Kim będzie Danny Pink?

Jenna Coleman opowiada o nowym towarzyszu i jego relacji z Clarą Oswald.

Fani z ulgą przyjęli zapewnienie, że Dwunastego Doktora z Clarą nie połączy romantyczna relacja. Czy znaczy to jednak, że Danny Pink, nauczyciel ze szkoły Coal Hill, w której uczy również Clara, okaże się obiektem romantycznego zainteresowania bohaterki? Przecież dopiero pożegnaliśmy parę podróżującą w TARDIS…

Jenna Coleman wypowiedziała się następująco:

Clara poznaje Danny’ego Pinka, kolegę z pracy, który jest bardzo miły i czarujący. To taki idealny chłopak. We wszystkim ją wspiera, ale nie ma pojęcia o podwójnym życiu, które wiedzie Clara. Ona zaś robi wszystko, co w jej mocy, by to przed nim ukryć, i zaczyna się w nim zakochiwać. Czuje się coraz bardziej rozdarta. Jak gdyby miała romans, a przecież nie ma – ale przyłapuje się na tym, że coraz częściej kłamie. W jej życiu jest dwóch ważnych dla niej mężczyzn i coraz trudniej jej pogodzić dwa zupełnie różne życia. Jest rozdarta, próbuje zachować chwiejną równowagę, ale staje się to coraz trudniejsze.

A jakim kolegą z pracy jest wcielający się w rolę Danny’ego Samuel Anderson?

Jest świetny. Cudownie się z nim współpracuje. Myślę, że fani go polubią. Jest wyluzowany, opanowany, a w przerwach między nagraniami gra na trąbce. Jest wspaniały. Żal mi tylko bohatera, w którego się wciela. Cała ta sytuacja z dziewczyną, która za każdym razem, gdy wraca z podróży z Doktorem, jest strasznie zestresowana…

Wreszcie coś wiemy o tajemniczym, nowym bohaterze. Co o tym sądzicie? Chyba nie czeka nas powtórka Pondów?

19 thoughts on “Kim będzie Danny Pink?

  1. Hm… ten pomysł, żeby robić napięcie na linii “prywatne życie” a “życie z Doktorem” nigdy mnie jakoś specjalnie nie zachwyca i im więcej dowiadujemy się o tym, jak ważny ma być dla 8 serii, tym bardziej mnie to niepokoi. Sam aktor wygląda bardzo interesująco, jak materiał na świetną postać, ale jeżeli zbyt długo będziemy się bawić w kłamstwa, udawanie i sceny typu “gdzie byłaś?” – “och, nic specjalnego” – “och czemu mnie okłamujesz” – “och Danny nie odchodź jakże mam ci wytłumaczyć”. to będzie to strasznie męczące. Z Pondami wyszło dobrze dokładnie dlatego, że bez zbędnych wstępów oboje zostali zapakowani do TARDIS, podobnie Mickey (chociaż bez niego to mogłabym się obyć ;) ).

    1. Jeżeli faktycznie będą takie sceny jak napisałaś oraz jak Clara będzie traktować Danny’ego podobnie jak Rose traktowała Micky’ego, to tylko zepsuje to serial. Takie gadki i zachowania zawsze mnie denerwowały. Pondów lubiłam, ale z czasem było ich za dużo, włączając w to River. Ich postacie zaczynały mnie męczyć. Co do Micky’ego, to lubiłam go, ale nie uważam go za ważną postać.

        1. Oj, to prawda, nie zachowuje się… młodziej niż jej wiek na to wskazuje. Mimo to mam jakieś złe przeczucia. A Rose nie lubię właśnie przez jej kompletny brak dojrzałości – nie mówię tu tylko o Mickey’m.

            1. Oby nie zrobił z tego jakiegoś “love story”. Wolałabym żeby to były jakieś luźne relacje.

          1. Ja tam mimo wszystko wolę się nie nastawiać ani dobrze, ani źle. Ale prawdę ta ilość w mężczyzn w jej życiu jakoś mnie nie przekonuje. Brakuje mi postaci podobnej Donnie pod tym względem.

            1. Też Donnę bardzo lubiłam. Miała ten swój “charakterek”, którego obecne postacie niestety nie mają :'(

            2. Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych towarzyszek. A skoro ją lubisz, polecam zapoznanie się z Lucie Miller. Rewelacyjna towarzyszka.
              O ile niekoniecznie chcę powtórkę z Donny w odcinkach moffatowych, o tyle przydałaby mi się taka “bezzwiązkowość.” Bo to jest już strasznie sztampowe w tym całym New Who.

            3. Moja też :D A co do Lucie, to kojarzę ją z Classic Who ;) Mam z nią nawet słuchowisko na dysku (“Blood of the Daleks”). Co do związków, to dosłownie wyjęłaś mi to z ust. Jak nie Rose-Mickey, to Amy-Rory. To mnie trochę męczy. W większości filmów i seriali są ciągle jakieś związki. W relacji Doktora i Donny była zwykła przyjaźń i to mi się podobało, a związki Donny nie miały znaczącego wpływu na fabułę (nie licząc jej pierwszego ślubu).

            4. I Lucie i Charley są świetne – generalnie słuchowiska z 8 w większości super fajne (kto tu kocha Paula McGanna? :) ).

        2. Myślę, że Mickey troszkę się sam prosił o takie traktowanie, trzeba by naprawdę potężnej dojrzałości, żeby oprzeć się pokusie ;) Miło zobaczyć deklarację, że ktoś lubi Rose, często mam wrażenie, że ma szczególnie zawzięty antyfandom, a sama bardzo ją lubiłam.

          1. No właśnie nas ten antyfandom drażni, bo nie potrafi dostrzec zalet Rose. A ona mimo pewnych wyraźnych wad (które z czasem jej przeszły) miała jednak całkiem sporo zalet.

            1. Lubiłam szczególnie jej poczucie humoru, miałam takie poczucie, że dobrze bym się z nią bawiła :) (Moim ideałem jest Donna, ale Donna może być tylko jedna, uwielbiam babę :) )

            2. O tak, Donna jest świetna. A Rose to po prostu sympatyczna dziewczyna całkiem bystra jak na swój młody wiek i to, że nie skończyła szkoły, mimo że trochę wad typowych dla tego wieku wciąż posiada.

    2. Z tego co wiemy, Danny już w czwartym odcinku wyląduje na TARDIS jako stały kompan Doktora, więc nie powinno być takiej tragedii. Raczej coś w rodzaju wątku Amy i Rory’ego, tylko tutaj Danny nie będzie od początku wiedział o Doktorze. Obawy rozumiemy, ale sami mamy nadzieję, że ten wątek zostanie fajnie i z sensem poprowadzony.

  2. Nie! Właśnie się tego obawiałam. Mam nadzieję, źe mimo wszystko skończy się na przyjaźni… Albo czymś złym dla Danny’ego :> A tak na poważnie: dlaczego, Moff?! Czemu Clara i Danny nie mogę być po prostu przyjaciółmi?

    1. Troszkę rozumiem, czemu romans – mamy do czynienia z dorosłą kobietą i wchodzenie w relacje romantyczne, lub dążenie do nich po prostu dodają realizmu psychologicznego. Lepszy taki Danny niż tragicznie niespełnione tęskne spoglądanie na Doktora typu Martha Jones ;) (No chyba, że prowadzi się wątek tak, jak w wypadku małżeństwa Pondów, kiedy po jakimś czasie naprawdę trudno uwierzyć, że to są w ogóle jakieś spójne osoby ;) ) Też mam taki odruch, że w przygodowych opowieściach romanse wszystko psują i najfajniejsze są dobre przyjaźnie. Ale pamiętam, jak zaczęłam oglądać Torchwood i jak sobie uświadomiłam, że jednak brakuje mi w DW także tego typu emocji, właśnie dlatego, że ich omijanie w końcu zaczyna się robić nienaturalne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *