„Mumia w Orient Ekspressie” – redakcyjne wrażenia

Orient Ekspress wyruszył już w dalszą podróż przez kosmos, ale Redakcja została z Wami na Ziemi. Prezentujemy kolejną porcję redakcyjnych wrażeń. Potencjalne spoilery!

Lady Skaro: Znów dostaliśmy recykling odcinków. Z każdym kolejnym przypadkiem utwierdzam się jednak w przekonaniu, że Steven Moffat nie może robić tego z braku pomysłów – nikt nie wie lepiej od niego, że taki zabieg zabiłby serial. A ja dzisiaj wiem już prawie na pewno: to specjalnie zaplanowane zjawisko, które sprawi, że w pewnym momencie (jak to u Moffata) opadnie nam szczęka, złapiemy się za głowę i nie będziemy w stanie wypowiedzieć żadnego składnego zdania.

mummyontheorientexpress-12-10-2014-2Sam odcinek był jakiś inny. Być może to kwestia charakteru tej podróży, w końcu to miało być pożegnanie, atmosfera więc musiała stać się zupełnie inna niż zazwyczaj. Układ był podobny do tego z Woźnego („The Caretaker”) – dostaliśmy potwora, który zadbał o płynną i szybką akcję tak, aby właściwa podstawa scenariusza, czyli relacja między dwojgiem bohaterów, mogła rozwijać się bez przeszkód, jednak w porównaniu do Woźnego, mumia została napisana zdecydowanie lepiej, obudowana mitem miała sens, początek i koniec. Nawet jeśli nie dołączyła w ten sposób do zastępów najlepszych potworów w serialu i nie postawimy jej obok Cybermenów, Daleków, Ciszy czy Płaczących Aniołów, to nie trafi do grona bezsensownych wątków, wśród których na pewno znajdzie się Scovox Blitzer albo bliżej nieopisane stworzenie z Miłości i potworów („Love and Monsters”). Szkoda tylko, że występ Foxes przeszedł jakoś niezauważalnie (zauważcie, że znów dostajemy piosenkę wykonywaną wewnątrzkadrowo na pokładzie statku – dokładnie tak samo, jak w odcinku z Titanikiem). Z kolei Clara w stroju z epoki – o tym pewnie wspomni reszta redakcji, więc ja nie będę się nad tym rozpisywać, choć nie dało się nie zauważyć, jak pięknie wyszła ta stylizacja.

Poruszając wszystkie te kwestie zmierzam do jednej, kluczowej w moim odczuciu rzeczy: aktorstwa i relacji między dwojgiem głównych bohaterów. Clara i Doktor, Dwunasty i Clara. Miało nie być wątku miłosnego, a jest – piękny, nietuzinkowy i rewelacyjnie zagrany. Dwunasty kocha Clarę, ale nie jest to miłość romantyczna, raczej ojcowska (coś, o co modliłam się czytając wywiady przed premierą ósmej serii), choć też nie do końca. Capaldi ogrywa tę relację fenomenalnie. Pisałam już o tym na grupie Obywateli Gallifrey, muszę to jednak zaznaczyć raz jeszcze. Souffle Agent niezwykle trafnie spostrzega tu emocjonalne echo Jedenastego. Spojrzenia rzucane Clarze w tych wszystkich ciężkich dla obojga momentach, gdy Dwunasty pyta ją, czy wolałaby myśleć, że nie udawał bezdusznego, w trakcie jej rozmowy z Dannym pod koniec odcinka, czy kiedy mówi Doktorowi, że miała wątpliwości, ale już ich nie ma, w przedostatnim ujęciu, gdy razem wyruszają w kolejną podróż, są spojrzeniami wielowymiarowymi i odzwierciedlającymi psychologiczną złożoność Doktora oraz jego stosunku do towarzyszki. A jednocześnie przepełnione są tak ogromnym ciepłem, którego przecież bardzo niewiele na pierwszy rzut oka jest w tym wcieleniu, że nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. Doświadczony, dojrzały aktor, jakim jest Peter Capaldi, to po prostu skarb dla tego serialu.

Souffle Agent: Yep, od Mumii… utwierdziłam się w zdaniu, które jakiś czas temu się mnie uczepiło – Dwunasty zachowuje się jak mieszanka uczuć ojcowskich (tak bardzo chcę Capaldiego i Coleman w jakiejś produkcji jako ojca i córkę!) i romantycznych, czyli jak napisała za mną Lady Skaro, echo Jedenastego, z przewagą raczej tych pierwszych. Osobiście trochę jeszcze winię kadry, które właśnie swoją długością i…. kadrowaniem bardziej bym widziała przy relacji romantycznej. Ale czy właśnie trochę taki nie był Jedenasty względem Clary? Ogólnie cudnie się patrzy na tę czułość w oczach Capaldiego. Widać, że mimo bardziej przyjacielskiego stosunku, Clara też jest bardzo zżyta z Doktorem, i trudno jest jej definitywnie pożegnać się z podróżami w TARDIS.

mummyontheorientexpress-12-10-2014-3Właśnie…. to kłamstewko Clary, że Danny jak najbardziej popiera dalsze podróże, nie wróży nic dobrego, i nie zdziwię się, jeśli odbije się to bardzo brzydką czkawką. Mam jednak nadzieję, że Clara i Danny dożyją kolejnej serii, czy to występując w niej bezpośrednio, czy tylko będąc wspominanym.

Sama fabuła, muszę to przyznać, została rozegrana lepiej niż w poprzednich odcinkach. Nie umieszczałam swoich opinii w poprzednich edycjach redakcyjnych wrażeń, wspomnę zatem tylko, że mimo różnych wad, czy to wyłapywanych w trakcie, czy dopiero podczas czytania recenzji, dobrze się bawiłam (ale ja raczej jestem mało krytyczna względem Doctora Who, zazwyczaj biorę historie z całym dobrodziejstwem inwentarza). Sprawa niewidzialnego zabójcy, dla którego podstawą był mit rodem ze starożytności bardzo akuratnie wpisał się w miejsce akcji, czy raczej holograficzne wspomnienie czasów, gdzie zagadki ze starożytnością, czy ogólnie egzotyką w tle pasują wyśmienicie. Mniej więcej podobnie egzotycznie było w dwóch poprzednich wycieczkach Doktora do dwudziestolecia międzywojennego, czyli do Black Orchid z Piątym Doktorem i Jednorożcu i osie („The Unicorn and the Wasp”) z Dziesiątym. A właściwie do trzech, bo klimatycznie dość blisko są tu też Piramidy Marsa („The Pyramids of Mars”)  z adwersarzem ze starożytnego Egiptu, choć ich akcja rozgrywa się przed I wojną światową.

Ogólnie – tempo i sposób poprowadzenia głównego wątku, ukazanie relacji między podróżnikami oraz pewne wskazówki co do dalszych ich wspólnych losów stworzyły odcinek, który zapewne u wielu będzie notowany wysoko na liście epizodów z obecnej serii.

Słówko o samym Doktorze: mając z tyłu głowy pytanie, które skierował do Clary, czy wolałaby o nim myśleć jako bezdusznym  – wiem, że część z widzów niezbyt przepada za tym, że Doktor jest momentami szorstki jak klimat more up in the North, czy wełna owcza przed odpowiednią obróbką. Rozumiem, ale warto przypomnieć, że Doktor jak najbardziej może być taki, albo i jeszcze bardziej oschły – patrz Pierwszy, Szósty, Siódmy. To także tworzy postać, a w przypadku takiego zachowania, jak u Dwunastego, czyli raz chwytającego za serce dbania o Clarę, a za chwilę braku większego żalu po dopiero co zmarłej osobie przypomina, że Doktor to być może jedna z najbardziej złożonych (ale też po części dzięki temu) najciekawszych postaci, jakie możemy oglądać.

EDIT: Właśnie dowiedziałam się wspaniałej rzeczy – aktor John Sessions, który podkładał głos pod Gusa, wystąpił także we wspominanym na stronie webcastcie “Death Come to Time” (które to dało początek słuchowiskom “The Minister of Chance”, na którego adaptację filmową są obecnie zbierane fundusze), gdzie Sessions użyczył głos generałowi Tannisowi – w mojej ocenie jednej z najbardziej przerażających postaci w whoniversum. Radości z tego odkrycia nie da się opisać słowami :D

mummyontheorientexpress-12-10-2014-4Lierre: Ode mnie tym razem krótko, zwłaszcza w porównaniu z poprzedniczkami… Przede wszystkim jestem rozczarowana faktem, że w tej mumii nie było w ogóle Egiptu. ;) Wiem, oczywiście, że mumie to nie tylko egipska specjalność, ale uwielbiam staroegipskie nawiązania w popkulturze i miałam wielkie oczekiwania… Telefon z ostatniej sceny piątej serii na to wskazywał… Meh. Była to jednak mumia bardzo klasyczna, jak z milionów filmów, ucieleśnienie motywu „nieważne, jak szybko będziesz uciekać, w horrorze, zagrożenie i tak jest zawsze krok za tobą”. Całkiem fajne.

Ogólnie odcinek był porządny – przede wszystkim wizualnie bardzo przyjemny, z pięknym wystrojem pociągu, strojami i fryzurą Clary. Bardzo podoba mi się piosenka Foxes, choć samej wokalistki mogliśmy zobaczyć więcej… Ledwo mignęła, szkoda. Ma taką kosmiczną urodę. Fabularnie epizod przypominał bardzo mój ulubiony Kompleks boga („The God Complex”), mieliśmy obowiązkowy element żołnierski i tajemniczy byt, który całą tę intrygę ustawił – przyjmujemy już jakieś zakłady, jak bardzo jest to Missy? ;) Zastanawiają mnie coraz bardziej te nawiązania do innych odcinków, są tak konkretne, że to musi coś znaczyć. Ciekawe co…

Nie umiem powiedzieć nic spójnego o tym odcinku, bo na myśl przychodzą mi tylko różne szczegóły, które mnie zachwyciły – jak papierośnica z żelkami, profesor obcych mitologii (zawód z moich snów), bezlitosny, nadzorujący wszystko komputer (kolejny bardzo klasyczny motyw), budzące grozę odliczanie, cywilizowana planeta z miastem, które wyglądało jak Atlantis ze Stargate… A, i będę się od teraz przedstawiać słowami „cześć, jestem Lierre, nie jestem szalona”, bo pewne istotne kwestie należy poruszyć już na wstępie. Co mi się z kolei nie podobało? Tradycyjnie wybuchy w kosmosie i zachowanie Clary pod koniec – przy poprzednim odcinku nie mogłam się jej nachwalić, a tutaj mamy powrót do tego samego, który jest dziwny i sztuczny. Albo sztucznie zagrany? Entuzjazm, którego trochę nie rozumiem. Biedny Danny.

Respice: Wreszcie! Wreszcie odcinek, po którym jestem usatysfakcjonowana (ale opinia będzie krótka). Mamy kolejne nawiązanie do twórczości Christie. Bardzo podobał mi się moment, w którym Doktor zwraca się do wszystkich mniej lub bardziej „obecnych” pasażerów pociągu, by zmusić ich do myślenia i określenia sposobu, w jaki mumia zabija – dokładnie w ten sam sposób literacki Poirot zwykł konfrontować potencjalnych podejrzanych i mordercę. Co do komputerowego Gusa, cóż, nie ukrywam, że podejrzewam Missy, ale nie będę wielce zaskoczona, jeśli się pomylę (w końcu pamiętajmy kto jest showrunnerem). Ponadto: relacja Clary z Doktorem została bardzo pięknie skonstrastowana z relacją starszej pani i jej blond wnuczki. I to fenomenalne Are you my mummy? Podsumowując, odcinek baaardzo przyzwoity, tym bardziej po słabszym Zabić Księżyc („Kill the Moon”). Chcę więcej!mummyontheorientexpress-12-10-2014-5

Daj na ciastko!

4 thoughts on “„Mumia w Orient Ekspressie” – redakcyjne wrażenia

  1. Ponownie odcinek jako taki mi się podobał. Po prostu przyjemnie się ogląda ten serial i cieszy z tego, że ma równy dość dobry poziom jako całość. Grafika nie jest mojego autorstwa, zrobił ją jeden z wykopowiczów.

  2. Wiem, że to już było dawno.
    Ale wracam do tego odcinka często.
    Jest jednym z najlepiej zrobionych pod każdym względem. Doskonała scenografia, pomysł, każdy drobnostka bardzo dopracowana. Piosenka wprowadza fantastyczny klimat. I co najważniejsze Capaldi doskonale pasuje do takiego właśnie doktora. Doskonale wyważona relacja On-ona.
    Chciałbym takich więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *