Konkurs urodzinowy – zwycięzcy!

Dwa miesiące temu skończyliśmy rok – a dziś ogłaszamy wyniki konkursu…

Wiemy, że kazaliśmy Wam długo czekać. Bardzo przepraszamy – ale gdy jest się Władcą Czasu, trudno znaleźć czas na cokolwiek, a też i frekwencja nie dopisała na tyle, na ile mieliśmy nadzieję… Udało się jednak przekroczyć wyznaczony próg zgłoszeń. Dziękujemy wszystkim, którzy poświęcili chwilę, by zastanowić się, jak wygląda praca Redakcji Gallifrey i swoje wnioski przedstawili w różnych formach. Cztery prace w sposób szczególny podbiły nasze serca (a że większość z nas ma po dwa, to liczba dość znaczna!) i ich autorom przyznajemy drobne nagrody, reszcie zaś raz jeszcze dziękujemy i mamy wielką nadzieję, że przyłączą się do zabawy w kolejnych konkursach, jakie prędzej czy później na pewno zorganizujemy…

Główna nagroda trafia do Hommita, autora przecudownej urody filmu, który doskonale nas ilustruje. „Gallifrey – historię prawdziwą” zobaczyć możecie poniżej.

Do Hommita poleci wybrana przez niego koszulka z naszego sklepu oraz włóczkowy Dwunasty Doktor – mamy nadzieję, że odbędą razem wiele ciekawych podróży!

DSCN1322 copy

Drugie miejsce zajmują ex aequo Ancamnarvienn za tekst, który również niezmiernie trafnie ukazuje to, jak wygląda nasza praca (choć część Redakcji jest głęboko rozczarowana faktem, że się w tym opisie nie znalazła! Domagamy się sequela!) (przeczytacie go poniżej) i Marta J., której pierwszy odcinek serialu „Redakcja Kto” jest cudowny. Do jej mieszkania zmierza właśnie armia Daleków, która będzie blokować wejście do kuchni, dopóki nie wyśle nam „Poszukiwaczy zaginionego fezu”.

Do dziewczyn K-9 zaniesie gallifreyańskie kolczyki, ostatni krzyk mody na galaktycznych imprezach oraz wybraną torbę z naszego sklepu.

konkurs-09-10-2014-1

Trzecia nagroda trafia zaś do Adeenah, która nas przejrzała i odkryła naszą prawdziwą naturę.

(czytać głosem Daleka) Droga Redakcjo. Duża liczba Daleków a ulicach (markotni, powoli suną przed siebie) sugeruje, że znajdujemy się nie na Gallifrey, ale na Skaro. A skoro znajdujemy się na Skaro, to nie możesz mieć dostępu do ciastek, ponieważ Dalekowie nie są smakoszami materii organicznej i nie posiadają mąki ani jajek. Jedyne jajka, jakie można znaleźć na Skaro to pierwsza sylaba okrzyku EXTERMINATE. Z żalem zawiadamiam, że prawda jest zbyt okrutna, żeby przekazać ją bezpośrednio, dlatego dla złagodzenia efektu narysowałam ją w paincie. Nie martwcie się jednak zbytnio, ponieważ wasza egzystencja jest dowodem na to, że dobrzy Dalekowie naprawdę istnieją.

konkurs-01-11-2014

Adeenah dostaje od nas gallifreyańskie kolczyki.

A oto tekst Ancamnarvienn:

Whoniverse. The not-so-definite frontier. These are the endeavours of the editors of Gallifrey.pl. Their neverending mission: to explore strange Classic Who episodes, to seek out new Whovians and spread Whovian love, to boldly go where the Doctor has gone timey-wimey.

Nie tak dawno temu, w nieodległej galaktyce, na planecie Gallifrey, pod kloszem w gustownym pomarańczowym kolorze, siedziała sobie redakcja Gallifrey.pl. Klosz ów, arcydzieło gallifreyańskiej myśli technicznej, zapewniał redakcji optymalne warunki pracy: ochraniał ich przed zgubnym promieniowaniem Zuego Życia, był również wyposażony we własny kompaktowy Wir Czasu do zaglądania w czasoprzestrzeń oraz miał stały dopływ życiodajnych pierwiastków, czyli wi-fi i herbaty. Dni mijały redakcji szczęśliwie i beztrosko, wypełnione kontemplacją przygód Doktora oraz szerzeniem wiedzy na jego temat.

Pewnego dnia jednak Naczelny Purysta Gallifrey.pl, Hybryd, dokonał straszliwego odkrycia: pod kloszem skończyła się herbata! Nigdzie nie dało się znaleźć nawet najmarniejszej torebki Earl Greya! Zaaferowany Hybryd przetrząsnął wszystkie swoje szpargały, obmacał wszystkie kieszenie swej czerwonej timelordziej szaty, zajrzał w taśmy odcinków Classic Who, zarówno istniejących jak i zaginionych, zajrzał nawet w gwiazdy. Nic z tego, brak herbaty był faktem.

Ów pozornie banalny brak w zaopatrzeniu urastał na planecie Gallifrey do wymiarów klęski żywiołowej – jak większość Władców Czasu, redakcja Gallifrey.pl niezbędnie potrzebowała herbaty do prawidłowego funkcjonowania synaps, twórczego myślenia oraz ogólnego ogarniania rzeczywistości. W sytuacji, gdy trzeba było popełniać kolejne teksty, korekty tychże, recenzje oraz napisy do bieżących odcinków, problem stawał się palący.

„O wielki Rassilonie, i co teraz?” – jęknął Hybryd żałośnie. Reszta redakcji spojrzała na niego z bólem, wyraźnie podzielając jego niepokój.

„Nie traćmy wiary, BBC nie da nam zginąć” – powiedziała spokojnie opanowana jak zwykle Dziama, wskazując na jeden z licznych plakatów, którymi obwieszone było wnętrze redakcyjnego klosza.

„Keep calm and trust the BBC? Chyba żartujesz, BBC ma tak słabe zabezpieczenia, że nawet nie zauważyli jak Cisze ukradły im tytuł odcinka!” żachnął się Hybryd. „Poza tym jakie keep calm, skoro nie ma herbaty?!” – z nerwów Hybryd zaczął miętosić w ręce jeden z komiksów o Doktorze, który zawsze nosił w kieszeni.

„Może sufleta na uspokojenie?” – zaproponowała Agentka od Sufletów, podnosząc wzrok znad dzierganego właśnie kolorowego szalika czwartej inkarnacji Doktora. Szalik miał już dobrze ponad trzy mile i miejscami służył do uszczelniania klosza przed przeciągami. „Chociaż w sumie też bym nie pogardziła herbatą” – dodała Agentka tęsknie.

„Nie, nie, suflet nic tu nie pomoże. Gdzie jest Mytherios albo Valhallen? Niech uruchomią nasz redakcyjny Wir Czasu, trzeba pogadać o zaopatrzeniu z Kompanią Wschodnioindyjską. O, albo niech mnie połączą z Bostonem 16 grudnia 1773 roku, ja bardzo chętnie zaopiekuję się ich herbatą, co mają ją do Atlantyku wrzucać” – mówił Hybryd z przejęciem.

„Chcieliśmy dodać, że bardzo popieramy inicjatywę kolegi Hybryda. Brak herbaty jest nam bardzo niemiły” – rzekła z godnością Naczelna Edytorka Ginny, dyskretnie wytrząsając z ucha kilka randomowych przecinków. „My pójdziemy po Mytheriosa” – powiedziała i oddaliła się żyrafim truchtem.

Szalejący w redakcji kryzys zdawał się omijać Naczelną Władczynię Czasu, Lierre, która jak zwykle w tej konfiguracji gwiazd zajmowała się produkcją napisów do odcinka w Circular Gallifreyan. Obstawiona zewsząd filiżankami po kawie, Lierre kreśliła swoim sonicznym cyrklem kolejne słowa mamrocząc pod nosem coś o synchronizacji, zaś zdobiący jej skroń wieniec z niebieskiej paprotki cicho wybrzękiwał najnowsze hity Murraya Golda. Lierre podniosła wzrok na podminowane redakcyjne towarzystwo, wydała z siebie ciche „meh” i jej wzrok napotkał spojrzenie Lady Skaro. Lady Skaro bezgłośnie przytaknęła, po czym wyszła w sobie i Lierre tylko znanym celu.

Tymczasem sytuacja w pozbawionej teiny redakcji robiła się coraz bardziej niestabilna. Nie przyniosło oczekiwanych wyników gmeranie w uruchomionym przez Mytheriosa Wirze Czasu – złośliwa burza czasowa uniemożliwiła kontakt z Ziemią w XVIII wieku lub wcześniej, zaś w Stambule w 2039 roku herbaty nie było. Sięgnięcie do Anglii z 1940 roku skończyło się pyskówką z Winstonem Churchillem, który stanowczo odmówił wydania Władcom Czasu choćby torebki herbaty, oferując zamiast tego krew, pot i łzy. Redakcja wydała na to dictum zbiorowy jęk zawodu, zaś ci z członków, którym herbaciany głód dawał się już porządnie we znaki zaczęli nerwowo przygryzać siedmiomilowy szalik Agentki od Sufletów.

Wśród powszechnego zawodzenia nikt nie zauważył, jak w towarzystwie Lady Skaro pod klosz wjechała półtorametrowa solniczka zdobna w trzepaczkę do jajek oraz przepychacz do toalet. Dalek Janusz, on to był bowiem, również zwiedził rok 1940, tyle że w alternatywnej Anglii, gdzie wiele się nauczył od Żelaznobokich gwardzistów Winstona Churchilla. Upewniwszy się, że taca z herbatą jest stabilnie przyssana do jego przepychacza, Dalek Janusz zamigotał swymi żaróweczkami i podjeżdżając w stronę biadającej redakcji oznajmił głośno:

„CZY-NIE-CHCIELIBY-PAŃSTWO-HERBATYYYY?”

Redakcja jak jeden mąż odwróciła się w stronę owego głosu i oniemiała na widok tacy ze szklankami bursztynowego płynu oferowaną przez Daleka Janusza. Dalek Janusz nie tracił czasu:

„CZY-NIE-CHCIELIBY-PAŃSTWO-HERBATYYYY? CODZIENNA – DAWKAA – TEINY-GWARANCJĄ-ZDROOOWIAAA!”

Osłabła z ulgi i szczęścia redakcja rzuciła się uzupełniać braki herbaty w krwiobiegu. Po chwili dało się zauważyć pierwsze iskierki kreatywności trzeszczące we włosach członków redakcji, która aż rwała się do pisania. Zgodnie stwierdzono, że swym wspaniałym aprowizacyjnym wyczynem Dalek Janusz uratował wszechświat przed nudą normalności, jaka niechybnie czekałaby nań wobec braku twórczej aktywności Gallifrey.pl. Wśród powszechnych wyrazów uznania z brzękiem niebieskiej paprotki zjawiła się Lierre, która uwieńczyła Daleka Janusza swym wieńcem, przyjmując go w poczet honorowych członków redakcji. All was well ;D.

Dziękujemy raz jeszcze!

Zwycięzców prosimy o sprawdzenie skrzynek e-mailowych, skontaktowaliśmy się z Wami w celu ustalenia szczegółów. ;)



Exnaczelna Gallifrey na wygnaniu. Zapraszam na Whosome.pl!

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

4 thoughts on “Konkurs urodzinowy – zwycięzcy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *