Peter Davison: „Doctor Who” to niekończąca się opowieść

Z okazji pięćdziesiątych urodzin „Doctora Who” Peter Davison, który wcielał się w rolę Piątego Doktora na początku lat 80., dzieli się wspomnieniami z czasów kręcenia swoich serii. Zapraszamy do lektury wywiadu, który ukazał się w The Telegraph.

Peter Davison miał niełatwe zadanie – zastąpił Toma Bakera, który przez siedem lat grania Doktora nie tylko stał się symbolem serialu, ale był Doktorem, zarówno na ekranie, jak i w życiu. Davison miał jednak również pewne atuty: był już znany i lubiany za rolę Tristana Farnona w serialu BBC „Wszystkie stworzenia duże i małe”. Baker zaś zdążył się zmęczyć. To był najwyższy czas na zmianę.

Obecny producent serialu, Steven Moffat, jest wielkim fanem Piątego Doktora. Jak stwierdził, Davison ma na koncie więcej dużych ról niż wszyscy inni odtwórcy roli Doktora razem wzięci, gdyż, po prostu, jest najlepszym aktorem. Trudno się więc dziwić, że to właśnie Doktor Davisona pojawił się obok Davida Tennanta w miniodcinku Time Crash w 2007 roku.

Niestety Davison nie miał wiele do powiedzenia, jeśli chodzi o sposób kreowania postaci. Ówczesny producent, John Nathan-Turner, uważał, że serial stał się zbyt niepoważny, pisał więc Piątego Doktora jako bohatera mniej zabawnego, jednak nadał mu również nowe cechy: pewną bezbronność i bezsilność w obliczu otaczającego go chaosu, a także poczucie, że to starzec uwięziony w młodym ciele.

Czułeś się onieśmielony, przejmując rolę po Tomie Bakerze?

Nie widziałem zbyt wielu odcinków z Tomem, jako że miałem dużo pracy w teatrze. Bardziej onieśmielała mnie myśl, że przejmuję rolę po Williamie Hartnellu i Patricku Troughtonie. Zwłaszcza Patricku – to za jego czasów „Doctor Who” rozkwitł.

Miałeś tylko 30 lat, nie uważałeś, że jesteś za młody do tej roli?

Trochę. Ale kiedy jesteś fanem „Doctora Who”, a ja byłem, i dostajesz taką propozycję – jak mógłbyś ją odrzucić? Rozpocząłem ciąg nieco młodszych Doktorów. Poczułem się o wiele lepiej, gdy rolę dostał David Tennant, a potem Matt Smith!

Czy bardzo Ci przeszkadzało, że nie mogłeś grać Doktora tak, jak sobie wyobrażałeś?

To było trochę frustrujące, ale nigdy nie miałem złudzeń, że będę mieć jakąkolwiek kontrolę nad Piątym Doktorem. Problem był taki, że John Nathan-Turner uważał, że za czasów Toma Bakera serial stał się zbyt młodzieżowy i zabawny. Głównym scenarzystą był wówczas Douglas Addams, uwielbiałem jego styl! Ale nastąpiło mocne rozdzielenie: nic nam nie było wolno! Wielka szkoda, bo ja zawsze lubiłem dodawać coś od siebie do ról, które grałem. Nie wkładałem w walkę zbyt wiele energii, bo od początku było jasne, że mam małe szanse na wygraną. Próbowaliśmy czasami przemycić coś lekkiego i absurdalnego, często jednak takie fragmenty były wycinane w postprodukcji. Mówiąc szczerze, miałem świadomość, że Toma postrzegano jako nieco zbyt kłótliwego, bardzo się starałem udowodnić, że ja taki nie jestem.

Które historie najbardziej Ci się podobały?

Uwielbiałem te, w których Doktor mieszał w historii, więc na przykład „The Visitation” (o wielkim pożarze Londynu w 1666 roku) czy „Earthshock” (patrz niżej), bo przywrócono tam Cybermenów w sposób bardzo dramatyczny. I „Caves of Androzani”, finał mojego Doktora – to był bardzo ekscytujący odcinek.

Poniżej: zwiastun odcinka Earthshock.

Co sądziłeś o swoich towarzyszach?

Nie sądzę, żeby towarzysze Piątego Doktora – Tegan (grana przez Janet Fielding), która chciała wrócić do domu i Turlough (Mark Strickson), który chciał zabić Doktora – byli dobrze pisani. Wiem, dlaczego tacy byli – dla większego dramatyzmu, ale też nie wydaje mi się, żeby klasyczne serie wykorzystywały potencjał towarzyszy. Udało się to dopiero Russellowi T. Daviesowi: jego Rose była postacią wielowymiarową i dobrze skonstruowaną.

Co sądzisz o nowym Doktorze – Peterze Capaldim?

Uważam wybranie go do tej roli za doskonały pomysł. Nie mogli już bardziej odmłodzić Doktora. Mój syn stwierdził, że nie jest pewien, czy będzie mógł go polubić, bo jest za stary. Powiedziałem mu, żeby zobaczył pierwszy odcinek, a z pewnością go pokocha.

Komu dałbyś tę rolę w przeszłości?

Davidowi Warnerowi – ma wielką klasę.

A widziałbyś w tej roli kobietę?

Mam lekki problem z tym pomysłem, bo to nieprawda, że płeć mieszkańców Gallifrey mogła dowolnie się zmieniać. Władczyni Czasu – oczywiście. Moja córka, Georgia Moffett, grała córkę Doktora, która krąży po wszechświecie… Ale zmiana płci Doktora? To mi się nie podoba. Jakbyśmy nagle postanowili zmienić Jamesa Bonda w kobietę.

Czy „Doctor Who” przetrwa następne pięćdziesiąt lat?

To zależy. Za moich czasów, w „klasycznym” okresie, serial był bardzo popularny i przynosił BBC zyski, nie była to jednak produkcja prestiżowa. Stał się prestiżowy za czasów Russella T. Daviesa: ma najlepszych reżyserów, scenarzystów, aktorów. Póki będą w stanie utrzymywać te wysokie standardy, nie ma powodu, by nie miał trwać. W „Doctorze Who” wspaniałe jest to, że potrafi się regenerować: gdy został przywrócony w 2005 roku, tworzyły go osoby, które wychowywały się na klasycznych seriach. Jestem przekonany, że mnóstwo ludzi czeka, aż Steven Moffat i Mark Gatiss odejdą, by zająć ich miejsce. To niekończąca się historia: ma do dyspozycji całą przeszłość, nieograniczoną przyszłość, ogrom współczesnego świata. Możliwe tematy nigdy się nie wyczerpią.

Źródło: The Telegraph

3 thoughts on “Peter Davison: „Doctor Who” to niekończąca się opowieść

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *