SFCC: Capaldi o swojej wizji Doktora i planach na przyszłość (część 4)

Wiemy, że Peter Capaldi woli wcielać się w Doktora na planie, gdzie jest prawdziwa TARDIS i tak dalej, ale krążą plotki o jego rozmowie z Nickiem Briggsem, która miała dotyczyć potencjalnego spotkania w nowych przygodach od Big Finish.

Myślę, że Big Finish wykonuje fantastyczną pracę.  Ale uważam, że nadszedł czas, bym odsunął się na jakiś czas od Doctor Who. Chodzi mi o to, że ten serial jest bardzo pochłaniający, zabiera twoje życie. I wydaje mi się, że dobrze jest wybrać się na kilka przygód, których nikt przez pewien okres nie będzie widział – a dopiero potem wrócić.

Chyba musimy się już pogodzić z myślą, że odejście Petera Capaldiego wiąże się też z nierychłym powrotem, ale jaki będzie następny krok aktora? Może rozważa założenie zespołu, tak jak zrobił Hugh Laurie?

Z całym szacunkiem dla Hugha, który jest wspaniałym muzykiem, zawsze trochę mnie to martwi, kiedy aktorzy mówią: „Nadszedł czas, bym skupił się na mojej muzyce”. [śmiech publiczności] „A to mój nowy album, no wiecie”. Nie, mnie wystarcza to, że miło jest wykonywać muzykę. To dla mnie przyjemnie spędzony czas ze świetnym zespołem, znanym jako The Blow Monkeys. Grałem razem z Doktorem Robertem w Hiszpanii i było świetnie. Ale to tylko zabawa. Nie sądzę, żeby to się miało zmienić. Moje życie nie było oddane muzykowaniu. Uważam, że takim sprawom trzeba się poświęcić w całości. To znaczy, trzeba spędzać każdy dzień na pracowaniu nad sobą jako muzykiem, jeśli jest to coś, czym się chcesz zajmować. Ja tego nie robiłem. Ale lubię improwizować i uderzać w struny gitary, śmiać się. Więc może tak być, że zobaczycie mnie w jakimś zespole, ale to będzie tylko dla zabawy.

Wielu aktorów, wcielających się zarówno w Doktorów, jak i towarzyszy, przyznaje, że zabrało różne pamiątki czy rekwizyty z planu. Czy istnieją takie przedmioty, które Peter zamierza wziąć ze sobą?

Nie, nie zamierzam. To znaczy, mogłem być Doktorem. Mam to [wskazuje na siebie], wiecie. Nie myślę o takich rzeczach, bo ja już tam jestem. Możecie tego nie wiedzieć, ale jako dziecko pisałem do Doctor Who. Pewnego razu dostałem list od producenta, który się nazywał Barry Lance. I on wysłał mi dwa scenariusze. Dwa pełne, prawdziwe scenariusze z serialu, na których pracowali, razem z komentarzami. Historia nosi nazwę The Mutants i pochodzi z ery Jona Pertwee’ego. Wcześniej nigdy nie widziałem scenariusza, nie wiedziałem, jak powstaje ten serial. A on mi je przesłał. Jak miło! I nadal je mam. Więc to chyba moja doktorowa pamiątka.

Sam Dwunasty Doktor jest dość odmienny od swoich poprzedników pod względem usposobienia i wyglądu. Staje się bardziej obcy, a mniej ludzki. Rachel Talalay powiedziała kiedyś, że chciała utrzymać płynność kamery, żeby Doktor mógł lepiej poznawać samego siebie. Co się zmieniło?

Mam bardzo wyrazisty obraz w mojej głowie, trochę zadowolony z siebie, mroczny. Towarzyszą mu zadrapania, zniechęcenie, trochę tchórzostwa. Co oczywiście nieco zaalarmowało ludzi pracujących nad marką Doctor Who [śmiech publiczności], kiedy przedstawiłem im ten pomysł. Oni woleliby raczej barwnego wesołka, który robiłby z siebie zabawkę. Ale to mi się zawsze wydawało złym kierunkiem. Uważałem, że trzeba iść w stronę, która wydaje nam się właściwa. Chociażby dlatego, że z nim dorastałem, dla mnie Doktor ma w sobie, między innymi, głęboką tajemniczość i niebezpieczeństwo. Był zawsze obecny, zawsze by się tobą zaopiekował, ale nie był istotą ludzką, więc nie za każdym razem był do tego najlepiej przygotowany. Ale myślę, że w jakimś stopniu Doktor rozwinął widoczne ciepło, jakiś rodzaj charakteru. Nie zawsze tak było i myślę, że chciałem spróbować przywołać coś z tego. Ale tak, to dość trudne. Czasem wchodzisz do TARDIS i mówisz w sposób mroczny, poszarpany, błądząc w tych nierównościach.

Wydaje się, że Peter Capaldi wyczerpał już temat tego, czym nie zamierza się zająć w najbliższej przyszłości. Czy aby na pewno? O co zapytalibyście Petera, żeby zaprzeczył kolejnym planom?

Źródło: YouTube



Fennistka, miłośniczka języków, przecinków i kotów, u której nadmiary wolnego czasu się nie istnieją – w przeciwieństwie do seriali, książek i muzyki, popijanych hektolitrami herbaty. Wielbi na kolanach Witkacego. Kiedy już podnosi się z podłogi, zdarza jej się prowadzić też swój blog (ale to rzadko). Kocha wszystkich Doktorów, ale w przepaść najchętniej rzuciłaby się za duetem Dziesiątego z Donną, względnie za duetem Dziesiątego z Dziesiątym.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *