Jestem szczęśliwym staruszkiem. Wywiad z Tomem Bakerem

Tom Baker w wywiadzie dla Doctor Who Magazine odpowiedział na kilka pytań od fanów zainteresowanych jego powieściowym debiutem – książką The Scratchman (pisaliśmy o niej TUTAJ). Jeśli jednak tylko możecie, obejrzyjcie ten wywiad zamiast go czytać – żadne słowa nie są w stanie oddać uroku osobistego Toma Bakera, jego “och”, przyjaznego uśmiechu i reakcji na ostatnie pytanie.

Wideo znajdziecie pod tym linkiem.

Co zainspirowało cię do opowiedzenia historii The Scratchman?

Tom Baker: Czasami po prostu czuje się impuls, by coś opowiedzieć. Ta historia ma już wiele lat, ale dopiero niedawno postanowiłem przelać ją na papier. Lubię opowiadać historie.

Prace nad The Scratchman zacząłeś wraz z Ianem Marterem, prawda?

Tak, początkowo pracowaliśmy razem, ale szybko się wycofał, bo był młody i przystojny. Dostał rolę w Doctor Who, by zagrać postać, która energicznie krąży wokół starego Doktora. A potem rolę Doktora dostałem ja, a nie byłem stary. Nie miał więc za dużo do roboty i spędzaliśmy dużo czasu, żartując.

Wymieniając się pomysłami?

I opowiadając sobie historie, tak. W tej wiele się zmieniło przez lata.

Następne pytanie: czy pisząc tę historię, opierałeś się głównie na pierwotnym pomyśle na film czy dodałeś również elementy, które pojawiły się w serialu od tego czasu?

To była twórcza czkawka. Trochę pisania, trochę przerw. Pisarze są zdyscyplinowani, siedzą i piszą. Ja się po prostu bawiłem. Połączyłem różne fragmenty i pomysły. Niedawno The Scratchman wypłynął, bo ktoś odkrył notatki do scenariusza i zaproponował mi, że pomoże mi nadać temu formę, zmienić w fabułę Doctor Who.

Więc taka była twoja wizja filmu? Czy to jest nieco inna wersja?

Trudno powiedzieć. To rozbudowana wersja. Doktor wędruje w czasie, miewa sny, nie zawsze wiadomo, gdzie jest, mogłem więc zrobić, na co tylko miałem ochotę. I zrobiłem.

Możesz nam opowiedzieć coś więcej o Ianie Marterze, który wcielał się w postać Harry’ego Sullivana?

Ian był młody i ogromnie zabawny, był doskonałym towarzystwem. Ale był też rozczarowany – szybko się zorientował, że nie będzie miał za wiele do zagrania. Było mi z tego powodu przykro. Zaprzyjaźniliśmy się. Podobnie było z Elisabeth Sladen – nie zagrzała długo miejsca w serialu, kiedy ja się w nim pojawiłem. Była przekonana, że ją kimś zastąpią. Myliła się. Philip Hinchcliffe ją uwielbiał, nie zamierzał jej zwalniać. To ona zrezygnowała – za wcześnie. Strasznie za nią tęskniliśmy. Spotykaliśmy się potem wielokrotnie na doktorowych konwentach, zaprzyjaźniliśmy się, byliśmy bliskimi kumplami.

Wolałbyś, żeby Harry i Sarah zostali w serialu na dłużej?

Oczywiście. Niestety, rolą młodych postaci w Doctor Who było bieganie i bycie aktywnym. A to mogłem robić ja. Mieli więc mniej do zrobienia.

Potknąłeś się kiedyś o swój szalik?

Wielokrotnie. Czasami celowo. Ludzie to uwielbiali. Ktoś się zbliżał, potykałem się, a potem lądowaliśmy w pubie. To był świetny sposób na nawiązanie kontaktu. Teraz już tak nie robię, bo jak się przewracam, to nie mogę wstać.

Jak wyobrażasz sobie przyszłość Doctor Who?

Wszystko jest możliwe. Doktor może podróżować przez czas i przestrzeń, w przeszłość i przyszłość, może być niewidzialna. Niedawno nagrywałem dla Big Finish słuchowisko o Kleopatrze. Spotkałem Marka Antoniusza. I Kleopatrę! Jaka ona była wspaniała!

Gdybyś mógł przez jeden dzień korzystać z TARDIS, dokąd byś się udał i dlaczego?

Zapewne nie skorzystałbym. I tak dużo podróżuję. Jestem teraz stary i lubię to. Jestem bardzo szczęśliwy jako stara osoba. Nie mam ochoty na dalekie podróże. Wolę zajmować się ogrodem albo spacerować z moim psem i kotem po lesie. Mam kota birmańskiego, który lubi spacery. Jestem szczęśliwy i nie chcę niczego zmieniać.

A jakieś miejsca, których żałujesz, że nie odwiedziłeś?

Nie wiem. Dokądkolwiek się udawałem, spotykałem tam miłych ludzi, którzy słuchali moich słów, a ja słuchałem ich, nie mam na co narzekać. Jestem szczęśliwym staruszkiem.

Którego potwora lubisz najbardziej?

Daleków, bo są tak niedorzeczni, nigdy się niczego nie uczą i mają takie okropne głosy! Mówią zawsze to samo i nie opowiadają historii. Lubię ich, bo zawsze z nimi wygrywałem. Krzyczeli na mnie, a ja przytakiwałem i czasami odwracałem się do osoby, która stała w pobliżu i mrugałem porozumiewawczo. Wycinali to zawsze, bo BBC nie lubi aktorów, którzy mrugają. No więc Dalekowie, bo byli tacy przewidywalni i niedorzeczni.

I kultowi.

O tak. Bezlitośni. A ja zawsze z nimi wygrywałem.

I ostatnie pytanie: Chcesz żelkę?


Mieliście okazję przeczytać powieść Toma Bakera? A oglądaliście odcinki z Czwartym Doktorem? Który wam się najbardziej podobał?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *