Moda na sukces według Daviesa

Russell T Davies ma bardzo ważne pytanie do Stevena Moffata, czyli co nieco o życiu miłosnym Doktora.

Russell T Davies może i nie ma ochoty powracać do pracy nad Doktorem Who, ale to nie znaczy, że były showrunner zamierza pozwolić Stevenowi Moffatowi na przerabianie serialowego kanonu, który stworzył za swojej kadencji; szczególnie, gdy w grę wchodzi życie miłosne Doktora. Dlaczego?

Warto przypomnieć sobie ubiegły numer Doctor Who Magazine, do którego zaniepokojony czytelnik nadesłał pytanie do Moffata odnośnie tego, w jaki sposób małżeństwa z Elżbietą I, Marilyn Monroe i River Song obowiązują Doktora. Technicznie rzecz biorąc, wszystkie wybranki Doktora są obecnie martwe, co czyni go wdowcem. Z drugiej strony jednak, Doktor nie miałby większych trudności, by cofnąć się do czasów, w których jego żony w dalszym ciągu cieszą się życiem. Czy można go zatem uznać za bigamistę?

Odpowiadając na to pytanie, Moffat kolejno zgłębiał małżeństwa Doktora i przedstawił argumenty, według których – podążając jego własnym tokiem myślenia – związek Doktora i Elżbiety I zawarty w Dniu Doktora („The Day of the Doctor”) nie jest ważny, ponieważ nie został skonsumowany. Ale chwileczkę… Przecież Dziesiąty Doktor jasno zasugerował, że pseudonim Elżbiety I, zwanej czasem Królową-Dziewicą (ang. Virgin Queen, z uwagi na jej niechęć do zamążpójścia – przyp. red.), jest już, hmm, nieaktualny? Biorąc pod uwagę fakt, że słowa te wyszły spod jego pióra, Russell T Davies myślał tak samo, dlatego też opublikował następującą opinię na ten temat w najnowszym numerze magazynu:

Twoja lista żon Doktora w 482 numerze DWM bardzo mi się podobała. Czy 10 lat temu uwierzyłbyś, że kiedykolwiek będziemy prowadzić dyskusję na podobny temat? Ale… o co chodzi? Dlaczego twierdzisz, że Doktor nie skonsumował swojego małżeństwa z Elżbietą I? Przecież w pierwszej części Końca Czasu („The End of Time”) Doktor odwiedzając swojego starego przyjaciela, Ooda Sigmę, wita go tymi słowami: „Pobrałem się. To był błąd. Królowa Elżunia. I powiem ci, że jej pseudonim nie jest już… hm”. Więc to może znaczyć? Co to ZNACZY, Steven???

Oczywiście, odpowiedź Moffata jest bardzo zabawna. Moffat wypomina swojemu poprzednikowi niuanse dotyczące jego obecnego serialu zatytułowanego Cucumber and Banana, a także ostatnie wielkie objawienie Daviesa odnośnie corocznych zaprosin przez Moffata do współpracy przy Doktorze Who:

Och, na litość boską, CZYTAJ UWAŻNIE. Zmiękłeś w Manchesterze, rzekłbym, że stałeś się miękki niczym tofu. Prawdopodobnie przez to całe leniuchowanie i to, że nigdy nie napisałeś dla mnie żadnych scenariuszy, mimo że ja napisałem dla ciebie sześć. Tak, SZEŚĆ. Właściwie to nie, SIEDEM. Przecież Time Crash też się liczy, mimo że napisałem go na cele charytatywne. Ale mniejsza z tym, będę pisał i pisał, i zaniedbywał swoje dzieci, nie ma sprawy! Dobra, teraz fakty. Napisałem, że małżeństwo nie zostało skonsumowane – i tak było. Sam widziałeś w Dniu Doktora – on uciekł natychmiast po ceremonii zaślubin. Czy pokazywalibyśmy to w telewizji, gdyby to nie miała być prawda? Ale nigdy nie powiedziałem, ani razu, że związek nie został skonsumowany!

Tak, Russell, przerabiałem to już. Nawet wtedy, gdy ty sapiesz i chwytasz się mebli w poszukiwaniu oparcia, piszę na łamach DWM o szemranych związkach! Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie nigdy nie słyszałeś o takich występkach – patrząc na twoje CV widzę, że pisujesz głównie o owocach i warzywach dla Channel 4 – ale wierz mi, są na porządku dziennym. Cóż, może poza Manchesterem. Proszę, już możesz spać spokojnie. Przechwałki Doktora w Końcu Czasu (przy okazji, dzięki za taki tytuł tuż przed przejęciem serialu przeze mnie) i moja wypowiedź odnośnie nieskonsumowania jego małżeństwa z Elżbietą I nie są sprzeczne w żaden sposób. To fakt! Zaakceptuj, że jest prawdziwy. Wstydź się za swój błąd. Właściwie to napisz dla mnie historię, a zapomnimy o tej dyskusji.

Mamy tu prawdziwe starcie tytanów. Miejmy nadzieję, że Davies odpisze w następnym wydaniu Doctor Who Magazine, albo nawet lepiej – napisze odcinek Doktora z jeszcze bardziej poplątanym wątkiem miłosnym.

A według Was kto ma rację?

Źródło: RadioTimes



Katarzyna J. - absolwentka anglistyki, a zarazem wielbicielka szeroko pojętej literatury i kinematografii. Ostatnio zafascynowana językiem i światem (pop)kultury Korei Południowej. Gallifreyański Kot Schrödingera - losowo znika i pojawia się w składzie redakcji.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

9 thoughts on “Moda na sukces według Daviesa

  1. Nie wiem czemu ale odpowiedź Moffata nie wydaje mi się ani trochę zabawna. Raczej określiłabym ją jako niegrzeczną, wręcz chamską. Takie trochę krzyczenie małego dziecka, że ono robi dobrze, kiedy robi źle. Ale może tylko mi się tak wydaje…

    1. To w dużej mierze kwestia tłumaczenia, które – choć niezgorsze – nie oddaje specyfiki zgryźliwego humoru, jakim obaj dżentelmeni zwykli się raczyć podczas swych “potyczek” ;).

      1. Właśnie ciężko mi uwierzyć, żeby coś takiego Ci ludzie mogli pisać publicznie na poważnie. Obrzucanie się jadem, przez dwóch twórców Doctora Who… to wręcz nie wypada.

        Mam nadzieję, że to tylko takie “żarciki” z ich strony.

        1. Sęk w tym, że tu nie ma żadnego jadu, a jedynie wyrazy serdecznej sympatii. To, co dla nas może czasem brzmieć szokująco (zwłaszcza przetłumaczone dosłownie), dla Brytyjczyka będzie wyłącznie czułą afektacją. (Że przytoczę tu klasyczny już przykład z “silly cow”, czyli “głupią krową”, która wśród Polaków nie stanowi raczej powszechnie przyjętej formy zwracania się do najbliższej/ukochanej osoby. A w Wielkiej Brytanii owszem, mawiają tak do siebie nawet starsi ludzie.)

          1. Dokładnie – panowie znają się od lat, nie ma między nimi wrogości, a takie uszczypliwości są przecież typowo angielskim sposobem okazywania sympatii. Nie bądźmy przewrażliwieni, dla nich to jest zabawne i nie mamy powodu, by się oburzać. :)

            1. Ja się nie oburzam, wręcz byłem niemal pewny, że to po prostu rodzaj humoru, którego nie rozumiem.

  2. Taak, Moffat pisał odcinki dla RTD, wcale nie dla własnej fanowskiej przyjemności :D
    I to wypomnienie tytułu, ktoś chciał mieć epickie tytuły tylko dla siebie :P
    Porządnie się uśmiałam. Postuluję, żeby panowie mieli własną kolumnę w magazynie, zatytułowaną Davies kontra Moffat, na podobne dyskusje. Albo program. Albo cokolwiek. :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *