„W lesie nocy” – wrażenia Redakcji

Jak co tydzień na naszej stronie znajdziecie kilka słów od Redakcji na temat najnowszego odcinka. Jak nam się podobało W lesie nocy („In the Forest of the Night”)?

forest-night-28-10-2014-7Lierre: Muszę przyznać, że jeszcze przed początkiem serii spośród opisów odcinków zajawka W lesie nocy najbardziej mnie zaintrygowała. Moje tematy – baśniowość, las, thriller ekologiczny… Bardzo czekałam na ten odcinek. Nie zawiodłam się – nie jest to może najlepsza z historii tej serii, ale oglądałam ją z uśmiechem na twarzy (momentami tylko krzywiąc się na nadmiar patosu). Przypomina bardzo Doktora, wdowę i starą szafę („The Doctor, the Widow and the Wardrobe”), znów mamy półświadome drzewa, ironię wszechświata skierowaną w Doktora, którego śrubokręt niezmiennie nie radzi sobie z drewnem (mamy nawet wyjaśnienie dlaczego! Choć dość marne…) i przepiękną baśniowość nie tylko w warstwie wizualnej, ale też w narracji i historii małej, zagubionej w świecie dziewczynki, która ostatecznie ratuje świat. Bardzo mi się podobała postać Maebh – trochę podobna do Łucji z Opowieści z Narnii, trochę do Luny Lovegood. Dziewczynki postrzegającej świat zupełnie inaczej niż inni ludzie nie tylko dlatego, że jest dzieckiem – wyjątkowość dzieci to w Doctorze Who bardzo częsty motyw – ale też dlatego, że po prostu jest inna. Według niektórych – chora. Według Doktora – wyjątkowa. Piękne przesłanie dla wszystkich, którzy zmagają się z psychicznymi schorzeniami.

Pięknie było. Piękna historia, piękne obrazy, piękna wizja porośniętego dobroczynnym lasem świata. Przepiękna muzyka. Chwilami może było za słodko, chwilami zbyt patetycznie, ale ja lubię takie baśnie i uwielbiam, gdy serial skręca w tym kierunku, bo to coś zupełnie wyjątkowego. Szczególnie, że ta baśń próbuje wyjaśnić coś doskonale nam znanego. Już kiedyś to było: odcinki o Bibliotece ukazały genezę uniwersalnego ludzkiego lęku przed ciemnością, który okazał się być uzasadniony. Tu mamy lęk przed lasem – poniekąd powiązany, skąd przecież pochodzili Vashta Nerada? – ubrany w piękną opowieść o tym, że jednak nie ma czego się bać. Życie zawsze zwycięży, ktoś nad nami czuwa – jak nie Doktor, to sama planeta – i wszystko ostatecznie skończy się dobrze.

Albo i nie, bo zwiastun finału jest bardzo dziwny, bardzo niepokojący i kompletnie nie wiadomo, o co chodzi. Intrygujące. I będzie Kate Stewart! I jakieś wielkie zamieszanie z Clarą! I za tydzień zostaniemy z jeszcze większymi wątpliwościami niż teraz. Ha. Jak ja to lubię.

forest-night-28-10-2014-3Lady Skaro: Nawiązania. Mnóstwo nawiązań, co chwilę. Znów. Pierwsze oglądanie przyniosło mieszane uczucia, ale już po nocnym maratonie translatorskim i drugim seansie polubiłam ten odcinek dużo bardziej. Nie można mu odmówić genialnych dialogów, a pomimo swojej nierealności i bajkowości nie razi tak bardzo ułatwionymi rozwiązaniami. Biję pokłony w stronę Franka Cottrell-Boyce’a za niesamowite studium dziecięcej psychiki i języka oraz same postacie dziecięce, które skradły odcinek. To mnie w zupełności urzekło.

Wadą jest jednak to, że o tym wszyscy szybko zapomną. Nawet dzisiaj, dzień po premierze, więcej chyba mówi się o trailerze pierwszego epizodu finałowego niż o tym, co wczoraj zobaczyliśmy. Internet zalewają fale teorii i przypuszczeń – i to jest dobre, w końcu bycie w fandomie w samym środku takiej burzy jest świetnym przeżyciem. Można by się martwić, że nadchodząca premiera nie sprosta oczekiwaniom, ale po otrzymanym dopiero co trailerze tego typu obawy raczej nie mają racji bytu. Ja chyba jednak wyłączę się z tych dyskusji i poczekam, aż Moffat wbije mnie w fotel.

Castigator: Odcinek piękny, baśniowy, sielankowy, zabawny i… praktycznie o niczym. Ot, historyjka. Zero akcji, zero emocji i dość przewidywalne od samego początku zakończenie. Debiutujący w roli scenarzysty Frank Cotrell-Boyce pokazał, że potrafi napisać w sumie całkiem niezły odcinek, poważny, nieco psychologiczny, ale w gruncie rzeczy o niczym. Widzę jego potencjał, ale czekam aż stworzy jakiś odcinek z akcją. Mam nadzieję, że potrafi.

Po raz kolejny Clara i Danny. Lubię osobno zarówno Clarę, jak i Danny’ego, ale ich związku nie trawię. Liczyłem, że ten wątek opery mydlanej będzie zanikać, ale niestety tak się nie dzieje. Widzimy dalsze rozterki Clary, dalsze kłamstwa, dalsze trudne rozmowy, które odciągają uwagę od właściwego wątku odcinka. I jest to bardzo niepotrzebne. Bardzo mnie natomiast rozbawiły postaci dzieci, które nadały temu (prawdę mówiąc, niezbyt realnemu) odcinkowi wiele humoru i realizmu.

forest-night-28-10-2014-2Na wyróżnienie moim zdaniem zasługuje jeszcze jedna rzecz. Muzyka. Przypomina mi momentami niektóre utwory pochodzące z czwartej serii. W sumie dziwię się, że Lady Skaro nic o tym nie napisała. A może wcale nie przypomina, a mnie słoń nadepnął na ucho? W każdym razie moim zdaniem ta muzyka przypominała tamtą, co, o dziwo, bardzo tu pasowało i mnie urzekło.

W tym seansie jednak jedna rzecz wywołała u mnie więcej emocji niż cała reszta odcinka. Zwiastun pierwszej części finału serii. Odcinek Dark Water zapowiada się genialnie i mam nadzieję, że tym razem na zapowiedziach się nie skończy. Kim jest Clara? Kim jest Missy? Jak skończy się ta seria? Ach, tyle pytań, tyle emocji i zaledwie kilkadziesiąt sekund zwiastunu. Nie mogę się doczekać.

Mytherios: Mam problem z tym odcinkiem. Z jednej strony jest uroczy, baśniowy i lekki, a z drugiej strony dosyć… Nudny. Mamy drzewa, zaskoczenie, mamy Doktora Idiotę, który jest nianią. Ale brakuje tutaj akcji. Nie możemy jednak mieć nikomu tego za złe. Serial przyzwyczaił nas do tego, że przedfinałowy odcinek jest wolniejszy, taki, by odetchnąć.

Natomiast bardzo podoba mi się jego wielowarstwowość. Z jednej strony mamy opowieść o grupce dzieci na wycieczce szkolnej, marzeniach i ogromnym lesie. Z drugiej jednak strony odcinek skłania, przynajmniej mnie, do zastanowienia się nad tym, co by było, gdyby rzeczywiście Ziemi zagroziła burza magnetyczna. Padłaby cała łączność, zapanowałby chaos i… Aż się boję myśleć.

Pomimo całego swojego uroku w odcinku raziła mnie jedna rzecz. Mianowicie, gdzie do czorta podziali się wszyscy ludzie?! Akcja dzieje się w ogromnym lesie, owszem… Ale ten las znajduje się w Londynie. Więc powinno być w nim wiele zdezorientowanych ludzi biegających we wszystkie strony bo przecież samych mieszkańców miasta jest ponad 8 milionów. A tego nie było w odcinku widać. To tak, jakby z pojawieniem się lasu, ludność Londynu została zdziesiątkowana.

Ciekawi mnie natomiast przyszłotygodniowy odcinek. Oj, będzie się działo.

forest-night-28-10-2014-4Ginny: Tym razem ponownie dostaliśmy odcinek, który mnie w pełni udało się docenić dopiero po drugim seansie. Wciąż żałują, że ponownie dostaliśmy całkowicie szczęśliwe zakończenie, ale mimo wszystko nie zgadzam się z Castigatorem, że jest to odcinek o niczym (za to zgadzam się z Mytheriosem odnośnie londyńczyków, choć zakładam w sumie, że po prostu zostali w domach/pracy). Mamy tu kilka bardzo ważnych przekazów zaczynając od tego, jak ludzie postrzegają pewne rzeczy, a jaki jest stan faktyczny, co pokazano na przykładzie lasu. Kochamy lasy, a jednak je niszczymy, przerabiając na meble; boimy się ich i zmieniamy w straszne opowieści, a tak naprawdę tworzące je istoty* chcą tylko przetrwać, zapewne niespecjalnie myśląc o ludzkości (tak jak i nie pomyślały o Doktorze, którego nie znają), ale o noszącej także nas planecie już jak najbardziej. W końcu to ich dom, w którym my jesteśmy tylko chwilową zmienną. Można powiedzieć, że Ziemia nie tylko jest chroniona, ale też, kiedy trzeba, potrafi ochronić się sama. Przy okazji tego wątku chcę jeszcze powiedzieć, że nie tylko Lierre przyszły na myśl Vashta Nerada i żałuję, że Doktor o nich choć nie wspomniał, ale cóż, lasy zamieszkuje wiele niebezpiecznych stworzeń.

Innym ciekawym aspektem W lesie nocy jest przypomnienie nam o tym, że to jednak jest serial dla dzieci poprzez dosłownie wprowadzenie ich grupki na pokład TARDIS – nieznośnych, z zaburzeniami, niepewnych siebie i, przede wszystkim, prawdziwych. Bardzo podobało mi się to, że tak nagła sytuacja zaczęła je czegoś uczyć** (miałam jednak wrażenie, że sam ten las jakoś na nie wpływał i po jego zniknięciu wrócą do mniej więcej normy, tak jak i wpływał na Clarę, ale to chyba pewna nadinterpretacja), a zarazem że po całej tej przygodzie wcale nie chciały zobaczyć czegoś tak wspaniałego jak wyrzut koronalny, woląc pójść do swoich rodziców. Ja, tak jak Clara, chciałabym zostać, ale też chyba trochę za często zapominamy, że nie każde dziecko fascynuje kosmos. Może trochę szkoda, że tak nie jest, ale też zgadzam się z Dannym, że na Ziemi również jest co podziwiać. Najistotniejsza lekcja, jaką przekazuje nam ten odcinek odnośnie dzieci to jednak to, że powinniśmy ich słuchać, nie „zagłuszać ich lekami, gdy widzą więcej” (Lierre zresztą ujęła to bardzo ładnie). Rola Maebh jest tutaj świetnie napisana, jakkolwiek Abigail Eames w paru miejscach gra trochę sztucznie, zbyt patetycznie (np. w końcówce z jej siostrą – ten powrót, jego przyczyny, powód zniknięcia itd. to zresztą mocno niedomknięty wątek). Jednak sam koncept dziewczynki, która widzi i słyszy więcej, ale nikt nie chce jej słuchać, stanowi bardzo dobre nawiązanie do wcześniej pojawiających się w serialu osób o zdolnościach parapsychicznych (jak np. Gwyneth z Niespokojnych nieboszczyków („The Unquiet Dead”)) – nienachalne, ale budujące spójność uniwersum. Łatwo też uwierzyć w jej mamę, mimo że została ona właściwie tylko zarysowana. Jednak temu zarysowi pewnej głębi nadaje ot, taki prosty koncept umieszczenia na bluzce matki i plecaku córki tego samego wzoru. Przy okazji wątku dzieci mamy też pytanie o to, co jest ważniejsze: ekscytująca tajemnica, niosąca z sobą potencjalne niebezpieczeństwo, czy bezpieczeństwo dzieci. I jest to pytanie, na które dostajemy bardzo prostą, jednoznaczną odpowiedź.

Strasznie też podobały mi się wszyforest-night-28-10-2014-6stkie mniejsze i większe nawiązania do poprzednich odcinków serii, pokazujące, że ani Doktor ani Clara nie zapomnieli o tym, co działo się wcześniej. Tak przedstawione kontinuum każe mi sądzić, że Clara naprawdę przemyślała sobie to, co w Lini życia („Flatline”) powiedział jej Doktor o byciu nim, a nie brać to za jedną z wielu niekonsekwencji. Nie, Clara naprawdę się nad tym zastanowiła i dlatego wreszcie dostrzega, że bycie ostatnim ze swojego gatunku nie jest niczym wspaniałym. Czy może raczej przypomina sobie o tym, bo przecież Clara choćby z Dnia Doktora („The Day of the Doctor”) doskonale o tym wiedziała. To bardzo ludzkie (kolejna lekcja w tym odcinku, Castigatorze), że nie chce umierać, ale jeszcze bardziej nie chce zostać sama. Ta scena przedstawia też ciekawy punkt widzenia: tym razem Clara okłamuje Doktora, by go uratować, ale niechcąc ratować nikogo na Ziemi. Bo wie, że nie może uratować wszystkich, poza garstką dzieci, które już zawsze będą chciały wrócić do rodziców i jednego dorosłego, który nie chce przygód innych, niż dostarcza mu codzienne życie – ludzi, dla których kosmos nigdy nie będzie tak fascynujący, by zagłuszyć tęsknotę. To swego rodzaju odwrócenie roli Donny z Ognia z Pompejów („Fire of Pompeii”), gdzie to Doktor nie chciał nikogo ratować, by nie zmienić historii i dopiero jego uparta towarzyszka musiała go przekonać, że ratując jedną rodzinę, nie naruszy równowagi wszechświata. Tutaj Clara wykorzystuje jego chęć pomocy, by uratować jego samego, bo wie, że on jeden jest zbyt cenny, by zginąć i mam wrażenie, że ten odcinek byłby lepszy, gdyby tak to się skończyło. Gdyby Doktor odleciał, a Ziemia umarła. Faktyczne rozwiązanie nie jest złe, ale to naprawdę był logiczny moment na kolejną potężną stratę dla Doktora (któremu Moffat od jakiegoś czasu tylko oddaje to, co utracił wcześniej). Jego zadaniem jest odejść, opłakać ich wszystkich i pamiętać o tym, że historia miała potoczyć się inaczej – o tym zresztą napiszę za chwilę, ponieważ najpierw chcę poruszyć jeszcze inną kwestię.

Otóż w tej scenie, oprócz Clary, która znów jest po prostu towarzyszką, dostajemy też Doktora-mieszkańca-Ziemi, który martwi się o los tej planety… co wydaje się trochę dziwne w kontekście odcinka Zabić Księżyc („Kill the Moon”). I znów można powiedzieć, że to niekonsekwencja, ale w moim odczuciu, tak jak Clara tutaj przypomniała sobie, na czym polega bycie towarzyszką Doktora, tak Doktor przypomniał sobie, jak ważna jest dla niego Błękitna Planeta. W Zabić Księżyc jego postępowanie było logiczne, nie chciał wpływać na decyzję ludzi, ale też jednocześnie było zachowaniem człowieka bez serca. Tym razem czujemy jednak, że ostatni Władca Czasu, po wybuchu Clary czegoś się nauczył, coś sobie przypomniał, że znów ma dwa serca, które właśnie pękają z rozpaczy. A, swoją drogą, to intrygujące, że Clara na pytanie jednej z uczennic odpowiada, że Doktor wraca do domu, jakby wysnuwszy logiczny wniosek, że skoro Ziemia za chwilę zniknie, to on będzie potrzebował innego – swojego pierwszego – domu. Jakby oczywistym było dla niej, że Doktor zawsze potrzebuje nadziei i miejsca, o które może się troszczyć.

W ogóle Clara w tym odcinku jest tą Clarą, którą lubię najbardziej. Tutaj też wreszcie razem z Dannym zachowują się jak dorośli. Trochę się kłócą, ok, ale zarazem nie obrażają się jedno na drugie, tylko dochodzą do kompromisu. Danny mówi też dla mnie bardzo ważną rzecz, wyjaśniając jednym prostym stwierdzeniem, że nie chodzi mu o kontroloforest-night-28-10-2014-5wanie Clary – on chce po prostu wiedzieć. Nie nakazywać, ani zakazywać, ale wiedzieć. Znów trochę mi szkoda, że nigdy nie będzie chciał zobaczyć więcej niż ma, ale też potrafię zrozumieć jego motywacje. I po raz pierwszy widzę, że on zwyczajnie martwi się o Clarę, a nie przenosi na nią jakieś swoje wojskowe zachowania.

Przejdźmy jeszcze do przepisywania czasu, o którym już wspominałam. Otóż ten motyw pojawia się w ósmej serii dosyć często, ale co ciekawe w ostateczności, do samego przepisywania nigdy nie dochodzi. Mamy raczej taki pratchettowski powrót historii na właściwe tory, niż zmianę tego, co wiemy, że się stanie. To mnie z jednej strony coraz mocniej rozczarowuje (po co wieszać strzelbę na ścianie, skoro pod koniec okazuje się, że to atrapa), ale z drugiej intryguje*** w kontekście tego ciągłego powracania na dawne tory, na które zwróciłam uwagę oglądając W lesie nocy. Tam może być coś więcej i mam nadzieję, że naprawdę jest.

No i mamy tu też ponownie Missy, która jak możemy się domyślać kazała Maebh szukać Doktora. I która wypowiada swoje stwierdzenia tak, jakby wcale nie to miała na myśli. Zdecydowanie nie mogę się doczekać, by już za tydzień dowiedzieć się kim ona jest i dlaczego jest taka, jaka jest. Nie mogę się też doczekać, by dowiedzieć się czy naprawdę Clary nigdy nie było. To może być albo igranie sobie z Doktorem (i Cybermanami, do których Clara kieruje tę kwestię) przez Missy, albo igranie sobie z Doktorem (i Cybermanami, do których Clara kieruje tę kwestię) przez Missy, podszyte prawdą. Czyżby to Missy stworzyła pannę Oswald? Czyżby Clary-Daleka ani innych ech też tak naprawdę nie było? Dlaczego Clara najwyraźniej torturuje Doktora w tym trailerze? Może Missy jest Wielką Inteligencją? O tak, zdecydowanie nie mogę się doczekać na ten finał i złą Clarę. I na powrót UNIT-u.

Tymczasem jednak W lesie nocy to bardzo dobry odcinek z kiczowatym tytułem. Odcinek, który mógłby być lepszy, ale nie zamierzam narzekać, na takie a nie inne jego rozwiązanie. Oby tylko finał serii naprawdę był tak straszny jak zapowiada to Moffat.

* Które bardzo skojarzyły mi się z Torchwood i odcinkiem o elfach.

** Ciekawe jednak, że im więcej Clary widzimy w klasie, tym gorszą nauczycielką się wydaje. Trochę jakby Clara-w-terenie potrafiła radzić sobie nawet z najtrudniejszymi dziećmi, a Clara-w-szkole niespecjalnie się nimi przejmowała.

*** Zwłaszcza w kontekście zapowiedzi finału, która sugeruje powrót Clar-ech, które zajmowały się właśnie przepisywaniem życia Doktora.

Daj na ciastko!

2 thoughts on “„W lesie nocy” – wrażenia Redakcji

  1. Jak słusznie zauważyliście szkoda trochę, że odcinek prawdopodobnie zostanie szybko zapomniany ze względu na jego umiejscowienie w serii. Ale takie już są odcinki bezpośrednio przed finałem serii. W mojej pamięci pozostanie jednak na długo. Baśń i tajemnica. Takich doświadczeń mi właśnie było potrzeba. Wyjaśnienie strachu przed Lasem jest genialne i choć pozornie nie ma tu akcji to dostajemy opowieść jak z Gaimanowego Sandmana lub Pratchettowego Świata Dysku. No i jak pięknie wizualnie został zrealizowany ten odcinek jest absolutnie genialne.

  2. A ja z przykrością muszę stwierdzić, że był to kolejny odcinek, który mnie zawiódł. Cały obecny sezon jest dla mnie niestety zawodem. Oczywiście, pomysły i rozwiązania są ciekawe, nowy Doctor jest hmm co najmniej interesujący i dobrze się go ogląda, ale brakuje mi jakiejś spójności. Brakuje mi takiej wspólnej linii fabularnej, która była widoczna zwłaszcza w przygodach Jedenastego, gdzie również były odcinki oderwane od reszty, ale co do zasady wszystko było ze sobą połączone, do czegoś zmierzało lub coś związanego z tym miało pokazać. A tutaj dostajemy kolejne praktycznie niezwiązane ze sobą odcinki. Jakby scenarzystom nagle zabrakło pomysłów na przygody Doctora, jakby jedyne co mogli z siebie wykrzesać to takie “jednostrzałówki”, posługując się RPG-owym slangiem.

    Zapowiedzi finału faktycznie intrygują (choć wszystkie poprzednie zapowiedzi w tym sezonie także intrygowały, a koniec końców każdy kolejny odcinek był daleki od wzbudzenia we mnie zachwytu), ale jak dla mnie finał mógłby nastąpić właściwie bez tych wszystkich poprzedzających go odcinków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *