Oficjalny wywiad BBC (4) – Steven Moffat

Oto czwarta (i ostatnia) część oficjalnych wywiadów BBC. Jako ostatni na pytania odpowiadał Steven Moffat. Uwaga na drobne spoilery!

Co dla nas przygotowaliście w 10 serii Doktora Who?

Ta seria to tak jakby nowy początek serialu. Pierwszy odcinek nazwaliśmy, dość przewrotnie, The Pilot – jest idealny na początek, bo wprowadza laików w świat Doktora Who. Zbiera naszych bohaterów: Doktora, Nardole’a i Bill i ciska ich w głąb wszechświata. Są na to zupełnie nieprzygotowani, nie mają broni ani zbroi – muszą sobie po prostu poradzić z sytuacją, w jakiej nagle się znaleźli. Stają się bohaterami, bo nie mają innego wyboru; zostanie bohaterem wyznacza ilość czasu, jaka jest potrzebna, by zacząć być postrzeganym jako bohater. W pewien sposób to najczystsza, najbardziej niewinna wersja Doktora Who. Mamy całkowicie nową twarz – Bill – która wkracza na pokład TARDIS, TARDIS odlatuje, otwiera drzwi, nasze postacie wyglądają na zewnątrz i spotykają potwory, z którymi należy wygrać. Typowa fabuła. Oczywiście, ta fabuła ulega komplikacjom, ponieważ Doktor jest o wiele bardziej złożoną postacią niż zdaje się na pierwszy rzut oka. Ale tak jak mówiłem – ten odcinek to czysta esencja Doktora Who. Wszystko, co widzowie powinni wiedzieć, jest w nim wyjaśnione: kamuflaż TARDIS, pojęcie „większy w środku”, nawet gdzieś tam mignie nam Dalek. Pomysłem na ten odcinek było stworzenie porządnego wprowadzenia do całego serialu – historia zaczyna się właśnie w nim. Nie trzeba wiedzieć nic z poprzednich odcinków.

Wiemy już, że to twoja ostatnia przygoda z Doktorem Who – jak wpłynęło to na rozplanowanie dziesiątej serii? Czy miałeś jakieś motywy bądź pomysły, które koniecznie chciałeś w niej umieścić?

To, że to moja ostatnia kadencja w roli producenta wykonawczego serialu, się nie liczy. Liczy się to, że to ostatnia seria Petera w roli Doktora. Nie podchodziłem do planowania w ten sposób, żeby zamieścić wszystko, co chciałbym kiedykolwiek zrobić z tym serialem. Przede wszystkim chciałem zacząć od nowa i jeśli doszukiwać się jakichkolwiek sentymentów w moich działaniach, to byłoby właśnie to – opuścić Doktora Who tak, jakby to był dopiero początek. Chciałem ruszyć z serialem do przodu, bo Doktor Who nigdy nie jest bardziej Doktorem Who, niż gdy żyje chwilą obecną, no i takim bohaterem jest sam Doktor. Teraz jest bohaterem, ale nie można go nim nazwać, gdy włóczy się po wszechświecie, gdy nie chce ratować ludzkości czy być wybitnym, gdy jedyne, o czym marzy, to popatrzeć na pracę silników parowych, pójść do biblioteki albo zjeść lekki lunch z Marią Antoniną czy coś w tym stylu. Ale chwila nadchodzi i Doktor zawsze staje na wysokości zadania. Jest czas, że potrafi być bohaterem i to bardzo istotne, jednak przychodzi też moment, że schodzi z podium. Do następnego razu.

Na jakie nowe i powracające potwory możemy liczyć w nowej serii?

Oczywiście bardzo cieszy mnie myśl o nowych potworach, bo mamy zaplanowane naprawdę świetne rzeczy! Mamy gigantycznego węża w kształcie Tamizy żyjącego pod jej powierzchnią… w sumie jak o tym pomyśleć, to sekwencja początkowa EastEnders zawsze sugerowała coś takiego.

Mamy Emojiboty, które są malutkie, słodkie, komunikują się za pomocą emotek i zamienią cię w szkielet, zanim się obejrzysz. Mamy wzbudzające dreszcz kreatury w odcinku Mike’a Bartletta, ale nie powiem wam, czym są, bo serial stopniuje wiedzę na temat tego, co się właściwie dzieje w tym odcinku. Jednak jestem w stanie zagwarantować, że w czwartym odcinku będą momenty, w których widzowie będą zaszokowani, że pokazujemy takie efekty. Są obrzydliwe, ale jednocześnie wspaniałe. Będą też nowi wrogowie, o których nie będę za bardzo się rozwodził; zdradzę tylko, że nazywamy ich Mnichami (The Monks), mimo że tak naprawdę wcale się tak nie nazywają. Wprowadzamy też wspaniałego szkockiego potwora autorstwa Rony Munro – Pożeracza Światła (The Eater of the Light). Lodowi Wojownicy też znajdą swoje miejsce w tej serii, no i rzecz jasna Missy – najstarszy przyjaciel i najzacieklejszy wróg Doktora.

Jak ważny był wkład Petera w wybór odtwórcy nowego towarzysza Doktora?

Jego zdanie jest bardzo ważne, w końcu będą pracować w duecie całymi miesiącami, widzieć się częściej niż swoich partnerów w życiu prywatnym. Aktorzy grający te role są ze sobą nierozłączni prawie jak prawdziwe małżeństwo. Zarówno prywatnie i w sferze zawodowej jest ważne, żeby pracowali ze sobą w sposób, który jest interesujący i na ekranie, i za kulisami. To praktycznie casting na przyjaciela. W dodatku wkład Petera jest bardzo pomocny, bo w końcu to on gra Doktora, wie, na jakim etapie znajduje się serial jako całość, no i wie to chyba lepiej niż jakikolwiek dotychczasowy odtwórca roli Doktora. Wie, co oznacza grać w Doktorze Who i jaki rodzaj osoby pasuje do jego wizerunku. Dlatego zwracamy dużo uwagi na to, co Peter ma do powiedzenia na ten temat.

Co najbardziej przyciągnęło twoją uwagę podczas pierwszego przesłuchania Pearl Mackie? Jak sądzisz, co wnosi do swojej roli?

To, co Pearl wnosi ze sobą, to niesamowita energia i niestandardowy charakter postaci. Bardzo się różni od Jenny Coleman. Od razu chciałem wiedzieć, jak wpłynęłaby na Doktora i jakie miałaby o nim zdanie. Doktor jest całkiem podatny na wpływ otaczających go ludzi; wydaje mi się, że pozostawiony sam sobie na pokładzie TARDIS snuje się ponuro po jej korytarzach, nie mając nikogo, komu mógłby zaimponować. Dlatego kiedy ktoś wkrada się w jego życie, w jego głowie natychmiast pojawiają się pytania: jak sprawić, by się zaśmiała? Jak zrobić na niej wrażenie? Jak bardzo odbiegam od jej wyobrażeń o mnie? Doktor jest bardzo, bardzo podatny na wpływ innych. Nie wydaje mi się, żeby jego przyjaciele kiedykolwiek zdali sobie sprawę, do jakiego stopnia wpływają na jego czyny i myśli. Pearl (Bill) będzie teraz osobą, na której będzie mu zależeć najbardziej. Stąd pytanie: jak styl Pearl, jej oryginalność, nowoczesność i zagadkowy uśmiech wpłyną na Doktora o ostrych rysach twarzy i rozgniewanych brwiach?

A kim tak naprawdę jest Bill Potts?

Zacząłem z nią prosto. Chciałem, by była kimś, kto zadaje Doktorowi milion dziwnych pytań. A ciekawą cechą Doktora jest to, że większość postaci, które go spotykają i stają twarzą w twarz z inwazjami obcych i obcymi planetami, nigdy nie oglądało wielu filmów. Wydają się wiecznie zaskoczeni na widok wehikułu czasu albo kosmity… Tylko że żyjąc w dzisiejszych czasach widziałbyś takie rzeczy w telewizji cały czas. Dlatego Bill zadaje inne pytania – na przykład takie, jakie realna osoba rzuciłaby Doktorowi. Wszystkim twórcom scenariuszy zadałem to samo pytanie: o co będzie pytać Bill? W momencie, gdy wchodzi na pokład TARDIS, zaczyna od zapytania o ubikację na jej pokładzie, co jest naprawdę rozsądnym pytaniem. Skąd się wzięła nazwa TARDIS, jak się to pisze, czy ten skrót działa tylko w języku angielskim? Jak może twierdzić, że jest z innej planety, czy nie kłamie? Pierwszymi istotnymi cechami była rozległa wiedza, ale też i lekceważenie – wiedza odnośnie rodzaju historii, której jej postać jest częścią (a w jej świecie – Doktor) i lekceważenie w stylu „Nie będę stać i patrzeć, jak odchodzisz, mówiąc mi, że nazywają cię Doktorem” – co to ma znaczyć? To był zalążek pomysłu na towarzysza, a kiedy dodaliśmy do zestawu Pearl Mackie, powstała zupełnie inna osoba. Chwila, w której zdajesz sobie sprawę, że stworzyłeś wiarygodną postać, sprowadza się do momentu, w którym charakterystyka tej postaci nie przychodzi ci z łatwością: na początku możesz zdefiniować to jako postać, ale wraz z ich rozwojem pojawia się coś jeszcze.

Czy potrafisz opisać relację między Bill a Doktorem?

Dobra, mocna relacja między uczniem a nauczycielem JEST przyjaźnią, tylko konkretną odmianą przyjaźni, gdzie jedna osoba wie o wiele więcej od drugiej, a druga jest o wiele bardziej energiczna i rozentuzjazmowana niż pierwsza. Wierzę, że taki przykład relacji jest dobrym modelem związku między Doktorem a jego towarzyszami: on jest w stanie zrozumieć bieg wszechświata, ona doświadcza wszechświata całą sobą. Doktor uodpornił się na dziwy i cuda, jakie oferuje wszechświat i dzięki Bill doświadcza ich na nowo, zaś Bill nie może zobaczyć tych cudów, dopóki Doktor nie wpuści jej na pokład niebieskiej budki policyjnej, więc żyją w swego rodzaju symbiozie. Są przyjaciółmi, a Doktor dodatkowo jest jej mentorem.

Czy cieszysz się z powrotu Matta Lucasa w dziesiątej serii?

Już od pewnego czasu zastanawiałem się nad daniem Doktorowi Petera kogoś w rodzaju lokaja, kamerdynera albo asystenta. Pasowałby mu ktoś, komu mógłby zlecać proste zadania typu przynieś, podaj, pozamiataj, ale też te bardziej skomplikowane. Chciałby mieć pod ręką jakiegoś eksperta, złotą rączkę i ja też już o tym myślałem, tylko miałem na to zupełnie inny pomysł. A potem przez totalny zbieg okoliczności Matt Lucas, który dostał malutką rolę w Mężach River Song („The Husbands of River Song”), napisał, mówiąc, że naprawdę mu się podobało i chciałby wrócić do serialu, jeśli znajdziemy dla niego zajęcie. Myślałem nad tym kilka dni, a potem powiedziałem Brianowi (producentowi wykonawczemu), że byłoby szaleństwem nie wykorzystać takiej okazji z udziałem tak popularnego aktora. Matt jest znakomitym i ujmującym aktorem, w dodatku miał już postać, chociaż pozbawiliśmy ją głowy… więc zorganizowaliśmy jego powrót. Jest takim chłopcem na posyłki Doktora. Jak widzieliśmy w Powrocie Doktora Mysterio („The Return of Doctor Mysterio”), nie jest totalną niedorajdą, mimo że czasami chce za takiego uchodzić – jest przebiegły, cwany, naprawdę użyteczny i ma bardzo podejrzaną przeszłość.


Redakcyjnie musimy wyznać, że uwielbiamy czytać takie wypowiedzi Moffata!

Co myślicie o całej serii wywiadów BBC? Czy możemy spodziewać się dobrej serii?

Źródło: DoctorWhoTV



Katarzyna J. - absolwentka anglistyki, a zarazem wielbicielka szeroko pojętej literatury i kinematografii. Ostatnio zafascynowana językiem i światem (pop)kultury Korei Południowej. Gallifreyański Kot Schrödingera - losowo znika i pojawia się w składzie redakcji.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *