Odcinek Marka Gatissa miał być zupełnie inny

Ostatni odcinek, który mieliśmy okazję obejrzeć, Cesarzowa Marsa (“Empress of Mars”) według scenariusza Marka Gatissa, spotkał się z ciepłym przyjęciem fanów (w tym naszej redakcji – tutaj możecie poczytać o pierwszych wrażeniach). Jak się jednak okazuje, pierwotny zamysł był zupełnie inny. Jakie plany miał Mark Gatiss i dlaczego nic z nich nie wyszło?

Pomyślałem, że warto podążyć takim tropem – na przykład osadzając akcję we współczesnym Londynie i opowiedzieć historię tego, jak ludzie opracowują proces podobny do tego, jaki przedstawiliśmy w Nie zaśniesz już, ale tysiące lat wcześniej – jednak z tym samym skutkiem.

Ostatecznie jednak, gdy potwierdziło się, że zarówno Steven Moffat, jak i Peter Capaldi wraz z finałem dziesiątej serii opuszczą serial, Mark Gatiss postanowił przemyśleć sprawę – bo niewykluczone, że to była dla niego ostatnia okazja, by coś napisać dla Doktora Who; krąży bowiem plotka, że Chris Chibnall postawi na nowe nazwiska, kompletując swoją ekipę scenarzystów. Zamiast więc wracać do świata ludzi walczących ze snem, Gatiss postanowił sięgnąć po kilka swoich ulubionych motywów. Tak powstała Cesarzowa Marsa.

Pomyślałem, że skoro wszyscy odchodzą… Zapytałem więc Stevena Moffata, czy mogę napisać historię, o której zawsze marzyłem – o Lodowych Wojownikach na Marsie. A on się zgodził.

Za punkt wyjścia przyjąłem epokę wiktoriańską. Zatoczyłem krąg do pierwszego odcinka, który napisałem dla serialu. To mój absolutny konik. Opowiedziałem historię, którą od zawsze miałem w tyle głowy. Cudownie jest patrzeć na aż tylu Lodowych Wojowników! Tego jeszcze nigdy nie było. I nowość – Lodowa Królowa! Jestem zakochany w tym pomyśle.

A wy? Też zakochaliście się w Iraxxie? Będziecie tęsknić za scenariuszami Marka Gatissa?

Źródło: Radio Times

PATRONITE

One thought on “Odcinek Marka Gatissa miał być zupełnie inny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *