Steven Moffat dla The Guardian (1): też byłem kiedyś gniewnym fanem

Jeszcze przed emisją rocznicowego odcinka w Guardianie ukazał się obszerny wywiad ze Stevenem Moffatem. Zapraszamy do lektury pierwszej części artykułu: dziś o, jak można się spodziewać, tworzeniu rocznicowego odcinka i specyfice ostatnich serii.

Zapytany – zapewne po raz tysięczny – o to, jak to jest: pisać rocznicowy odcinek tak niezwykłego serialu, jakim jest „Doctor Who”, Steven Moffat odpowiedział:

To przede wszystkim poczucie ciążącej odpowiedzialności. Głównym celem było stworzenie po prostu dobrego, naprawdę dobrego odcinka. Uczcić pięćdziesiątą rocznicę tak, jak zrobił to James Bond: historią tak dobrą, że będzie funkcjonować zarówno samodzielnie, jak i jako odpowiedni sposób uczczenia rocznicy.

Fanom marzyło się spotkanie wszystkich jedenastu Doktorów lub choćby nowej trójki, Christopher Eccleston jednak odmówił.

Poważnie rozważał propozycję i uprzejmie odmówił. To byłoby nie w jego stylu – Dziewiąty Doktor zjawiłby się na bitwie, ale nie na imprezie. Chris odnosił się do nas bardzo życzliwie, zupełnie nie tak, jak wtedy komentowała prasa – nie wodził nas za nos i nie psuł nam szyków. Poważnie zastanowił się nad propozycją i podjął decyzję, którą uznał za najlepszą.

The-Day-of-the-Doctors-620x350

Steven Moffat przejął stery serialu po Russellu T. Daviesie. Powrót „Doctora Who” to największy tego typu sukces w historii brytyjskiej telewizji. Połączenie eskapizmu i rodzinnego, emocjonalnego ciepła pokazało Brytyjczykom sferę, która była starannie ukryta w twardych i nastawionych na realizm latach 90.: bujną wyobraźnię, fantazję, odrobinę psychodeliczności, humoru, dobrą wolę i życzliwość. Fandom Doktora okazał się być jak francuski ruch oporu: nagle okazało się, że każdy do niego należał. Po Moffacie spodziewano się mrocznych fabuł i grozy, zafundował nam zaś labirynty scenariusza i rozmach. Wiele z jego odcinków zalicza się do ścisłej czołówki całej historii serialu i ceni za trafność np. w pokazywaniu dzieciństwa i dorastania. Dla niektórych widzów jednak jest to czas rozczarowań – uważają, że przez tę złożoność nowe serie pożerają swój własny ogon.

To zabawne, że wszyscy uważają, że to zbyt skomplikowane dla innych – ale na pewno nie dla nich! Nie chcę zabrzmieć okrutnie, ale nie spotkałem ośmiolatka, który miałby z tym problem. „Doctor Who” jest serialem zmuszającym do intelektualnego wysiłku i jest z tego dumny. Były głosy, żeby obniżyć poziom, ale nigdy tego nie zrobimy. Tworzymy dla dzieci, które są w stanie równocześnie czytać gruby tom i grać w grę komputerową. Musimy być o krok przed nimi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Najwcześniejszym wspomnieniem Stevena Moffata dotyczącym serialu jest oglądanie odcinków z Patrickiem Troughtonem i zastanawianie się, co się stało z prawdziwym Doktorem – Williamem Hartnellem.

Tato powiedział mi, że to jest nowy Doktor. Miałem wówczas może pięć lat i byłem oburzony – Troughton był za młody. Byłem więc jednym z pierwszych gniewnych fanów.

Źródło: The Guardian

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *