Steven Moffat dla Nerd³ (5): Zmiany, zmiany…

Piąta i ostatnia część wywiadu fanów z Nerd³ ze Stevenem Moffatem.  Na koniec o tym, dlaczego „Doctor Who” jest, zawsze będzie i być musi najlepszym serialem we wszechświecie.

Nerd³: Ciągle publikuje się statystyki, krzyczy, by zachęcać ludzi do oglądania „Doctora Who”… Kiedy ten system upadnie? O sukcesie nie świadczy już przecież tylko oglądalność w chwili emisji w BBC.

S. Moffat: Tylko prasę obchodzą takie wyliczenia. Ciągle z liczb wróżą, że koniec „Doctora Who” jest bliski, ale tak naprawdę chodzi o to, że jak ten tytuł pojawia się na pierwszej stronie, to sprzedaż natychmiast wzrasta…
To prawda, że widownia się zmienia. Więcej niż połowa widzów ogląda odcinek później, tego samego dnia albo w ciągu tygodnia od emisji. Mierzy się oglądalność w jakimś punkcie, ale ona ciągle rośnie. Nikt nie ogląda drugi raz odcinka X-Factor. Z „Doctorem Who” jest zupełnie inaczej. Ile osób widziało pierwszy odcinek z Christopherem Ecclestonem? Jest ciągle oglądany, lata po emisji. Widownia jest o wiele większa niż wskazują statystyki – liczbę fanów „Doctora Who” w skali globalnej szacuje się na 77 mln… Nie jesteśmy Amerykanami, zauważamy resztę świata. [śmiech]
Świat się zmienił, teraz odcinek można bez problemu zobaczyć długo po jego emisji. Można ściągnąć, można kupić DVD, liczby więc rosną przez lata. Tylko prasę interesuje ten stary model oglądalności. BBC zdaje sobie doskonale sprawę, jak wygląda ta kwestia. Dlatego ciągle „Doctor Who” jest na okładkach i BBC legitymuje się nim przy każdej sposobności. Doktorem i tym detektywem, wiecie, też jest całkiem popularny…

Nerd³: Jak uniknął śmierci, skoro już tu jesteśmy? Trampolina?

S. Moffat: Uniknął chodnika, oczywiście, w bardzo sprytny sposób.

Nerd³: A może crossover? Mógł wpaść do TARDIS…

S. Moffat: Każda seria „Doctora Who” ma mniej więcej taką samą widownię, która ciągle rośnie. To niesamowite i bardzo rzadkie w telewizji. Dziecko zaczyna oglądać „Doctora Who”… Na pierwszym poziomie to odcinki od 2005 roku – wow, dużo! Gdy zobaczy już wszystko i zbierze wszystkie zabawki, odkrywa, że, cóż, tak naprawdę, to… Jest trochę więcej. Sam rozmiar jest ekscytujący. Tyle odcinków, nawet w nowych seriach! I już czwarty nowy Doktor! Niesamowite.

Nerd³: To zabawne, że pierwszy odcinek ósmej serii będzie zarazem 801 odcinkiem całego serialu…

S. Moffat: A siódmy odcinek szóstej serii był 777 odcinkiem.

Nerd³: Za dużo. Czas to skończyć.

S. Moffat: „Doctor Who” nigdy się nie skończy, będzie trwać do końca świata.

Nerd³: Mogę przejąć „Doctora Who”? Jak się to robi?

S. Moffat: Zapraszają cię na supertajne spotkanie, na którym albo cię zabiją, albo zaproponują pisanie „Doctora Who”.

Nerd³: 50% szans? Zaryzykowałbym.

S. Moffat: Nie wiem, ale wcześniej słyszałem strzały. I podłoga się lepiła.

(…)

S. Moffat: Serial ciągle bardzo się zmienia. Gdyby Russell T. Davies został dłużej, zmiany i tak by nastąpiły. Gdy on odchodził, a ja przejmowałem, zapytałem, co by zrobił, gdyby był na moim miejscu. Stwierdził, że to czas na wielkie zmiany. I teraz znowu nadszedł ten moment. Na zmianę tego i tamtego, tonu…
Pamiętam, że kiedy Russell przywrócił „Doctora Who”, to przez chwilę była czysta ekscytacja – serial fantasy, mainstreamowy, oglądany przez całe rodziny. Wow, skąd się to wzięło? Teraz jest inaczej: „Doctor Who” nie dostosowuje się do telewizji, ale ją zmienia. Staje się coraz bardziej szalony. Bo jest mnóstwo innych fantastycznych seriali, ale my musimy być na samym szczycie. Musimy mieć więcej pomysłów, lepsze lokalizacje, lepsze potwory. Musimy być najwięksi. Zmiana w serialu za mojej kadencji była taka, że znów został tą wielką telewizyjną ikoną, jaką powinien być, do której można mieć zaufanie. „Doctor Who” Russella jeszcze w to nie wierzył, pytał ciągle – czy to się dzieje naprawdę? Czy możemy to zrobić? Szczytem marzeń było 30 odcinków. Pamiętacie kostium Chrisa Ecclestona? To był taki czysty BBC One mainstream. Poważny facet, krótkie włosy, skórzana kurtka. Rok później nastał czas Davida Tennanta i powrót do komedii, do wizerunku szalonego nauczyciela. Ciągłe zmiany. Ciągle kilka kroków przed widownią.

Nerd³: Dlatego przetrwał tak długo. Bo ciągle się zmienia, zawsze jest inny.

S. Moffat: Zawsze tak jest – wybierasz jakiś sposób opowiadania, najpierw jest trochę topornie, ale nieźle. Potem jesteś w tym lepszy i jest wspaniale. A potem czujesz się jak ryba w wodzie i to nieomylny znak, że czas na zmianę, bycie w czymś świetnym to twój wróg. Tak jest w każdym serialu. Pisanie kolejnych odcinków musi być wyzwaniem.

Nerd³: To tyle. „Doctor Who” jest genialny, pracuj dalej tak wspaniale jak dotychczas, i nad „Sherlockiem”, i nad nowym Bondem… Jego też przejmiesz, prawda?

S. Moffat: Nie, coś muszę oszczędzić.

Nerd³: „Hobbita” już ktoś sprzątnął… Może Robin Hood?

S. Moffat: Nie mogę ukraść każdej brytyjskiej ikony kultury, to by było nie fair.  

Źródło:  A Nerdy Chat With Steven Moffat

[Dziękuję za uwagę! ;) – Lierre]

2 thoughts on “Steven Moffat dla Nerd³ (5): Zmiany, zmiany…

  1. “Zapraszają cię na supertajne spotkanie, na którym albo cię zabiją, albo zaproponują pisanie „Doctora Who” i “Nie wiem, ale wcześniej słyszałem strzały. I podłoga się lepiła.”. Tylko on mógł coś takiego powiedzieć :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *