Seria New Adventures 01: “Timewyrm. Genesys” – recenzja


Podczas Lat Dziczy 1989-2005 (kiedy to serial zniknął z anteny) przygody Doktora można było poznawać dzięki Expanded Universe. W 1991 roku wydawnictwo Virgin otworzyło pierwszą dłuższą serię książkową. Był to nielichy eksperyment z kilku powodów: (1) Zupełna swoboda twórcza, jako że serial anulowano, (2) Zmiana docelowego odbiorcy na młodocianych i dorosłych, (3) Zatrudnianie nowych, często dopiero debiutujących pisarzy. Zmiana targetu była podyktowana tym, że nowych widzów przez ostatnie lata serial nie zdobył zbyt wielu, a większość zagorzałych fanów wychowywała się na Doktorze i w 1991 roku faktycznie wchodziła w dorosłość albo i była już dorosła. Konsekwencją wszystkich trzech powodów był o wiele mroczniejszy, niekiedy brutalniejszy, ale też często (niestety) przerysowanie krwisty i pulpowy klimat książek. Ich bohaterami byli Siódmy Doktor i Ace, a w dalszych tomach – nowi, książkowi towarzysze. Ciekawe było też to, że przez większość czasu seria harmonizowała z komiksami Doctor Who Magazine, dzięki czemu EU tworzyło elegancką, spójną całość. Z drugiej strony – nie wszystkie pomysły z New Adventures były udane, więc może niektórzy ucieszyli się, gdy symbioza się zakończyła (a nastąpiło to u jej schyłku, około roku 1995). Seria została zakończona w roku 1997 z dorobkiem 61 tomów. Przedostatnim z nich było skądinąd słynne Lungbarrow Marca Platta, ostatnim zaś – The Dying Days, w którym pojawił się już Ósmy Doktor (zwróćmy uwagę, że 1997 rok to już czas po filmie z Ósmym Doktorem, zatem Era Siódmego dobiegła końca). Zbiorcze podsumowanie zostało kiedyś popełnione przez Blownie.

Mimo licznych ostrzeżeń postanowiłem zmierzyć się z Virgin New Adventures (VNA), a przynajmniej z tymi tytułami, które uznam za najciekawsze albo najistotniejsze. Zaczynamy od Timewyrm. Genesys.

Autor: John Peel
Liczba stron: 230
Rok wydania: 1991
Opis wydawcy:

Mezopotamia – kolebka cywilizacji. W krainie żyznego półksiężyca, pomiędzy rzekami Tygrys i Eufrat, ludzkość przechodzi transformację ze zbieraczy-łowców, w farmerów, a z farmerów w budowniczych miast.

Gilgamesz, pierwszy królewski bohater, rządzi miastem Uruk. Równie legendarna postać zjawia się w budce policyjnej: TARDIS sprowadza Doktora i jego towarzyszkę Ace, aby byli świadkami pierwszych kroków ludzkości na długiej drodze do gwiazd.

Tymczasem gdzieś w oddali, poza horyzontem, na Ziemię zstępuje złowroga istota. Jej wyznawcy w mieście Kish uważają ją za Isztar, swoją boginię; dla przodków Doktora, na starożytnej Gallifrey, była ona mityczną grozą – Bestią Czasu.

Kosmiczni bogowie znów zstępują na Ziemię – a konkretnie jedna bogini, Isztar. Pochodząca z planety Anu, zajmująca cybernetyczne, wężo-podobne ciało Quataka poszukuje szansy na przedłużenie swojego życia. Wygnana z ojczyzny przybywa do Mezopotamii, gdzie od razu spotyka Gilgamesza i zostaje uznana za Isztar. Osobiście uważam, że to fascynujący pomysł; mam słabość do tego rodzaju historii, a Doctor Who nadaje się idealnie do ich opowiadania. Sama mitologia sumeryjska jest w znacznym stopniu zapomniana, ale nadal pasjonująca. Nie bez powodu jest z taką lubością przywoływana przez fanów Starożytnych Kosmitów – Anunnaki, wyprawa Gilgamesza po nieśmiertelność, pierwszy znany mit o potopie; to wszystko bardzo inspirujące opowieści. W książce słychać echo wielu z nich, wiele imion i wydarzeń zostało przytoczone lub przynajmniej wspomniane. Jako pasjonat mitologii żałuję jednak, że powiązania są tak luźne. Gdyby mocniej się nad tym pochylić, to naprawdę byłby materiał na rewelacyjną historię. Ale niestety – książki z VNA zawsze były raczej krótkie, a rdzeniem historii pozostaje jednak poszukiwanie Bestii Czasu przez Doktora.

A co do samego Doktora – Siódmy Doktor odbiera wiadomość od jednego ze swoich poprzedników. Czwarty Doktor przesyła naszemu bohaterowi ostrzeżenie o tym, że nadchodzi mityczna Bestia Czasu i trzeba ją za wszelką cenę zatrzymać. Doktor i Ace ruszają tym tropem i wkrótce lądują w Mezopotamii, gdzie również spotykają się z Gilgameszem. I w tym momencie zacząłem rozumieć najczęstsze zarzuty wobec serii VNA. Książka ma być dla dorosłych, a jednym z dorosłych tematów jest seksualność. A w tej książce mamy starożytnego władcę, dla którego kobiety są przede wszystkim źródłem rozkoszy oraz dziarską Ace, która nie znosi, gdy ktoś mówi jej, co ma robić. Efekt: częste nagabywanie Ace przez Gilgamesza, aby mu się oddała i jeszcze częstsze oburzenia Ace, jak tak można traktować drugiego człowieka i jak nikczemnym gburem jest ten ‘wspaniały’ Gilgamesz. Z jednej strony, Doktor chce przy tej okazji udzielić ważnej lekcji – nie oceniamy przeszłości według norm teraźniejszości; to po prostu nie ma sensu logicznego i ryzyko popadnięcia w ahistoryzm. A to bardzo ważna lekcja, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Niemniej, mnogość tego typu scen wydawała mi się męcząca. Inna sprawa warta uwagi – Siódmy z książek to zdecydowanie i bez wątpienia ten Siódmy, którego pożegnaliśmy w serialu. Doktor troskliwy, ale też tajemniczy, wycofany, układający w głowie plany na wiele kroków w przód, nie dzieląc się z nikim. Siódmy, którego fani chyba lubią najbardziej. Na razie nie miał dużego pola do popisu, ale ważne, że twórcy zachowali ten wytyczony w ostatnich dwóch sezonach Klasyków archetyp. Na pewno jeszcze pokaże, na co go stać.

Jednak zacisnąwszy zęby, Ace dołącza do Doktora i Gilgamesza (oraz kilku innych osób) w wyprawie w góry, gdzie ukrywać się ma Utnapisztim –  odpowiednik Noego w mitologii sumeryjskiej, który, zdaniem Doktora, również pochodzi z kosmosu i może im pomóc w powstrzymaniu Isztar. Ponownie – bardzo mi się podoba ta idea i z zainteresowaniem śledziłem opowieści Utnapisztima o jego przeszłości na planecie Anu oraz o tym, jak trafił on na Ziemię. Niestety, realizacja tego pomysłu pozostawia nieco do życzenia – wyprawa naszych bohaterów jest w gruncie rzeczy… nudna. Niewiele się tam dzieje, towarzyszy im przytłaczająco duża zgraja kompanów, z których większość ma raczej nikłą rolę do odegrania, co tylko dodatkowo męczy podczas czytania. Akcja ciągnie się tak powoli, że mimo małych gabarytów, historia zwyczajnie nudzi. Na szczęście uczucie to znika całkowicie przy ekscytującym finale. Kiedy dochodzimy do momentu starcia z Isztar, wszystko zaczyna przyspieszać. Stajemy oko w oko z całą potęgą boskiej uzurpatorki, która nie cofnie się przed niczym, żeby przetrwać. Doktor z przerażeniem będzie patrzył, jak niweczy jego plany, jeden za drugim, rozpaczliwie usiłując ją zniszczyć. Pytanie brzmi – jak daleko będzie w stanie się posunąć i jak wiele będzie w stanie poświęcić?

Osadzenie fabuły Genesys w starożytnej Mezopotamii było świetnym pomysłem, ale nie mogę powiedzieć, żeby jakoś szczególnie wyeksploatowanym. Znalazły się tu raczej tylko te najbardziej podstawowe elementy – opowieść o Utnapisztim jako kosmicznym podróżniku i sugestia, że cała ich wyprawa z Gilgameszem zostanie zapamiętana jako Epos o Gilgameszu – pierwsza opowieść w historii ludzkości. Osoby dobrze znające te mity będą więc raczej odczuwać niedosyt; mogą się co najwyżej lekko uśmiechnąć przy czytaniu, osoby nieznające –  być może dowiedzą się z tej książki czegoś nowego. Sama fabuła jest przez większość czasu nużąca, zaś drętwe dialogi nie ułatwiają sprawy. Wyglądało to tak, jakby sam autor usiłował ustami Doktora wytłumaczyć nam, że to już nie jest serialowa sielanka, że tym razem wkraczamy w dorosły świat i będziemy podejmować dorosłe tematy (takie jak seksualność), więc mamy się do tego przyzwyczaić. Z drugiej strony – może to i było potrzebne; dzisiaj już wiemy czego się spodziewać po tych książkach, ale w latach 90. może specjalnie autor posunął się do takich łopatologicznych sugestii w pierwszym tomie, aby ostrzec czytelników, czego mogą się spodziewać później. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że dalej będzie lepiej. Cieszy mnie za to, że przynajmniej język pozostał (pozwolę sobie na poetyckie określenie) nieskalany. Bohaterowie nie muszą bluzgać na lewo i prawo, aby przekonać czytelnika, że to historia dla dorosłych, o czym niektórzy twórcy moim zdaniem czasami zapominają. Na koniec należy zwrócić uwagę, że to nie koniec przygody z Bestią Czasu, lecz dopiero pierwsze z 4 spotkań (Geneza w końcu). I to mnie akurat cieszy, bo finał powieści (ostatnie 3 rozdziały) był faktycznie szalenie ekscytujący i z wielkim zainteresowaniem sięgnę po dalsze tomy, aby przekonać się, jakie są dalsze losy Bestii. Oraz jaki podstęp wymyśli Siódmy Doktor, aby ją powstrzymać.

Ocena: 5/10



Nerd pod prawie każdym względem. Fan Klasyków i komiksów, brnie dalej przez EU. Przybiłby żółwika Drugiemu, pokłony oddaje Piątemu i chętnie pogadałby o 'kosmicznej magii' z Siódmym, ale najbardziej utożsamia się z Jedenastym, serce zaś oddał Romanie II. Poza tym, wierny fan brytyjskiej literatury.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *