A-Z niedocenianych odcinków (część 1)

Historie niekochane i niesłusznie zapomniane. Odcinki, o których w fandomie mówi się rzadko, choć z różnych powodów zasługują na więcej uznania. O niektórych z nich pewnie zapomnieliście, o istnieniu niektórych część z was być może nawet nie wiedziała. Przedstawiam nieco subiektywną listę moich ulubionych niepopularnych odcinków Doktora Who i postaram się was przekonać, że warto je poznać lub sobie odświeżyć.

The Ambassadors of Death

Gdybym miała dostać grosik za każdy raz, kiedy w fandomie usłyszałam o tym odcinku, to wiecie, ile miałabym grosików? Zero. Najgorzej, że zupełnie nie mam pojęcia dlaczego. Fabuła jest ciekawa i sypie zwrotami akcji dość hojnie. Postaci są sensownie napisane oraz dobrze odegrane. Doktorowi towarzyszy świetna Liz Shaw. Do tego ograniczenia w budżecie i technologii zostały ominięte w genialny sposób: kosmici podszywają się pod ziemskich astronautów, nosząc ich skafandry; nie widzimy, co kryje się w środku, 

i robi to naprawdę dobre wrażenie. Zdecydowanie polecam.

The Bells of Saint John

Po nieodparcie przypominającej Slendermana Ciszy Moffat wziął na warsztat kolejną straszną historię rodem z internetu circa 2010: motyw przeklętego pliku komputerowego, którego otwarcie zrobi ci jakąś okropną krzywdę. Tym razem nieszczęśnicy, którzy połączyli się z pewną dziwną siecią Wi-Fi, znikają i zostają uwięzieni przez Wielką Inteligencję. Nie jest to może najlepszy odcinek, ale nawet mnie się podobał, a to coś znaczy, bo nie lubię ani Jedenastego, ani Clary, ani w ogóle 7 serii… Za to kocham miejskie legendy z dreszczykiem, więc to pewnie dlatego. Ale trzeba przyznać, że ostatnia scena („Gdzie moja mamusia i tatuś?”) była naprawdę mocna i choćby dla niej warto odcinek obejrzeć jeszcze raz.

The Celestial Toymaker

Jako że Toymaker jest moim ukochanym pomniejszym czarnym charakterem Whoniversum, nie mogło tu zabraknąć jego debiutu: jednej z tych przygód Pierwszego, które świetnie przełamywały schemat odcinek historyczny vs. odcinek futurystyczny. Umiejscowienie tej oryginalnej opowieści wymyka się takiej klasyfikacji; dzieje się ona gdzieś poza naszym wszechświatem, w wymiarze rządzącym przez Toymakera – istotę porywającą ludzi i zmuszającą ich do różnych gier i zabaw. Zwycięzcy odchodzą wolno, przegrani zostają zamienieni w zabawki i uwięzieni w surrealistycznym, trochę śmiesznym, trochę strasznym oraz śmiertelnie niebezpiecznym świecie. Brzmi ciekawie?

Day of the Daleks

Wszyscy doskonale znamy ten motyw: bohater cofa się w czasie, pragnąc zapobiec jakiemuś katastrofalnemu wydarzeniu, by dowiedzieć się, że jego wysiłki są bezpośrednią przyczyną rzeczonej katastrofy. Doktor Who sięga po niego zaskakująco rzadko – poza Day of the Daleks najbardziej zbliżyły się do niego chyba tylko Ognie Pompejów (The Fires of Pompeii). Interesującym zwrotem jest też umiejscowienie tej historii w teraźniejszości (z wyraźnymi aluzjami do ówczesnej sytuacji politycznej) i przyszłości, zamiast, tradycyjnie, w przeszłości i teraźniejszości. Czy właśnie zaspoilerowałam wam cały odcinek? Nie do końca; całkiem sporo się tam dzieje i wciąż warto go obejrzeć.

The Edge of Destruction

Już sam początek Doktora Who nieco nadaje ton reszcie serialu i pokazuje, czego możemy się spodziewać: w pierwszym odcinku podróżujemy w przeszłość Ziemi, w drugim walczymy z kosmicznymi potworami w postapokaliptyczno-futurystycznej scenerii, a trzeci jest taki dziwny i niepodobny do wszystkiego. Najbardziej, jeśli już z czymkolwiek, kojarzy się on z Północą (“Midnight”) – tutaj też mamy małą grupkę postaci uwięzionych w zepsutym pojeździe (w tym wypadku w dryfującej TARDIS), które pod wpływem jakiejś tajemniczej siły oraz własnych emocji zaczynają się dziwnie zachowywać i obracać przeciwko sobie. Oklaski za grę aktorską dla Jacqueline Hill za słuszne nagadanie Doktorowi i dla Carol Ann Ford za próbę zamordowania towarzyszy nożyczkami.

The Faceless Ones

Wczesna historia z Drugim Doktorem, która istnieje trochę w cieniu dwóch następnych, kultowych odcinków: Evil of the Daleks oraz The Tomb of the Cybermen. Fakt, w porównaniu z nimi wypada trochę blado, ale wciąż warto ją obejrzeć i to nie tylko po to, żeby wiedzieć, o co chodzi w początkowej scenie Evil. A zatem po co? Chociażby dla Jamiego, którego reakcje na rzeczywistość dwudziestego wieku są równie urocze, co jego relacja z Doktorem. Albo właśnie dla Doktora, który zdecydowanie nabiera charakteru. Ewentualnie też dla dość niecodziennego pomysłu kosmitów, którzy zakładają biuro podróży, by porywać turystów – to się nazywają niezapomniane wakacje…

The Gunfighters

Nigdy nie przepadałam za westernami, ale kurczę, na The Gunfighters dobrze się bawiłam. I o to chodziło – w przeciwieństwie do na przykład Miasteczka Mercy (“A Town Called Mercy”) (tak żeby pozostać na Dzikim Zachodzie), to nie jest odcinek, który brałoby się na poważnie. Kiedy to już ustalimy, możemy się pośmiać do woli: z Doktora zamawiającego mleko w saloonie, ze Stevena i Dodo zmuszonych śpiewać kowbojską balladę (która, łamiąc czwartą ścianę, podsumowuje i zapowiada wydarzenia odcinka), z parodii wszystkich westernowych klisz. Rozrywka gwarantowana.

The Hand of Fear

Prawdopodobnie najpopularniejszy odcinek w niniejszym zestawieniu, ale wciąż wystarczająco rzadko wspominany, by go tu umieścić. Odcięta ręka być może nie wydaje się na pierwszy rzut oka najlepszym czarnym charakterem, ale odcinek szybko się rozkręca; choć na pierwszy plan zdecydowanie wybija się osiągająca punkt kulminacyjny dynamika pomiędzy Doktorem a Sarą Jane, to sama historia też jest dość ciekawa, a akcja wartka. Do tego rzecz drugorzędna, ale warta wspomnienia: Eldrad nosił (tak, to mężczyzna, tylko wskrzeszony w ciele kobiety) jeden z najpiękniejszych kostiumów w historii serialu (kto twierdzi, że w klasykach panuje tylko tandeta, może mi skoczyć). Miło popatrzeć.

The Ice Warriors

Poza słynną sceną z krzyczącą Victorią, którą Chris Achilleos wykorzystał na swojej klasycznej okładce oryginalnej nowelizacji, niewiele się zwykle z tego odcinka pamięta. A przecież jest w nim więcej niż tylko pierwsze wystąpienie Lodowych Wojowników. Ukazany w tle inwazji Marsjan konflikt pomiędzy ludźmi uzależnionymi od technologii a tymi równie ślepo ją odrzucającymi ani trochę się nie zestarzał, Drugi Doktor pokazuje swoją ciemną stronę w brutalnym finale, a całość dopełnia wspaniała ścieżka dźwiękowa. Pozycja obowiązkowa.

Journey to the Centre of the TARDIS

Jeśli mam być absolutnie szczera, to Podróż do wnętrza TARDIS znalazła się tutaj głównie dlatego, że poza Końcem podróży (“Journey’s End”) (które się nie liczy, bo jest drugą częścią podwójnego, a do tego dobrze znaną), jest to jedyny odcinek na “j”. Ale skoro już tu jest, to zastanówmy się nad jego zaletami… Nie ma co szukać daleko: największy plus podpowiada już tytuł. Wprawdzie trochę więcej wnętrza TARDIS widzieliśmy wcześniej, we wspomnianym już The Edge of Destruction oraz w The Invasion of Time z Czwartym Doktorem, to nigdy nie zostało to zrobione z takim rozmachem, jak tutaj. Zatem, choć postaci czy fabuła mogły być bardziej dopracowane, to można obejrzeć, bo miłe dla oka.

The Keys of Marinus

Odcinek wyróżniający się nie tylko dlatego, że Terry Nation napisał coś, co nie jest o Dalekach, ale też zaskakująco wartką akcją jak na pierwszy sezon. Kiedy po The Daleks i Marco Polo wydaje ci się, że tu tylko nuda jak okiem sięgnąć, nagle przychodzi Marinus ze sprytnym rozwiązaniem: każda część historii dzieje się w innym miejscu, więc siłą rzeczy akcja jest skondensowana, bez tego całego bezsensownego biegania tam i z powrotem, bycia porywanym, uciekania i wpadania znowu w pułapkę, które jest zakałą wczesnych klasyków. I choć od strony wizualnej zalatuje trochę taniochą, to ogląda się dobrze; do tego duży plus za to, że planeta ma swoje regiony, z różnymi mieszkańcami i krajobrazami – taka głupia rzecz, ale powiedzcie mi, gdzie widzieliście to ostatnim razem?



Zagorzały fan klasyków oraz Expanded Universe. Serce oddał Trzeciemu, a duszę przez Ósmego zaprzedał Big Finish. Wbrew obiegowej opinii, ma jeszcze życie poza Doktorem. W przyszłości chce zostać Kuzynem w Faction Paradox.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *