Wrażenia redakcyjne: Dni Fantastyki

Dwa tygodnie temu we Wrocławiu odbyły się Dni Fantastyki, na których byliśmy nie tylko jako współtwórcy jednego z punktów programu. Oto nasza relacja z tego wydarzenia i co sądzimy o tegorocznej edycji. Poniżej możecie także znaleźć nie taką znowu małą galerię zdjęć z wydarzenia (dla przypomnienia, zdjęcia można powiększyć, jeśli na nie klikniecie) – jeśli byliście na DF-ach, może uda Wam się na nich znaleźć siebie?


Dominek: Tytułem wstępu: koledzy z redakcji, dzięki że namówiliście mnie na wycieczkę na to wspaniałe wydarzenie. Świetny klimat i świetne prelekcje, pierwsza na jaką zdążyłem w ten gorący, sobotni dzień traktowała o tak zwanym woke kapitalizmie i związanymi z nim pomysłami typu czarnoskóre elfy. Bardzo ciekawa i zabawna, dużo czasu dla publiczności i charyzmatyczny ale wyważony prelegent to recepta na sukces. Może nieco mniej doskonale bawiłem się na prelekcji o realizmie magicznym, ale niewątpliwie miał też on swoje momenty, bo i nietrudno odmówić prelegentom racji – któż z nas nie spotkał nigdy lub chociaż nie usłyszał kogoś kto nazywałby fantasy jakimś strasznie kiepskim i niepoważnym gatunkiem? Nie potrafię natomiast ogarnąć umysłem kolejnej prelekcji, o obronie przed wiedźmami i ich czarami ale była niesamowicie zabawna, a to ważne. Potem przyszedł czas na naszego redakcyjnego kolegę Baltazara i jego prelekcję o kosmicznej magii w DW – szacunek za wspomnienie o takich cudacznych elementach uniwersum o których nawet taki pros jak ja nie słyszał. Na prelekcji o otwartych światach w grach siedziałem trochę jak na tureckim kazaniu – gram głównie w stare gry, a mowa była dużo o współczesnych – ale coś tam padło też o tytułach mi znanych, jak seria The Elder Scrolls czy najgorsza gra pseudo-RPG na świecie czyli Gothic. Zaciekawił mnie temat prelekcji „Jak magia psuje dobre światy fantasy” – totalnie się z tym nie zgadzam, toteż tym bardziej ciekaw byłem argumentów prelegentów. Każde z nas zostało przy swojej opinii. Dzień zamknęła pogadanka na temat tego, czemu aż tyle fantasy dzieje się akurat w średniowieczu – muszę przyznać, że im dalej tym bardziej autor odjeżdżał w politykę, i to trochę źle zrobiło jego prelekcji, ale argumenty na zasadniczy temat miał ciekawe. A jakie dyskusje wśród publiczności wynikały… Z chęcią zapoznam się też z pisaną przez prelegenta serią fantasy bo brzmi jak coś, co lubię, chociaż poglądy autora są najwyraźniej tak dalekie od moich jak tylko się da.

Na koniec jeszcze pozdrowienia dla cosplayera postaci Son Goku z anime Dragon Ball, dzięki któremu mam świetną pamiątkę w postaci fotki na której paruję kultowy atak Kame-Hame-Ha z użyciem… Yody z Gwiezdnych Wojen. Nerdy, tego rozumem nie obejmiesz.

I3althazar: To były moje trzecie Dni Fantastyki i z radością stwierdzam, że ta impreza ani trochę się nie starzeje. Nic nie przebije atmosfery Zamku Leśnickiego, który jest kwaterą konwentową po prostu idealną – na tyle małą, że bieganie pomiędzy punktami programu nie męczy, a jednak na tyle dużą, że na wszystko jest miejsce. Park zapewnia dużą przestrzeń dla targowiska, strefy gastronomicznej i miasteczka fantastycznego, a gdy człowiek chce odpocząć od zgiełku, to może swobodnie oddalić się w głąb parku i przejrzeć literackie zdobycze pośród drzew. No i wszędzie dochodzą głosy ze sceny koncertowej, na której pierwszego dnia świetny występ dał zespół Żmij (BTW, jego członkowie wyglądali kropka w kropkę jak Dwunasty i Missy; miałem okazję z nimi porozmawiać, jednak to był tylko ‘nieświadomy cosplay’). Rewelacyjne miejsce. Od strony organizacyjnej też nie można im niczego zarzucić – punkty programowe były ciekawe, a wachlarz warsztatów jakie odbywały się w Miasteczku był świetną odskocznią od ślęczenia na wykładach. Jedynym istotnym minusem był dla mnie brak książeczki konwentowej z opisami punktów programowych, które dawniej były standardem na takich konwentach jak Polcon, a teraz pojawiają się coraz rzadziej. Tym razem było to dodatkowo uciążliwe, bo tabela programowa na stronie konwentu była nieintuicyjna i korzystanie z niej było niewygodne. Należy jeszcze wspomnieć o systemie biletów, które w tym roku podtrzymują strategię z roku poprzedniego i można było kupować miejscówki na konkretne wykłady, lub wykupić karnet dający pełny dostęp. Jest to innowacja, która w zeszłym roku była podyktowana pandemicznymi ograniczeniami, ale mi osobiście takie rozwiązanie odpowiada, bo na DF istotnie jest mnóstwo ciekawych atrakcji dostępnych za darmo. Ot kolejny pozytyw jaki przyniosła pandemia. Jedyny mój zarzut, to że w opisach niektórych warsztatów brakowało jasnego komunikatu, że są one dodatkowo płatne, nawet z karnetem.

Tym nie mniej, bawiłem się świetnie. Z tego miejsca dziękuję też Organizatorowi, za możliwość wygłoszenia prelekcji o Doctor Who. No i mieliśmy przy tym okazję do małego zjazdu redakcyjnego, który powoli staje się DF-ową tradycją. Podsumowując: fantastyczne wydarzenie. Nie wiem jak to robicie, drodzy Organizatorzy, ale róbcie to wciąż!

Alternauta: Tak się składa, że dla mnie to również była trzecia edycja Dni Fantastyki, na której byłem i w pełni zgadzam się z przedmówcą, fantastyczna magia tej imprezy jest w niej dalej zachowana i cudownie było móc na tych parę dni wrócić na ten wyjątkowy konwent.

Dla mnie Dni Fantastyki po odbiorze wejściówek rozpoczęły się od Batmana, a mianowicie prelekcji o tym czy Batman zawsze musi być taką wręcz śmiertelnie poważną postacią. Prelekcja mi się podobała, przykładów było niemało, choć szkoda, że nie udało się pokazać wszystkich, bo widziałem że było przygotowane więcej materiału, niż udało się omówić. Również ciekawe było spotkanie z twórcami „Pół wieku poezji później”, czyli fanowskiego wiedźmina, którego możecie obejrzeć tutaj – polecam, naprawdę dobry film fanowski. Później posłuchałem sobie prelekcji ewolucji człowieka, coś co mogłoby zainteresować osoby zainteresowane tematyką transhumanizmu. Moim zdaniem rzeczowa i wyczerpująca temat na różne możliwe sposoby prelekcja. Chyba najciekawszą piątkową prelekcją były przemyślenia Jakuba Ćwieka o wprowadzaniu postaci kobiecych do fantastyki. Pisarz mówił ciekawie i chętnie dyskutował ze słuchaczami – nie był to żaden wykład, choć na początku poopowiadał trochę o archetypach bohatera w kinie. Fajnie, że na pytanie o postać, która przez długi czas była mężczyzną, a potem została kobietą pierwszą odpowiedzią, jaka padła ze strony zgromadzonych to Doktor Who, muszę przyznać że się nie spodziewałem, że to skojarzenie padnie tak szybko. W każdym razie z tej prelekcji wynikł ciekawy wniosek – jako ludzkość od setek lat nie stworzyliśmy nowego archetypu bohatera, więc oczekiwanie, że w ciągu dekady-dwóch od rozpoczęcia pewnych przemian w popkulturze stworzymy nowych archetyp bohaterki, która nie będzie definiowana przez swoją rolę (np. matka) się po prostu raczej się nie wydarzy, bo musimy wypracować sposób na stworzenie archetypu. Dlatego wszelkie próby powinny być robione z głową, a kobiety powinny przynajmniej współpracować z mężczyznami przy tworzeniu postaci kobiecych, inaczej kalka męskiego archetypu może zostać uznana za tworzenie postaci „na siłę”. Przedostatnią prelekcją w tym dniu była rzecz o prawach autorskich związanych z Śródziemiem – rzecz warta uporządkowania, szczególnie w kontekście amazonowego serialu. A wiedzieliście, że Tolkien Estate zaskarżyło nazwę pewnego pubu i sam Ian McKellen pomagał właścicielom? Dzień zakończyła w bardzo kameralnej atmosferze prelekcja o różnicy między produkcjami fanowskimi a profesjonalnymi, choć w pod koniec rozmowa zeszła trochę bardziej na „Krakowskie potwory”. Tworzyć dla widza, nie dla krytyka – to powinien być cel twórców i niewątpliwi znacznie łatwiej o takie podejście przy produkcji fanowskiej.

Drugi dzień Dni Fantastyki zacząłem od cyberpunku i tego, czy jest tam miejsce na magię. Prelekcja prowadzona przez Krzysztofa Haladyna była właśnie tego typu prelekcją, gdzie było dużo dyskusji ze słuchaczami, czego jeszcze tego samego dnia było więcej podczas wspomnianej wyżej prelekcji Krzysztofa M. Maja o tzw. woke kapitaliźmie. Zainteresowanie tematem było wysokie, ale mimo że mogłoby się wydawać, że jest on dość kontrowersyjny, to dyskusja była na naprawdę wysokim poziomie. Tak jak wspomina Dominek, prelekcja prowadzona była w sposób zabawny, interesujący i z pasją – tego po prostu chciało się słuchać i ciekaw jestem, jak wyglądają wykłady prowadzone przez Maja – tak, okazuje się że można w Polsce naukowo zajmować się fantastyką! Zresztą możecie sami się przekonać o stylu, w jakim była prowadzona ta prelekcja, gdyż ten prowadzący ma swój kanał na YouTube i ostatnio zrecenzował spojlerowo dwa pierwsze odcinki Rings of Power na przykład. Spodobała mi się myśl odnośnie eskapistycznej funkcji fantastyki – uciekamy DO świata, nie OD (naszego) świata. I m.in. dlatego umiejętne światotworzenie jest tak istotne dla dobrego odbioru danej produkcji. Dla mnie to była chyba najlepsza prelekcja z tegorocznych Dni Fantastyki. Wybaczcie, jeśli w jakimś zakresie będę się powtarzać z Dominkiem, bo tak się złożyło, że byliśmy na tych samych prelekcjach. Kontynuując zatem, kolejna była prelekcja o bardzo chwytliwym tytule „Realizm magiczny – osobny gatunek czy maska dla fantastyki, aby mainstream mniej bolała dupa, że czyta literaturę nieambitną.” Niewątpliwie są osoby, które uważają fantastykę za coś gorszego czy mniej ambitnego. Kolejna prelekcja o wiedźmach i ich urokach, a w zasadzie swoisty praktyczny kurs obrony przed czarną magią była właśnie poprowadzona z humorem a do tego z rekwizytami, co sprawia że była to wyjątkowa prelekcja, nie przypominam sobie wcześniej podobnej – zwykle na prelekcjach są albo prezentacje, albo dyskusje. Tu dodatkowo na koniec był jeszcze mały quiz z nagrodami. Później, ciągle w hydeparkowym namiocie (co też nadawało pewnej otwartości prelekcjom tam prowadzonym), miała miejsce prelekcja I3althazara. Jeśli nie mieliście okazji jej zobaczyć, nic straconego – na kanale Dominka będziecie mogli usłyszeć podcast właśnie na ten sam temat. Przy okazji pozdrawiam potterską grupę słuchaczy, w szczególności Lunę Lovegood, fajny strój. Później posłuchałem trochę o otwartych światach w grach – wprawdzie na przykład w takie Red Dead Redemption 2 nie grałem (choć zamierzam), to na przykład Assassin’s Creed: Valhalla czy Horizon Zero:Down to mi już bardziej znane gry i zgadzam się (zwłaszcza w przypadku Valhalli), że trochę z tymi grami jest tak, że są one konstruowane tak, by w każdej chwili można było powrócić po dłuższej przerwie bez konsternacji rodem z tego skeczu. Dobrze wypunktowane na prelekcji, co i jak. Na koniec soboty przyszedł czas na odpowiedzenie sobie na pytanie „dlaczego pisarze fantasy tak umiłowali sobie czasy średniowiecza”. Bardzo ciekawym stwierdzeniem było, że czasy te kojarzą się nam z taką większą szczerością albo raczej z większą wagą danego słowa. Niestety, jak zostało wspomniane wyżej, pisarz zaczął z czasem skręcać w bardziej współczesną politykę, także dotyczącą wydawania książek i to już było mniej ciekawe. Niemniej również chyba zapoznam się z jego książkami, bo sam opis uniwersum fantasy brzmiał interesująco.

W końcu przyszedł czas na niedzielę i zaczęło być czuć że konwent zbliża się ku końcowi – w niedzielę było zdecydowanie mniej osób niż w piątek czy sobotę. Tak czy siak, również w ostatnim dniu byłem na paru całkiem ciekawych prelekcjach. Na początek była mowa o wówczas nadchodzących „Pierścieniach Władzy” i czy fani mogą mieć nadzieje, jeśli tak to na co. Mimo, że było czuć że serial budzi emocje także u prelegenta, Gotriego, to ta dyskusja w przeciwieństwie do niestety części dyskusji przed i po premierze tego serialu wcale nie zamieniła się w pyskówkę między zwolennikami i przeciwnikami amazonowej produkcji. Bardzo spodobała mi się podsunięta przez prelegenta myśl – nawet jeśli serial nie jest zgodny z tym, co stworzył Tolkien (niestety to się sprawdziło), to bardzo ważną korzyścią z tego, że powstał jest to, że do fandomu mogą zostać sprowadzone nowe osoby, które będzie można zainteresować filmami a potem książkami. I myślę, że może być tu pewne podobieństwo z „Doctor Who” – nie każdemu podoba się era Trzynastej, ale niewątpliwie dzięki niej nowe osoby mogły zostać whovianami i więcej osób może dzielić z nami pasję do tego niesamowitego uniwersum. Kolejnym punktem programu była dla mnie prelekcja znowu powiązana z Batmanem, tym razem już bardziej na poważnie i choć głównie była to rozmowa dwóch prelegentów, to i tak dobrze się tego słuchało. Następnie ponownie przyszło mi posłuchać Krzysztofa Haladyna. A w zasadzie jego rozmowy z publicznością – muszę przyznać, że takie interaktywne prelekcje są całkiem fajne – w końcu na co dzień ile mamy okazji spotkać się z tyloma osobami, które też lubią fantastykę? Tak osobiście, nie tylko przez Internet. No właśnie. Przy okazji dowiedziałem się o istnieniu powieści, nie przypomnę sobie tytułu, w której odpowiednio zaawansowana technologia jak na przykład długopis, wybucha i trzeba takie obiekty zabezpieczać magią. Dlatego też istotne było pytanie jak to jest z tą magią, czy powinna mieć jakieś ograniczenia, jeśli tak to jakie. Myślę, że najlepszym podsumowaniem wniosków z tej dyskusji jest „wszechmoc zabija historię” i chyba jest to prawdziwe nie tylko dla magii. Następnie posłuchałem trochę o magii w starożytnych cywilizacjach, prelegentka podobnie jak w przypadku transhumanizmu dosyć szczegółowo zgłębiła temat, niestety musiałem w trakcie wyjść, aby zdążyć na ostatnią już dla mnie atrakcję na Dniach Fantastyki – prelekcję o japońskich przesądach. Było to bardzo ciekawe, okazuje się że dużo przesądów opiera się tam na podobieństwie słów, ale są też takie dotyczące np. odpowiedniego trzymania pałeczek w ręce lub jedzeniu. Jako że nie znam japońskiego, to nie przytoczę Wam zbyt wielu konkretnych przykładów, ale najbardziej zapamiętałem fakt o kin no unko. Nie zdziwcie się, jeśli w Japonii ktoś wam zaproponuje kupno amuletu w kształcie… złotej kupy. Unko bowiem znaczy bowiem zarówno „kupka”, jak i „dziecko szczęścia”! Koale też są postrzegane jako zwierzęta przynoszące sukces, nic więc zaskakującego, że studenci łączą te dwa przesądy i kupują przed egzaminami odchody koali albo jedzą Kit-katy (tu też jest wspomniana wcześniej gra słów związana z sukcesem)…

Przechodząc już do podsumowania moich nie tak krótkich wrażeń z tegorocznych Dni Fantastyki – podobało mi się bardzo. Pogoda dopisywała, może poza samą końcówką, kiedy całkiem niemała ulewa miała miejsce. Atmosfera była jak zwykle bardzo pozytywna, pierwszy raz skorzystałem też z gameroomu (planszówkowego, acz na najniższym poziomie zamku były gry cyfrowe), gdzie można było grać zarówno w namiocie jak i pod chmurką. Koncertów w tym roku za wiele nie słuchałem, choć wpadłem na samą końcówkę koncertu Żmij. Oni naprawdę wyglądali jak Dwunasty z gitarą i Missy. Warto wspomnieć o czymś, co nie pamiętam czy było wcześniej, a mianowicie o grze terenowej. Trzeba było znaleźć maga z kosturem ze znakiem zapytania, który niczym NPC w grach komputerowych przydzielał różne zadania (np. znajdź litery ukryte na terenie zamku, ułóż z nich hasło i wróć), a po wykonaniu wszystkich można było nawet wziąć udział w losowaniu nagród. Fajna sprawa, choć przyznam że chętnie zobaczyłbym kiedyś na DF-ach escape room, jako że takie rzeczy lubię. W każdym razie jak widzicie, na wydarzeniu były rzeczy dla każdego, niezależnie od tego co interesuje go w fantastyce. Od seriali, przez filmy, literaturę po komiksy czy gry na ciekawych prelekcjach, które wcale nie musiały mieć formy wykładu – mógł to być panel dyskusyjny między prelegentami lub z wszystkimi zgromadzonymi. Można było sobie pograć, można było posłuchać utalentowanych muzyków czy obejrzeć konkurs cosplay (niektórzy mieli naprawdę fajne pomysły) czy wziąć udział w grze terenowej. A to i tak nie wszystko, bo odbywały się też różne warsztaty np. malowania figurek do gier planszowych, jednak w tym roku było tyle interesujących mnie prelekcji, że trzeba byłoby użyć redakcyjnej TARDIS lub zmieniacza czasu, by wziąć udział w tym wszystkim.

Dwie uwagi na koniec – książeczka i bilety. Wprawdzie z tego, co widziałem, uczestnicy otrzymywali rozpiskę programową, jednak tak jak wspomniał I3althazar, jedynym sposobem by zapoznać się konkretniej z danymi punktami programu było albo szukanie na stronie w podziale na bloki (sama tabela programowa niekoniecznie też nie była najwygodniejsza w użytkowaniu, myślę że lepiej było wrzucić program np. w formie dokumentu w Excelu czy PDF-a do pobrania), albo aplikacja Konwencik, choć mi to bardzo mocno nie przeszkadzało, to nie wiem czy każdy uczestnik z tej aplikacji korzystał. Druga sprawa to rzecz, która pozostała z poprzedniego roku – bilety. Rozwiązanie to ma swoje plusy, gdy ktoś chce wskoczyć tylko na jedną lub dwie prelekcje. Trzeba tu od razu dodać, że mimo dużego zainteresowania Dniami Fantastyki, przynajmniej na tych punktach programu, na których byłem, nie było problemu z dostępem miejsc dla nikogo, zwykle były zajęte albo wszystkie miejsca, albo były jeszcze jakieś wolne, gdyby ktoś nowy przyszedł.

Na pewno będę chciał wrócić za rok do Leśnicy na Dni Fantastyki i mam nadzieję, że się mi to uda, bo na pewno będziemy chcieli z Wami świętować okrągłe urodziny naszego ulubionego serialu! Dziękuję Organizatorom, że robicie ten konwent, bo to wspaniałe i fantastyczne wydarzenie. Jak napisał mój przedmówca – róbcie tak dalej i do zobaczenia następnym razem!

Autor zdjęć: Alternauta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.