Kolejna osoba odchodzi z serialu

Wygląda na to, że 11 seria będzie całkowicie czystym startem dla Chrisa Chibnalla. Nie licząc Petera Capaldiego i Michelle Gomez, ostatnio dowiedzieliśmy się, że z serialu odchodzi także Brian Minchin.

Wczoraj na San Diego Comic Con Pearl Mackie potwierdziła plotki krążące po internecie. Twice Upon a Time ma być ostatnim odcinkiem, w którym zobaczymy Bill Potts:

Pearl powiedziała podczas panelu:

To była wspaniała podróż. To niesamowity serial i jest tak bardzo kochany.

Dodała także, że jeśli chodzi o wystąpienie w serialu w przyszłości: Nigdy nie mów nigdy.

BBC nie wydało jeszcze oświadczenia w tej sprawie. Nie wiemy także jeszcze, co z Nardolem i czy pojawi się w tegorocznym odcinku świątecznym. Jeśli jeszcze nie widzieliście zwiastuna odcinka świątecznego, zobaczcie go tutaj i podzielcie się swoimi wrażeniami.

Polubiliście Bill? Będzie wam jej brakować?

Źródło: Radio Times



Uwielbia herbatę i Donnę. Dużo czyta, pisze, gra, ogląda seriale i filmy. Kocha Marvela. Jest studentem i ma tysiąc pomysłów na minutę.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

58 thoughts on “Kolejna osoba odchodzi z serialu

  1. Jesli w odcinku swiatecznym nie skomplikuja jej zakonczenia i nadal bedzie sobie podrozowac po wszechswiecie ze swoja dziewczyna, to ja nie mam nic przeciwko, zeby za jakis czas wrocila. W ogole brakuje mi takich powrotow po latach towarzyszy, ktorzy nie dostali takiego definitywnego zakonczenia jak Jack czy chociazby Marta.

    1. Marta i Mickey mogliby się pojawić w jakimś odcinku z UNIT :) W końcu tam oboje pracują. Takie miłe puszczenie oka do widzów. A co do Jacka, jestem za jego jakimś większym powrotem. W końcu nadal nie wiemy jak się stał twarzą z Boe, chociaż gdzieś widziałam teorię na ten temat że po tylu latach życia jego mózg rozrósł się do takich rozmiarów przez nadmiar wspomnień i wiedzy… Ale jakoś mnie to nie przekonuje

      1. Za Marthą i Mickeyem tęsknie, za samą Marthą mniej, ale szkoda, że się nie pojawili już. A Jack miał być w “A Good Man Goes to War” gdzie mnisi mu mieli uciąć głowę i ta głowa potem się stała twarzą z Boe. Ale ponieważ Barrowman nie mógł się pojawić na planie filmowym to tego nie było więc została z tego tylko teoria.

        1. Tyle że Jackowi kończyny mogłyby odrosnąć. W 3 sezonie Torchwood została po nim tylko ręka, ale i tak odrósł cały Jack więc zwykłe odcięcie głowy raczej by się nie sprawdziło

          1. Torchwood nie oglądałem (jakoś się nie mogłem za to nigdy zabrać) więc nie wiem co tam się działo, ale tak jak wspomniałem, została z tego tylko teoria.

            1. Jeśli będziesz się chciał kiedyś zabrać za ten serial polecam 3 sezon (jedna spójna naprawdę dobra historia) i 4 (też wyszedł całkiem spoko). Lepiej pominąć 2 pierwsze sezony (taka dobra rada od mnie :)

            2. Z reguły jak coś oglądam to od początku do końca, chociaż 1 odcinek z 1. sezonu może obejrzę, bo nie lubię zaczynać tak od środka, ale dzięki za radę, kiedyś się w końcu za ten serial zawezmę :)

            3. 1 odcinek nie jest jeszcze tragiczny, ale 2… ojej. Potwór tygodnia żywiący się energią z orgazmu. To lepiej sobie ominąć, tak jak kilka kolejnych odcinków

            4. Umm, żywiący się czym? Kto wpadł na coś takiego i pomyślał, że to dobry pomysł? I dobra przekonałaś mnie, żeby za dużo z początkowych sezonów nie oglądać :P

            5. Chyba RTD pisał ten odcinek, ale nie jestem pewna. Ale jak już chcesz sobie zobaczyć coś z początkowych serii to jest parę całkiem strawnych odcinków “meet” “something borrowed” takie dwa, które najpozytywniej zapisały mi się w pamięci :)

            6. Zapamiętam sobie, dzięki :) A po Russelu w sumie mógłbym się spodziewać czegoś takiego, “Love & Monsters” jest przykładem.

            7. Oj tak, zdecydowanie. Chociaż moim najgorszym odcinkiem jest The End of Time [2], bo L&M można jeszcze przetrwać i machnąć na to ręką

            8. Oj wybacz, ale tu to się za nic we wszechświecie nie zgodzę :) “The End of Time” jest jedną z lepszych historii w całym New Who a “Love & Monsters”.. no nie, ten odcinek po prostu się nie wydarzył i tyle. Obejrzałem raz i podczas powtarzania sobie pierwszych serii zawsze ten odcinek pomijam (z resztą tak samo jest z “Fear Her”).

            9. Jesteś pierwszą osobą z którą rozmawiam i podobał się jej TEoF. To coś nowego. A co do Fear Her [wymarz/zapomnij] do tego też lepiej nie wracać, nawet myślami

            10. Co do “Fear Her” się zgadzam absolutnie, ale naprawdę jak można nie lubić tak dobrej historii jak “The End of Time”? Fakt ma trochę mankamentów, ale w ogólnym rozrachunku to jest świetna historia.

            11. Pierwsza część jeszcze jest ok, co do drugiej… ojoj. Plan mistrza z zamienieniem wszystkich na ziemi w siebie (nie wiem po co), Władcy czasu wciśnięci na siłę, depresja Doktora…
              Trzy rzeczy, które mi tu grały to był dziadek Dony (w sumie Doktor mógłby wziąć kiedyś takiego towarzysza do spółki, przeuroczy człowiek) i to że 10 odchodzi poświęcając się za jednego człowieka, który nie był taki istotny (bo to w sumie bardzo do niego pasuje), no i muzyka oczywiście :)
              Ale głównym elementem, który dla mnie zabija cały odcinek była końcowa przemowa 10 (darowałabym reszcie, gdyby nie ta przemowa. Ych)

            12. O ile dobrze pamiętam to Mistrz musiał zrobić parę miliardów siebie, żeby móc namierzyć źródło “bębnów”, “ściągnąć” Władców Czasu i zdaję się chciał przejąć władzę. Sami Władcy Czasu może i wciśnięci na siłę, ale mi jakoś nie przeszkadzali. Może dlatego, że w zasadzie widziałem ich po raz pierwszy, bo Classic Who przed New Who nie oglądałem. A depresja Doktora, moim zdaniem, jak najbardziej uzasadniona. Potrafiłem się wczuć w to co Dziesiąty czuł, nawet się trochę z tym utożsamiłem i mu się nie dziwiłem ani trochę. A ta przemowa to rozumiem, że chodziło Ci o “I don’t want to go”?

            13. Nie, chodzi mi o tą przemowę tuż przed wejściem do tej szklanej budki z promieniowaniem- “I could do so much more!!” to mój zgrzyt :)

            14. A o tą, no nie, nie była aż taka zła. Nawet bardzo mi się spodobała. Dobrze oddawała całą sytuację :)

            15. Ale dlaczego takie trudne pytanie akurat? :P Tak na serio to nie mam pojęcia. Może “Fires of Pompeii”, podobał mi się też przecież “The Doctor Falls” czy choćby “World Enough and Time” (choć mniej). Umm może “The Waters of Mars”? Albo “Knock Knock”. Albo np. “Journey’s End”. Lub “The End of the World” albo “Father’s Day”. Mógłby to być np. też “Death in Heaven”. I jeszcze bym mógł wymieniać (“The Power of Three”, “The Unicorn and the Wasp”, “Midnight”, “Dalek”, klasyczne historie “The Five Doctors”, “Kinda”, “The Aztecs”, “An Unheartly Child”, “Castrovalva” itd. itp…), więc szczerze nie mam pojęcia. Naprawdę, teraz mam zagwozdkę, bo się okazało, że nie mam ulubionego odcinka. Dlaczego takie trudne pytanie?

            16. Ojoj rzeczywiście dużo dużo tego masz. No bo w sumie trudno się zdecydować. Moimi faworytami są “human nature/ family of blood” “midnight” “waters of mars” “dalek” “rise of cyberman/ age of steel” “the lodger” “a town called mercy” i “runaway bride”. W sumie takie trudne pytanie bo najgorsze odcinki już były, więc czas na najlepsze :D

            17. Właśnie “Humant Nature/Family of Blood” i “The Lodger” też je uwielbiam. No i racja najgorsze były, ale tych dobrych to aż za nadto widzę jest. Ale gdybym miał wybierać (a no i jeszcze “Mummy on the Orient Express”) to.. hmm… chyba bym się skusił jednak do “Human Nature/Family of Blood”. Gra aktorska Davida po prostu była tam genialna. Jedynie do Marthy mógłbym się przyczepić (ale to dlatego, że jej nie lubię), ale tak to historia genialna.

            18. “Mummy on the Orient Express” hmm… jak dla mnie lepsze było “Flat line” chociaż tekst Doktora- Are you my mummy? zawsze mnie rozwala :)
              Nie wiem tylko dlaczego nie lubisz Marty, jak dla mnie przeciętna z niej towarzyszka, ale też nie najgorsza :)

            19. Właśnie ten tekst mnie po prostu rozwalił (gdybym ostatnio nie obejrzał tego odcinka, bym nawet nie wiedział, że to powiedział), a co do “Flatline” to odcinek ciekawy to na pewno, ale jednak bardziej mi się spodobał ten na Orient Expressie (chociaż ta przemowa Doktora itd. była genialna). A Martha cóż, przez to, że myślała sobie za dużo, że się zakochała w Doktorze i jak się zachowywała z tego powodu po prostu ją znienawidziłem. Potem kiedy była w UNIT już była fajna i mi nie przeszkadzała, wtedy była ok.

            20. No rzeczywiście to jej zakochanie było irytujące, ale moim zdaniem odkupiła się oddając kluczyk do TARDIS i ładnie odchodząc wesprzeć rodzinę. Jakby się zastanowić to chyba jedyne pożegnanie w New Who nie łamiące serca :)

            21. Ja się wtedy tak cieszyłem! Chyba mój ulubiony odcinek z Marthą :P Ale tak serio to faktycznie pożegnanie takie bez fajerwerków czy nie wiadomo jak wielkiej rozpaczy jak po np. Rose, ale i tak się wtedy cieszyłem, że wreszcie ona nie będzie już towarzyszką.

            22. Nom. Rozpacz Doktora po Rose to jedna wielka bolączka 3 serii. Dlatego uważam że związywanie go z towarzyszkami jest głupie

            23. W zasadzie Kapitana Jacka trochę ciężko jest liczyć jako pełnoprawnego towarzysza (moim zdaniem oczywiście), ale jeśliby go jednak zaliczyć to też on jest na drugim ;)

            24. A ja go zaliczam :) w pierwszej serii podróżował z Doktorem przez 5 odcinków, w 3 przez 3, a w 4 przez 2 co razem daje 10 odcinków. Czyli więcej niż pół sezonu, jak dla mnie wystarczy żeby zaliczyć go do towarzyszy :)

            25. W sumie racja, myślałem, że trochę mniej tych odcinków z jego udziałem było, aż sobie chyba powtórzę 1. serię a zwłaszcza te odcinki. Szkoda tylko, że się nie pojawił już później, w erze Moffata, tylko został wspomniany, zdaje się 2 razy (w “The Day of The Doctor” i “The Woman Who Lived”).

            26. Nom. Szkoda że Moffat się tak odciął grubą krechą od ery RTD i nic z niej wyciągnął na trochę dłużej, a nie tylko na mrugnięcie oka do widzów :( A Jacka można by było gdzieś spotkać w dalekiej przyszłości…

            27. Możemy mieć tylko nadzieję, że go spotkamy (może się dowiemy czy jest Twarzą z Boe czy nie w końcu, dla mnie jest, ale nie dla wszystkich).

            28. Jak dla mnie też, no bo skąd wiedział o “You Are Not Alone”?? Z resztą to fajnie składa jego historię w całość

            29. No chyba, że to jest ostatnie wcielenie Mistrza (już parę wcieleń za Missy, po których każdy z Doktorem był po przyjacielsku) i po prostu dał Doktorowi nadzieję, przekazał mu wieść, że nie jest sam, bo ma Mistrza.. ale to już taka szalona teoria na szybko :D

            30. Trochę naciągana :) Poza tym nie jestem fanką super przyjacielskiej relacji Mistrza i Doktora. Wolę kiedy są dla siebie wrogami z tendencjami przyjacielskimi

            31. Ta teoria nie była na poważnie, więc nie dziwię się, że się wydaje trochę naciągana. I racja ja też wolę kiedy są do siebie wrogami. Podczas oglądania “The Doctor Falls” miałem już wrażenie, że faktycznie Missy i Doktor staną po tej samej stronie. Trochę szkoda, że się tak nie stało, ale nie potrafię sobie wyobrazić tej dwójki jako najlepszych przyjaciół i żeby nie traktowali siebie jak wrogów.

            32. Też miałam takie wrażenie, ale jednak z Mistrzem się pozabijali. Doktor Who to jedyny serial, w którym można zobaczyć podwójne samobójstwo

            33. No cóż, dwóch Mistrzów w jednym miejscu i czasie, to nie mogło się skończyć dobrze :D

            34. Ale pewnie znając serial Mistrz wróci za jakiś (dłuższy) czas w nowym wcieleniu, z nowym planem jak zabić/ uprzykrzyć życie Doktorowi. Mam nadzieję że nie zrobią z niego/niej dobrej duszy

            35. Też mi się nie wydaję, że postać Mistrza miałaby być nagle dobra. Mam tylko nadzieję, że nie będziemy musieli zbyt długo czekać na pojawienie się Mistrza (w latach 2010-2013 był nieobecny). I chciałbym, żeby Missy jeszcze wróciła.

            36. Najlepiej w kolejnej multi Mistrzowej historii, bo jej relacja z Masterem Simma była świetna. Jedna z najlepszych rzeczy w finale 10 serii

            37. Tylko może następnym razem więcej Mistrzów? :D Nie narzekałbym, bo faktycznie bardzo fajnie się oglądało Missy i Mistrza Johna Simma razem (dobra serio, ktoś to już zauważył chyba właśnie w sekcji komentarzy na tej stronie, dlaczego nie ma numeracji Mistrza tak jak Doktora?).

            38. Tak! Więcej ich (tylko najlepiej z pominięciem wcielenia z filmu z lat 90- tych). A co do numeracji to rzeczywiście by się przydała, tylko że chyba nie znamy wszystkich mistrzów bo jakby ich zsumować to wydaje mi się ich mało przy tym ilu było Doktorów

            39. Zgadzam się co do tego Mistrza z filmu. Ale Doktorów też wszystkich znać wcale nie musimy a jednak numeracja jest :)

            40. Był podobno jakiś odcinek w klasykach, gdzie Doktor ujawnił swoje inne twarze z przed pierwszego. W jakimś pojedynku telepatycznym czy coś takiego. Więc może nie znamy wszystkich Doktorów, ale wtedy rodzi się pytanie czy rzeczywiście ma 2000 lat?? Bo chyba powinien być starszy, jeśli to nie jego pierwszy cykl

            41. Niektórzy twierdzą, że są to wcielenia Morbiusa (z nim się mierzył na umysły i wtedy były te twarze), ale mogą być też Doktora. A co do wieku to Doktor sam w zasadzie nie wie ile ma lat i cały czas kłamie w tej kwestii (gdzieś tak czytałem lub słuchałem gdzieś).

            42. To o wieku Doktora powiedział (chyba) Moffat w jakimś wywiadzie. A mnie zastanawia jak Doktor w ogóle wyznacza swój wiek.

            43. Mi się wydaję, że na podstawie jakiegoś widzimisię, że sam faktycznie dokładnie nie wie.

  2. Nie podoba mi się kompletna zmiana ekipy w jednym odcinku. Chris mógłby zrobić te zmiany co kilka odcinków, zamiast wywalać wszystkich na wstępie. Rozumiem, że ma swoich aktorów, którym chce dać role, ale strasznie sztucznie to wygląda. Mógłby zrobić to z wyczuciem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *