Peter Capaldi: Żadnych flirtów, to pewne
W styczniu na plan zdjęciowy Capaldi nie dotarł jako w pełni „ukształtowany” Doktor:
– Spoglądam czasem w lustro i wydaje mi się, że to tylko ja, nie ON. Ale bywają chwile, gdy widzę tam Doktora i próbuję to uchwycić. To nie jest żaden proces myślowy, raczej instynktowne działanie. Jego charakter ulega znacznej zmianie podczas pierwszych odcinków tej serii. Kostium także ewoluował. Tweedowy płaszcz ze szkarłatną podszewką, czarne spodnie, martensy i kamizelka, którą wybrałem po dziewiętnastym „posiedzeniu” komisji sweter kontra kamizelka; sweter prawie wygrał.
– Dzięki Bogu, że padło na kamizelkę – wytykam cichcem.
– To był bardzo dobry sweter! – broni się Peter. – Nie widziałeś go. Sweter może nie brzmi dobrze, ale potrafi wyglądać świetnie. Tom Baker nosił sweter.
Dobieranie końcowego zestawu ubrań trwało tygodnie, co brzmi jak prawdziwy koszmar dla każdego mężczyzny.

– Próbowałem wszystkiego, każdą sugestię traktowałem poważnie. Wybieraliśmy się do wielkiego sklepu z kostiumami i przeprowadzaliśmy długie, wyczerpujące sesje w przymierzalni. To nie sprawia kłopotu, jeśli trwa piętnaście minut, ale kiedy dobijaliśmy do trzech i pół godziny, chciałem stamtąd uciec. Najbardziej niedorzecznym zestawem, który pokochałem, był ten, w którym wyglądałem jak hrabia Arthur Strong w mocno wyświechtanym swetrze.
Peter Capaldi nie wybrał jednak ubrania „na hrabię”; zdecydował się na wygląd przypominający stylem ubiór magika.
– Magika? – oburzył się Capaldi. – Powiedziałbym, że to dość zaczepny styl. Zawsze chciałem, żeby Doktor nosił czerń; widziałem go w ciemnych kolorach, nie w tweedzie. Matt to naprawdę fajny młody facet, ale chciałem pozbyć się jego stylu i stworzyć własny, trochę surowy.
Wiele fanów Doktora sądzi, że o kierunku fabuły może świadczyć ubiór Doktora. Czy mamy się spodziewać, że dramaturgia zdominuje przebieg akcji?

– Wciąż wysadzamy w powietrze różne rzeczy – mówi nowy Doktor. – To dalej bardzo ważne, ale będzie trochę inaczej niż przez ostatnich parę lat. Nieco przyziemniej. Niektóre sytuacje są bardziej ponure i myślę, że przez to bardziej dramatyczne. Przez te ostatnie dwa czy trzy sezony, które bardzo mi się podobały, nie brakowało wigoru i zapierającej dech w piersiach akcji; utrzymujemy to podejście, lecz wprowadzamy nowy poziom dramatyzmu, nowy ton. Te sceny będą też dłuższe.
Kiedy agent Petera zadzwonił z informacją, że aktor dostał rolę Doktora, Capaldi przebywał w Pradze na planie filmowym serialu Muszkieterowie („The Musketeers”, BBC). To popołudnie spędził, wędrując uliczkami Pragi i nucąc motyw przewodni z Doktora Who:
– Po prostu nie spodziewałem się, że dostanę tę rolę.
Utrzymywał wszystko w sekrecie przed swoją żoną i dwudziestojednoletnią córką przez dziesięć tygodni. Właśnie w tym czasie można było go spotkać w sklepie z gadżetami na West Endzie, zabawiającego siebie i tylko siebie myślą o nowym angażu. Jednak nie od razu zgodził się wziąć udział w kręceniu Doktora:
– Nie chciałem być Doktorem, którego nie byłbym w stanie polubić. Musiałem się przekonać, że serial pójdzie w kierunku, którym byłem zainteresowany. Musiałem też myśleć o zachowaniu pewnego stopnia prywatności. Moje życie zostało błogosławione tą rolą, ale jak tylko to wyszło na jaw, pod moim domem znalazły się tłumy paparazzich. Co prawda wcześniej też byłem rozpoznawalny, ludzie podchodzili do mnie na ulicy i zagadywali, ale nie aż w takim stopniu. Musiałem zdecydować, czy jestem gotowy z tym żyć i spalić za sobą wszystkie mosty. Potem pomyślałem, że przecież kocham Doktora od dziecka, jakże bym mógł odmówić?
Jednakże błędem byłoby myśleć, że Capaldi od zawsze był przeznaczony do tej roli. Jego życie jest zbyt wartkie, żeby pozwolić na jakikolwiek wpływ przeznaczenia na jego bieg, wystarczy spojrzeć na jego CV. Zbierał laury za wiele kreacji, w tym za tryskającego wulgarnością Malcolma Tuckera, chociaż zaledwie rok przedtem spędził cały rok bez angażu, z widmem ciążącego mu kredytu hipotecznego na horyzoncie. Co wówczas poszło nie tak?

– Nie mam pojęcia – odparł Peter. – Tak samo jak nie wiem, jak udało mi się zdobyć pracę rok później. To był jeden z kluczowych momentów w moim życiu. Nie zrobiłem nic dziwnego, nie zacząłem pisać listów ani izolować się od świata. Nie zacząłem chodzić na imprezy, nie próbowałem się pozbierać. Po prostu tak wyszło, praca zaczęła na nowo wkraczać w moje życie i doszedłem do wniosku, że zwyczajnie nie mam nad tym wszystkim kontroli.
Przedtem, w 1995 roku, zdobył Oscara za scenariusz i reżyserię filmu krótkometrażowego Franz Kafka’s It’s a Wonderful Life z udziałem Richarda E. Granta.
– Próbowałem zrealizować tak wiele filmów. Upadały z tego czy innego powodu, więc po co się wysilać? Całe twoje istnienie w końcu koncentruje się na tych produkcjach, a nawet jeśli powiedzie ci się i otrzymasz dwugwiazdkową recenzję w gazecie, co dalej? Szanuję to, ale wolałbym się dobrze bawić.
Co prowadzi nas do jego wczesnych lat, kiedy, jak się sam wyraził, nadszedł czas na „sex, drugs & rock’n’roll”. Po nieudanej aplikacji do szkoły teatralnej Capaldi dostał się do the Glasgow School of Art. Został wokalistą punkowego zespołu Bastards of Hell, który szybko zmienił nazwę na Dreamboys. Perkusistą był Craig Ferguson, obecnie znany najlepiej jako prowadzący amerykańskiego programu The Late Late Show. Odbyli trasę koncertową, nagrali płytę, nawet dzielili scenę koncertową z U2 („Nie wydaje mi się, że ich supportowaliśmy, ale w jakiś sposób się wkręciliśmy”).
W bestsellerowej autobiografii Fergusona relacja z czasu spędzonego w zespole jest pełna nostalgii.
Peter, Roddy (gitarzysta) i ja próbowaliśmy razem kwasu albo grzybków, upijaliśmy się i znosiliśmy kaca. Nigdy nie mieliśmy pieniędzy i zawsze byliśmy brudni, obdarci, było nam zimno i źle, i było wspaniale.
Opisuje Capaldiego jako urodzonego artystę; był wysoki, bardzo szczupły i bardzo przystojny, z marchewkowo rudymi włosami, oczami podkreślonymi eyelinerem i, podczas pierwszego spotkania, „rozmawiającego z podjaranymi dziewczynami, walczącymi chyba o prawo do wdychania mentolowego dymu z jego papierosa”.
Czy Capaldi był pełnowymiarową gwiazdą?
– Cóż, Craig był świetny – opowiada. – Ale pochodził z Cumbernauld, więc myślał, że Glasgow to metropolia. Żaden z nas nie był gwiazdą… Nie mieliśmy pieniędzy. Nigdy nikt nie przeprowadził z nami wywiadu i nie wystąpiliśmy w telewizji.

Nigdy się nie dowiemy, czy sukces Dreamboys czyhał tuż za rogiem, ponieważ Capaldi odniósł swój własny w wieku 21 lat. Pewnej nocy, wracając po koncercie do mieszkania, spotkał reżysera filmowego, Billa Forsytha, gawędzącego z właścicielką domu na klatce schodowej („prawdziwe zrządzenie losu”). Pół godziny później dostał rolę w filmie Biznesmen i Gwiazdy („Local Hero”, 1983) z udziałem Burta Lancastera. Ferguson popadł w uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Capaldi zaś rzucił używki i eyeliner, by zostać profesjonalnym aktorem.
– Lubiłem to, ale nie dawałem rady. Ciężko było mi poradzić sobie z takim brakiem sukcesów. W byciu w zespole najwspanialsze jest tak jakby życie we własnym świecie, ale nie wiem, czy miałbym na tyle wytrwałości, by w nim pozostać.
Reszta to historia. Albo przyszłość, zależy, w którą stronę w czasoprzestrzeni podróżujemy. Tak oto na powrót dotarliśmy do dnia, w którym Peter Capaldi zamienia swój wytarty t-shirt i jeansy na pełny strój Doktora.
Kiedy się przebiera, dzieje się coś niesamowitego. Nie jest na planie, a nasz aparat fotograficzny raczej klika, a nie nagrywa film, ale jego mowa ciała ulega kompletnej zmianie. Wydaje się, że gdy założył pełny ubiór Doktora, urósł ponad swoje 175 cm wzrostu. Jego oczy niemal strzelają laserami, gdy rozgląda się po studiu i, cóż, nie jest już taki zrelaksowany i wesoły. Stoi przede mną szaleniec z Gallifrey, ale w dobrym znaczeniu tego słowa.
– Czy czujesz się teraz jak Doktor?
– Tak – odpowiada, okręcając się na pięcie. – O, tak.
– Takie obroty są normalne u punków?
– To kształty. Żywe – mówi, obracając się jeszcze kilkakrotnie. – Dlatego czarne ciuchy są takie świetne. Można wyczarować pajęcze kształty. To jak niemiecki ekspresjonizm albo karykatury z lat sześćdziesiątych.
Musimy poczekać jeszcze 27 dni, aby zobaczyć, jak jego Doktor–artysta, wyczarowany z entuzjazmu i księgi myśli, odnosi sukces. Miałem możliwość zajrzenia za kurtynę. Głęboko w jego oczach widziałem czysty obłęd, ale też i radość. Będę zaskoczony, jeśli ten Doktor nie będzie najbardziej przekonującym, najbardziej adekwatnym do obecnych czasów. Na razie jednak wrócił do koszulki i jeansów.
Wychodzi cicho, schodami. Nie przez niebieską budkę.
Wywiad przeprowadził: Matt Rudd
Źródło: The Sunday Times
1 2




Według mnie ta zmiana wyjdzie na dobre. Nie lubię “przesłodzonych” relacji, bo są najzwyczajniej w świecie nudne i oklepane. Poza tym nie do końca zgadzam się z tym, że 175 cm to niski wzrost (może dlatego, że sama mam 155 cm wzrostu, a byli znajomi z liceum też byli niscy).
Skoro nie będzie romansów, to River chyba też nie powróci ;( A szkoda, bo była naprawdę bardzo fajna .
Ja w tym widzę głównie zapewnienie, że nie będzie romansu z Clarą i “flirtowania”. Ciągle wierzę, że River wróci. Powinna wrócić. Nie uważam jej wątku za domknięty.
Popieram zdanie Lierre w tej kwestii, według mnie ta wypowiedź dotyczyła raczej relacji z Clarą; w końcu tak naprawdę niewiele wiemy o River, jej wątek to wciąż bardzo szerokie pole do popisu dla twórców programu. :>
…i byłoby co najmniej dziwnie, gdyby ten potencjał postanowili zmarnować.
Mam tylko potrzebę stwierdzenia, że nie, nie wiemy, co sprawiło, że prowadzący ten wywiad dziennikarz stwierdzał chwilami rzeczy… dziwne. ;) Młodzi aktorzy to nie tylko New Who! Peter Davison miał 30 lat, gdy został Doktorem. Matt Smith był tylko o dwa lata młodszy. Trudno mi też zgodzić się z tezą, że nikt nie zna Idrisa Elby. ;D Bywa typowany na nowego Bonda, NIE jest nieznany. ;) A między Capaldim a Coleman różnica wieku jest, owszem, znaczna, ale takie związki istnieją, mają się dobrze i Freudowi nic do tego. Między Ecclestonem i Piper różnica też była spora i nikt się nie oburzał. Humpf. Dziwny człowiek.
Ale obraz nowego Doktora z tego wywiadu wyłania się świetny. I zaczynam nawet lubić Capaldiego, wydaje się być wkręcony po uszy.
Dokładnie. Najbardziej mi się podoba to, że jest taki wkręcony. Widzę w nim entuzjazm ;) Co do tych flirtów i romansów – nie mam nic przeciwko, ale nie chciałbym, żeby to był główny motyw. Poza tym, Clara już i tak ma sporo adoratorów ;P Ale chcę River. Mogłaby wrócić.
No. Na razie jest dobrze. Mam nadzieję, że będzie wystarczająco mrocznie. I na razie mam taką samą nadzieję i oczekiwania w stosunku do Petera Capaldiego, jak od początku – będzie super :D
Już powoli widzę, zamglony obraz władcy czasu. Zapowiada się świetnie.
Capaldi był RUDY! :D
Wywiad jest całkiem całkiem, ale ten dziennikarz, który prowadził wywiad jakieś bzdury wygadywał…
Przy fragmencie o rudych włosach i eyelinerze musiałam przerwać czytanie na dłuższą chwilę. ;D
Miałam ochotę wstawić jego fotkę jak był rudy z eyelinerem, ale nie chciałam spamować obrazkami :D
Żartujesz??? Takie ważne zdjęcie to nie spam! Dawaj tutaj. ;D
Ja jego rude(?) zdjęcie z eyelinerem znalazłam tylko takie, ale nie wiem czy o TAKIE chodziło:
Jakie piękne… ;_;
Tak.