Redakcyjne wrażenia – „Spyfall” (część 2)

Zapraszamy do lektury gorących wrażeń po premierze drugiej części odcinka Spyfall. Nie czytaliście jeszcze pierwszej części? Znajdziecie ją tutaj.


Ewelinkja: Jestem pod wrażeniem. To jest Doctor Who! Czuję to całą sobą. Wszystkie emocje odżyły podczas pierwszej części, ale pojawił się też strach. Co jeśli to był taki jednorazowy wyskok i dalej nie będzie już tak dobrze? Na szczęście druga część Spyfall mnie uspokoiła. Mam nadzieję, że reszta sezonu będzie trzymała ten poziom.

No więc o odcinku: biedna Gallifrey… Bycie zniszczoną planetą to chyba dla niej normalny stan… Chciałabym widzieć jej więcej, choć raczej po tym, jak została spalona do ziemi, niewiele się tam wydarzy. Mam jednak nadzieję na jakieś zawirowanie, wibbly-wobbly, które pozwoli nam zobaczyć Trzynastą w tradycyjnym stroju Władców Czasu… Po drugiej części wiem już na sto procent, że uwielbiam nowego Mistrza. Zmuszenie Doktor, żeby padła przed nim na kolana… no i widać, że jest między nimi coś nieopisanego. Uwielbiam, kiedy widać między nimi ten rodzaj bliskości, przyjaźni, miłości, a z drugiej strony zawód i jakiś nieopisany żal wobec siebie nawzajem. Jestem wielką fanką ich relacji, a tutaj od początku bardzo dobrze ją widać.

Nie będę dogłębnie analizować odcinka, zanim nie obejrzę ponownie, ale ogólne wrażenie było bardzo dobre. Było wiele doskonałych scen… bardzo lubię ten trik z pisaniem historii od tyłu i cieszę się, że ten motyw znowu się pojawił. Wydarzenia z tego odcinka sugerują nam, że ta seria będzie miała motyw przewodni i to mi się podoba (nie tylko dlatego, że to będzie motyw Gallifrey). No i oczywiście jestem zachwycona odwoływaniem się do klasyków. Jako wielka fanka Classic Who, a przede wszystkim klasycznego Mistrza i jego nieziemskich planów, czuję ogromną radość.

Z wielką nadzieją patrzę w przyszłość po Spyfall i czuję ogromne podekscytowanie na myśl o dalszej podróży z Trzynastą Doktor.

Seweryn Dąbrowski: W ubiegłą środę zaskoczyłem się ogromnie pozytywnie. Pierwsza część Spyfall była bowiem istnym „powiewem świeżości” i skokiem jakościowym w stosunku do serii 11. Jednocześnie nerwowo trzymałem kciuki, aby kolejny odcinek był przynajmniej równie dobry. I… znów się nie zawiodłem.

To, co na pewno odróżnia ten epizod od swego poprzednika, to większa ilość dialogów i nowych rzeczy do przyswojenia przez bohaterów. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, gdyż w końcu z każdą kolejną minutą trzeba było dążyć do zamknięcia wątków i odpowiedzenia na postawione wcześniej pytania. Jednocześnie nie uważam, żeby historia w reżyserii Lee Haven Jonesa cierpiała na brak akcji – było jej naprawdę dużo, choć faktycznie w trochę w innej formie niż ostatnio. Jednakże najbardziej podobało mi się rozdzielenie Doktor i pozostałej trójki bohaterów. Oprócz wprowadzenia dynamiki dało to odpowiednią sposobność do wykazania się Yaz, Grahamowi i Ryanowi. Mimo wszystko nie mogę ukrywać, że to poczynania Doktor podobały mi się o wiele bardziej. Wielka Brytania, Mistrz w cylindrze, Ada Lovelace, Charles Babbage, Francja, Mistrz w mundurze nazisty, Noor Inayat Khan, Wieża Eiffle’a, sztuczka Doktor, przejęcie TARDIS Mistrza – ufff… Wszystko działo się tak szybko oraz było tak dobrze napisane. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to odrobinę zbyt szybkie i nie satysfakcjonujące rozwiązanie wątku kosmitów.

W tym momencie chciałbym poświęcić drobny akapit na pochwalenie małych smaczków dla fanów, które znalazły się w Spyfall – sposób na uchronienie ziemskich towarzyszy od śmierci w samolocie z wykorzystaniem możliwości podróży w czasie (przypominający to, co mogliśmy obejrzeć w Mrugnięciu („Blink”)), nawiązanie do początku Kobiety, która spadła na Ziemię („The Woman Who Fell to Earth”), wspomnienie o dwóch sercach, filtr percepcji czy w końcu usuwanie pamięci podobnie, jak to uczynił Dwunasty Doktor w Posłuchaj („Listen”). Chociaż to drobne rzeczy, to zawsze powodują one na mojej twarzy uśmiech.

No dobrze, skoro to już mamy za sobą, to z czystym sumieniem mogę przejść do tego, co zrobiło na mnie największe wrażenie – epilogu. Rzadko kiedy daję upust emocjom, ale jedyne co mogę teraz napisać, to: WOOOOOOOOOOOW! Myślałem, że po tak szybkim powrocie jednego z najstarszych wrogów w całym Doctor Who już nic mnie nie zaskoczy, a tu proszę. Jednak wrócenie na zniszczoną przez Mistrza Gallifrey to jedno. O wiele bardziej ciekawi mnie, dlaczego ten w ogóle to zrobił i czym jest sekret związany z „Timeless Child”? Myślę, że Chris Chibnall wraz z całą ekipą produkcyjną może przygotowywać dla nas coś naprawdę wielkiego i już nie mogę się doczekać dwuczęściowego finału tej serii.

Blownie: Nie zdążyłem się dopisać w zeszłym tygodniu, więc powiem parę słów o obu częściach Spyfall. Z samego początku bardzo zaskoczyło mnie, że przenikający przez ściany potwór występuje w tym odcinku – byłem przekonany, że będzie mu poświęcona osobna historia. I z jednej strony super, bo za każdym razem, kiedy pojawiał się w pierwszej części, ciarki przechodziły mi po plecach, zdecydowanie podkręcił napięcie; z drugiej strony, nie mogłem oprzeć się wrażeniu że, jak to mówią Brytyjczycy, włożono wszystkie jajka do jednego koszyka… Bo i pełen rozmachu wątek szpiegowski, i kosmita zdolny przejść przez drzwi TARDIS (chyba najmocniejszy moment w zwiastunie), a potem jeszcze Mistrz, i Noor Inayat Khan, o której też spekulowaliśmy, że dostanie cały swój odcinek… Nie za dużo tego wszystkiego? O ile pierwsza część miała znakomite tempo, drugą odebrałem jako nieco chaotyczną. Spora odmiana względem poprzedniego sezonu, o wiele spokojniejszego, i to liczę na plus, ale odrobinę się obawiam przesady w drugą stronę. Zwłaszcza po tym zakończeniu – o co właściwie chodzi? W jakim punkcie historii Gallifrey się znaleźliśmy? Konspiracja pasuje mi do Władców Czasu doskonale, ale czy będzie to retcon wszystkiego, co znaliśmy dotychczas? Nie jestem pewien, jak bym się z tym czuł. To chyba zależałoby od tego, jak dobrą historię wymyślił Chibnall, ale posunięcie jest ryzykowne – i bardziej odważne? aroganckie? niż bym się spodziewał.

Do tego wszystkiego Mistrz, który też wywołał we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony Sacha Dhawan był znakomity. Doskonały. Fantastyczny. Zastanawiam się tylko, czy postać Mistrza kiedyś rozwinie się w bardziej znaczący sposób? Nie żądam, żeby koniecznie przeszedł na jasną stronę mocy, ale byłoby ciekawie zobaczyć drobną zmianę modus operandi, trochę inny sposób bycia, analogicznie do tego, jak pomiędzy regeneracjami różnili się Doktorzy. A tak? Dobrze się go oglądało, ale niczym mnie specjalnie nie zaskoczył – poza wątkiem z Gallifrey, oczywiście, ale tak poza tym, sam w sobie nie; szkoda.

Ewa: Po 11 serii, która celowo miała bardzo niski próg wejścia, początek 12 nieco mnie skonfundował. Tego typu historii jak Spyfall – upakowanej intrygami, zagadkami, postaciami i nawiązaniami zarówno do historii, zarówno prawdziwej, jak i serialowej – spodziewałabym się raczej w finale serii, nie u jej zarania. Powrót Mistrza (cudowny!), ponownie zniszczona Gallifrey, kolejny raz tajemnicze timeless child, Doktor znowu jako ostatnia Władczyni Czasu…

Wprawdzie nie podzielam obaw, które widziałam w kilku dyskusjach, że Chris Chibnall jest o włos od zniszczenia podstaw Doctor Who – wszak nie on pierwszy niejako pisze jego historię na nowo, a poprzedni twórcy już nieraz pokazali, że wszystko jest możliwe, a jak coś się nie zgadza, to zawsze można to odkręcić albo udawać, że się nie wydarzyło. Zastanawiam się za to, ile jest w tym samego showrunnera, a ile efektów krytyki poprzedniej serii, i czy w związku z tym ten trochę nowy Chibnall po trzęsieniu ziemi, które zafundował nam w Spyfall, potrafi sprawić, że później będzie jeszcze lepiej. Bo bez wątpienia jest dobrze, tak kanonicznie doktorowo dobrze, a pojawiające się jak grzyby po deszczu teorie odnośnie tego, co się właściwie wydarzyło, to akurat najlepsze potwierdzenie, że Doctor Who złapał formę, która większości jego fanów zdecydowanie najbardziej odpowiada.

Mimo wszystko jednak muszę się trochę poczepiać, bo choć obie części Spyfall oglądało mi się bardzo przyjemnie, a pogmatwanie czasu i wydarzeń było dokładnie takie, jakie lubię, to trochę też w nich zazgrzytało. Dlaczego Yaz, Graham i Ryan tłumaczą się innym ze swoich nieobecności – wszak podróżują w czasie, więc, przynajmniej teoretycznie, mogą wracać, kiedy chcą, i nie mieliśmy sygnału, że jest inaczej. Dlaczego Doktor tak długo utrzymywała przed przyjaciółmi w tajemnicy właściwie całe swoje życie, skoro uznaje ich za rodzinę? I dlaczego żadne z nich nie raczyło jej wcześniej o nic zapytać? Dlaczego kluczowe rozstrzygnięcia – tu zawirusowanie programu Mistrza – kolejny raz mają miejsce poza kadrem? Czemu Doktor raz ucieka – a nawet klęka (ta scena mnie serio wkurzyła, mimo że rozumiem motywacje Doktor) przed Mistrzem, a raz mierzy się z nim tak jak należy – jak równa z równym? I dlaczego tak mało przejęła się zniszczeniem Gallifrey – powinna być wściekła, załamana, cokolwiek, a jest tylko… smutna?

Po ostatniej serii wydawało mi się, że wiem, jaka jest Trzynasta, teraz przestaje mi się to składać. Tak że moje największe życzenie odnośnie kolejnych odcinków dotyczy rozwoju postaci. W tym dania w końcu Yaz jakiegoś zadania współgrającego z jej umiejętnościami – bo skoro jej szef uznaje ją za obiecującą policjantkę, to czas, by showrunner w końcu też to zrobił. Mam nadzieję, że pośród tych wszystkich trzęsień ziemi, intryg i zagadek Chibnall nie zapomniał o tym, że spójne powinny być nie tylko opowiadane historie, ale też ich bohaterowie.

Clever Boy:  Pierwsza część Spyfall była bardzo dobra i poczułem, że Doctor Who nareszcie wrócił w starym, dobrym stylu. Miałem lekkie obawy, czy druga część będzie tak samo dobra, ale okazało się, że niepotrzebnie. Bardzo dobrze bawiłem się i tym razem. Doktor ratująca towarzyszy z samolotu – bardzo przypominało Blink i było tak bardzo doktorowe. Cieszy mnie to, że towarzysze dostali swój czas i mogli na spokojnie działać. Pokazali, że nie są bezradni i sporo się nauczyli. Dobrze, że w końcu zaczęli kwestionować Doktor i to, kim ona jest. Szkoda, że Chibnall potrzebował całego sezonu, żeby sobie przypomnieć to, co powinno być podstawą relacji Doktora i towarzyszy. Moim zdaniem cała trójka jest sympatyczna, ale jednak jest ich za dużo. Widać to w szczególności, gdy Doktor jest sama.

Trzynasta Doktor zrobiła show. Jodie doskonale odgrywa rolę w scenach, w których jest sama lub współpracuje z nietowarzyszkami. Bardzo brakowało mi takich scen w 11 serii. Co prawda pozbycie się kosmitów było trochę słabe i zrobione poza ekranem, ale wyjątkowo przymykam na to oko.

Mistrz jest genialny. Bardzo podoba mi się to wcielenie. Mam nadzieję, że jeszcze powróci w tym sezonie lub w kolejnym. Było tutaj bardzo dużo nawiązań do Simma, więc wydaje mi się, że to wcielenie może być jeszcze przed Missy. Szczególnie, że reaguje na sygnał bębnów i wydaje mi się, że pytanie Doktor odnośnie tego, czy słyszy głosy, mogło dotyczyć właśnie wskazanie na inkarnację przed Missy. Bardzo cieszy mnie to, że mogliśmy w końcu zobaczyć TARDIS Mistrza. Nie rozumiem tylko dlaczego TARDIS Doktor wleciała do TARDIS Mistrza i ani komputer pokładowy, ani Doktor się nie zorientowali. To było dziwne. No i Doktor ma drugą TARDIS, ciekawe, gdzie ją zostawiła…

Jeśli chodzi o wątek Gallifrey, to byłem bardzo zaskoczony, że znów zobaczyliśmy tę planetę. Trochę szkoda, że Chibnall postanowił ponownie ją zniszczyć, choć Moffat przywrócił ją “bo tak” i nic z nią w sumie nie zrobił. Reakcja Doktor była moim zdaniem zbyt lekka. Chciałbym zobaczyć więcej gniewu. Bardzo ciekawi mnie tajemnica. Mam też kilka teorii. Mam tylko nadzieję, że plotki, że przed Pierwszym Doktorem były inne inkarnacje, o których ten nie pamięta, nie okażą się prawdą. Chibnall stąpa po cienkim gruncie i bardzo łatwo może zniszczyć historię serialu.

Fajnie wypadła scena z towarzyszami, którzy w końcu zaczęli pytać. Choć widać, że Doktor nie była chętna na udzielenie odpowiedzi, a do tego trafili w czuły punkt. Fajnie jakby stała się dla nich bardziej oschła i ta relacja trochę podupadła. To byłoby ciekawe. Podsumowując – otwarcie 12 serii uważam za udane. Druga część jest na przyzwoitym poziomie. Mniej napakowana akcją, ale jednak to Doctor Who, które pamiętamy z poprzednich serii. Miejmy nadzieję, że kolejne odcinki również będą świetne.

Mandalkor: Czasem, żeby zrobić dwa kroki w przód, trzeba najpierw zrobić krok wstecz. Tak bym właśnie opisał konstrukcję fabularną dwuczęściowego odcinka Spyfall. Kiedy wydawało się, że za wszystkim stoi Mistrz (choć nie powiem, miał w tym swój duży udział, a i kosmici nie okazali się być tymi dobrymi), to i tak finalnie to człowiek, jego żądza władzy i postępu technologicznego za wszelką cenę jest tu głównym złem. Drugim krokiem naprzód jest oczywiście fabuła bezczasowego dziecka i Gallifrey. Retcon Władców Czasu? Hmm, zobaczymy jak to wyjdzie, wstrzymam się z oceną na koniec sezonu, ale zapowiada się co najmniej ciekawie.

Trzeba przyznać, że zniszczona Gallifrey już była, świetliste istoty z innego wymiaru już były, spadające samoloty też. Ba, nawet plan Mistrza okazał się być bardzo podobny do poprzednich! Nie da się jednak nie zauważyć, że mimo to mamy nowe elementy wprowadzone przez serię poprzednią. Akcent na postaci ludzkie i ich charaktery zarówno te złe, jak i dobre, uwypuklenie roli kobiet w historii ludzkości (co uwielbiam!) czy choćby prowadzenie fabuły bardziej w stylu klasyków – na spokojnie i poprzez rozmowy bohaterów.

Na koniec jeszcze po trzy małe plusy i jeden duży minus Spyfall:

  • Doktor nadal myli się przy określaniu swojej płci. Dla mnie jest to element, który podobnie jak “bigger on the inside”, mimo swojej powtarzalności, jest całkiem sympatyczny i zabawny,
  • Team TARDIS nadal świetnie sobie radzi bez Doktor,
  • Doktor wykorzystująca podróż w czasie do rozwiązania problemu spadającego samolotu i mówiąca do towarzyszy na nagraniu – cudne.
  • Mam nadzieję, że to naprawdę jest jakiś Mistrz sprzed Missy, bo tak bardzo zapomnieć/zignorować wątek odnowienia przyjaźni Mistrz-Doktor jest według mnie nie na miejscu i jest złym (jeśli tak to mam rozumieć) krokiem wstecz. Lubię tę postać jako antagonistę, a skoro jest podróżnikiem w czasie, to może to być jego dowolna inkarnacja. Wszystko jednak wskazuje, że nie do końca tak jest… Bardzo spodobał mi się wątek wprowadzony na koniec serii dziesiątej i uważam, że szkoda byłoby go zmarnować.

A jak wam się podobało zakończenie tej sensacyjnej historii? Dajcie znać w komentarzach albo wpadnijcie pogadać do grupy Pod kopułą!

Daj na ciastko!

One thought on “Redakcyjne wrażenia – „Spyfall” (część 2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *