Rozwiązanie konkursu – dzieciństwo Doktora

Prezentujemy wyniki konkursu organizowanego z okazji Dnia Dziecka!

Przede wszystkim muszę przeprosić was wszystkich za długi czas oczekiwania na wyniki – wiele spraw nałożyło się na ten fakt; poza tym, jako Władcy Czasu mylimy się czasem w datach, ciężko nas też zebrać w jednym punkcie czasoprzestrzeni, aby wszyscy członkowie redakcji oddali głos na prace, które według nich na to zasługują…

Ale przechodząc do wyników! Jak można wnioskować po powyższym akapicie – głosowanie było długie, ponadto dosyć burzliwe. Koniec końców wyniki zaskoczyły nawet nas. Niniejszym… ogłaszamy, że pierwsze miejsce zajęły dwie prace! Aby nie przedłużać:

Miejsce pierwsze, kolaż Justyny Figas-Skrzypulec

P1200016

Krótki komentarz autorski do kolażu ilustrującego dzieciństwo Doktora.

1. Tło ma kolor pomarańczowy, jak niebo na Gallifrey.
2. Osłony, które chronią przed przegrzewaniem, to potrójny symbol. Po pierwsze, kojarzą się z kopułą nad Gallifrey. Po drugie, oznaczają opiekę (nazywaną czasem u nas wręcz kloszem) rodzinną. Po trzecie, przypominają o teście spojrzenia w czas, które przechodzili małe władczynie i władcy czasu – jeśli ktoś nie ma we własnej głowie takiej „osłony”, to się „przegrzeje”, jak Mistrz.
3. Reszta, która znajduje się po lewej stronie, może mówić o dzieciństwie i młodości w dość uniwersalny sposób.
4. Do wklejenia ramki, na której obrzeżach są fragmenty kopert, znaczków i pieczęci pocztowych, zainspirowała mnie sama Redakcja, sugerując, że być może mały Doktor marzył o dalekich podróżach. Stąd też motyw wielogodzinnego gapienia się (obserwowania Kosmosu!) i obrazek z astronautką.
5. Obrazek z dzieckiem (oraz dinozaurem!) razem z podpisem o chłopczyku chyba nie wymaga komentarza.
6. Wszystkie napisy/cytaty nawiązują do osobowości Doktora – coś musiało być w jego wychowaniu, co przyczyniło się do późniejszego charakteru.
7. W prawym dolnym rogu nawiązania do smutnego i definitywnego końca dzieciństwa.

Miejsce również pierwsze, kronika Dominika Śniocha

Niniejszy tekst wydano do użytku publicznego za pozwoleniem Proklamacji Cienia, numer zezwolenia 1289915.60. Na mocy Galaktycznej Ustawy o Translacji podpisanej na planecie K0-35 w roku galaktycznym 798455, zezwala się na użycie nośnika dopasowującego się do języka osoby zapoznającej się z treścią niniejszego tekstu.

Jestem Kronikarzem. Moim zadaniem od zawsze jest odnotowywać. Nie działać. Tylko odnotowywać.

Po ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce w przydzielonym mi sektorze kosmosu myślę, że nie ma tu już istoty, która nie wiedziałaby, kim jest lub był Doktor. Ten oto bohater, naukowiec, a także katalizator wielu niezwykłych przemian społeczno-politycznych w całej galaktyce niejeden raz w opinii wielu posuwał się za daleko i, być może, wreszcie otrzymał to, na co zasłużył. Nie mnie oceniać. Los jego jednak został już niniejszym przypieczętowany, (przynajmniej do czasu pojawienia się kolejnej obarczonej ułomnościami psychiki osoby z wehikułem czasu lub piórem) w związku z czym pewne fragmenty historii jego dzieciństwa, dotychczas utajnione, mogą ujrzeć światło dzienne.

Doktor lata swe pierwsze spędził w jednym z sierocińców ojczystej jego planety Gallifrey po tym, jak ojciec jego, wyrzutek żyjący na obrzeżach domu Prydonian, wdawszy się w typowe dlań ciemne interesy, otrzymał dwa ciosy w tętnicę podobojczykową, oddalone od siebie o okres czasu niewystarczający do zregenerowania na sposób gallifreyski. Na wyjawienie tożsamości matki Doktora nie posiadam pozwolenia.

Doktor był dzieckiem problematycznym, nie potrafił dobrze wpasować się w społeczność placówki, w której dorastał, a sympatii innych sierot nie wzbudzały też jego dolegliwości związane z dziwnymi snami, które mylił często z jawą. Wśród nich szczególnie wyróżniały się te powtarzające się – jak ów, w którym mały Doktor zmuszony jest do spojrzenia w artefakt zwany Okiem Harmonii, co w rzeczywistości było zakazane – lub przeciwnie, takie występujące tylko raz, typu sen w którym słyszał kobiecy głos opowiadający mu o naturze strachu. Problemy te rozwiązały się podczas wakacyjnej wycieczki, kiedy to zgubiwszy się w paśmie górskim Sadere (które to wydarzenie wedle jego wychowawcy z Akademii, Borusy nie było dziełem przypadku, a pierwszą w życiu Doktora ucieczką) napotkał na sędziwego K’anpo Rimpoche, pariasa społeczności Władców Czasu wygnanego z niej z powodów politycznych. K’anpo, który to dużą część swego życia poświęcił był na zajmowanie się technikami z pogranicza mistycyzmu i psychologii, uwarunkował chłopca znacznie ograniczając trapiące go dolegliwości. Oraz, ponownie według Borusy, wpoił do jego kształtującego się umysłu kilka szkodliwych koncepcji, które to miały rozkwitnąć w stosownym czasie. Pytany o to, dlaczego nie podjął w związku z tym żadnych działań, Borusa słusznie wskazywał, iż kontakty jego podopiecznego z K’anpo długo owiane były tajemnicą.

W Akademii Władców Czasu Doktor poznał swego rówieśnika imieniem Koshei, znanego później pod pseudonimem Mistrz. Chłopców połączyła szczególna więź, zwłaszcza po tym, jak ceremonialny rytuał Zespolenia Przestrzeni[1] ujawnił, iż w dużej części z milionów równoległych wszechświatów są oni rodzeństwem. Z czasem dołączyła do nich jeszcze jedna osoba, młodsza od chłopców nieco Ushas, która po latach przyjęła alias Rani. Analizując pamiętniki Doktora niektórzy badacze odnoszą wrażenie, iż w owym okresie żywił on wobec niej cieplejsze uczucia, niemniej brakuje na to faktycznych dowodów, a sam Doktor, wspominając na kartach dziennika swoją pierwszą miłość opisuje siebie jako kogoś, kto „bezpowrotnie już pożegnał się ze szczęśliwymi chwilami dzieciństwa i wczesnej młodości”[2].

Przyjaźń trójki gallifreyskich dzieci trwała bez szczególnych konfliktów, jakże typowych dla pacholąt większości ras na tym etapie rozwoju, aż do chwili, gdy złośliwy dowcip, którego cała trójka dopuściła się na osobie kucharza w akademickiej stołówce i który całkowicie wymknął się spod kontroli[3] spowodował, iż dyrekcja zmuszona była wszcząć oficjalną procedurę wobec krnąbrnych uczniów co wiązało się z wezwaniem ich rodziców. Ponieważ, jak już wspomniano, Doktor był sierotą, in loco parentis wystąpił K’anpo Rimpoche, wzbudzając nie tylko skandal, ale też raz jeszcze niechęć rówieśników do chłopca. W tym, co najbardziej go zabolało, jego dwójki dotychczasowych przyjaciół. Mimo tego Doktor okazał nietypową dla jego wieku dojrzałość będąc szczerze wdzięcznym swemu pustelniczemu mentorowi – gdyby nie jego płomienna przemowa, chłopiec zapewne zostałby już wtedy bezpowrotnie usunięty z Akademii.

Pierwszy raz, gdy Doktor naprawdę poważnie i w pełni świadomie złamał prawo miał miejsce, gdy Oferia, przewodnicząca sierocińca – miejsca, które nie bez powodu uważał za dom, mimo wad – wpadła w finansowe tarapaty. Wkraczający już powoli w nastoletniość chłopiec usiłował zebrać pieniądze na pomoc, jednakże mu się nie udało. Nie chcąc raz jeszcze narażać K’anpo, który to z trudem uniknął aresztowania pojawiając się w Akademii, poprosił o pomoc swego wychowawcę, Borusę. Ów w zamian za zabranie chłopca w przeszłość swoim Sidratem tak, aby ów mógł spróbować zebrać fundusze na uratowanie sierocińca raz jeszcze, zażyczył sobie, aby Doktor zerwał wszelkie kontakty z K’anpo.

Choć udzielenie tego rodzaju wsparcia było ze strony nauczyciela nielegalne[4], nie wahał się on zabezpieczyć specjalnym cyrografem Władców Czasu, niejako wymuszającym dotrzymanie obietnicy. Nie miał on jednak pojęcia, jak sprytny okaże się jego uczeń. Doktor bowiem po cofnięciu się w czasie nie spróbował ponownie zbiórki pieniędzy, ale podpalił dom wierzyciela Oferii. Warunki niezbyt inteligentnie sformułowanego przez przesadnie pewnego siebie nauczyciela obustronnie nie zostały dotrzymane, przez co dokument stracił parapsychiczną moc. Tym niemniej choć plan Doktora się udał – dowody długów obciążających sierociniec zostały zniszczone w pożarze – najmłodsze dziecko wierzyciela zginęło w ogniu. Borusa, aby sam uniknąć konsekwencji, zatuszował sprawę, aczkolwiek wiele lat później skutecznie sabotował wszelkie próby uzyskania własnego Tardisa przez Doktora, aby ten nie zmienił tych właśnie wydarzeń. Jak wiemy, nie udało się to, Doktor zdobył wehikuł drogą kradzieży i, choć dopiero kilkanaście wcieleń później, w końcu spróbował naprawić ostatni błąd dzieciństwa. Skończyło się to narodzinami paradoksalnej anomalii nazywającej siebie Valeyard, ale to już zupełnie inna historia.

Oto najważniejsze epizody z dzieciństwa Doktora. Jestem Kronikarzem. Moim zadaniem od zawsze jest odnotowywać. Nie działać. Tylko odnotowywać.

[1] O którym przeczytać można więcej w annałach badaczki Gandory zebranych pod zbiorczym tytułem „Pięćdziesiąt lat na Gallifrey”.
[2] „Pamiętnik siedmiu tysięcy lat”.
[3] Dowcip ów spowodował u nieszczęsnego kuchty potrójne złamanie przegrody nosa z przemieszczeniem na tyle trudne do wyleczenia, iż znikło dopiero po dwóch regeneracjach.
[4] W wydarzenia dziejące się na powierzchni planety Gallifrey decyzją Wysokiej Rady nie wolno było ingerować przez podróże w czasie. 

Ze zwycięzcami skontaktujemy się drogą mailową, do puli w ramach powyższego prezentu dołączamy, oczywiście, drugą nagrodę. Poniżej zaś znajdziecie pozostałe nadesłane prace wraz z nazwiskami autorów (a że w naszym konkursie nikt nie przegrywa, każdy, kto przysłał pracę, dostanie drobny upominek):

Wszystkim uczestnikom gratulujemy świetnych prac – wybór był naprawdę trudny! Życzymy wam, abyście zawsze wykazywali się wyobraźnią i pozostali dziećmi… przecież bez tego nie warto dorastać. :)

10 thoughts on “Rozwiązanie konkursu – dzieciństwo Doktora

      1. Znaczy bardziej zastanawiające, bo wydawało mi się że Doctor Who jest oglądany przez obie płci a tu takie coś…mam nadzieję że to tylko w tym konkursie dziewczęta miały przewage a nie że Doctor jest oglądany głownie przez nie O_O

          1. Polski fandom ma aż tyle osób i do tego jeszcze to tylko osoby, które brały udział jeszcze do tego w badaniach? :P
            To ile nas jest w Polsce? Ile było na Whomanikonie?

        1. być może… no i… że się wyrażę prosto, a nawet prostacko… no i co z tego? :D

          a tak przy okazji, ja też gratuluję zwycięzcom absolutnie zasłużonego pierwszego miejsca ;)

  1. Brawo wszystkim, którzy wzięli udział, a zwłaszcza wygranym! :) I teraz będę się zastanawiać, czy moje dzieło również było przedmiotem dysputy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *