Wrocławskie Dni Fantastyki 2025 – wrażenia redakcyjne
Po małej przerwie Dni Fantastyki wróciły na Zamek w Leśnicy pod Wrocławiem. Co podobało nam się w 20. edycji konwentu?
Krzysztof Danielak: Wszędzie dobrze, ale w leśnickim Zamku najlepiej! Po małej zeszłorocznej wyprawie w nieznane na kampusie Łukasiewicz – PORT Dni Fantastyki zawitały z jubileuszową edycją tam, gdzie odbywały się tradycyjnie od lat. Największe zmiany po remoncie można było zauważyć w podziemiach, lecz nie spędziłem w nich za dużo czasu, bo innych atrakcji nie brakowało.
Sobotę zacząłem od prelekcji Kuby Bielawskiego o dolnośląskim folklorze. Było ciekawie – od teorii spiskowych związanych z tzw. dolnośląską muchołapką w Górach Sowich, zwaną też hitlerowskim Stonehenge, przez przerażającą historię wampira z Dębic aż po mało znane kociary, czyli starsze kobiety mające posiadać tajemną wiedzę, na których ślady można było natrafić na Dolnym Śląsku: w Kotlinie Kłodzkiej, Wałbrzychu czy Jeleniej Górze. Następnie posłuchałem, jak o uniwersum Nieśmiertelnego opowiadał Szymon Makuch, którego lubię słuchać. Moje zainteresowanie dodatkowo wzbudziła podana tuż przed DF-ami informacja, że u boku Henry’ego Cavilla w roli jego żony wystąpi Karen Gillan! Swoją drogą nie miałem pojęcia, że w tym uniwersum powstało aż 5 filmów i 2 seriale. Po tym punkcie programu przyszedł czas na małą przerwę. Warto tu dodać, że w tym roku po raz pierwszy spróbowałem cosplayu (bagietkowy strój członka ekspedycji z prześwietnej gry Claire Obscure: Ekspedycja 33) i muszę przyznać, że miło było zobaczyć pozytywne reakcje na ten strój, choć niestety w tym dniu nie spotkałem nikogo innego, kto by cosplayował również coś z tej gry. Mimo, że był to dopiero pierwszy dzień wydarzenia, to i tak było widać, że niemało ludzi przybyło na Zamek. W galerii, gdzie odbywał się panel o tym, czy inne media, takie jak gry lub seriale, mogą być pożywką dla literatury, niestety było problematyczne nagłośnienie, które bardziej przeszkadzało niż pomagało w śledzeniu dyskusji, ale gdy uczestnicy nie używali już mikrofonów, było dobrze. Galeria nie miała tego wieczoru szczęścia do techniki – w trakcie ciekawej jak zawsze prelekcji Krzysztofa M. Maja, który opowiadał o tym, dlaczego z perspektywy światotwórczej wspomniane Claire Obscure zrobiło tak wielkie wrażenie w świecie gier wideo, rzutnik zaczął wadliwie działać. Tutaj brawa należą się za szybką i sprawną naprawę urządzenia ze strony organizatorów.

Sobotę zacząłem ponownie od punktu w galerii – tym razem była to dyskusja Dominiki Repeczko i Jarosława Grzędowicza o światotwórstwie, ale nie zabrakło też ciekawostek, takich jak anegdota pisarza o wyprawie z Georgem R.R. Martinem do Malborka. Niestety, nie mogłem odsłuchać wszystkiego do końca, bo ciekawiło mnie, co do powiedzenia ma Szymon Makuch na temat polskiego kina fantastycznego i czy Pan Kleks ma szansę coś zmienić. Okazuje się, że wbrew przekonaniom Polacy są zainteresowani fantastyką (w topce po 1989 roku mamy realizacje z uniwersów takich jak Avatar, Park Jurajski, Gwiezdne wojny czy Władca Pierścieni). Inne stereotypy też nie do końca się sprawdzają, więc problem może leżeć w przekonaniu, że u nas się nie opłaca robić takiego kina. Cóż, może pewnego dnia komuś się uda idealnie wstrzelić – nadzieja jest zawsze. Następnym punktem w moim programie była opowieść Jagi Moder, znanej też jako Legendystka, o trujących roślinach. Klimatu prezentacji dodawały ryciny roślin i było widać, że wie dużo ciekawych rzeczy na ten temat. Ponownie, jak to czasem na konwentach bywa, niestety interesujące prelekcje przecinały się czasowo, a bez TARDIS czy zmieniacza czasu ciężko być na wszystkim. Nie było mi dane wysłuchać prelekcji do końca, gdyż udałem się na wykład Adama Flammy o Baldur’s Gate 3. Od kilku lat wiem, że gdy chcę posłuchać o grach, to tego prelegenta dobrze się słucha i w tym roku ponownie nie zawiódł on oczekiwań. Po Baldurze opowiadał o schematach postaciowych nie tylko w grach. Oczywiście część tego widzi się intuicyjnie (jak trio w postaci Jaskra, Geralta oraz jednej z czarodziejek – Triss, Yennefer albo Shani w zależności od historii), ale zawsze to inaczej, gdy się o tym posłucha.
Wreszcie przyszedł czas na nasze punkty programu. Super, że tyle osób chciało posłuchać o obcych – mam nadzieję, że zainteresują Was książki, seriale i filmy (szczególnie te mniej znane), o których wspominaliśmy. Nie mniej świetna była dyskusja o dotychczasowej erze Doktora Who na Disneyu. Widać było, że chyba odbyliśmy razem małą podróż w czasie, bo coś podejrzanie szybko przyszedł czas na koniec. Końcówka dnia była dla mnie również związana z prelekcjami o grach wideo – obie poprowadził Adam Flamma, który najpierw opowiadał o Wiedźminie z okazji 10-lecia trzeciej części, a później zastanawiał się, czy nadchodzi kres wielkich, epickich opowieści w grach komputerowych mimo sukcesu tytułów takich jak Baldur’s Gate 3 czy Claire Obscure. Mam nadzieję, że prowadzący nie miał racji przewidując, że jednak coś się kończy, coś się zaczyna i zmiany nadchodzą nieuchronnie, a nowa trylogia wiedźmińska już będzie inna, bo i nowi gracze będą inni. I want to believe.

Niedzielę zacząłem od konkursu, który poprowadził Nocny Marek. Kategorie aż 50 pytań były pomysłowe (wiedzówka doprowadziła mnie do wniosku, że muszę w końcu obejrzeć Strefę mroku), szkoda tylko, że wśród realizacji, o które były pytania, nie znalazło się żadne o Doktora Who, ale może następnym razem. Z tego miejsca jeszcze raz dziękuję członkom drużyny, z którymi zajęliśmy 3 miejsce – Dominikowi oraz sympatycznej parze, która dzień wcześniej również z zaangażowaniem dyskutowała o naszym ulubionym serialu. Poziom uczestników był jednak bardzo wyrównany, a przegraliśmy z Ryjówką o włos w dogrywce! Następnie wspólnie z Tomkiem poopowiadaliśmy o tym, gdzie można znaleźć nawiązania do Doktora Who. Doceniam cosplayerów Jedenastego i Clary, fajnie, że byliście na widowni! Przedostatnia prelekcja, na której byłem, dotyczyła masek w popkulturze. W końcu tematem tej edycji DF-ów był fantastyczny karnawał! Dowiedziałem się od Jakuba Nurzyńskiego ciekawych rzeczy i zaspoilerowałem sobie jeden twist z jednej z gier gwiezdnowojennych. Mam nadzieję, że zdążę o nim zapomnieć za jakiś czas. Na koniec poszedłem na prelekcję związaną z K-popowymi łowczyniami demonów. Jak się okazało, animacja była swego rodzaju przyczynkiem do rozmowy o ważnych tematach związanych ze zdrowiem psychicznym i akceptacji samych siebie. No i do tego Paula „Rin” Kowalska pojawiła się na swojej prelekcji w świetnym cosplayu Rumi, głównej bohaterki filmu. Warto było być na tym punkcie programu. Na sam koniec przyszedł czas na coś, czego chciałem spróbować zawsze, ale dotąd na każdej edycji Dni Fantastyki zawsze coś przeszkadzało – ciekawe punkty programu w tym samym czasie lub nasze własne prelekcje. W tym roku udało się znaleźć czas i zatańczyłem belgijkę! Jak zwykle stronę muzyczną dowiózł zespół Żniwa. Ależ to świetna sprawa. Zainteresowanie ogromne, a pogoda idealnie dopisywała (jak przez większość konwentu poza sobotnim wieczorem).
Ponownie zaliczam Dni Fantastyki do udanych wydarzeń. Dziękuję raz jeszcze organizatorom, wolontariuszom (także z VIP i Press Roomów) oraz wszystkim, którzy przyszli nas posłuchać i z nami dyskutowali, czasem także po wyjściu z sali. Niezmiennie jestem przekonany, że jest to konwent, który jest w sam raz – nie za duży, nie za mały (choć widać, że rośnie), w wyjątkowym miejscu i z programem, w którym odnajdą się zarówno fani filmów, seriali i gier komputerowych lub planszowych, jak i wschodnich klimatów, a znajdzie się też miejsce na poważniejsze sprawy. Cóż mogę dodać? Do zobaczenia za rok we Wrocławiu!
Tomasz Tarnawski: Po roku przerwy Dni Fantastyki wróciły do Zamku w Leśnicy – i powróciły z przytupem! Cała impreza wyraźnie rośnie. Jest więcej wystawców i więcej zagospodarowanej przestrzeni. Remont lochów pozwolił na przeniesienie Gamesroomu do podziemi, co było świetną decyzją, bo w poprzednich latach często miałem wrażenie, że brakuje na niego miejsca. Również wystawców było w tym roku wyraźnie więcej. Bardzo mnie to cieszy, bo po pandemii nie wszystkie konwenty chyba od razu odżyły, a w Leśnicy krążyły plotki, że szykują się zmiany i nie wiadomo, czy konwent będzie mógł nadal odbywać się na zamku. Z daleka jednak widać, że mimo tych możliwych trudności DF żyją i mają się dobrze.
Bogaty program prelekcji w połączeniu z atrakcjami na Miasteczku Fantastycznym sprawiły, że ani przez chwilę nie można się było nudzić na tym wydarzeniu. Kto ma dość hałasu i tłumu, może się schronić w sali prelekcyjnej. Komu łeb pęka od prelekcji, może posłuchać muzyki na żywo albo spróbować swoich sił w fechtunku lub w kowalstwie. A jak i tego ma się dość, to można po prostu przejść się po ogromnym parku wokół zamczyska i w ustronnym miejscu przejrzeć zdobyte na konwencie fanty. Organizatorzy w 100% korzystają z możliwości, jakie daje im lokalizacja wydarzenia.
Jak co roku występowaliśmy jako prelegenci, w tym roku aż trzykrotnie – 2 wystąpienia o Doktorze Who i jedno bardziej otwarte o popkulturze i fantastyce naukowej. Sale – jak zawsze – były dobrze przygotowane i zaopatrzone, a gżdacze zawsze byli pod ręką, aby udzielić wsparcia.
Gdybym miał zasugerować organizatorom jedną zmianę, to proponowałbym przywrócenie kina plenerowego. Parę lat temu było coś takiego na DF i uważam, że był to rewelacyjny pomysł – i chyba całkiem sporo ludzi korzystało z tej atrakcji, więc jej przywrócenie byłoby dodatkową frajdą. Ale to tylko propozycja, bo i bez tego program pękał w szwach. Inna rzecz, która mnie bardziej zawiodła, to kwestia płatności w Miasteczku Fantastycznym – wydaje mi się, że część atrakcji, która w poprzednich latach była za darmo, tym razem taka nie była, a szkoda. No ale to już być może jest nawet poza kontrolą organizatorów, tylko po stronie osób odpowiedzialnych za poszczególne atrakcje.
Podsumowując, bawiłem się rewelacyjnie! Ani nadmierny tłum, ani zła pogoda nie są w stanie zepsuć zabawy na Dniach Fantastyki. Ich program jest tak skonstruowany i rozlokowany, żeby być gotowym na wszystko i wszystkich. I w każdych okolicznościach jest w stanie zapewnić nam satysfakcjonującą rozrywkę.

Dominik Śnioch: Wrocławskie Dni zawsze są bardzo udane, ale te były nawet bardziej – powrót do matecznika, jaki stanowi piękny zamek w Leśnicy, wyszedł na dobre imprezie, łatwiej mi było się odnaleźć logistycznie. Choć i tak nie obyło się bez długotrwałego błądzenia w poszukiwaniu ratusza – pozdrawiam koleżankę po anglistycznym fachu, z którą szukaliśmy długo i wytrwale, ale ostatecznie znaleźliśmy.
Prelekcje jak zawsze trzymały poziom – na szczególne wyróżnienie zasługują zwłaszcza ta na temat literatury od strony edycyjno-korektorskiej oraz niezmiennie wybitny Krzysztof M. Maj – ten gość nawet z awarii rzutnika potrafi zrobić show. Można też było wziąć udział w sesjach RPG w klimatycznej piwnicy zamku – polecam nieprzeciętnego mistrza gry, który z jakiegoś powodu nazwał swój fanpage Przeciętny Gracz. Były także fantastyczne konkursy, jedzonko (miałem przyjemność po raz pierwszy skosztować specjałów kuchni azjatyckiej – drogie, ale za to jaki smak!) oraz nauka legendarnego tańca o nazwie belgijka. Dopisali też cosplayerzy, zwłaszcza z gry Claire Obscure oraz anime i serialu One Piece. Warto też wspomnieć o tak oryginalnych atrakcjach jak pokazy szermierki czy nauka robienia bransoletek. Dla każdego coś miłego.
Oczywiście my, ekipa Gallifrey.pl, również mieliśmy udział w organizacji imprezy – trzy prelekcje, z czego w dwóch brałem czynny udział. Porozmawialiśmy o ufokach w szeroko pojętej popkulturze oraz disneyowskiej erze DW. W niedzielę moi znakomici redakcyjni koledzy zachwycili też widownię swoim omówieniem easter eggów ze świata Doktora w innych mediach.
Chyba nie mam już zbyt wiele do dodania, było, krótko mówiąc, świetnie i oby tak dalej – DF-y, mam nadzieję, że zobaczymy się za rok.












































