Dlaczego da się (i warto) pokochać klasyki

Zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po Classic Who, czyli tak zwane klasyki? Oto odpowiedź!

Przyzwoita znajomość angielskiego, dostęp do internetu, 287 godzin wolnego czasu oraz odrobina motywacji – tylko tyle potrzeba, żeby zapoznać się z pierwszymi siedmioma wcieleniami Doktora i jego przygodami. Niemożliwość spełnienia pierwszych trzech warunków rozumiem i przyjmuję jako uczciwą wymówkę. Zajmijmy się zatem motywacją…

klasykiPierwszy powód to właściwie siedem powodów w jednym. W końcu główny bohater to całkiem niezły argument, żeby obejrzeć serial, prawda? Chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, jak zniechęcający potrafi być Pierwszy Doktor w swoich początkowych historiach, wierzcie mi, to się zmienia. Osobiście uważam obserwowanie rozwoju jego postaci za niezwykle zajmujące. Akurat postać Pierwszego jest nie tylko bardziej dynamiczna od tempa akcji jego wczesnych przygód, ale też prawdopodobnie od postaci wszystkich jego następców. W żadnym wypadku nie twierdzę jednak, że późniejsi Doktorzy są nudni – wręcz przeciwnie, każdy z nich jest na swój sposób fascynujący i stanowi sam w sobie dobry powód, by zapoznać się z serialem.

Ale nie samym Doktorem przecież serial stoi – towarzysze są równie ważni (jestem gotowa bronić mojego zdania wobec każdego, kto się nie zgodzi).  Chciałabym również zaznaczyć na wstępie, że chyba nic w fandomie tak mnie nie denerwuje, jak opinia, że towarzyszki z klasyków były tylko bezużytecznymi, wiecznie krzyczącymi paniusiami. Kłamstwo, wierutne kłamstwo! Zgodzę się, krzyczą może sporo, ale zazwyczaj mają ku temu dobry powód – czy wyście widzieli, jak okrutnie scenarzyści obchodzili się wtedy z postaciami?! RTD i Moffat to przy nich niewiniątka. A „klasyczni” towarzysze równie dobrze radzili sobie z ratowaniem świata, co współcześni, będąc przy tym naprawdę ciekawymi postaciami. No i przede wszystkim różnorodnymi – jeśli potrzebujecie odmiany od młodych Brytyjek z początku XXI wieku, nie ma lepszej opcji niż klasyki (no, może expanded universe, ale to już osobny temat).

Mówi się, że wielkość bohatera można poznać po tym, jak potężnych ma wrogów. Co powiecie zatem na bohatera, do którego szaleni naukowcy i/lub dyktatorzy ze swoimi armiami ustawiali się w koleklasykijce, który wywołał więcej (zazwyczaj słusznych) rewolucji, niż Ogron ma włosów na rękach? Który potykał się z całą galerią zdeprawowanych Władców Czasu (z – oczywiście – Mistrzem na czele), a potwory wysyłał na tamten świat w ilościach hurtowych? A skoro już wspomniałam najulubieńszego wroga naszego bohatera to muszę przyznać, że żadne wyczyny Mistrza w nowych seriach mnie nie dziwią. Widziałam go już odprawiającego czarną mszę, zabijającego ludzi dmuchanym krzesłem, uskuteczniającego zamachy stanu od Atlantydy po Gallifrey, podszywającego się pod francuskiego rycerza… Zamiana w kobietę? Pfff, był już człowiekiem-gepardem i galaretkowym wężem (przysięgam, nie kłamię – sama bym tego nie wymyśliła).

Wspomniałam też o Władcach Czasu – to kolejny ważny powód, dla którego warto zagłębić się w klasyki. Chociaż pierwszy odcinek z prawdziwego zdarzenia poświęcony Gallifrey znajdziemy dopiero w czternastym (!) sezonie, to wątek ojczyzny Doktora i jej mieszkańców przewija się przez cały serial. Jest obecny już od początkowych, niejasnych wzmianek po wciąż powracające (zazwyczaj wrogie) postaci. Poważę się nawet o stwierdzenie, że jest to główny, przewodni motyw, bez którego Doktor Who by się nie obszedł. W końcu, ile odnowiony serial wytrzymał bez Władców Czasu? Dwie serie? Nawet kiedy nie widzimy ich na ekranie to właśnie ta nieobecność jest ważnym motywem. Tym sposobem relacje między Doktorem a jego rodakami – żywymi lub martwymi – nie odchodzą zbyt daleko od pierwszego planu. Jeśli jednak chcecie dowiedzieć się, dlaczego Doktor opuścił Gallifrey (i dlaczego dla własnego dobra nie powinien tam wracać), nie ma innego wyjścia niż obejrzeć klasyki.

klasykiDo znudzenia słyszę argument, jak to tych kartonowych scenografii i gumowych potworków po prostu nie da się oglądać… Opinia po pierwsze niesprawiedliwa, bo ze swoim ograniczonym budżetem i możliwościami technicznymi biedne BBC naprawdę radziło sobie, jak mogło. Po wtóre, mijająca się z prawdą, bo radzili sobie często całkiem nieźle. Łatwiej jest zrobić odcinek historyczny, więc z początku było ich dużo – i ta formuła działała. Potwór wygląda niezbyt przekonująco? Pokażmy go tylko w półmroku – działało to w niektórych przypadkach (jak Zygoni czy Macra) nawet lepiej niż w nowych seriach. Zresztą, nie powiecie chyba, że wszystkie efekty specjalne w nowych odcinkach wyszły ładnie (jeśli tak stwierdzicie, to zapłaczę rzewnie nad Waszym poczuciem estetyki)… Dokładnie tak samo jest z klasykami – raz wygląda to lepiej, raz gorzej, ale zawsze jest ciekawie. Jeśli się nie przestraszysz, to przynajmniej się pośmiejesz. Albo mocno zdziwisz, widząc dzielną załogę TARDIS walczącą z przeciwnikami takimi jak mordercze wodorosty, przerośnięte pająki, wciąż żywa obcięta ręka, kamienie-wampiry, gadający kaktus doniczkowy, wściekle różowy gigantyczny wąż czy śmiercionośna maszyna zbudowana z… cukierków. Nudno nie jest, co każdy fan klasyków ochoczo to potwierdzi.

Nowe serie są pełne mniej lub bardziej ukrytych aluzji i odniesień do klasyków. Jednak mimo, że zostały napisane tak, by dało się od nich zacząć oglądanie serialu, to wciąż trochę jakby zacząć czytać książkę wklasyki dwóch trzecich. Dziwnie, prawda? Akcja może nas wciągnąć, z pomocą paru retrospekcji i nawiązań połapiemy się, o co chodzi, ale stracimy szerszy kontekst opowieści. Łatwiej jest zacząć od ostatnich kilku serii, ale warto potem wrócić do początków; bez tego historia, którą teraz śledzimy, nigdy nie będzie kompletna. Nawet jeśli nie spodoba się Wam wszystko, nawet jeśli co nieco ominiecie (do czego oczywiście nie namawiam), to zajrzeć do pewnych rozdziałów z przeszłości Doktora po prostu by wypadało. Nie nazywamy ich “klasykami” tylko dlatego, że są stare.

A jeśli przeraża was te 287 godzin, to pomyślcie tak: każda historia składa się z kilku (zazwyczaj czterech lub sześciu), dwudziestokilkuminutowych odcinków. Obejrzeć jeden dziennie – 20 minut – no dajcie spokój, to naprawdę niewiele. Do zobaczenia za 721 dni.



Zagorzały fan klasyków oraz Expanded Universe. Serce oddał Trzeciemu, a duszę przez Ósmego zaprzedał Big Finish. Wbrew obiegowej opinii, ma jeszcze życie poza Doktorem. W przyszłości chce zostać Kuzynem w Faction Paradox.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

14 thoughts on “Dlaczego da się (i warto) pokochać klasyki

  1. „A skoro już wspomniałam najulubieńszego wroga naszego bohatera to muszę przyznać, że żadne wyczyny Mistrza w nowych seriach mnie nie dziwią. Widziałam go już odprawiającego czarną mszę, zabijającego ludzi dmuchanym krzesłem, uskuteczniającego zamachy stanu od Atlantydy po Gallifrey, podszywającego się pod francuskiego rycerza… Zamiana w kobietę? Pfff, był już człowiekiem-gepardem i galaretkowym wężem (przysięgam, nie kłamię – sama bym tego nie wymyśliła).”

    …niniejszym odbieram wszystkim fanom Classic Doctor Who prawo do nabijania się z tego, że oglądam Power Rangers.

          1. Uhm, przy całym moim szacunku dla Mighty Morphin, z perspektywy czasu i dalszych sezonów to była jednak jedna z gorszych serii. Nostalgia, wiadomo, ale weźmy choćby IN SPACE!

  2. Zbiegiem okoliczności (nigdy nie lekceważ zbiegów okoliczności!) ledwo dwa dni temu wrzuciłam na LJ tekst o tym, dlaczego warto oglądać Classic Who. Lista jest niekompletna, jako że jestem dopiero w sezonie 13, ale parę punktów nam się powtórzyło, między innymi Doktorowie i Władcy Czasu. Z niektórymi punktami nie do końca się zgadzam (towarzyszki nie są zawsze krzyczącymi dziewczątkami, ale taka opinia o nich nie bierze się znikąd). To co, zostawiam linka i lecę, Mistrz-Gepard i kamienie-wampiry same się nie zobaczą ;)

    „10 reasons to watch Classic Who”
    http://alumfelga.livejournal.com/1986.html

  3. ” Jeśli jednak chcecie dowiedzieć się, dlaczego Doktor opuścił Gallifrey (i dlaczego dla własnego dobra nie powinien tam wracać), nie ma innego wyjścia niż obejrzeć klasyki.” Było by łatwiej gdybyście po prostu napisali (ciężko znaleźć klasyczne serie i to po polsku)

  4. Czuję się przekonana ;) Oglądałam jak dotąd kilka odcinków z pierwszym, czwartym i piątym Doktorem, ale chyba wezmę się za to bardziej systematycznie. Mam pytanie, czy chcielibyście, żeby wam przetłumaczyć napisy do odcinków z Czwartym? Chętnie bym nad tym posiedziała.

  5. Zaczelismy niedawno ogladac klasyki, poczynajac od Trzeciego Doctora.

    I…

    nie zalujemy! Historie sa niejednokrotnie lepsze niz w nowych seriach, a brak efektow specjalnych zupelnie nie przeszkadza.

    Polecamy!

    Kasia i Marek

  6. Ale my nie publikujemy filmów, tylko napisy. I one powinny działać bez problemu (tylko musisz zmienić im nazwę na tę, którą ma twój plik z odcinkiem i umieścić go w tym samym folderze).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.