„Doctor Who: Forever Autumn” – recenzja
Jakiś czas temu (po zakończeniu 9 serii) zaczęłam rozglądać się za innymi przygodami Doktora. Nie musiałam długo szukać.
Oprócz serialu istnieje bogata oferta książek o podróżach Władcy Czasu i jego towarzyszy. Do rąk wpadła mi właśnie jedna z nich Doctor Who: Forever Autumn napisana przez Marka Morrisa. Autor ten ma na swoim koncie kilka innych książek z uniwersum Doctora Who i Torchwood oraz słuchowisk dla Big Finish Productions.
Książka opowiada o jednej z przygód Dziesiątego Doktora i Marthy Jones, w której bohaterowie podczas podróży w TARDIS odbierają dziwny sygnał energii pochodzący z miasteczka Blackwood Falls w Nowej Anglii w Ameryce. Oczywiście, chcąc dowiedzieć się, skąd pochodzi ta dziwna anomalia, udają się do miasta i rozpoczynają poszukiwania źródła sygnału. Trafiają w sam środek przygotowań do Halloween i stają twarzą w twarz z tajemniczą zieloną mgłą, która z dnia na dzień zasnuła całe Blackwood Falls, lokalną wiedźmą i dziwnym atakami na mieszkańców oraz innymi zjawiskami. Dziesiąty Doktor nie musi się za bardzo męczyć, aby znaleźć przyczynę dziwnych zdarzeń, Spoiler
czyli duże, martwe drzewo zdające się być centrum wszystkich kłopotów
Cała historia jest napisana ciekawym i łatwym w odbiorze językiem. Jednak autor jest Brytyjczykiem, a napisał książkę, której akcja rozgrywa się w Stanach. Wiadomo, że amerykański angielski różni się nieco od brytyjskiego i mimo starań Morrisa można wyczuć, że coś jest nie tak z dialogami bohaterów. Jednak już po pierwszych kilku stronach można się wciągnąć w fabułę utrzymującą czytelnika w lekkim klimacie grozy doskonale wpasowującym się w czas, w którym rozgrywa się akcja książki. Morris stworzył wielu bohaterów świetnie wpisanych w wątki fabuły, ale nie do końca wykorzystał ich potencjał. Etta Helligan, lokalna “wiedźma”, jest dobrze wymyśloną postacią, ma nawet dwie znaczące sceny, w tym jedną z Doktorem, lecz autor nie wykorzystał w pełni możliwości tej bohaterki. Tak jak i mieszkańców Blackwood Falls, którzy po dziwnych atakach “znikają” i nie ma kontynuacji ich wątków.
Jeśli chodzi o pewne wątpliwości w kwestii postaci Dziesiątego Doktora, a dokładniej tego, czy można dobrze opisać zachowanie i sposób mówienia Władcy Czasu, to tutaj możemy zostać mile zaskoczeni, ponieważ autor sprawnie operuje tą postacią i czytając czuje się, jak słowa przelewają się w obraz, a Dziesiąty naprawdę tak by się zachowywał. Dzięki barwnym opisom ma się wrażenie, że całą historię “oglądamy” i zapomina się, że jest to książka, a nie kolejny odcinek serialu.
Książki można czasem podzielić na nakłaniające do refleksji i wymagające skupienia albo na proste, lekkie w czytaniu. Uważam, że Forever Autumn należy do tych drugich, doskonałych lektur na nudne wieczory po całym dniu pracy. Jeśli szukacie czegoś w tym stylu – nie zawiedziecie się.


