Recenzje Time Lord Victorious. Defender of the Daleks #1

Przed Wami recenzja kolejnego elementu Time Lord Victorious: pierwszego zeszytu komiksu Defender of the Daleks z Dziesiątym Doktorem, który zapowiadaliśmy już jakiś czas temu. Autorami są Jody Houser (scenariusz) i Roberta Ingranata (grafika). Jego premiera miała miejsce 2 września i jest to pierwszy (wg kolejności publikacji) element TLV, z którym może zapoznać się fan spoza Wielkiej Brytanii. Poprzedni to niestety niedostępny nigdzie indziej escape room A Dalek Awakens, który poznać można tylko odwiedzając Wielką Brytanię.

Defender of the Daleks okładki

Komiks zaczyna się tym, że Doktor budzi się na podłodze TARDIS i ani on, ani komputer pokładowy nie wiedzą gdzie są i jak się tam znaleźli. Pewne jest tylko jedno – ścigają go Dalekowie. Nie próbują go zabić, nie próbują go zatrzymać. Po prostu za nim lecą. Kiedy w końcu Doktor decyduje się z nimi rozmówić, okazuje się, że Dalekowie proszą go o pomoc. Zagraża im wróg bardziej okrutny niż sami Dalekowie – Hondowie, którzy chcą wyplenić wszelkie życie we Wszechświecie (łącznie z Dalekami, już samo to czyni ich wszak bardziej okrutnymi), a na koniec zniszczą sami siebie. Nieliche wyzwanie dla Doktora, ale sprawa jest jeszcze bardziej złożona. Po pierwsze – Hondowie to dla Władców Czasu postacie z legend i baśni, które miały wyginąć w Mrocznych Czasach. Po drugie, skoro o Władcach Czasu mowa, Dalekowie nagle nie mają żadnych rejestrów na temat Wojny Czasu. Tak więc lista zadań dla Doktora: zapewnić Dalekom ochronę, znaleźć sposób na powstrzymanie Hondów, ustalić jak udało im się przetrwać Mroczne Czasy, dowiedzieć się dlaczego Dalekowie nie pamiętają Wojny Czasu… i nie dać się zabić po drodze. A wróg się zbliża…

Defender of the Daleks 1

Jest to moja pierwsza styczność z komiksami Titana i przyznam, że to miła odmiana po sprinterskich komiksach DWM. Odcinek ma około 50 stron, napięcie jest budowane powoli, a Dziesiąty ma sporo czasu na charakterystyczne dla siebie docinki, zwłaszcza z Dalekiem Strategiem. Fabuła też rozwija się więc powoli, pierwszy zeszyt jest raczej spokojny i kameralny, przez większość czasu Doktor dyskutuje po prostu z Dalekami i rozważa czy powinien udzielić im pomocy. Liczę jednak, że później wydarzenia trochę przyspieszą. Graficznie wypada całkiem nieźle; nie znałem wcześniej Ingranaty. Ma prosty, przyjemny dla oka styl. Wydaje mi się, że warto zwrócić uwagę na to jak wyglądają pancerze Daleków – New Who przyzwyczaiło nas do pozłacanych pancerzy (o kolorowych zapominamy), podczas gdy te tutaj są srebrne z niebieskimi zdobieniami – zupełnie jak Dalekowie, z którymi walczył Pierwszy Doktor. To może mieć znaczenie. Na koniec wspomnę o potworze, który pojawia się na koniec – jeżeli to ma być przeciętny przedstawiciel złowieszczych i niszczycielskich Hondów to osobiście jestem raczej zawiedziony. Można było oczekiwać czegoś więcej niż potwór błotny.

Defender of the Daleks 2

Niewiele więcej mogę dodać, bo jak pisałem, niewiele się na razie wydarzyło. Jedno jest pewne, Defender of the Daleks wzbudza zainteresowanie, choć przyznaję, że Monstrous Beauty na razie intryguje mnie bardziej. Mam nadzieję, że drugi (zarazem finałowy) odcinek będzie bardziej dynamiczny.

A czy Wam udało się zapoznać z jakimś kawałkiem projektu Time Lord Victorious? Jesteśmy ciekawi Waszych wrażeń!

Następny odcinek Defendera już jutro, więc zaglądajcie na stronę – wkrótce ukaże się również jego recenzja! A przed końcem miesiąca pojawi się też recenzja książki The Knight, the Fool and the Dead.



Nerd pod prawie każdym względem. Fan Klasyków i komiksów, brnie dalej przez EU. Przybiłby żółwika Drugiemu, pokłony oddaje Piątemu i chętnie pogadałby o 'kosmicznej magii' z Siódmym, ale najbardziej utożsamia się z Jedenastym, serce zaś oddał Romanie II. Poza tym, wierny fan brytyjskiej literatury.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *