Wojna Czasu – co z nią i jak w rozszerzonym uniwersum

Wojenko Czasu, Wojenko!
Cóżeś Ty za Pani,
Że są fani Doktora tobą zajarani?

Kiedy w 2005 roku Russell T. Davies przywrócił światu przygody Doktora w telewizyjnej formie, jedną z jego decyzji było pozbycie się w diabły Władców Czasu. Postanowił jednak zrobić to z przytupem, impetem większym, niż dałoby zwyczajne nieużywanie ich w fabule. Oto bowiem dowiedzieliśmy się, że Władcy zginęli w wielkiej, potężnej Wojnie Czasu[1]Tudzież Wojnie o Czas, jeśli użyjemy tłumaczenia BBC Polska..

Odcinki ery pana Daviesa, a potem także jego następcy, Stevena Moffata, rzucały widzom jedynie metaforyczne okruszki wiedzy na temat tego, jak wyglądał konflikt pomiędzy Władcami Czasu a Dalekami, bo to oni byli antagonistami w tym konflikcie. Doktor (jak mu się wtedy wydawało) wysadził w powietrze Gallifrey wraz z jej mieszkańcami używając potężnej superbroni zwanej Momentem, w walce brały też udział stworzenia o niepokojących imionach typu Niedoszły Król, Dziecko Koszmarów i inne. Do życia wrócili też Rassilon (jeden z twórców cywilizacji Władców Czasu, zmarły na długo przed czasami Doktora, jak pokazuje odcinek The Five Doctors, chociaż z jakiegoś powodu we współczesnych seriach opętany on był ideą wiecznego życia, z którego kiedyś sam dobrowolnie zrezygnował) czy Mistrz. Ten ostatni uciekł z pola bitwy podczas walki o tzw. Krucyform. Fanów zelektryzowało też dziwaczne ujęcie dwójki Władców Czasu ukaranych przez Rassilona za przeciwstawienie się jego woli – oboje zakrywają oczy dłońmi, a Prezydent porównuje ich do „płaczących aniołów przeszłości”.

To był rok 2010. Trzy lata później otrzymaliśmy Wojennego Doktora, „ukryte” do tej pory wcielenie grane przez sir Johna Hurta, wraz z rewelacją, że to nie Ósmy Doktor, jak zakładaliśmy, walczył w Wojnie. Mini-odcinek ukazujący regenerację wcielenia pana McGanna w Wojennego Doktora pokazał, że Ósmy starał się uciec od starcia tym bardziej, że Władcy Czasu też nie byli w nim bez winy. Odcinek rocznicowy, niestety, praktycznie nie poruszył tematyki Wojny Czasu, tyle tylko, iż „ujawnił”, że Doktor wcale nie zniszczył Gallifrey, jak mu się wydawało – planeta została przeniesiona w inne miejsce kosmosu. Tyle uniwersum podstawowe. A co z rozszerzonym?

No more na ścianie

Chociaż twórcy bali się tego tematu jak diabeł święconej wody, pierwszą próbą stworzenia przygody w tematyce Wojny Czasu była książka Engines of War, ponownie z Wojennym Doktorem. Nasz heros napotyka tam między innymi wspomniane w serii telewizyjnej Degradacje Skaro. Musi się mierzyć ze swoimi coraz bardziej amoralnymi rodakami, a kiedy poniekąd z ich winy traci towarzyszkę, już na sam koniec, zanim ruszy ukraść Moment i zakończyć Wojnę, wygłasza swoje ikoniczne powiedzonko „Nigdy więcej”[2] Dzień przed premierą założyłem się z koleżanką, że książka zakończy się właśnie tymi słowami i wygrałem!. Książka była całkiem spoczko, ale Wojny i czaso-maso, czyli tego, co tygryski lubią najbardziej, było w niej bardzo mało… a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Głupi ja, głupi, stary Dominek, parafrazując Jedenastego Doktora. Skąd ta moja samokrytyka? Stąd, że niedługo potem firma Big Finish stworzyła serię audio o przygodach Wojennego Doktora… i tych wyczekiwanych elementów jest tam jeszcze mniej. Doktor walczy w bardzo różnych starciach, (w Zimnej Wojnie na Ziemi, wojnie domowej na planecie Keska i wielu innych), ale w Wojnie Czasu jako takiej wyjątkowo sporadycznie, nie wspominając już o braku super-skomplikowanych czaso-maso, z których konflikt ów miał słynąć. Oj, z połowa fandomu rzuciła się na mnie z widłami, gdy ośmieliłem się wyrazić tę opinię na głos. No bo Hurrrr durrr, nie da się opowiadać o konflikcie zbrojnym! Poważnie? Herezja Horusa, cykl blisko pięćdziesięciu książek ze świata Warhammera 40 000. Tak czy owak mimo tragicznie małej ilości Wojny w Wojnie słuchowiskowe przygody naszego weterana mają swoje zalety, na przykład wprowadzenie dowodzącej armią Władców Kardynał Ollistry. Ta pani to taki gallifreyański odpowiednik Kojota Wilusia, a każdy jej wyszukany gambit ma cztery fazy, które pozwolę sobie streścić i sparafrazować poniżej:

1) Hehe, ale mam zarąbisty plan pokonania Daleków…

2) O cholera, chyba jednak nie…

3) Doktorze, ruszaj d**ę i nas ratuj, ale już!

4) A wszystko by zadziałało idealnie, gdybyś tylko słuchał rozkazów!

Z czasem powstało też kilka innych serii: Gallifrey: Time War, kontynuacja politycznych zmagań Romany na Gallifrey, tym razem w przededniu Wojny, czy też przygody Mistrza Dereka Jacobiego, vel profesora Yany, od czapki nazwanego tu Wojennym Mistrzem. Ta pierwsza pozycja jest obowiązkowa dla fanów serii Gallifrey, którą zresztą kontynuuje. Jeśli chodzi o Wojnę jako taką, to pierwszy zestaw z detalami opowiada, jak doszło do zmartwychwstania Rassilona, kolejne dwa są nudne jak flaki z olejem, ale ostatni całkiem fajnie wywala słuchaczowi korki. Przygody Mistrza ukazują nam z kolei walkę o wspomniany Krucyform oraz użycie przez naszego złola Łuku Kameleona, co na lata zamieniło go w poczciwego profesora Yanę (odcinek Utopia). Pierwotnie miał być to tylko jeden zestaw (ostatni jego odcinek kończy się właśnie zamianą Mistrza w człowieka), ale jego popularność sprawiła, że powstał szereg coraz bardziej idiotycznych kontynuacji przygód tego wcielenia, gdzie na przykład, zmienia bieg wydarzeń tak, że zajmuje miejsce Davrosa i unicestwia życie we Wszechświecie, a potem pokonuje go on sam z przeszłości, czy antologia, gdzie nie ma go praktycznie wcale, za to jest w nieudolny i boleśnie oczywisty sposób udawany przez Doktora.

Okładka słuchowiska Gallifrey Time War

Istnieje jeszcze jedna seria słuchowisk poświęcona Wojnie Czasu, najlepsza jeśli chodzi o czaso-maso zawirowania związane z nią (już na jej początku nowa towarzyszka Doktora staje się zupełnie inną osobą ze względu na zmiany w czasie), a mianowicie The Eighth Doctor. Time War. Składa się z czterech antologii i miała swoje problemy, szczególnie dwa pierwsze zestawy. Zestaw pierwszy dla przykładu jedzie od góry do dołu na zużytych pomysłach, typu dobry Dalek czy Łuk Kameleona, a drugi niszczy kompletnie postać Jedenastki – antagonisty z nie-wojennych przygód Ósmego Doktora. Aczkolwiek kolejne dwie części przedstawiające okołowojenne losy Valeyarda czy Davrosa to nie tylko doskonałe historie o Wojnie pełne walki i skomplikowanego czaso-maso, ale i jedne z najlepszych, jakie widziało Whoniwersum ogółem. Szczególnie odcinek The War Valeyard zrobił na mnie niesamowite wrażenie: uwięziony niejako w pętli czasu Valeyard konfrontuje się z tym, w jaki sposób chce spełnić swoje marzenie o staniu się w pełni Doktorem, a nie tylko jego odpryskiem: przez kradzież regeneracji – tak, jak zawsze próbował, czy może… przez pomaganie ludziom. Finałowa antologia to z kolei ogromnie smutna historia alternatywnego Davrosa: pełnosprawnego, wolnego od nienawiści i szczęśliwego. Dalekowie chcący odczynić to, co zrobił Valeyard bez wahania zrujnują szczęście swojego twórcy… Był też pojedynczy i całkiem przyjemny zestaw Susan’s War, gdzie to wnusia Doktora zmuszona jest do wzięcia udziału w konflikcie. W jednym segmencie pojawia się nawet Ian Chesterton!

Wszystkie te serie słuchowisk można słuchać niezależnie od siebie, ale zazębiają się w fajny, niezobowiązujący sposób: Wojenny Doktor pod koniec swoich przygód poszukuje tajemniczej Damy z Obsydianu, którą okazuje się być Leela, dawna towarzyszka z czasów żelków i szalika. Anomalia, w którą Leela wpadła, dała jej pewne ciekawe zdolności… a wpadła w nią w serii Gallifrey: Time War, kiedy to na wspólnej misji Mistrz wywalił ją z lecącej TARDIS. A zrobił to dlatego, że chciał mieć na wyłączność informacje, które razem zdobyli… kluczowe dla jego działań z pierwszej części serii The War Master. Bardzo fajny pomysł, słuchacz bardziej niedzielny nic nie straci, bo te powiązania nie mają na nic wpływu, a takie doktorowe nerdy, jak piszący te słowa, dostaną dodatkowy powód do jarania się.

Co dalej z Wojną Czasu? Wydaje się, że jej wątek jest już mniej lub bardziej zakończony, nie ma ani słowa o piątej części wojennych przygód Ósmego Doktora, czy Romany, chociaż niedługo ukaże się seria o Wojennym Doktorze tuż po jego regeneracji z poprzedniego wcielenia. Raczej nie sądzę, aby pogłębiły jednak jakoś naszą wiedzę o konflikcie, tym bardziej, że na niektóre pytania w międzyczasie udzielono już odpowiedzi, nawet jeśli tylko częściowych. Dla przykładu w telewizyjnej serii czwartej Doktor wspomina o śmierci Davrosa, którego zabiło wspomniane już Dziecko Koszmarów, a tenże moment pojawia się w jednym z opowiadań z książki Twelve Angels Weeping.

Już na sam koniec pozwolę sobie natomiast podsumować, jak sprawdził się wątek Wojny Czasu w rozszerzonym uniwersum. Nie mogę powiedzieć, że źle. Naprawdę tragicznych przygód nie było aż tak wiele, a wszystkie te serie i antologie były tym bardziej „wojenne” im bliżej było ich końca. Nie można jednak zapominać, że spora część z nich mocno kojarzy się z legendarnym komikiem Johnem Cleese wołającym w serialu “Hotel Zacisze”: ‘Ani słowa o wojnie!’. Były po prostu niezłe, podczas gdy mogły być fantastyczne, gdyby nie ograniczenia najwyraźniej nałożone na ich twórców. Żeby mimo tego stworzyć coś, co urwie fanowi beret, trzeba być geniuszem. Na szczęście jeden był na pokładzie[3]Pozdro, panie Johnie Dorneyu, ty draniu genialny, przestań mi czarne charaktery torturować. Albo nie, jak chcesz, i tak jesteś najlepszy..

Przypisy

Przypisy
1Tudzież Wojnie o Czas, jeśli użyjemy tłumaczenia BBC Polska.
2 Dzień przed premierą założyłem się z koleżanką, że książka zakończy się właśnie tymi słowami i wygrałem!
3Pozdro, panie Johnie Dorneyu, ty draniu genialny, przestań mi czarne charaktery torturować. Albo nie, jak chcesz, i tak jesteś najlepszy.


Anglista w trakcie regeneracji w psychologa. Miłośnik gier karcianych, japońskich superherosów i przygód Doktora (których nie pisał Chris Chibnall :p )

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *