Samuel Anderson – widzów czeka niespodzianka

Odtwórca roli Danny’ego Pinka, Samuel Anderson, opowiada o ciekawostce związanej z jego postacią, którą poznamy w nadchodzących odcinkach. Spoilery!

W wywiadzie dla What’s On TV Samuel Anderson wyjawia nie tylko, że w relacji Danny’ego z Clarą możemy spodziewać się znacznych postępów, ale wspomina także o sekrecie skrywanym przez granego przez niego nauczyciela matematyki.

Co obecnie wiemy o Dannym?
Widzowie poznali Danny’ego w drugim odcinku ósmej serii – byłego żołnierza, który został nauczycielem matematyki, zajmującego się jednocześnie prowadzeniem kadetów w szkole Coal Hill. Być może Clara Oswald wpadła mu w oko; komu by się nie spodobała? Oboje zainteresowali się sobą nawzajem i do końca nadchodzącego odcinka najwyraźniej między nimi zaiskrzy. Po raz pierwszy Clara spędzi tyle czasu z Dannym i po raz pierwszy widzowie będą mogli ocenić, czy bohaterowie mają szansę na zadzierzgnięcie mocniejszych więzi i dokąd to może zmierzać.
Co więcej, oboje wprost emanują niepewnością. Clara spędziła ostatni rok włócząc się z szalonym naukowcem, z którym nie miała szans na żaden związek ze względu na fakt, że jest kosmitą i w dodatku ma koło 2000 lat. To całkiem miły, zabawny odcinek. Powiedzmy, że przypomina nawet trochę komedię romantyczną.

Czy mamy scenę pocałunku w najbliższym odcinku?
Jak najbardziej; nie jest może bardzo spektakularny, sami wiecie, Doktor Who to w końcu serial familijny! Nie można posunąć się za daleko.

Danny poznaje wreszcie Doktora?
Tak, dostaje się na pokład TARDIS, ale nie w taki sposób, jakiego można się spodziewać. Danny skrywa pewien sekret – byłem zszokowany, gdy przeczytałem o nim w scenariuszu po raz pierwszy.

Jak wyglądały zdjęcia w TARDIS?
Było wspaniale. Wkraczanie na ten plan po raz pierwszy jest cudowne, to prawdziwe dzieło sztuki. Jest dopracowany do najmniejszych detali, których kamery nigdy nie zdołają uchwycić w pełni: drobne światełka nawet przy najmniejszych dźwigniach, a także tak wiele ruchomych części, łał! Pewnego dnia wchodzisz do środka i starasz zachowywać się jak należy, otoczony poświatą lampek, przyciskami i pokrętłami. Jenna przyznała się, że przemaganie się żeby dotknąć jakiegokolwiek pokrętła zajęło jej koło dwóch tygodni. Nie mam pojęcia jak była w stanie wstrzymywać się tak długo!

Jak podobała ci się praca z nowym Doktorem, Peterem Capaldim?
Było całkiem zabawnie; po dwóch tygodniach zagadnął mnie jak się miewam i czy odnalazłem się już na planie zdjęciowym i w roli. Odparłem, że jest w porządku i tylko dziwnie tak: czuć się jak zupełny żółtodziób. Wtedy on powiedział, że czuje się identycznie, a pracował przed kamerą całe dwa tygodnie dłużej ode mnie. Wspaniale było obserwować Petera przy pracy. Jej nawał, z jakim parają się Peter i Jenna niemal w każdym odcinku, jest ogromny. Peter jest jednym z najlepszych aktorów w naszym kraju, tak naprawdę nie da się być od niego lepszym.

Czy jako dzieciak byłeś fanem serialu?
Tak, to była jedna z tych rzeczy, których nie rozumie się w pełni, ale które się kocha. Może tak naprawdę nigdy nie zrozumiałem o czym tak jest ten serial – był po prostu ten facet biegający tu i tam, pomagając ludziom. Prawdopodobnie to wszystko, co dziecko oglądające DW powinno wynieść z serialu, a ja miałem wtedy chyba 10 lat. Ale ta głębia, którą obecnie nadaje serialowi Steven Moffat, byłem zdumiony tym, dokąd zmierza to co pisze; wszystkie te filozofie i problemy poruszane w fabule…
Zajęło mi może godzinę, żeby zostać fanem – odkąd po raz pierwszy przebiegłem wzrokiem skrypt. Są takie tematy wypływające z show, o które wraz z przyjaciółmi potrafimy się kłócić całymi godzinami. Nie mogę się doczekać emisji kolejnych odcinków, chcę widzieć i słyszeć więcej i więcej!

Pracowałeś wcześniej z Jenną na planie „Emmerdale”, prawda?
Tak. Pojawiliśmy się tam mniej więcej w tym samym czasie, grałem Kirka Rossa, policjanta, a Jenna wystąpiła jako Jasmine Thomas – ale mieliśmy tylko jeden wspólny wątek, który właściwie był jednocześnie rozwiązaniem historii naszych postaci. Wrobiła mnie w morderstwo! Tak… znaliśmy się już przedtem, dlatego tak miłe było dla mnie przyjęcie do obsady Doctora Who. Było to częścią castingu; oznajmili mi nagle, że między naszymi postaciami będzie działać chemia i powiedziano, że musi być ona odebrana i zagrana poprawnie, w szczególny sposób. Pomyślałem wówczas: „Jenna-Louise Coleman, stare dobre czasy! Jedno zmartwienie mniej.”

Nie czułeś się niezręcznie na planie ze znajomą osobą?
Nie, tak naprawdę to nie. Kiedy byłem zaczynającym aktorem bałem się scen pocałunku, daję słowo. Musiałem zwagarować podczas tej lekcji w szkole teatralnej. Ale teraz to po prostu część mojej pracy.

Partnerzy towarzyszy Doktora zwykle nie radzą sobie zbyt dobrze w serialu, są w pewien sposób „skazani”…
Wiem! Albo to, albo okazują się bohaterami. W moim przypadku może to pójść w każdym z tych kierunków. Może być gorzej, może być lepiej… Póki co, pojawiam się w siedmiu odcinkach.

Zatem podróżujesz z Doktorem?
Hmm… Erm… Cóż… Widujemy Danny’ego w TARDIS dość często, ale nie podróżuje zanadto. W końcu to serial o Doktorze i jego towarzyszu, a nie o Doktorze, towarzyszu i towarzyszu towarzysza.

Czy czujesz się na siłach na spotkanie z fandomem?
Nie wydaje mi się. Nie sądzę, żeby fandom Doctora Who odwiedzał te same miejsca, co ja, chociaż zdarzało im się mnie zaskoczyć! Pojawiają się znikąd. Z tego co mi opowiadano, nie wydaje mi się, że da się być na to w jakikolwiek sposób przygotowanym. Moja siostra jest zapaloną fanką DW. Ma wszystkie książki i wydania DVD. Mój tata też, właściwie jest trochę geekiem zafascynowanym s-f, ale wszystko zaczęło się od Doctora Who. Moja postać napotyka wszystkie jego ulubione elementy serialu. Co prawda nie mogę zdradzić jakie doktorowe elementy mam na myśli, ale nie mogę się doczekać jego reakcji!

Macie jakieś nadzieje odnośnie nadchodzącego odcinka? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!

Źródło: What’s On TV



Katarzyna J. - absolwentka anglistyki, a zarazem wielbicielka szeroko pojętej literatury i kinematografii. Ostatnio zafascynowana językiem i światem (pop)kultury Korei Południowej. Gallifreyański Kot Schrödingera - losowo znika i pojawia się w składzie redakcji.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *