Plotkujemy o (możliwej) nowej towarzyszce

Po sieci krąży plotka, że nowa towarzyszka Doktora została już wybrana.

Absolutnie nie jest to potwierdzona informacja, ale plotka jest na tyle interesująca, że postanowiliśmy jednak się nią z wami podzielić.

Zanim nastanie era Chrisa Chibnalla i – być może – nowego Doktora, czeka nas jeszcze odcinek świąteczny i dziesiąta seria, ostatnia kierowana przez Stevena Moffata. Będzie miał on możliwość po raz ostatni wprowadzić do serialu nową pierwszoplanową postać: nowego towarzysza. W momencie, gdy okazało się, że Jenna Coleman pożegnała się z serialem – wszystko wskazuje na to, że tym razem już ostatecznie, rozpoczęły się dyskusje, kto ją zastąpi. Czy Doktor będzie w stanie komuś zaufać? Czy będzie to znowu młoda ziemska kobieta, czy może doczekamy się odmiany?

rakheethakrar-05-03-2016-2Nic, niestety, nie wiemy na pewno, ale ostatnio po sieci zaczęła krążyć informacja, jakoby rozmowy z BBC w sprawie nas interesującej prowadziła Rakhee Thakrar, aktorka znana brytyjskiej widowni z serialu EastEnders (z którym niedawno się pożegnała). Radio Times zasugerował, że poszukiwania nowej aktorki są na etapie spotkań wybrańców z producentami, niewykluczone więc, że Rakhee ma konkurencję, nie wiemy jednak jaką.

rakheethakrar-05-03-2016Byłby to interesujący wybór: Rakhee Thakrar jest nieco starsza od większości aktorek, które wcielały się w role towarzyszek (ma 32 lata), a jej indyjska uroda dodałaby serialowi zawsze potrzebnej reprezentacji etnicznej, która staje się coraz istotniejsza wraz ze wzrostem popularności Doctora Who na świecie. Fani też od razu rzucili się w wir analiz, jak by to było, jakby nowa towarzyszka była muzułmanką i musiała podczas biegu po obcych planetach podtrzymywać hidżab… Jednak fakt, że Thakrar grała taką postać w EastEnders, jeszcze niczego nie oznacza dla Doctora Who.

Nie byłby to też pierwszy przypadek wystąpienia w roli towarzyszki aktorki, która dała się poznać szerokiej widowni z roli w telewizyjnym tasiemcu – wspomnijmy choćby o Jennie Coleman, która wybiła się dzięki Emmerdale i Elisabeth Sladen, którą pierwszą większą rolę dostała w Coronation Street.

Nie wiem, jak wam, ale mnie się taka wizja bardzo podoba. A może mielibyście jakieś inne marzenia albo typy?

Źródło: ScreenRant



Exnaczelna Gallifrey na wygnaniu. Zapraszam na Whosome.pl!

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

7 thoughts on “Plotkujemy o (możliwej) nowej towarzyszce

  1. Ja, jako biały heteroseksualny mężczyzna prawdopodobnie nie mam co mówić o “reprezentacji”, ale mnie to zupełnie nie interesuje i nie sądzę, żebyśmy powinni patrzeć na “reprezentację”. Powinny te sprawy być dla nas zupełnie przezroczyste.
    Moim zdaniem, póki ludzie będą chwalić “reprezentację” za każdym razem gdy jest więcej aktorów, scenarzystów czy innych producentów, którzy nie są białymi, heteroseksualnymi mężczyznami, zamiast po prostu nie zauważać różnicy, póty wciąż będzie coś nie tak. Ale to tak na marginesie.

    Oczekuję od następnej towarzyszki (ewentualnie towarzysza) innego rodzaju różnorodności, a mianowicie, żeby była z przyszłości, przeszłości albo zupełnie innej nacji niż brytyjska. I nie, brytyjska hinduska w trzecim pokoleniu to wciąż brytyjka.

    Ale i niech będzie to brytyjska muzułmanka, jak pokazała to Rita z “The God Complex” może to być ciekawa postać (choć dla mnie bez przykładów też byłoby to oczywiste), tylko na litość, niech to będzie muzułmanka z przyszłości…

    1. Kwestia reprezentacji najczęściej nie interesuje tych, którzy są reprezentowani najlepiej. Podobnie jak bogatych rzadko interesuje systemowa walka z ubóstwem, osoby heteroseksualne z przejawami homofobii, a pełnosprawne – z dyskryminacją niepełnosprawnych. Nie zauważamy problemów, które nas nie dotyczą.

      1. Problem w tym, że ubóstwo, homofobia czy dyskryminacja niepełnosprawnych to problemy poważne, które mnie nie dotyczą, a jednak bardziej się tymi problemami przejmuję. Stawianie kwestii reprezentacji w jednym szeregu z tymi pozostałymi problemami trywializuje te drugie.

        Dla przykładu, jeden ze sloganów, który używają zwolennicy reprezentacji jest “nie ma znaczenia kolor skóry”, ale… w takim razie dlaczego dokładnie te same osoby na kolor skóry zwracają uwagę, za każdym razem gdy do obsady dołącza czarnoskóry czy Azjata? Dla mnie to jakiś fatalny błąd logiczny.

        1. Ciekawe; ja to hasło słyszę od przeciwników (pojawia się m.in. w Twoim pierwszym komentarzu), a nie od zwolenników.

          Brak reprezentacji ma bardzo konkretny wpływ na psychikę przedstawicieli grup nie(do)reprezentowanych: na przykład taki, że ogranicza zasób ról społecznych, jakie uznają za osiągalne dla siebie. Dla mnie to poważny problem.

          1. Ja może jestem naiwny, ale dla mnie ideałem jest raczej to co pokazali w jednym odcinku South Parku.

            Dzieciaki dostały jako temat pytanie czy flaga South Parku jest czymś właściwym w dzisiejszych czasach. Flaga pokazywała grupkę białych wieszających na szafocie czarnego. Jednak dzieciaki myślały, że problemem jest archaiczny sposób kary, zupełnie nie zauważając jaki kto ma kolor na fladze. Czarny kucharz uznał to za najpiękniejszą rzecz jaką widział w życiu.

            Mówiąc czymś bardziej znanym, dokładnie tak interpretuję przemowę o śnie Martina Luthera Kinga, że i sami zwolennicy reprezentacji idą w konkury z przesłaniem tej przemowy.

            1. Tylko że ignorowanie rasy na tym etapie oznacza ignorowanie nierówności i opresji wpisanych w samą tkankę rzeczywistości społecznej, w której żyjemy – czyli ciche przyzwolenie na to, by dalej wszystko było tak jak jest.

              Innymi słowy: zarzucasz człowiekowi, który płonie, że nie chce się ładnie uśmiechnąć i podać ręki człowiekowi, który go podpalił. A przecież mogliby się pogodzić i wszystko by było fajnie; po co patrzeć na to, kto trzyma zapałki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *