmawiać o tym z artystami. A on odpowiedział: „Logika jest elastyczna, poezja niezmienna”.

Wszyscy ruszyliśmy dalej z edytowaniem, tylko że w moim mózgu nagle pojawiło się: „Co?! To jedna z najbardziej niesamowitych rzeczy, jakie słyszałam, a to był taki zwyczajny komentarz!”, więc po cichu to sobie zapisałam, bo wiedziałam, że mogłabym zapomnieć. A im więcej o tym myślałam, tym bardziej stawało się to moją mantrą najlepiej podsumowującą tworzenie filmu – więc zaczęłam tego używać podczas wykładów.

Nie interpretujcie tego mylnie. To odnosiło się do części wizualnej – uczucie, jakie wywołuje, jest ważniejsze niż sposób, w jaki została stworzona. Chodzi o czystą reakcję odbiorców. A to jeden ze zwyczajnych dni Stevena!

heaven sentCoś jeszcze utkwiło Talalay w pamięci?

Moim osobistym ulubionym wspomnieniem ze Stevenem jest moment, kiedy pokazaliśmy mu pierwszą wersję Daru niebios („Heaven Sent”). Na sam koniec nie był w stanie nic powiedzieć. Tak bardzo mu się podobało. W końcu powiedział: „Nie sądziłem, że można z tego tyle wyciągnąć”. Był tak zachwycony, nie zrobił nawet żadnej notatki.

Scenarzysta Peter Harness również dodaje parę słów na temat pracy przy serialu i szczęściu, jakie spotkało fanów:

Mówią, że tworzenie Doctor Who jest jedną z najbardziej satysfakcjonujących i ekscytujących prac, które możesz dostać jako scenarzysta. To prawda, przynajmniej większość czasu. Jednak to również jedna z najbardziej stresujących, niewdzięcznych i zniechęcających rzeczy, dla których, jeśli jesteś wystarczająco szalony, możesz poświęcić swój czas i niemały talent. To jest ciężka robota. Budzi cię każdego poranka o 3:35 ślepą, przerażającą paniką. Rzecz, która wymaga gaszenia stu jeden pożarów podczas oddawania ośmiu różnych scenariuszy napisanych przez siebie i (zazwyczaj) sześciu od innych pisarzy w trakcie trzystu dwudziestu pięciu wywiadów i ośmiuset pięćdziesięciu siedmiu spotkań w dwustu dziewięciu różnych miejscach.

A wiecie, co się stało w czasie ostatniej dekady Doctor Who? Jakaś zniewalająca, rozpustna energia wszechświata przekonała trzech – policzcie, TRZECH – z najlepszych, najbardziej popularnych, cenionych i pożądanych scenarzystów WSZECH CZASÓW, aby oddali swoją twórczość, wyobraźnię, życie prywatne, zdrowie fizyczne i psychiczne w imię służenia Doktorowi – oraz jego fanom. Powinniśmy być za to dozgonnie wdzięczni. Mamy więcej szczęścia, niż moglibyśmy sobie wyobrazić, mając tych cudownych ludzi pracujących dniami i nocami nad naszym ulubionym serialem.

Co takiego Steven Moffat podarował Doctor Who?

Pamiętam, jak ogromnie ekscytujące było zobaczenie Jedenastej godziny („The Eleventh Hour”). Boże, to była porażająca godzina, Boże, to było takie inne, i Boże, było takie niesamowite. Dlaczego? Bo to był pierwszy raz, kiedy znowu nauczono nas, jako widzów, podstawowej prawdy o Doctor Who: że jest o zmianach. Jak poradzić sobie, dziedzicząc najlepszy serial od najlepszych scenarzystów? Kroczysz odważnie przed siebie (nawet, gdy nie czujesz się do końca odważny) i robisz z niego coś swojego.

Uosabia to właśnie Steven Moffat. Objął i utrwalił istotę serialu. Podczas ostatnich ośmiu lat pewnie rewitalizował Doctor Who w sposób, który skręciłby włosy Davida Whitakera. Wygląda na to, że nie ma wyzwania, któremu by nie podołał, żadnego szczytu, na który by się nie wspiął i nie postawił tam TARDIS. Jak można porwać się na coś takiego jak pięćdziesiąta rocznica, radząc sobie z ciężarem tych różnych oczekiwań – swoich, BBC, a co najważniejsze, milionów widzów i fanów na całym świecie – i zakończyć to błyszczącym, doskonałym skarbem jakim jest Dzień Doktora („The Day of the Doctor”)? Chciałbym wiedzieć. Z każdym rokiem i każdym nowym Doktorem przekracza każdą możliwą granicę i za każdym razem, gdy oglądając Otwarcie Pandoriki („The Pandorica Opens”), Posłuchaj („Listen”), Dar niebios („Heaven Sent”) czy Gdybyśmy czasu mieli więcej („World Enough and Time”) myślisz: „nie da rady tego pobić”, on zawsze pójdzie o krok dalej, sprytny drań. Jest prawdziwym superbohaterem. Zrobił z Doctor Who sukces światowy, o którym my, stare zrzędy, nawet nie marzyliśmy.

A jaki jest Steven prywatnie?

W tym talencie, w tej całej szalonej produkcji, w tej odpowiedzialności daje radę być niesamowicie porządnym i uprzejmym człowiekiem. To jest najtrudniejsze. Wyjść z tego szaleństwa i nadal być osobą, z którą ludzie kochają pracować, którą ludzie się inspirują, której chcą zaimponować. Steven Moffat jest świetnym facetem. Tworzyłem z nim trzy sezony i nadal uważam, że jest fantastyczny.

Doctor Who będzie za nim tęsknić. Wszyscy będziemy za nim tęsknić. Ale pewnego dnia wróci. Tak, wróci… Przewiduję, że machnięciem swojego wzorzystego nadgarstka zdmuchnie wszystko. Trochę byłoby to smutne dla nas – biednych scenarzystów, którzy muszą go naśladować i starać się za nim nadążać, ale fantastyczne dla wszystkich fanów, więc dajmy prosto z serca: „Kochanie, jesteś najlepszy” dla człowieka, który zmiótł nas Pustym dzieckiem („The Empty Child”) i od tamtej pory tylko podnosił poprzeczkę.

Dziękuję, Steven, lecę zaśpiewać to z najbliższego dachu. Dziękuuuuuuję!

Będzie wam brakowało scenariuszy Moffata? Macie swoje ulubione odcinki lub sceny? Dzielcie się w komentarzach, a niedługo jeszcze jedna część wspomnień!

Źródło: Doctor Who Magazine

PATRONITE



Zapalony podróżnik, jakby muzyk, trochę student, bardziej marzyciel. Zakochany w brytyjskiej i włoskiej kulturze, filmowych soundtrackach, maśle orzechowym i Dwunastym.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *