Ruda Burza w szklance mąki – robimy jammie dodgers

Jammie dodgers to ciastka charakterystyczne dla Jedenastego Doktora, podstawowe pożywienie Redakcji oraz przysmak chyba wszystkich Whomanistów. Ale jak je właściwie zrobić?

Najpierw trochę teorii. Jammie dodgers są produkowane od ponad 50 lat – a więc dłużej niż „Doktor Who” – i przez ten czas dorobiły się niemałej renomy, głównie w Wielkiej Brytanii, ale również na całym świecie. W 2009 roku były najpopularniejszymi ciastkami w UK – jedzonymi głównie przez dzieci, co chyba nie jest dużym zaskoczeniem.

Jeśli chodzi o anatomię jammie dodgers, składają się one z dwóch ciastek oraz wypełnienia – dżemu malinowego. W oryginalnej, brytyjskiej wersji górne ciastko ma otwór w kształcie serduszka i delikatne wzory, powstała również ich francuska wersja – są one trochę większe (około 10 cm średnicy) i mają trzy dziurki zamiast jednej. Cena jednego opakowania to około 5 funtów. Ciastka, czyli główny ich składnik, są zrobione z shortbreadu – szkockiego pierwowzoru naszego kruchego ciasta. Podstawowy przepis w obu przypadkach jest właściwie ten sam, ale… jednak nie do końca. Do ciasta kruchego dodaje się często odrobinę wody, kwaśnej śmietany, czy innych składników – shortbread jest „czystym” ciastem. W niektórych przepisach na jammie dodgers spotyka się mielone migdały lub wręcz mąkę migdałową, ale sa to składniki trudne do uzyskania (lub bardzo drogie), dlatego obejdziemy się bez nich.

Czego więc potrzebujemy? Przepis jest bardzo prosty:

  • 3 części mąki
  • 2 części masła
  • 1 część cukru

Ot, cała filozofia. ;) Wszystko zależy od tego, ile ciastek zamierzacie zrobić. Na potrzeby własne (opcjonalnie kilku domowników) wystarczą ilości przedstawione w tym artykule. Zdarzyło mi się jednak piec znacznie większe ilości – prawie 2 kilogramy ciasta wystarczyły do nakarmienia wygłodniałej Redakcji na jednym z konwentów… och, co z tego, że musiałam je piec na 3 tury! ;D

Mąka i cukier nie powinny być problemem, dlatego ja do tej pory uzależniałam pieczenie od posiadanej ilości masła. Z ważeniem go nie powinniście mieć problemów, bo na opakowaniu najczęściej są odpowiednie oznaczenia. Użyłam:

  • 225 g mąki
  • 150 g masła
  • 75 g cukru

Dla tych z was, którzy nie posiadają wagi, pokazałam na zdjęciu orientacyjne ilości sypkich produktów – ok. 1/3 szklanki cukru i 1,5 szklanki mąki. Myślę, że drobne różnice w proporcjach nie powinny wpłynąć znacząco na efekt końcowy. Opcjonalnie część cukru można zastąpić cukrem pudrem, nie zmieni to znacząco konsystencji – ale weźcie pod uwagę, że cukier puder może być, hmm, cięższy.

Kolejnym krokiem jest wyrobienie ciasta.

Można to zrobić ręcznie lub siekając masło – ja o tym nie wiedziałam, więc ciasto ucierałam w misce. :) Zaczynamy od dokładnego połączenia masła i cukru (hint: pójdzie szybciej, jeśli masło będzie miękkie). Tak, pachnie pięknie, nie, nie można zjeść „tylko trochę”, nie, „ale naprawdę troszeczkę” też nie. Następnie stopniowo dodajemy przesianą mąkę (wspomniałam, że powinna być przesiana?). Jeśli dodacie całą na raz, ciasto z pewnością wyjdzie, ale dokładne wymieszanie go będzie lekko… problematyczne. To sprawdzona informacja. Po wymieszaniu składników powinniście otrzymać zwartą, jednolitą kulę ciasta. Jest zdatne do jedzenia, ale mąka trochę skrzypi między zębami, nie polecam. Wibbly-wobbly timey-wimey very yummy yet raw stuff…

jammie_dodgers_1 jammie_dodgers_2 jammie_dodgers_3 jammie_dodgers_4 jammie_dodgers_5

Kulę ciasta spłaszczamy, żeby chłodziła się równomiernie, owijamy szczelnie folią spożywczą (albo wkładamy do woreczka), wkładamy do lodówki i idziemy oglądać odcinek Classic Who. Albo dwa. Ewentualnie sezon. Im bardziej schłodzi się ciasto, tym lepiej.

W międzyczasie piekarnik nagrzewamy do 160°C.

Po powrocie do kuchni przygotowujemy miejsce do wycinania ciastek – blat lub stolnicę należy podsypać mąką, bo ciasto bardzo lubi się przyklejać. Rozwałkowujemy je do grubości ok. 4-5 mm – przez brak proszku do pieczenia urośnie naprawdę niewiele. Ostrożnie! Wałkowane zbyt szybko lubi pękać (jak zimne masło).

Szklanką lub okrągłą foremką wycinamy kółka o średnicy ok. 5 cm.

Połowa z nich powinna mieć otwór na środku – można go zrobić czymkolwiek, od foremki do wąskiego korka butelki – ja z braku innych rzeczy pod ręką wycinałam je łyżeczką, przez co nie były może zbyt kształtne, ale swoją funkcję spełniały… Zastanówcie się wcześniej, jak zamierzacie je przetransportować na blaszkę – zwłaszcza po wycięciu otworów może być to trochę trudne bez pomocy czegoś płaskiego (ja wycinałam otwory po podniesieniu ciastek, jak widać, po sromotnej klęsce przed zmianą kolejności).

jammie_dodgers_6a jammie_dodgers_6 jammie_dodgers_7 jammie_dodgers_8

Blaszkę, na której pieczecie ciastka, wyłóżcie papierem do pieczenia. Nie jestem w stanie stwierdzić, co się stanie, jeśli tego nie zrobicie, podejrzewam, że niewiele, ze względu na zawartość masła – ale nie ryzykujcie. Układamy je w około centymetrowych odstępach. Dzięki temu, że nie zawierają proszku do pieczenia, nie urosną, nie przeszkadza im to jednak w rozlewaniu się na boki (co widać na poniższych zdjęciach). Część ciastek opcjonalnie można posypać cukrem, ale same w sobie są wystarczająco słodkie.

Pieczemy je w 160°C przez około 10 minut.

Ciastka nie powinny nabrać brązowego koloru (czytaj: takiego, jak na zdjęciach). Nic się złego, oczywiście, nie stanie, ale im bledsze jammie dodgers, tym bardziej kanoniczne. Podany czas pieczenia jest orientacyjny, może będą potrzebowały mniej czasu, może zdecydujecie się piec je odrobinę dłużej. Termoobieg nie jest potrzebny, ja zadowoliłam się pieczeniem góra-dół.

jammie_dodgers_9 jammie_dodgers_10 jammie_dodgers_11 jammie_dodgers_12

Kiedy ciastka będą upieczone, bierzemy głęboki wdech, wstrzymujemy powietrze, wyciągamy je z piekarnika i błyskawicznie przekładamy na talerz lub coś innego, na czym mogą ostygnąć. Wąchanie gorących ciastek jest wysoce niewskazane, ponieważ trzeba je jeszcze wypełnić, a pachną… cudownie… i są takie smaczne… cieplutkie… kruchutkie… ekhem. Tak. Więc ciastka muszą wystygnąć. Okej, jakie ciastka…?

Na nieciepłe ciastka nakładamy niezbyt dużą ilość dżemu malinowego i przykrywamy ciastkiem z dziurką.

Zamiast dżemu nada się również mus owocowy, jednak takie ciastka muszą chwilę poczekać, aby mus odrobinę stężał. Gotowe jammie dodgers naprawdę, naprawdę staramy się pozostawić do przesiąknięcia dżemem, napatrzcie się, bo to piękny widok, ale równie dobrze można od razu je zjeść… Ze zrobieniem zdjęć miałam niewielki problem, bo zapachy przyciągnęły rodzinę i inne stworzenia, lojalnie ostrzegam.

Jeśli macie ochotę na kruche ciastka i brak wam dżemu, możecie je pokroić w paluszki. I zjeść na przykład z budyniem.

Jakie jeszcze przepisy na serialowe przysmaki chcielibyście zobaczyć? Może custard? Dajcie znać!

jammie_dodgers_lierre

Smacznego!

8 thoughts on “Ruda Burza w szklance mąki – robimy jammie dodgers

  1. Fish fingers and custard! :D Raz próbowałam z budyniem waniliowym i ten, nom, było bezsmakową ćapką. xD Zrób custard i z jedz z paluszkami rybnymi, a potem powiedz jak smakuje. C: A ja chyba zrobię ciasteczka.

    Możesz jeszcze zrobić suflet! :D

    1. Budyń waniliowy się nie umywa! :D *też próbowała* Zamierzam zrobić custard i również umieścić tu przepis :)

      Suflet to świetny pomysł! Dzięki :D

  2. Fantastic!
    Nigdy nie ciągnęło mnie do kuchni, ale po zobaczeniu tego już tak. Dziękuję, że wytłumaczyłaś to tak dokładnie ;)

    1. Loterią było, czy ten sposób opisania się sprawdzi… ale to w końcu nie jest strona kulinarna, nie wszyscy muszą umieć w pieczenie :) Cieszę się, że się spodobało ^^

      1. Zdecydowanie nie wszyscy – ujęło mnie szczególnie dodanie, żeby sobie najpierw podważyć, a potem wycinać, bo na 100 proc. zrobiłabym na odwrót i potem zdrapując nieforemne strzępy jak zwykle przy takich okazjach wyrażałabym się bardzo nieprzystojnie na temat świata, siebie, mąki, masła, aktywności pieczenia i pomysłu, żeby się za to zabierać.

        1. Jaki widać na jednym ze zdjęć, faktycznie najpierw próbowałam wycinać – nie polecam, istotnie. Może zwracam uwagę na takie rzeczy dlatego, że nie robię za wiele w kuchni na co dzień i bardziej niż doświadczony kucharz odczuwam, gdzie można się nadziać. Niby szczegóły, a jednak…

  3. Jak fajnie spisany przepis :) Pieczenie czegokolwiek to dla mnie ogromne wyzwanie zawsze, ale temu się nie oprę, dzięki :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *