Rachel Talalay o wolnej woli Władców Czasu

Przetłumaczyliśmy dla was tekst Rachel Talalay opublikowany na jej tumblrze. Miłej lektury!

Reżyserka, której zawdzięczamy rewelacyjny finał ostatniej serii, na swoim tumblrze opisuje, jak wyglądała praca nad Darem niebios (“Heaven Sent”), odpowiada na kilka pytań… i zadaje nowe.

Zostałam zapytana, o co spierałam się z Peterem Capaldim, gdy kręciliśmy Dar niebios. Podejrzewam, że to pytanie wzięło się z wypowiedzi Petera o naszych różnych opiniach na temat pewnych elementów scenariusza tego odcinka.

Rozczaruję was – o nic się nie kłóciliśmy. Peter miał zapewne na myśli to, że scenariusz był tak gęsty, że wiele scen można było interpretować na różne sposoby, zwłaszcza jeśli chodzi o ton, jaki należało im nadać. Nie chodziło o to, która interpretacja jest słuszna, ale o to, jakie elementy zaakcentować podczas kręcenia. Tworzenie tego odcinka to była nie kończąca się dyskusja. Jeśli czytaliście scenariusz, to może zauważyliście, że było w nim wyjątkowo dużo miejsca na różne punkty widzenia.

Peter i ja – osobno, ale podobnie – podzieliliśmy scenariusz na trzy akty: 1) sceny otwierające aż do skoku do wody, 2) sceny środkowe, 3) znalezienie pokoju 12 i zakończenie.

Akt drugi dostarczył nam szczególnie wielu dyskusyjnych kwestii. W tej części Doktor opowiada Clarze o swoim pobycie w zamku i o tym, jak zamek działa. (Tak, on mówi do niej, gdy jest na szczycie wieży, choć można odnieść wrażenie, że to narracja zza kadru).

Z Peterem dyskutowałam (nie spierałam się, bo nie było poprawnej odpowiedzi) głównie o tym, kiedy rozgrywają się poszczególne sceny. Czas w zamku jest nielinearny i nie było właściwie żadnych wskazówek, ile czasu błąkały się kolejne kopie. Nie wiedzieliśmy także, z którego podejścia pochodzą kolejne sceny. Mogliśmy widzieć Doktora, który wędruje po zamku po raz 10, 10000, 1000000 lub 4 mld. A jako że to film, nie musieliśmy koniecznie oglądać ich w kolejności chronologicznej. Czy za każdym razem zachowywał się inaczej? Tak. Szukał pokoju 12 tak długo, że pojawiła się frustracja lub zaczął wpadać w obłęd? W jakim stanie psychicznym był w każdej ze scen? Czy w każdym podejściu był trochę inny, mimo że zawsze był kopią samego siebie?

Innymi słowy, duże pytanie: czy mamy wolną wolę? A raczej: czy Władcy Czasu mają wolną wolę?

Omówiłam to oczywiście ze Stevenem [Moffatem]. Powiedział, że Doktor za każdym razem był pewny, że mu się uda. Każde powtórzenie zostawało przez niego zapomniane, więc nie było w nim poczucia porażki, ale ciągła ciekawość. To jednak zupełnie nie zmieniało faktu, że każdej ze scen można było nadać jeden z nieskończenie wielu tonów.

To jeden z powodów, dlaczego tak ważna była dla mnie scena z jedzeniem zupy. Kluczowy był rozmiar stołu – ukazywał samotność bohatera w ogromnym zamku. Echo upadającej łyżki było zarazem echem wszystkich duchów, które były tam obecne (wiem, pretensjonalne!).

Peter uwielbia eksperymentować. Zawsze próbuje wielu sposobów i nie boi się bawić. To otwierało bardzo szeroko bramy różnorodności. Za każdym razem, gdy pracowaliśmy nad jakąś sceną, musieliśmy dokonywać wyborów.

Pamiętam, że Peter nie zgodził się ze mną, gdy zaproponowałam, by uczynić pierwszą scenę w sypialni nieco lżejszą. Kręciliśmy to jeszcze przed scenami, które w scenariuszu są wcześniej. W pierwszej próbie Peter zagrał neutralnie. To dodało wagi zagrożeniu przez Całun i wzmogło poczucie mroku, gdy opowiadał o starej kobiecie, a Całun zbliżał się, odcinając mu drogę ucieczki.

Gdy zaproponowałam dodanie lekkości, rozumiałam doskonale, czemu Peter zastanawia się, dlaczego właściwie chciałabym ująć intensywności tej sceny. Doktor dopiero co wyznał, że jest przerażony. Jest w pokoju, w którym wisi porter Clary. Jest załamany. Scenariusz jest przejmujący. Ale ciągłe granie żałobą po Clarze, nawet z zawartymi w scenariuszu żartami, sprawiłoby, że odcinek byłby aż zbyt ponury i za wolny. Całą trójką się w tej kwestii zgodziliśmy.

Ale kiedy kręciliśmy tę scenę, Peter nie miał jeszcze wizji scen, które miały ją poprzedzać. By wyjaśnić i uzasadnić lżejszy ton, konieczne było określenie, jak, moim zdaniem, mają wyglądać wcześniejsze sceny. Musiałam udowodnić, że w tym momencie odrobina humoru będzie na miejscu. Doktor znów jest zapędzony w róg, gra na zwłokę i próbuje przejąć kontrolę nad sytuacją. Chodziło o to, by Doktor zachowywał się wbrew emocjom, które przed chwilą okazał i drażnił się z Całunem.

Po dyskusji Peter zaakceptował moje sugestie. Gra w tej scenie była w całości jego dziełem. Nigdy nie byłabym w stanie opisać szczegółowo tak idealnej kombinacji zachowań i słów, nie ujmującej równocześnie powagi całej sytuacji.

To tylko jeden przykład naszej dyskusji toczącej się na planie zdjęciowym programu kręconego w telewizyjnym tempie. Z telewizją jest taki problem, że nigdy nie ma czasu. Przed rozpoczęciem kręcenia mieliśmy z Peterem czas na jedną rozmowę, a to tylko dlatego, że udało mi się go złapać w przerwie, gdy kręcił poprzedni odcinek. Miał wtedy za sobą tylko jedną lekturę scenariusza Daru niebios, jako że dostał go, gdy był w połowie kręcenia innego odcinka. Zdołałam streścić mu, jak wyobrażam sobie ten odcinek i omówić, jak pokazać śmierć Clary, by nie była przerysowana. Zdołaliśmy tylko nakreślić ogólny obraz.

Kręcenie serialu to ciąg kompromisów. Idealna wizja, którą mam w głowie, musi się zderzyć z rzeczywistością – począwszy od pogody, przez błędy, nieporozumienia, skończywszy na awariach, korkach, telefonach… Zawsze coś przeszkadza. Największym wrogiem jest czas, a raczej jego ciągły deficyt – każde opóźnienie zabiera nam próbę, każda próba zabiera czas na kręcenie. Trzeba to ciągle balansować. Jakby moja głowa była liczydłem, ciągle przeliczam i przeliczam czas, by mieć pewność, że skończymy, co mamy skończyć i ostateczny czas, jaki przewiduję na każdą scenę, wiąże się z tym, jak ważna jest ona dla całego odcinka.

Czy w Darze niebios wszystkie sceny były tak samo ważne? Czy niektóre są ważniejsze od pozostałych?

Zostawię was z jeszcze jednym pytaniem: dlaczego Doktor, kiedy odnajduje wreszcie pokój 12, wraca na szczyt wieży?

Rachel Talalay daje nam możliwość przeniesienia się w czasie i przestrzeni na plan zdjęciowy – nie wiem, co wy sądzicie, ale dla nas to wspaniała przygoda. Tekst pochodzi z tumblra reżyserki, którego serdecznie polecamy.

No więc jak to jest z tą wieżą? A może nurtują was w związku z Darem niebios jakieś inne kwestie?



Exnaczelna Gallifrey na wygnaniu. Zapraszam na Whosome.pl!

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *