Peter Capaldi: Przyszłość świata należy do geeków

W obszernym wywiadzie udzielonym dziennikarzowi The Independent Peter Capaldi opowiada o trudnościach w utrzymywaniu tajemnic, swoim życiu z Doktorem Who i, oczywiście, ósmej serii…

Sekrety otaczające produkcje BBC są już przysłowiowe. Żadna informacja nie może być ot tak ujawniona – dopiero w odpowiednim miejscu i czasie, gdy osoby, których dotyczy, zdążą trochę pocierpieć. Nie inaczej było z Peterem Capaldim, który o tym, że zagra Doktora, dowiedział się sporo wcześniej niż reszta świata, ale nie mógł się swoją radością z nikim podzielić. Jak stwierdza autor oryginalnego artykułu: Peter Capaldi nie mógł o tym powiedzieć nawet własnej córce. Gdyby się złamał, czekałby na niego pluton egzekucyjny złożony z eksterminujących Daleków. Peter Capaldi komentuje zaś: To było cudowne uczucie, mieć dostęp do takiej wiedzy! Ale konieczność ciągłego kłamania była bardzo męcząca. Wiadomość, kto wcieli się w rolę Dwunastego Doktora, była strzeżona niczym państwowy sekret. To chyba najlepiej świadczy o tym, jak ważny jest ten serial.

Dziennikarz w barwny sposób opowiada o spotkaniu: Jestem umówiony z Peterem Capaldim w głównej kwaterze światowego whomanizmu – w studiu BBC w Cardiff. W recepcji wita nas Dalek, pełniący być może rolę mrożącego krew w żyłach przypomnienia, co czeka tych, którzy rozgłaszają spoilery.

Peter Capaldi jest bystry i ostry niczym brzytwa, ale równocześnie bardzo serdeczny. Bije od niego charyzma, którą widać pewnie po drugiej stronie galaktyki.

Jest rodowitym Szkotem – urodził się w Glasgow. Uczęszczał do Glasgow School of Art, śpiewał w punkowym zespole Dreamboys i zadebiutował w 1983 roku w filmie Biznesmen i gwiazdy („Local Hero”). Przez kolejnych 31 lat kariery udowodnił, że jest aktorem niezwykle elastycznym, zdolnym wcielić się nawet w najtrudniejsze role, od postaci bardzo miłych, jak jego bohater w Local Hero, po tak trudne charaktery jak słynny Malcolm Tucker z The Thick of It. Sam swoją działalność podsumowuje następująco: Ostatnio podkładałem głos w reklamie masła. Reżyser poprosił mnie: „Czy mógłbyś brzmieć trochę mniej groźnie?” Tak, do tego właśnie doszło. Przeszedłem drogę od przemiłego Billa Forsytha do niezwykle groźnego sprzedawcy masła. Ma bogatą filmografię i jego popularność ciągle rośnie, nie spodziewa się jednak zaproszenia do Hollywood: Żaden producent nie stwierdzi: Tak, dawać tu tego przeklinającego jak szewc, siwiejącego, bezgłowego kurczaka. Potrzebujemy go do głównej roli w najnowszym „High School Musical”!

Jego marzeniem zawsze było zagranie w Doktorze Who. Z dumą przyznaje, że fanem był od dziecka i żartuje, że ostatnio w rolę Doktora wcielił się, gdy miał dziewięć lat i bawił się z innymi dziećmi na podwórku. W wieku lat 15, w 1974 roku, napisał do Radio Times list pełen pochwał pod adresem artykułów poświęconych serialowi. Dziś, 40 lat później, mały chłopiec, który zmienił się w srogiego, starszego mężczyznę, skacze z radości. Capaldi wspomina: Byłem totalnym geekiem. Ale jak się ma 17 czy 18 lat, odkrywa się sex, drugs and rock’n’roll. Miałem wielką kolekcję książek, autografów, zdjęć, ale pozbyłem się ich, wybierając piwo i curry… To było takie głupie. Przyszłość świata należy do geeków.

The MusketeersNie porzucił jednak miłości do serialu na zawsze. Dorastałem w czasach „Doktora Who”, The Beatles, „Sunday Night at the London Palladium”, smogu, bronchitu i całej reszty. „Doktora Who” mam w genach. Mogłem go na chwilę porzucić, ale teraz syn marnotrawny powraca! Moja historia jest niesamowita. Byłem tak mocno wkręcony w ten serial, ale nigdy nie przypuszczałem, że naprawdę mógłbym zagrać Doktora. To było zupełnie nieprawdopodobne, nigdy tego nie rozważałem. Jednak na moją aktorską karierę „Doktor Who” wpłynął bardzo mocno. Myślę, że więcej nauczyłem się od Doktora niż w Royal Shakespeare Company. Nauczył mnie, na czym polega bycie aktorem. Mam nadzieję, że to ciągle jest we mnie i będzie widoczne.

Gdy podjęto decyzję, że to właśnie on zostanie nowym Doktorem, kręcił właśnie w Pradze odcinki Muszkieterów. Wspomina: Przeczytałem w gazecie, że Matt Smith odchodzi. Myślałem, że nikt nie będzie mnie brał pod uwagę… Byłem przekonany, że znów w Doktora wcieli się ktoś młodszy. Całe dnie spędzałem na planie, więc miałem wyłączony telefon. Pewnego wieczoru odkryłem dziewięć nieodebranych połączeń. W końcu mojej agentce udało się do mnie dodzwonić i usłyszałem „Cześć, Doktorze”. Schowałem się w kącie, bo nie mogłem o tym nikomu powiedzieć! A potem poszedłem na spacer. Wędrowałem ulicami Pragi i nuciłem pod nosem główny motyw ze ścieżki dźwiękowej.

Czemu, zdaniem Capaldiego, serial zawdzięcza tak niezwykłą trwałość? Występują w nim potwory, a głównego aktora można zastąpić nowym. Jak powiedział kiedyś Steven Moffat, gdyby każdy serial mógł zrobić coś takiego, wszystkie utrzymywałyby się dłużej. „Doktor Who” to science-fiction, ale z mocną nutą baśni, jak opowieści braci Grimm. Doktor zabiera widza głęboko w leśną gęstwinę, gdzie żyją straszliwe potwory, ale zawsze udaje mu się zaprowadzić go z powrotem w bezpieczne miejsce. To nadaje unikalną atmosferę i mocno przemawia do widzów w każdym wieku.

„Doktor Who” zawiera w sobie swoiste kamienie węgielne ludzkiej psychiki. Bohater umiera i odradza się. To bardzo potężna idea. Serial pomaga młodym ludziom oswoić się ze śmiercią w sposób, który nie wywołuje poczucia żalu i straty.

Na koniec stwierdza: Ciągle nie mogę uwierzyć, że naprawdę gram Doktora. Jestem Doktorem – jak to się stało?! To wielki przywilej i wielka radość. Pamiętam moment, gdy po raz pierwszy wszedłem do TARDIS. Musiałem wykazać się ogromną cierpliwością, gdy miły mężczyzna z obsługi pokazywał mi, jak działa konsola. Myślałem: „Wiem, jak się lata TARDIS. Wiem o tym od bardzo dawna, pewnie dłużej niż ty. Nie musisz mi tłumaczyć!” Każdy dzień na planie jest niesamowitą przygodą.

Ale Peter Capaldi to już poważny, 56-letni mężczyzna z Oscarem na koncie i bogatą filmografią. Czy wypada mu tak dobrze się bawić? Mam lekkie poczucie winy. Żona pyta mnie – ciągle cię to kręci? Przepraszam, ale tak, bardzo!

Źródło: The Independent

9 thoughts on “Peter Capaldi: Przyszłość świata należy do geeków

  1. Świetne. Dobrze, że to już niedługo. :) Jak on mógł tyle czasu wytrzymać i trzymać to w tajemnicy? xD To będzie cudowny Doctor, dobra taka odmiana.

  2. Peter będzie najwspanialszym Doctorem we wszechświecie, on po prostu doskonale rozumie tą postać i serial <3
    I oczywiście, że przyszłość należy do geeków! Do kogo by innego?! XD

  3. <3 za całokształt :) Prawdę mówiąc podoba mi się nawet fakt, że wyprzedawał whoviana, żeby miec na piwo :D Idealny.

  4. Wywiad bardzo mi się podoba. To dobrze, że Doktora gra ktoś, kto kocha ten serial od dawna, a co do ósmej serii… kurczę, to już tak blisko! Nie mogę się doczekać premiery! :D

  5. Na pewno będzie wspaniałym Doctorem, dla mnie już jest.
    I podoba mi się sposób w jaki się porusza, rozmawia, ma fantastyczny akcent. Bacznie go obserwuje, i chyba z każdym dniem coraz bardziej widzę w nim Doctora, choć jak go nim ogłoszono miałam mieszane uczucia :-)

  6. Serial pomaga młodym ludziom oswoić się ze śmiercią w sposób, który nie wywołuje poczucia żalu i straty-Tylko ja tak nie uważam?

    1. Nie tylko Ty. Owszem, w starych seriach osoby potrafiły umrzeć na dobre, ale teraz? Moffat powinien znać umiar w odradzaniu bohaterów.

      1. Ale tu chyba nie chodzi o to, że bohaterowie giną lub nie, tylko o Doktora. Że zmiana jest nieunikniona, że każdy musi odejść – choć w jego przypadku to nie jest ostateczna śmierć, ale przecież zawsze żegnamy go z żalem – ale to w pewnym sensie nowy początek i w ten sposób łatwo oswoić samą ideę pożegnania.

        1. Ja to rozumiem inaczej. Wcale nie żegnam poprzednich wcieleń Doktora z żalem – właściwie to nie odbieram tego jako odejścia – odchodzi tylko aktor grający go, w serialu Doktor nadal jest, tylko inny. Tyle. Poza tym w wywiadzie nie jest napisane, że chodzi o śmierć Doktora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *