10 lat minęło – The Doctor Dances

Agencja Czasu, nanogeny i muuuummyyy, czyli ciąg dalszy mrożącej krew w żyłach historii.

Po pierwszej części strasznej historii przechodzimy do następnej – The Doctor Dances. Również według scenariusza Stevena Moffata. Czy następna część dopełniła całości i stworzyła prawdziwe widowisko?

doctordances-28-05-2015-1Odcinek zaczyna się w tym samym strasznym momencie, w którym zakończył się poprzedni. Ludzie z wszytymi w twarz maskami przeciwgazowymi zbliżają się do Doktora, Rose i Jacka ze wszystkich stron. Jakimś cudem udaje im się uciec – ostatecznie dzięki nagłej pomysłowości i zaradności Rose. Tylko pojawia się tu problem – cała ta akcja trwa nieco ponad 10 minut. Dzięki temu możemy się już dobrze przyjrzeć i… znudzić postaciami w maskach.  No bo ile można przed nimi uciekać. Dobrze, że chociaż Doktor zatańczył, choć ja nadal nie potrafię zrozumieć sensu tego motywu, który stał się inspiracją tytułu odcinka. W międzyczasie dowiadujemy się, że Jack jest byłym Agentem Czasu, który wziął Doktora za innego ścigającego go Agenta. Między innymi z tego powodu flirtował z Rose. A potem się dziwić, że powstają stereotypy.

Odcinek generalnie trzyma w napięciu. doctordances-28-05-2015-3Nancy przedostaje się na teren ośrodka, gdzie przechowywany jest tajemniczy obiekt; zostaje jednak schwytana i aresztowana. Jak się okazuje, pilnuje jej żołnierz, który został „zarażony” i zaczyna się przeobrażać.  Nancy usypia go kołysanką, nie pierwszy raz w tej historii pokazując, że ma świetne podejście do dzieci (byłaby nieoceniona w dzisiejszym świecie). W takiej sytuacji zastaje ją Doktor, który wraz z Rose i Jackiem również przybywa by przyjrzeć się „statkowi Chula”.

Ostatecznie, zakończenie jest dobre. Doktor domyśla się wszystkiego niczym Sherlock Holmes (nie uciekniesz przed przeznaczeniem, Moffacie). Okazuje się, że to malutkie lecznicze robaczki – nanogeny – winne są przekształcania wszystkich w przestraszone dzieci w maskach. To też swoista wizja tego, jak straszny mógłby być świat z wieloma silnymi, przerażonymi, szukającymi mamy dziećmi. Pytających wprost rozpaczliwie Are you my mummy?

doctordances-28-05-2015-2Niestety, odcinek ten był mocno przewidywalny. Ciągłe sugerowanie, że Nancy coś wie, Nancy coś ukrywa spowodowało, że zakończenia można było się szybko domyślić. Chociaż, szczerze mówiąc, wolę takiego Moffata, niż obecnego, który tworzy jakiś sekret i wyjaśnia go dwie serie później, gdy wszyscy już o nim zapomnieli. Podtrzymuję też swoje zdanie z recenzji Empty Child – jest to odcinek dobry, trzymający w napięciu, z interesującym „przeciwnikiem” (jeśli w ogóle można tak to nazwać), wprowadzający ciekawą i ważną postać, jeden z lepszych w tej serii. I to tyle. Nie powala, fajerwerki nie wybuchają. Czegoś tu brakuje. Nawet, jeśli fajnie się oglądało.

A jaką Wy macie opinię o tej historii – podobną, czy wręcz przeciwnie? Piszcie w komentarzach.



Mateusz K. - sympatyczny student geografii, miłośnik literatury przygodowej i takiego też kina. Dziwny człowiek, który uwielbia psychologię i amatorsko się nią zajmuje (obserwuje ludzi). Poza tym bardzo lubi pisać.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

4 thoughts on “10 lat minęło – The Doctor Dances

  1. Swoją opinię pisałem już w poprzednim artykule z serii. Tu dodam tylko tyle, że nie zgadzam się z przewidywalnością odcinka. Dla mnie sporym zaskoczeniem było to, że to Nancy jest matką . No i te nanoboty też się tego nie spodziewałem…

  2. Jeden z najbardziej przerażających odcinków Doktora Who. Nie zgadzam się, że przewidywalny – nie domyśliłam się niczego. A motyw tańczącego Doktora nie jest trudny do rozszyfrowania – taniec jest tutaj metaforą (albo alegorią? Kiepska z tego byłam) miłości, zwłaszcza tej fizycznej: flirtu, seksu, namiętności. Fakt, że Doktor tańczy, oznacza, że jest zdolny do tego wszystkiego.

  3. Nie rozumiem dlaczego wadą miałoby być wyjaśnianie pewnych wątków na przestrzeni kilku sezonów.

  4. No i kultowe zdanie: “And everybody lives!” Jeden z niewielu odcinków, w którym nikt nie zginął nawet ci źli i to mimo jego mroczności i straszności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *