Science Who #4 – Gdzie te inwazje?

Wszyscy chcielibyśmy spotkać jednego, czarującego Władcę Czasu… A co z resztą kosmitów? A może jednak jesteśmy sami we wszechświecie?

Słyszeliście kiedyś o Paradoksie Fermiego*? Pewien genialny fizyk Enrico Fermi zauważył kiedyś, że prawdopodobieństwo, iż kosmici nigdy nie wylądowali na Ziemi, jest właściwie bliskie zeru – według jego pobieżnych rachunków (których nigdy nie odnaleziono i nie odtworzono), takie lądowanie powinno mieć miejsce wielokrotnie w przeszłości. W końcu skoro w samej Drodze Mlecznej znajduje się 100 do 400 miliardów gwiazd, a wokół nich krążą kolejne miliardy planet, to niemożliwym jest, abyśmy nigdy nie natrafili na ślad pozaziemskiej cywilizacji… Myśl tę rozwinął później astronom Frank Drake, tworząc równanie pozwalające oszacować liczbę pozaziemskich cywilizacji. Wziął on pod uwagę na przykład szybkość powstawania gwiazd i planet czy też czas potrzebny inteligentnym istotom do wykształcenia zdolności komunikacji i na tej podstawie oszacował, że tylko w naszej galaktyce rozwiniętych cywilizacji powinno być prawie pół miliona! A jednak, jak do tej pory dowody na istnienie kosmitów znajdujemy tylko w książkach, filmach i serialach. Czyżby więc ten jeden raz Doktor Who był bliższy prawdopodobieństwu niż świat, jaki znamy?

Ostrzeżenie: felieton zawiera dużo niesprawdzonych hipotez, wielkich liczb i uroczych teorii spiskowych. Czytasz na własne ryzyko!

12.12.2015_alienNa początek nabierzmy trochę perspektywy. W możliwym do zaobserwowania wszechświecie znajduje się przynajmniej 100 miliardów galaktyk, z których każda zawiera od 100 do 1000 miliardów gwiazd, z których większość posiada własne system planetarne. W dodatku na dużej części tych planet powinny, przynajmniej teoretycznie, panować warunki umożliwiające powstanie życia. Dlaczego nigdy nie natrafiliśmy na jego ślady? Najprostsza odpowiedź: bo większość tych planet znajduje się za daleko. Wszechświat nieustannie się rozszerza, a tym samym galaktyki oddalają się od siebie z ogromną prędkością. Możecie wyobrazić je sobie jako kropki namalowane na baloniku – wszechświecie. Gdy dmuchamy balonik – czyli rozszerzamy nasz wszechświat, kropki zaczynają oddalać się od siebie (cóż, w rzeczywistości to wcale nie działa w ten sposób, ale jeśli to wam pomogło…). W każdym razie, nawet gdybyśmy potrafili w przyszłości podróżować po kosmosie z ogromną prędkością, prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, co dzieje się w innych galaktykach. Być może gdzieś tam są planety zrobione z diamentów lub starożytne cywilizacje siedmiu światów lub planeta pokryta czerwoną trawą błyszczącą w świetle dwóch słońc… Ale dopóki nie dostaniemy zaproszenia na TARDIS, nie będziemy o tym wiedzieć.

Jednak nawet ograniczając się tylko do naszej galaktyki, z wspomnianych wcześniej kilkuset miliardów gwiazd około 20 miliardów przypomina nasze Słońce, a wokół około 4 miliardów z nich krążą prawdopodobnie planety podobne w jakichś aspektach do Ziemi!** W dodatku nasza galaktyka istnieje już około 13 miliardów lat – porównując ten czas do 4 miliardów lat, na jakie datuje się wiek Ziemi, nietrudno dojść do wniosku, iż na innych planetach życie mogło już wielokrotnie powstawać, a nawet wymierać i odradzać się na nowo… Więc dlaczego ciągle nie spotkaliśmy żadnych kosmitów?

Istnieje wiele całkiem sensownie brzmiących potencjalnych wyjaśnień Paradoksu Fermiego, ale ja zajmę się trzema z nich. Pierwsza hipoteza mówi o tym, że gdzieś w gwiazdach istnieją miliony cywilizacji, jednak nie potrafimy się jeszcze z nimi porozumieć. A oczywiście próbujemy i to najróżniejszymi sposobami. W 1974 roku wyemitowano przy pomocy sygnałów radiowych tak zwaną wiadomość Arecibo: zakodowane w kodzie binarnym podstawowe informacje o naszej planecie i ludzkości (m.in. mocno już zdezaktualizowaną liczbę ludzi żyjących na świecie). Sygnał skierowano w stronę gromady gwiazd w gwiazdozbiorze 12_12_2015_An_Unearthly_ChildHerkulesa i powinna dotrzeć do adresatów już za 25 000 lat…. Ale może ktoś odbierze ją wcześniej? Od tego czasu wysyłano oczywiście kolejne wiadomości, zresztą od prawie 100 lat produkujemy niezły radiowy szum, który może być odbierany nawet w odległych partiach galaktyki… Kto wie, może w czasie, gdy my oglądaliśmy odcinek rocznicowy, na jakiejś odległej o 50 lat świetlnych planecie obce formy życia obejrzały An Unearthly Child? Może za kolejne 100 lat na naszą planetę przyleci delegacja żądająca wydania im Moffata?

Rozmarzyliśmy się, wróćmy jednak do rzeczywistości. Oprócz sygnałów radiowych wysyłaliśmy w kosmos trochę solidniejsze dowody istnienia życia na Ziemi, takie jak pokryte grawerunkami aluminiowe płytki z sond Pioneer 10 i Pioneer 11 czy też płyty kompaktowe ukryte w sondach Voyager, zawierające zdjęcia i nagrania m.in. odgłosów natury czy dzieł sławnych kompozytorów. Cel był szczytny, ale… Pamiętacie Świąteczną inwazję (“The Christmas Invasion”)? Dzięki próbce ludzkiej krwi umieszczonej w brytyjskiej sondzie kosmicznej przywódca Sycoraxów może kontrolować ludzi posiadających tę grupę krwi – i bynajmniej nie ma wobec Ziemian przyjaznych zamiarów… Może powinniśmy się ucieszyć, że nikt nie odebrał jeszcze naszych wiadomości?

12_12_2015_christmas-invasionZ drugiej strony nie mamy pewności, czy wybrane przez nas formy komunikacji mają jakiś sens. Może inne żywe istoty są od nas zbyt odmienne, byśmy mogli się porozumieć? W końcu skoro nie spotkaliśmy nigdy obcej formy życia, nie możemy mieć pewności, iż byłaby podobna do nas. Dlaczego wszechświat miałyby zamieszkiwać właśnie humanoidy? Dlaczego by nie inteligentne obłoki lub kosmiczne wieloryby? Być może wszelkie nasze założenia wobec obcego życia są błędne lub już spotkaliśmy to życie, tylko nie potrafimy go rozpoznać. Może faktycznie potrzebujemy Doktora jako prezydenta Ziemi, żeby nie popełnić jakiejś międzygalaktycznej gafy?

I ostatnia, dość przerażająca wizja – może życie w kosmosie osiąga pewien poziom – i znika? Może w wyniku katastrof naturalnych, może z powodu własnej głupoty, a może gdzieś na końcu wszechświata czekają jacyś wredni Władcy Czasu pilnujący porządku we wszechświecie? Może Dalekowie tylko czekają, aby przylecieć na Ziemię i nas eksterminować? No i oczywiście: może inwazja, której wszyscy się boimy, miała już miejsce? Być może tak jak większość mieszkańców Whoniversum po prostu o tym nie wiemy? Być może w naszym świecie istnieje jakiś UNIT, który ukrywa wiedzę o obcych cywilizacjach, by zapobiec masowej panice lub może obcy potrafią, niczym Zygoni z ostatniej serii Doktora, wtopić się w tłum i żyć wśród nas? Cóż, wyszliśmy od nauki, ale kończymy na coraz bardziej szalonych hipotezach, w końcu żaden naukowiec nie lubi przyznać, że po prostu czegoś nie wie. A nikt nie wie tak naprawdę, skąd bierze się Paradoks Fermiego – i czy kiedyś poznamy jego rozwiązanie.

Jednak żeby nie kończyć smutnym akcentem: wszechświat jest ogromny eleventh doctor 600x300i przepiękny. Być może jesteśmy jedynymi istotami, które będą mogły go podziwiać. Albo może gdzieś tam czekają wspaniałe nieodkryte światy i starożytne cywilizacje warte poznania. Ale jak powiedział Doktor, znany nam kawałek kosmosu to tylko “jeden kąt… jednego kraju, który jest częścią jednego kontynentu, na jednej planecie, która jest tylko kątem galaktyki (…). I jest tak wiele, tak wiele do zobaczenia”***.

W poprzednim odcinku – Regeneracja

*Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o samym Paradoksie Fermiego i jego rozwiązaniach, polecam szczerze ten filmik.
** Wydaje się, że jest to ogrom przestrzeni, ale szacuje się, że gdybyśmy potrafili podróżować z prędkością światła, skolonizowalibyśmy naszą galaktykę w 2 miliony lat.
*** “This is one corner… of one country, in one continent, on one planet that’s a corner of a galaxy that’s a corner of a universe that is forever growing and shrinking and creating and destroying and never remaining the same for a single millisecond. And there is so much, so much to see.”

Źródła:
Tardis wikia
Simon Guerrier, Dr Marek Kukula, “The Scientific Secrets of Doctor Who”
Kazimierz Pytko, “A gdyby jednak przylecieli…”

Daj na ciastko!


Uzależniona od herbaty, pisania i brytyjskich seriali. Kocha ludzi, teatr, wiedzieć więcej. Nie znosi fasolki, seksizmu i źle napisanych dialogów.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *