Steven Moffat ma dość krytykanctwa whovian

Nie od dziś doktorowy fandom jest siedliskiem sceptycyzmu i krytykanctwa – ba, można nawet powiedzieć, że są one na stałe wpisane w jego naturę. Jeszcze do niedawna obiektem takich negatywnych uwag pozostawał przede wszystkim Steven Moffat. Były showrunner dopiero teraz przyznaje, że ogrom krytyki fanów dotknął go – mimo że to jego odcinki, z Dniem Doktora („The Day of the Doctor”) na czele, należą do najbardziej cenionych w fandomie.

Tak Moffat zareagował na jeden z instagramowych komentarzy o mrocznej stronie fandomu Doctor Who:

Kiedyś wydawało mi się to dość dziwne. Moje historie zawsze wypadały bardzo dobrze w fanowskich ankietach, ale jednocześnie powstawały długie artykuły o tym, jak wszyscy fani mnie nienawidzą. Trudno to pogodzić. Chyba mogę już teraz przyznać, że było to dla mnie dość przykre (część komentarzy była bardzo osobista i jawnie oszczercza); siedziałem i zastanawiałem się, co ja mam z całego tego cierpienia, ale zaraz sobie przypomniałem: wypłatę. Ale za tą stroną tej pracy nie będę tęsknił.

Steven Moffat

Wypowiedź Moffata na temat whoviańskiego krytykanctwa poparł jego poprzednik, Russell T Davies.

Brawo! Ani przez chwilę za tym nie tęskniłem. Oni wciąż piszą te artykuły o nas, nie zauważyli, że już zniknęliśmy za horyzontem.

Zgodził się z tym też były dyrektor marki, Edward Russell.

Wiesz, to wszystko się jeszcze obróci o 360 stopni. Nawet twoi najzjadliwsi krytycy się poddadzą i przyznają, że to, co piszesz, jest genialne. Problem tkwi w tym, że wszyscy wiedzą, że jesteś fanem, więc część z nich uważa, że to fanostwo było twoją jedyną kwalifikacją. A jeśli ty możesz pisać dla Doctor Who i zarządzać produkcją, to czemu oni nie mogą? To zazdrość. Dlatego zaczynają od krytykowania twoich scenariuszy.

…a cała ta dyskusja przetoczyła się w komentarzach pod tym postem Moffata na Instagramie:

Takie wypowiedzi sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać, gdzie podziała się złota zasada Dwunastego: „nigdy okrutny i nigdy tchórzliwy” wśród jego własnych fanów. W internetowych wypowiedziach pozwalamy sobie na wiele, a przecież za każdym nazwiskiem wyświetlanym podczas napisów końcowych stoi osoba z krwi i kości. Chyba musimy coś zmienić, żeby nie zawieść Doktor(a). Bo wygląda na to, że jego twórców zawieść już nam się udało.

Źródło: The Doctor Who Companion



Fennistka, miłośniczka języków, przecinków i kotów, u której nadmiary wolnego czasu się nie istnieją – w przeciwieństwie do seriali, książek i muzyki, popijanych hektolitrami herbaty. Wielbi na kolanach Witkacego. Kiedy już podnosi się z podłogi, zdarza jej się prowadzić też swój blog (ale to rzadko). Kocha wszystkich Doktorów, ale w przepaść najchętniej rzuciłaby się za duetem Dziesiątego z Donną, względnie za duetem Dziesiątego z Dziesiątym.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *