7 najbardziej pociągających cech Dwunastego Doktora

W oczekiwaniu na 9 serię, podsumujmy serię 8. Oto 7  cech za które lubię Dwunastego Doktora.

7. Dwunasty Doktor jest świetnie ubrany

Tego nie trzeba tłumaczyć – wystarczy popatrzeć. Doktor Petera Capaldiego to najlepiej ubrany Doktor w całej historii serialu. Jego strój jest elegancki i klasyczny, ale jednocześnie nowoczesny i modny. Dwunasty nosi się w sposób daleko bardziej idący z duchem czasu niż Jedenasty, którego styl wręcz nachalnie dostosowany był do modowych trendów (w sumie nadal panujących). Hipsterskie muchy i fezy Matta Smitha, a tym bardziej jego surduty wraz z kieszonkowymi zegarkami po prostu nie umywają się do marynarki z fantastyczną czerwoną podszewką Capaldiego. Marynarki, która poza tym, że jest klasą sama dla siebie, to jeszcze uzupełniana jest pięknymi koszulami – w zależności od okazji, raz białymi, raz kropkowanymi. Takimi wiecie, od najlepszych projektantów.

dwunasty-16-06-2015Doktor zatem nabrał stylu. Z twarzą i szczupłą figurą Petera Capaldiego to najmodniejszy Doktor, jakiego dotąd mieliśmy. Nawet kiedy zmienia marynarkę na dziurawy sweter, albo bluzę z kapturem. A raczej: szczególnie wtedy.

 6. Doktor Capaldiego nie lubi się przytulać

Poprzednie inkarnacje Doktora były miłe, otwarte, przystępne. Takie, które wszystkich przytulały i wszystkich całowały, głośno i wyraziście okazując emocje. Szczególnie przedostania inkarnacja, w której byłam bez pamięci zakochana i której odejścia nie przyjęłam z radością (Jedenasty, mój ulubiony, noż!). Ale kiedy tylko usłyszałam, że kolejny Doktor będzie stary i bez serca, ucieszyłam się jak dziecko! Nic piękniejszego niż mroczny Doktor w Doktorze Who sobie wyobrazić nie umiałam (poza, ma się rozumieć, odkryciem Gallifrey i powrotem Władców Czasu).

Tym samym zrozumiałam, że bardzo chciałabym zobaczyć w końcu Doktora nie miłego, szalonego, czy przystojnego, ale Doktora potężnego. Oczywiście wszyscy wiemy, że nasz Władca Czasu jest najgroźniejszym wrogiem Daleków i że potrafi zniszczyć każdego nieprzyjacielskiego stwora, jaki stanie mu na drodze. Zawsze robi to jednak w sposób wyjątkowo mało efektowny. Wygląda to mniej więcej tak, że nieprzyjaciel jest, nieprzyjaciel znika, a nikt wokół nie wie, czyja to właściwie zasługa. Doktor zaś dalej radośnie biega po wszechświecie.

Jest bardzo skromny i mało zauważalny. Rzadko pokazuje się nam tę swoją doktorową wszechmoc, z powodu której nie powinno być we wszechświecie planety, na której jego widok nie budziłby szacunku lub popłochu. Bo Doktor, w ten czy inny sposób, potrafi wszystko. Zrestartuje wszechświat, wyciągnie umarłego z zaświatów, uciekanie z Pandoriki. I chciałabym w końcu zobaczyć go takiego, jakim jest: literalnie Władcę Czasu. Władcę czasu i przestrzeni, który swoimi podróżami tanie ją na  malutkie kawałeczki; zmienia losy ras, cywilizacji i galaktyk.

Ale aby tak się stało, Doktor musi zmienić swój image. Nie można być cesarzem świata w kolorowej muszce, fezie na głowie i z mopem w ręku (ani już tym bardziej nago, nawet, jeśli idzie się do kościoła). Żeby wzbudzić szacunek, trzeba porządnie się ubrać, podnieść wysoko głowę i wyprostować plecy. I nie dać się przytulać każdemu, kto nawinie się pod rękę.

capaldi-dwunasty-16-06-2015W swoich dwóch poprzednich regeneracjach Doktor flirtował z połową świata, zawracał w głowie biednym Ziemiankom i burzył spokój ich mężów (a przynajmniej jednego z nich). Teraz Doktor swoimi zmarszczkami domaga się szacunku i poważania. Niespoufalania się. Zajrzenia w głąb, poza powłokę, którą i tak za jakiś czas zmieni.

Teraz nie chce już się przypodobać. Teraz chce być kochany za to, że po prostu jest. Za nic. Pomimo wszystko. Pomimo swoich zmarszczek i opryskliwości. A nade wszystko, nie zamierza prosić o twoją uwagę. Albo go dostrzeżesz, albo nie.

I dopiero obecny Doktor, poważny, skoncentrowany i nieskaczący jak mały kangur (nawet jeśli to był mój ulubiony kangur) ma szansę pokazać nam się jako prawdziwy Władca Czasu. Nie uciekający obdartus. I choć cały czas nie dostałam tego, na co czekam, w nieprzytulającym się Doktorze widzę już tę namiastkę powagi jego rasy. Co bardzo mi się podoba.

5. Capaldi świetnie wciela się w rolę

Kolejny powód, dla którego uwielbiam Doktora Capaldiego, to jego gra aktorska. Doskonała. Bez żadnej fałszywej nuty, żadnego słabszego momentu. Za to pełna zaskoczeń i fantastycznych scen, do których mogę wciąż wracać i wracać.

Właśnie ten element postaci Doktora, czyni go tak fascynującym – fakt, że za każdym razem jego rola jest odgrywana bez zarzutu. Każdy nowy jej odtwórca wnosi coś swojego, coś wyjątkowego, coś za co go kochamy (albo nienawidzimy, czasami, przynajmniej ja). Za co potem go pamiętamy. Dziesiąty był szalenie przystojny i uroczy. Przebojowy od korzonków niesfornych włosów po czubki swoich szalonych trampek. Jedenasty podbił nas dziecięcą radością, naturlanością i tymi momentami, kiedy naprawdę widzieliśmy, że to kilkusetletni Władca Czasu, tylko w młodym ciele (i który na dokładkę kocha dzieci). Dziewiąty był szalony. Prawdziwy samotnik, który kochał niebezpieczeństwo i z dzikim uśmiechem biegł na jego spotkanie (tudzież ku rozwiązaniu tajemnicy). Prawdziwy szaleniec z budką. Fantastic! Capaldiemu sposobem bycia najbliżej jest do Christophera Ecclestona. Jest tak samo jak on samotniczy i zdystansowany i – jak wspomniałam – niezbyt chętny do przytulania się. Nie prosi o uwagę otoczenia. Nie odgrywa gwiazdy. Jest szalony, ale po cichu. Kręci się to tu, to tam, załatwia swoje sprawy i znika. Kłóci się z Robin Hoodem, walczy łyżką, albo uśmiecha się w ten swój na wpół dziki, szalony i przerażający sposób i znika z ekranu. Przyznać się, kto nie ma swojej ulubionej sceny z Doktorem Capaldiego (temu zalecam obejrzeć 8 serię jeszcze raz. Na pewno każdy znajdzie jakąś scenę dla siebie)?

4. Dwunasty szuka Gallifrey

BMissy-16-09-105ardzo ucieszyła mnie ostatnia scena finałowego odcinka, w której Doktor udał się we wskazane przez Missy miejsce, żeby sprowadzić czy mówiła prawdę odnośnie położenia Gallifrey. Szczerze obawiałam się, że po takiej bombie, jaką było przywrócenie planety Władców Czasu do świata żywych w odcinku rocznicowym, wątek ten zostanie odłożony w bliżej nieokreśloną przyszłość i nigdy już nie powróci. Ale jednak nie. Jednak jest. Jednak Doktor Capaldiego ma przed sobą szansę odkrycia miejsca ukrycia planety. Tajemnica spowijająca ten wątek i nawiązywanie do niego przez scenarzystów to dla mnie jeden z bardziej intrygujących elementów serialu. Dzień, w którym Gallifrey zostanie odnaleziona, będzie jednym z najbardziej emocjonujących w moim życiu (a przynajmniej w jego części poświęconej popkulturze). Szansa na to stoi obecnie przed Dwunastym Doktorem i ten fakt czyni go dla mnie niezwykle intrygująca inkarnacją. Chyba najbardziej intrygującą ze wszystkich, ale może po prostu nie pamiętam już jak bardzo przejmowałam się poprzednimi Doktorami.

3. Missy całuje Doktora

Nie ma się tu co rozpisywać. Kto widział, ten wie. Capaldi i Gomez zasługują na Oskara – w moim sercu dostali go już dawno. Swoją drogą, od dawna spodziewałam się pocałunku między Doktorem i Mistrzem i zaskoczona jestem, że tyle czasu im to zajęło. To jednak temat na oddzielny tekst. Dość napisać, że byłam bardzo zaskoczona, a jeszcze bardziej rozbawiona omawianą sceną. Tak bardzo, że z olbrzymią ciekawością wyglądam dalszego rozwoju relacji tych postaci. Może potoczy się w nieco innym niż obopólna wrogość kierunku. Motywacje Missy przy powoływaniu armii Cybermenów napawają mnie nadzieją na takie rozwinięcie ich wątku (kto nie pamięta, wskazówka: po co Mistrz stworzył tę armię?).

2. Doktor Capaldiego nie igra z uczuciami towarzyszek

Po raz pierwszy w historii New Who, Doktor głośno i wyraźnie określił swój stosunek do towarzyszki. Powiedział to. Powiedział – to kluczowe. I nie banalnie. I bardzo prawdziwie. Nie wiem jak wy, ale ja byłam już odrobinę zmęczona tym igraniem i pogrywaniem sobie (bo tak to widzę) przed Dziesiątego i Jedenastego z uczuciami towarzyszek. Młody Doktor na dużo sobie pozwalał i choć był przy tym przeuroczy, to jestem zdania, że nie raz przekroczył granicę dobrego smaku i wychowania. Dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy już na samym początku 8 serii Dwunasty powiedział w końcu to, co niby wiedzieliśmy, ale jednak nie byliśmy pewni: „Claro, nie jestem twoim chłopakiem”. To była ulga.

Myślę, że ta deklaracja dała Clarze szansę na znalezienie sobie prawdziwego chłopaka, o którym wcześniej, przez zbytnie zaabsorbowanie życiem z Doktorem, nie miała nawet czasu pomyśleć. (Wspominam o doktorowych relacjach teraz tylko pokrótce, ale chciałabym w przyszłości nieco rozwinąć ten wątek. Myślę, że jest dość istotny i ciekawy).

Jenna-Coleman-Clara-Last-ChristmasWyraźne określenie statusu relacji Doktor-Clara jako nie-pary było jednak tylko połową sukcesu. Potrzeba było jeszcze jednego elementu do pełni obrazu – określenia uczuć i więzi, jaka naprawdę ich łączy. I zostało nam to dane w jeden z najpiękniejszych sposobów i w najbardziej wzruszających okolicznościach, o jakich tylko mogliśmy marzyć. Doktor nie jest człowiekiem i nie kocha jak człowiek. Nie wiem jak wy, ale ja mimo wszystko byłam zaskoczona. Choć niby można się było tego domyślić. Niby było to takie oczywiste.

Ale pierwszy raz Doktor to wypowiedział. Pierwszy raz pokazał nam prawdę o swoim sercu i miejscu, jakie zajmują w nim towarzysze Doktor Petera Capaldiego. Za to uwielbiam Dwunastego Doktora.

1. Doktor jest dojrzały

Tym sposobem doszliśmy do końca listy cech, które według mnie czynią Doktora Petera Capaldiego fascynującym Doktorem. Została jeszcze tylko jedna rzecz, która w szczególny sposób decyduje o tym, że Dwunasty Doktor jest tak pociągający. To ona powoduje, że rola i aktor tak świetnie do siebie pasują i że serial zmierza według mnie w bardzo dobrym kierunku. Jednocześnie jest ona podsumowaniem wszystkich wymienionych wcześniej punków. Otóż: Doktor Petera Capaldiego jest dojrzały. Tak dojrzały jak nigdy dotąd. Nie jest zgorzkniały, a trochę już był, jest emocjonalnie stabilny, spokojny i wyrównany. Nie przejmuje się tak bardzo jak kiedyś i potrafi się zdystansować, co powoduje, że czasami podejmuje kontrowersyjne decyzje (np. w Mumii w Orient Ekspresie („Mummy on the Orient Express”)).

A to, co najbardziej mi się podoba, to że Doktor potrafi mówić o uczuciach. Może nie wylewnie, ale robi to. A to prawdziwa cecha dojrzałości, szczególnie u osobnika, któremu od kilku setek lat ta sztuka się nie udawała.

capaldi-16-06-2015Moment w którym Peter Capaldi przejął rolę Doktora okazał się dla niego idealny. Jego cechy, jako aktora, idealnie wpasowują się w scenariuszowy charakter, jaki nadają twórcy jego postaci i jaki fabularnie bardzo na tym etapie do naszego Władcy Czasu pasuje. Tak jak zapowiedział nam kiedyś Moffat, Doktor Capaldiego zmienia kierunek, w jakim idzie serial po tym, jak popularność Doktora Who została zbudowana przez dwie poprzednie, bardzo przebojowe inkarnacje głównego bohatera. Dwunasty Doktor narzuca również nowe standardy postaci, dyktowane dotąd przez młodość i urodę. Jak te, że „wiek” Doktora, w sensie niemłodego wyglądu, staje się idealnym przyczynkiem do zmienienia kierunku i rozwinięcia relacji z Clarą.

Choć więc Capaldi nie świeci tak jasnym światłem młodości i atrakcyjności, jak jego bezpośredni poprzednicy, jest tak wspaniałym Doktorem, jakiego tylko mogłabym chcieć widzieć. Myślę, że mamy w następnej serii szansę w na prawdziwy rozwój tej postaci i na zajrzenie w głąb jej skomplikowanej duszy. I na prawdziwego Władcę Czasu. To będzie bardzo ciekawe!



Od niedawna mieszkanka uroczego, szkockiego miasteczka. Posiadaczka rudego kota, wiecznie poza domem i zajęta. Dzielnie stara się wyrabiać normy w redakcji, ale zazwyczaj jej nie wychodzi. Wdzięczna, że jeszcze jej nie wyrzucili.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.