Steven Moffat: Straszliwe tudu-du-dum

Kolejny prezent od twórców Doctor Who dla pokrzepienia fanowskich serduszek w czasach epidemii. Tym razem tekst od samego Stevena Moffata – być może jedyna okazja, by przekonać się, jak pisałby Trzynastą Doktor…

Wcześniej mogliśmy się zapoznać między innymi z myślami Trzynastej Doktor podczas spadania autorstwa Chrisa Chibnalla, alternatywnym zakończeniem Wojny Czasu napisanym przez Russella T Daviesa i pełnym ciepła opowiadaniem Paula Cornella o trudnych tygodniach izolacji na planecie Calapii.


Steven Moffat

Straszliwe tudu-du-dum

Masa cuchnącego mięsa ucichła na moment. Następnie wykrzywiła i rozciągnęła jedną z górnych fałd powłoki skórnej, układając ją w nowy sposób. Obwody optyczne Karpagnona zanalizowały konfigurację i w dwie nanosekundy dopasowały ją do jednego ze wzorów w bazie danych. Najwyraźniej człowiek się uśmiechał. Karpagnon zawahał się na moment, ale postanowił nie kontratakować.

– Słyszysz mnie? – spod falującej przesłony dobiegł dźwięk. – Rozumiesz mnie? Rozumiesz, co mówię?

Strumieniowi fal dźwiękowych towarzyszył dobiegający również spod przesłony obłok cząsteczek zapachowych. Filtr percepcyjny Karpagnona poddawał je analizie, podczas gdy jego monitor taktyczny dostarczył informację, że nie są one raczej istotne w procesie ludzkiej komunikacji. Podobnie zbagatelizował znaczenie podwyższonej zawartości pary wodnej w powietrzu.

– Wrócę jutro rano. Doktor Johnson i doktor Ahmed przyjdą ze mną. Pamiętasz ich?

Monitor taktyczny nie wykrył bezpośredniego zagrożenia. Węzeł nadzoru strategicznego zastrzegł jednak, że ciągle należy się mieć na baczności. Ale węzeł już taki był. Filtr percepcyjny orzekł natomiast: wołowina i cebula.

Karpagnon przeskanował ponownie jednostkę mieszkalną, nie zarejestrował jednak nowych informacji o wartości taktycznej. Znajdowało się tam łóżko (udawał, że na nim śpi), okno (zakratowane) i drzwi (w tej chwili otwarte). Ostatnim skanowanym obiektem był Człowiek (doktor Petrie, jak oflagowała go kontekstowa sfera pamięciowa), który siedział na krześle obok łóżka i najwyraźniej czekał na odpowiedź. Karpagnon rozważył opcje podsuwane przez aktywne moduły interfejsu dyplomatycznego i wybrał jedną z nich.

– Tak – odpowiedział. – Otrzymałem i zrozumiałem twoje komunikaty. Pamiętam doktor Johnson i doktora Ahmeda. Zniszczę wasz świat i wszystko, co zrodził, zniknie w płomieniach i udręce. Mam nadzieję, że smakowała panu wołowina z cebulą.

– Do zobaczenia więc – rzekł doktor Petrie, podnosząc się.

– Wypatroszę cię przy pierwszej sposobności – odpowiedział Karpagnon. – Dobranoc.

Gdy doktor Petrie kierował się do wyjścia, monitor taktyczny poradził: ucieczka musi nastąpić w ciągu 2,7 godziny w pełnej ciemności.

Węzeł nadzoru strategicznego dodał, że wszyscy ludzie obecni w obiekcie muszą zostać zniszczeni przed opuszczeniem obiektu. Człowiek o nazwie doktor Petrie to priorytetowy obiekt do anihilacji.

Filtr sensoryczny odnotował, że człowiek oznaczony jako doktor Petrie wykazuje wzmożoną aktywność gruczołów potowych, co oznacza, że jego reakcja stresowa przyjmuje szczytowe wartości.

– Ale chyba nie biega zbyt szybko – dodał jeszcze inny głos. – Widziałeś jego tyłek?

Jeśli Karpagnon mógłby unieść brwi, na pewno by to zrobił. Kto to powiedział? Przeprowadził szybką wewnętrzną diagnostykę, ale nie wykrył źródła tego niespodziewanego strumienia danych.

– Z przodu wydaje się szczupły, ale gdy się odwrócił…

– Zidentyfikuj nieoznaczony strumień danych! – zażądał Karpagnon.

– Naprawdę wielki! Nie mogłam oderwać wzroku.

– Zidentyfikuj nieoznaczony strumień danych!

Nie zarejestrowano nieoznaczonego strumienia danych – odpowiedział wewnętrzny monitor.

Karpagnon zawahał się. Dodatkowy stres związany z utrzymywaniem holograficznej powłoki (obecnie przedstawiała ona dwunastoletniego chłopca o imieniu David) może wpływać negatywnie na węzły logiczne. Może to po prostu mała awaria. Reset może rozwiązać ten problem. Zresztą i tak warto przed ucieczką przeprowadzić rutynową konserwację systemów.

By zachować pozory, Karpagnon przesunął nogi na łóżko, by się położyć i przełączył holograficzne oczy na tryb zamknięte. Leżąc, słuchał, jak wyłączają się kolejne obwody.

Monitor taktyczny: offline.

Węzeł nadzoru strategicznego: offline.

Filtr sensoryczny: w stanie uśpienia.

Przekaźnik wewnętrzny: w trybie alarmowym.

Przez moment słychać było tylko ciemność.

– Dobranoc!

Karpagnon obudził się. Chronorejestr wskazywał, że upłynęło 2,7 godziny. Obrócił głowę w kierunku okna; czujnik potwierdził, że zapadła ciemność. Podniósł się z łóżka i sprawdził w lustrze status powłoki holograficznej. Trzymała się poprawnie. Poczekał chwilę, by uruchomiły się wszystkie systemy. Jak zawsze pierwszy obudził się monitor taktyczny.

Rekomendacja. Podczas ucieczki uniknąć ofiar w ludziach.

Karpagnon zauważył w lustrze, że jego holograficzna powłoka skrzywiła się. Nie wiedział, że to potrafi.

– Możesz powtórzyć?

Monitor taktyczny powtórzył: Podczas ucieczki uniknąć ofiar w ludziach.

W lustrzanym odbiciu na holograficznej twarzy pojawiło się zadziwienie. Zdecydowanie jakaś aktualizacja.

– Dlaczego? – zapytał Karpagnon.

Nowe protokoły – poinformował go monitor taktyczny. – Należy unikać okrucieństwa i tchórzostwa. Zabijanie ludzi zostało oznaczone jako okrutne i tchórzliwe.

– Jakie nowe protokoły?

– Ups! To byłam ja.

Znowu ten głos! Nieoznaczony strumień danych. Skąd on się wziął?

– Nudziło mi się. Pomyślałam, że zajmę się drobnymi naprawami, skoro już tu jestem. Uwielbiam kabelki. Najbardziej mi się nudzi, kiedy śpię. Ile można spać! Podczas snu można przegapić całą planetę! Straszne, nie?

– Kim jesteś? – zapytał Karpagnon.

– Przyjaciółką. Chcę ci pomóc. Chcesz uciec, tak? Jestem ekspertką od ucieczek.

– Nie potrzebuję pomocy. Węzeł nadzoru strategicznego! Uruchom diagnostykę monitora taktycznego. Odbieram zakłócenia.

Nie nadeszła żadna odpowiedź.

– Węzeł nadzoru strategicznego! Uruchom diagnostykę…

Możemy to przedyskutować? – zapytał węzeł nadzoru strategicznego. W jego głosie pojawił się nowy ton. Czyżby… gniew? – Dlaczego zawsze ma być tak, jak mówisz? Może ktoś inny też ma zdanie na ten temat? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

– A niech to – westchnął głos. – Obawiam się, że to przeze mnie. Widzisz, lubię płaską strukturę zarządzania. Zawsze tak zarządzam – od góry do dołu. Oczywiście ja jestem na górze. Bez obrazy dla nikogo, ale po prostu tak jest.

– Ingerujesz w moje systemy?!

– Przełączę je, dobrze? I zajmiemy się ucieczką.

Wewnętrzne obwody Karpagnona wyłączały się kolejno z cichym kliknięciem.

– Kim jesteś? – zapytał.

– Czy to nie czas na ucieczkę? Zacznijmy od skradania się po schodach.

– Kim jesteś i co robisz w mojej głowie?

– A kim ty jesteś i co robisz w tym miejscu?

Karpagnon już chciał odmówić udzielenia odpowiedzi, kiedy – ku jego zaskoczeniu – zarejestrował, że właśnie udziela odpowiedzi.

– Jestem Karpagnon. DeathBorg 400, klasa wojownicza. Zostałem skonstruowany w gaju w Villengardzie. Wykonuję misję zwiadowczą na Ziemi w XXI wieku.

– W domu dziecka?

– Szczegóły mojej misji są tajne.

– Nie będę więc pytać, bo jeszcze powiesz mi wszystko zupełnie bez powodu.

– Nie jestem taki prosty – warknął Karpagnon. Nie mógł jednak nie zauważyć, że wyszedł z pokoju i właśnie przekradał się schodami w dół – tak jak kazał mu tajemniczy głos.

– DeathBorgu 400… Czy przed tobą było 399 nieudanych prób? To sporo, nie sądzisz?

– Kim jesteś?

– Karpagnonie, przecież wiesz. Wiesz od samego początku.

– Powiedz!

– Jestem Doktor.

Karpagnon zatrzymał się gwałtownie w połowie schodów. Gdyby miał zaprogramowaną funkcję bycia w szoku, właśnie by ją uruchomił. Doktor!

– Zobacz, jak rozświetlają się twoje ośrodki pamięci! Słyszałeś o mnie?

Czy o niej słyszał…?

– Ka Faraq Gatri – potwierdził Karpagnon. – Nadchodząca burza. Ta, który przynosi ciemność. Chochlik z Pandoriki! Jedyny zwycięzca Wojny Czasu.

– To kilka z moich największych przebojów. Miło mi, że je znasz.

– Mówią o tobie, że jesteś jedną z największych wojowniczek we wszechświecie.

– Nie jestem wojowniczką, ale niech ci będzie.

– Skąd się wzięłaś w mojej głowie?

– A gdybym ci powiedziała, że mówię do ciebie przez głośniczek w twoim uchu?

Karpagnon szybko rozważył tę opcję.

– Jak złamano moje zabezpieczenia i umieszczono mi urządzenie w uchu?

– Złe pytanie.

– Jak urządzenie w uchu mogło zaburzyć działanie moich wewnętrznych obwodów logicznych?

– To też złe pytanie.

Karpagnon uniósł rękę, by sięgnąć do ucha.

– Nie ruszaj! – warknęła Doktor. – Jeśli dotkniesz nadajnika, to koniec. Nie pomogę ci.

– Nie rozkazuj mi! – zagrzmiał Karpagnon, nie mógł jednak nie zauważyć, że jego ręka opadła. – Po co DeathBorgowi 400 twoja pomoc?

Jego głos zabrzmiał nieco wyżej niż planował.

– Bo chcesz się stąd wydostać – odpowiedziała Doktor. – Mnie to pasuje. Nie chcę, żeby DeathBorg 400 kręcił się po sierocińcu. Drzwi są kilka metrów przed tobą. Idziemy?

– Najpierw zniszczę obiekt i zabiję wszystkich ludzi, którzy się w nim znajdują.

– Ten obiekt to dom dziecka.

– Najpierw zniszczę dom dziecka i zabiję wszystkich ludzi, którzy się w nim znajdują.

– Brzmi to jak nadmierne okrucieństwo, ale jak tam sobie chcesz. Może pójdziemy do kuchni?

– Po co?

– Tam trzymają wszystkie łatwopalne rzeczy. Wiesz, gdzie jest kuchnia, prawda, Karpagnonie?

– Oczywiście! – Karpagnon przemierzył resztę schodów i tonącym w ciszy i mroku korytarzem ruszył w kierunku kuchni.

– Dlaczego tak się boisz ludzi? – zapytała Doktor.

– Nie boję się ludzi. Gardzę nimi.

– Daj spokój. Siedzę w twoim uchu. Widzę cały twój mózg. Oczywiście, że się ich boisz.

– Nienawidzę całej ludzkości.

– No właśnie. Nienawidzisz ich. Nienawiść to strach, tylko głośno wyrażany.

– Nie znam strachu – odrzekł Karpagnon, wchodząc do kuchni.

– A ja go znam doskonale. Przy moim trybie życia? Z ciągłym wpadaniem na Daleków, Cybermenów i Płaczące Anioły?

– Znam te istoty.

– No pewnie, kto ich nie zna? I Sontaran, i Slitheenów. I oczywiście tudu-du-dum.

Karpagnon przeskanował swoją bazę danych. Dwa razy.

– Tudu-du-dum?

– To jest najgorsze! Niczego się nie boję tak jak tudu-du-dum.

– Jest mi nieznane.

– No co ty. Skoro słyszałeś o mnie, to słyszałeś też o tym. Ale to teraz nieistotne. Jesteśmy w kuchni! Co teraz?

Karpagnon stał pośrodku wielkiego, ciemnego pomieszczenia. Odkrył nagle, że wcale nie ma ochoty nic robić. Powiedział jednak:

– Dom musi spłonąć.

– Naprawdę tak uważasz? Czy to nie za dużo?

– Dom musi spłonąć – powtórzył głośniej.

– I wszyscy ludzie też spłoną. To nie w porządku. Mieszka tu dużo dzieci, wiesz przecież.

– Nie obchodzi mnie ludzkość. Dom spłonie.

– Tylko że… Wcale nie chcesz tego zrobić, prawda, Karpagnonie?

Karpagnon przeanalizował zawartość swoich dysków. To prawda, wykrywał… co? Wahanie? Czy ta dziwna, gadatliwa osoba, która była najgroźniejszą wojowniczką we wszechświecie, aż tak mocno wpłynęła na jego oprogramowanie?

– Wiesz, dlaczego się wahasz, Karpagnonie?

– Nie waham się – skłamał.

– Strategia! O to chodzi. Prawdziwa militarna strategia. Mam na myśli to, że DeathBorg 400 jest na tajnej misji. Spalisz ten dom? Ściągniesz na siebie uwagę.

Karpagnon zastanowił się przez moment.

– Poprawne.

– Mam więc propozycję. Kompromis. Zamiast palić ten dom… może bardzo mocno podkręcimy mu ogrzewanie?

– Ogrzewanie?

– Tak. To im pokaże! Będą się pocić przez całą noc, durnie! Prześcieradła im zamokną!

– Ale ja żądam zemsty! – zaprotestował Karpagnon. – Nie zemszczę się ogrzewaniem!

Zauważył jednak, że mówiąc to, przekręcił ogrzewanie na maksimum mocy.

– Świetnie, Karpagnonie! Zawahają się, kiedy następnym razem staną na twojej drodze. Chodźmy stąd teraz, zostawmy te ludzkie szumowiny w poczuciu nieprzyjemnego gorąca!

– Nie!

– No chodź! Ileż można uciekać? Ja rozumiem, sama czasami przeciągam, ale to już przesada!

– Muszę zniszczyć człowieka o nazwie doktor Petrie.

– No dobrze. Jak musisz, to musisz. Złóżmy więc wizytę doktorowi Petrie. Gdzie go możemy teraz znaleźć?

Doktor Petrie zazwyczaj pracował do późna w swoim gabinecie. Tak też było tej nocy. Kiedy Karpagnon wślizgnął się do pomieszczenia (ukradkiem), ujrzał Petriego rozwalonego na fotelu, z głową odchyloną do tyłu. Chrapał tak głośno, że stojąca na biurku filiżanka niemal obijała się o spodek. Pod spodkiem i filiżanką Karpagnon zauważył stos papierów, większość z przypiętymi zdjęciami. Wszystkie zdjęcia przedstawiały Davida – holograficzną powłokę Karpagnona.

– Co z nim zrobimy? – zapytała Doktor. – Przetopimy go? Zminiaturyzujemy? Zrandomizujemy jego strukturę atomową? Nie wiem, jak to zrobić, ale brzmi super.

Karpagnon ponownie odkrył, że się waha. Co się z nim dzieje? Nienawidził doktora Petriego bardziej niż czegokolwiek innego – a nienawidził naprawdę wielu rzeczy.

– Dlaczego go nienawidzisz?

– Bo… zawstydził mnie.

– Na pewno nie specjalnie. Próbował ci pomóc. Pamiętaj – on myśli, że jesteś małym ludzkim chłopcem, który ma na imię David i cierpi na dysocjacyjne zaburzenie osobowości. Nie wie, że jesteś DeathBorgiem 400 z planety Villengard.

– David to tylko przykrywka.

– Oczywiście. Ja to wiem. Ale pomyśl… Bardzo starannie ją skonstruowałeś. Tyle szczegółów. Porzucony przez rodziców, doświadczał przemocy ze strony różnych osób… Nie sądzę, żeby doktor Petrie celowo chciał cię upokorzyć. Chciał ci pomóc. Po prostu nie wiedział, że jesteś DeathBorgiem – nie on jeden. O to przecież chodziło.

– Nieistotne. Nikt nie będzie się nade mną litować. Zemszczę się. On zginie.

– Dobrze. Działaj. Przetop go.

Znów jednak… Karpagnon się zawahał. A doktor Petrie chrapał. Coraz głośniej.

– Problem w tym – przemówiła w końcu Doktor – że to znowu rozbija się o strategię. Jeśli zabijesz doktora Petriego, ściągniesz na siebie uwagę. Nie możesz się w ten sposób ujawnić! Potrzebny nam kolejny sprytny kompromis.

– Co proponujesz?

– Zamiast go niszczyć… To w końcu dość nudne i pospolite zagranie… Może zrobimy mu coś, czego ludzie naprawdę nie znoszą? Może… posłuchaj mnie uważnie… może… dorysujesz mu wąsy?

– Dorysowywanie wąsów to nie jest odpowiednia zemsta – oburzył się DeathBorg 400, sięgając po markera.

Wreszcie dotarł do drzwi – jak zauważył z ponurą satysfakcją, przez nikogo nie strzeżonych. Wolność była na wyciągnięcie ręki.

– Na co czekasz? – wyszeptała Doktor do jego ucha.

Karpagnon sięgnął do klamki. Zawahał się.

– Nie bój się. Nikogo tam nie ma – powiedziała Doktor. – Ani Cybermenów, ani Daleków. Ani śladu po tudu-du-dum.

Karpagnon podjął wreszcie decyzję i nacisnął klamkę. Poczuł w płucach chłodne powietrze. Wiatr szumiał w koronach drzew i słychać było dźwięki odległego miasta. Po niebie wędrowały obłoki, a spomiędzy nich wyglądał księżyc.

– Płuca? Jakie płuca? – zapytała Doktor.

Karpagnon wziął głęboki wdech. Jak zimno. Zadrżał.

– Skąd masz płuca, skoro jesteś DeathBorgiem 400? Oni nie mają płuc.

Wzdłuż muru przemykał się kot. Zerknął na Karpagnona i czmychnął. Miasto szumiało, pociąg przemknął po torach ze stukotem, a wiatr wichrzył włosy.

Doktor przemówiła łagodnie:

– Zamknij drzwi, Davidzie. Bo się przeziębisz.

Nie! – zagrzmiał w swojej głowie Karpagnon. – To niemożliwe!

Skoczył w ciemność. Beton pod gołymi stopami był przeraźliwie zimny. Skórę, zakrytą jedynie cienką piżamą, pokryła gęsia skórka. Karpagnon znieruchomiał. Nie miał zaprogramowanej grozy, ale i tak ją poczuł.

– Chodź, Davidzie – powiedziała Doktor. – Już rozumiesz, prawda? Jestem pewna, że tak.

– Dość tych kłamstw!

– Jeśli nie chcesz już mnie słuchać, możesz po prostu wyjąć słuchawkę z ucha.

David sięgnął do jednego ucha, a potem do drugiego.

– Nie mam niczego w uszach.

– No widzisz. Masz uszy. Po co DeathBorgowi uszy, Davidzie? Co to za DeathBorg, który ma płuca i uszy? Czy cyborgi je mają?

– Ale przecież cię słyszę…

– Nie jestem w twoim uchu, Davidzie, tylko w twojej głowie. A ty nie jesteś DeathBorgiem, tylko małym chłopcem. Nazywasz się David Karpagnon i już dawno powinieneś być w łóżku.

– To nieprawda. Używasz swoich mocy Władczyni Czasu, by zakłócać moje wewnętrzne obwody.

– Nie robię tego. Nie mogłabym, nawet jeślibym chciała. A wiesz dlaczego?

– Doktor jest znana z posiadania wysoko rozwiniętych zdolności telepatycznych.

– Skąd to wiesz? Kto ci to powiedział? Dlaczego tyle o mnie wiesz?

– Ja…

Karpagnon zamilkł, kiedy dotarła do niego przerażająca prawda.

– Ja…

To niemożliwe. Po prostu niemożliwe. A jednak… Stojąc w ciemności i na chłodzie, zdał sobie sprawę, że to może być prawda. Wciągnął do płuc mroźne powietrze i powiedział głośno:

– Widziałem cię w telewizji.

– Fajny serial, nie?

Doctor Who.

– Tak, właśnie ten. Jest o mnie. Ale nie mogę tak o sobie mówić na ekranie. Nie wiem dlaczego, przecież to brzmi genialnie.

– Ty… nie jesteś prawdziwa.

– Jeśli przyjmiemy najwęższą definicję tego, co jest prawdziwe… to nie. Ale pomogłam ci dziś, prawda? Jestem wystarczająco prawdziwa, by móc to zrobić.

– Jesteś postacią z telewizji.

– Tak, to prawda. Wolałabym zostać reżyserką.

David stał w milczeniu przez kilka chwil. Niemal już nie czuł zimna.

– Swoją drogą, co sądzisz o muzyce? Mnie trochę przeraża. Tudu-du-dum, tudu-du-dum…

– Nie rozumiem…

– To trochę straszny dźwięk, nie? Zawsze się trochę stresuję, kiedy wiem, że zaraz zabrzmi. Dlatego tak często krzyczę pod koniec odcinka.

– Ale jak to możliwe, że słyszę cię w mojej głowie?

– Pojawiam się tam, gdzie potwory, które trzeba pokonać. Dziś walczyliśmy razem, ty i ja. Widzisz, o to chodzi w tej muzyce, jak sądzę. Jest tudu-du-dum, dźwięk oznaczający potwory. A potem… Potem jest du-łi-duuu! Zawsze myślę, że to melodia mojego wkraczania do akcji.

– Nie możesz wszystkich uratować. Jesteś tylko bohaterką opowieści.

– Wszyscy jesteśmy opowieściami. Ale wiesz, czym są opowieści, Davidzie? Ideami. A wiesz, czym są idee? To myśli tak wielkie, że żyją dłużej niż ludzie. Wylatują z czyjejś głowy i wpadają do głów innych osób. Jestem teraz w twojej głowie. Trzymam cię w pionie. Nigdy okrutnie, nigdy tchórzliwie. Zawsze być Doktor.

David westchnął. Znów zrobiło mu się zimno. Obejrzał się na wznoszący się tuż za nim budynek, który nagle zaczął sprawiać wrażenie… ciepłego i przyjaznego.

– Nie będzie łatwo – ostrzegła go Doktor. – Nic nie będzie łatwe, nigdy. Ale zawsze będę z tobą.

David wszedł do budynku, wspiął się po schodach i położył do łóżka.

Kilka godzin później, gdy się przebudził, przez dłuższą chwilę nie wstawał, tylko wpatrywał się w sufit, myśląc o tym wszystkim.

– Czasami bardzo się boję – wyznał.

– Du-łi-duuu! – odpowiedziała mu Doktor.

Źródło: BBC

Daj na ciastko!


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *