Jak (nie) podróżować w czasie – praktyczny poradnik. Część 2: Równoległe rzeczywistości

W pierwszej części naszego cyklu sprawdziliśmy, co się dzieje, gdy zmieniamy ustalone wydarzenia. Czas zmierzyć się z konsekwencjami takiego działania – powstaniem równoległych rzeczywistości.

Równoległe rzeczywistości a zmiany w czasie

Doktor i towarzysze, mniej lub bardziej umyślnie, często robią bałagan w czasie. A, choć to nie do końca oczywiste, ze zmianami w czasie wiąże się, między innymi, powstawanie równoległych rzeczywistości. Wróćmy do omawianego już w tej serii Dnia Ojca („Father’s Day”). Rose nie była w stanie ocalić ojca przed śmiercią, konsekwencje były zbyt niszczycielskie dla całej rzeczywistości, ale w odcinku Bunt Cybermenów („Rise of the Cybermen”) Dziesiąty trafia do innej rzeczywistości, w której Peter Tyler żyje i nic złego się nie dzieje. To prowadzi do intrygujących pytań i odpowiedzi. Otóż: dlaczego punktów stałych nie wolno nam zmieniać? Dlaczego sama TARDIS broni się przed podróżami w miejsca, w których przecinamy własną linię czasu? Otóż dlatego, że skutki takiej zmiany są zawsze daleko idące. Zbyt daleko. Nie twierdzę, że Peter Tyler miał coś wspólnego z nadejściem Cybermenów; nie bezpośrednio. Ale może zapoczątkował swoim istnieniem coś, co je ściągnęło? A może, w tamtej rzeczywistości wydarzyło się coś jeszcze innego, wcześniej, co w zawoalowany, pośredni sposób przyczyniło się zarówno do tego, że Peter przeżył, jak i do tego, że nadeszli Cybermeni?

Kadr z odcinka "Rise of the Cybermen": Rose Tyler, Pete Tyler, Dziesiąty Doktor i Cybermeni.

Widzieliśmy już w poprzednich częściach, że drobne zmiany w czasie są dozwolone i nikt ich nie zauważa. A nawet jeśli, to wciąż nie ma z tym żadnego problemu. Był taki odcinek, w którym Doktor tłumaczy, że kiedy ktoś doznaje déjà vu, efektu Mandeli lub czegoś takiego (wprawdzie nie użył chyba tych określeń, ale z kontekstu można wywnioskować, że o tego rodzaju zjawiska mu chodzi), to dzieje się tak, ponieważ że ktoś dokonał jakiejś drobnej zmiany w czasie. W efekcie czas popłynął zmienionym torem, ale nadal bardzo zbliżonym do poprzedniego, nadal zmierzającym w tym samym kierunku. Torem na tyle bliskim, że wspomnienia zamieszkujących taki skorygowany wszechświat istot łatwo się nadpisują, resetują. Kiedy Rose uklękła przy umierającym ojcu, aby mu towarzyszyć w chwili śmierci, historia została zmieniona i zobaczyliśmy Jackie Tyler opowiadającą córeczce o tym, jak pewna blondynka trzymała konającego Petera za rękę. Drobna modyfikacja wspomnień, ale ostatecznie wszystko się upłynniło, czas pozostał mniej więcej nienaruszony.

Teoria multiwszechświatów a Doctor Who

Krótko mówiąc, drobna zmiana ustalonych wydarzeń przekierowuje strumień czasu na nowy, choć zbliżony do pierwotnego, tor, tak, że historia i wspomnienia się resetują. A co z większymi zmianami? Duża zmiana znacząco zmienia bieg czasu. Kieruje go na zupełnie inne tory, na których przypuszczalnie będą zupełnie inne punkty stałe. Tory prowadzące w zupełnie inne miejsca i dające zupełnie nowe możliwości. Zmiany te tworzą nową rzeczywistość. Najwyraźniej zbyt odległą, żeby mógł nastąpić reset. W końcu nawet TARDIS nie ma dostępu do tych rzeczywistości, chyba że za pośrednictwem jakichś niezwykłych szczelin w czasoprzestrzeni. Fizycy mają swoje wizje na temat innych rzeczywistości i innych wszechświatów, wspomnijmy choćby Hugh Everetta czy Maksa Tegmarka. Ten drugi jest szczególnie interesujący, ponieważ w jednej ze swoich książek* rozważał istnienie wielkiej liczby wszechświatów zanurzonych w multiwszechświecie wraz z innymi multiwszechświatami, dochodząc aż do multiwszechświatów poziomu czwartego!

Jakie ma to znaczenie dla naszej historii? Osobiście wyobrażam sobie to tak, że TARDIS pozwala nam się przemieszczać tylko w obrębie I multiwszechświata, w nawiązaniu do wspomnianego fizyka, nazwijmy go multiwszechświatem poziomu pierwszego** i w obrębie tegoż możemy manipulować historią i czasem. Zmiana punktu stałego kreuje jednak zupełnie nowy wszechświat, dla którego nie ma już miejsca w rodzimym multiwszechświecie. Ciężko opisać, co dzieje się potem: czy nasz wszechświat zostaje wyrzucony z rodzimego multiwszechświata, tak jak organizm odrzuca przeszczep? A może, nie mogąc znaleźć sobie nowego koryta, strumień czasu rozlewa się, mieszając się z innymi wszechświatami i multiwszechświatami? Albo wszechświat próbuje przebić się do innego multiwszechświata (takiego, do którego będzie pasował po dokonanej zmianie) i „gubi się” po drodze, w bezkresnej przestrzeni między przestrzeniami? Możliwe, że właśnie tę bezkresną pustkę zamieszkują pamiętne gargulce z Dnia Ojca? Może same Płaczące Anioły są jednymi z takich gargulców, które porzuciły swe obowiązki, zamieszkując na stałe w jednym multiwszechświecie, i teraz muszą żerować na jego mieszkańcach, żywiąc się czasem?

Jakkolwiek fantazyjnej, szalonej (może dla niektórych pięknej i eleganckiej) teorii bym w tym miejscu nie wymyślił, dywagacje te nie mają dużego sensu. O ile ja lub Paternoster nie zostaniemy zatrudnieni w BBC, żadna z tych teorii raczej się nie sprawdzi. Co więcej, prędzej czy później, pojawi się pewnie odcinek, który rozbije tę naszą teorię w drobny mak. Ale ogólny zarys chyba udało mi się pokazać. Rose towarzysząca ojcu przy śmierci to zmiana na poziomie pierwszym multiwszechświata. To samo tyczy się zabrania Van Gogha do muzeum d’Orsay. Nieco inaczej jest z Adelaide Brooks w Wodach Marsa („The Waters of Mars”) – jej ocalenie powinno skończyć się katastrofą i skierowaniem wszechświata na nowy tor, ale ona sama powstrzymuje ten proces, popełniając samobójstwo. Bardziej drastyczne zmiany w czasie, jak ocalenie Petera Tylera, rozrywa czas, poprzez zaburzenie równowagi w obrębie i/lub pomiędzy multiwszechświatami. Mamy jeszcze efekt motyla – drobne zmiany, które powoli acz nieubłaganie kierują czas na nowy tor, do innego multiwszechświata. Proces jest na tyle delikatny, że najwyraźniej wszechświat łatwo odnajduje drogę do innego multiwszechświata i tkanka rzeczywistości pozostaje nienaruszona.

Rose Tyler (Billie Piper) i gargulec walczący przeciw zmianie rzeczywistości w odcinku "Father's Day".

Podróż do wnętrza TARDIS: najbardziej niezwykły odcinek o równoległych rzeczywistościach

Brzmi abstrakcyjnie i rozbudowanie? Jeśli chcecie wiedzieć, który odcinek podsunął mi ten pomysł, to jest nim Podróż do wnętrza TARDIS („Journey to the Center of the TARDIS”). Mamy w nim coś na kształt pętli. Ale jednak – czy jest to zwyczajna pętla? Pętla zakłada powtarzanie tych samych wydarzeń wciąż i wciąż, a tam dzieje się coś innego. Jedenasty, który podał młodszemu sobie (nazwijmy ich Jedenastym Nieobecnym oraz Jedenastym Odcinkowym) wyłącznik do magneto-chwytaka jest inny niż Jedenasty z końcówki odcinka (Jedenasty Wyjściowy). Przecież Nieobecny jedynie podrzucił wyłącznik Odcinkowemu. Odcinkowy zaś podał urządzenie Wyjściowemu do ręki. To nie jest pętla. Nie zwyczajna. Mamy jednak w tym odcinku szczelinę czasoprzestrzenną, przez którą Doktorzy podają sobie zbawienne urządzenie. To otwiera pewne możliwości.

Rozpatrzmy to w ten sposób: gdzieś w multiwszechświecie poziomu drugiego znajduje się taki multiwszechświat poziomu pierwszego, w którym Jedenasty Doktor umiera w wybuchu TARDIS, wywołanym przez zderzenie ze statkiem złomiarzy. W tymże multiwszechświecie poziomu pierwszego znajduje się jednak bardzo wiele wszechświatów, w których wydarzenia między zderzeniem a śmiercią Doktora przebiegały na setki sposobów. W niektórych Jedenasty umierał (być może), jeszcze zanim dotarł do maszynowni, zabity przez zombie. W innej wersji wydarzeń Jedenasty przeżył i dotarł do maszynowni, ale nie był w stanie naprawić TARDIS i ostatecznie doszło do eksplozji. W jeszcze innym Jedenasty, niezależnie od tego, czy dotarł do maszynowni czy nie, wpadł na pomysł – być może na jedyny ratunek. Pomysł zakładał podrzucenie samemu sobie sterownika od magneto-chwytaka przez szczelinę. Tylko, żeby to zrobić, musiał ten sterownik mieć. Dlatego przekazał wskazówkę Nieobecnemu Jedenastemu, aby ten zaraz po lądowaniu zabrał sterownik złomiarzom. Następnie Nieobecny, samodzielnie lub też nie, rozgryzł sposób na ratunek i przekazał urządzenie Odcinkowemu, wraz z wypaloną nań wskazówką. I dopiero tu tak naprawdę zaczyna się fabuła odcinka. Odcinkowy nie zrozumiał, o co chodzi, a gdy się połapał, było już za późno. Dlatego postanowił przekazać wyłącznik raz jeszcze, do rąk własnych. Tak urządzenie trafia w ręce Wyjściowego, który wciska guzik i ratuje się.

Normalnie nie powinno to być możliwe, bo zmiana punktu stałego powinna wywrócić multiwszechświat na nice (widzicie? Kolejna teoria!), ale, dzięki istnieniu szczeliny, granice nie obowiązują. Przejścia pomiędzy multiwszechświatami stają się równie proste, co w obrębie multiwszechświatów i gdziekolwiek nie znajdowałby się wszechświat Wyjściowego, szczelina umożliwiła mu gładkie przejście do bezpiecznego multiwszechświata, w którym prąd czasu nie wiedzie go ku pewnej śmierci w eksplodującej TARDIS. Może to trochę skomplikowane, ale spojrzenie na te wydarzenia w ten sposób bardzo wzbogaca ten odcinek oraz naszą wiedzę o funkcjonowaniu czasu w Doctor Who. Dlatego też tak bardzo go lubię.

Równoległe rzeczywistości to temat tyleż skomplikowany, co fascynujący. Dlatego jeszcze powrócą w naszym cyklu – między innymi w połączeniu z, równie ciekawym, tematem pętli.


* Tegmark, Max. Nasz Matematyczny Wszechświat. W poszukiwaniu prawdziwej natury rzeczywistości. Wyd. Prószyński Media 2015.

** Tworząc zaprezentowany tu opis, inspirowałem się przemyśleniami Maksa Tegmarka, ale utworzyłem na ich podstawie własną interpretację serialu. Dlatego terminy takie jak: „multiwszechświaty” czy kolejne ich „poziomy” nie są w stu procentach tożsame z tym, co Tegmark opisuje w swojej książce. Wzorowałem się na niej i powieliłem stosowane przez niego pojęcia, upraszczając i dopasowując jego wizję wszechświata do własnej wizji serialu; jednak oryginalna wizja przedstawiona w książce Nasz matematyczny Wszechświat jest znacznie bardziej złożona. I znacznie bardziej pasjonująca, jako że nie odnosi się do serialu SF, lecz do rzeczywistości, w której żyjemy. Dlatego polecam gorąco tę wspaniałą książkę każdemu.

Część 1 poradnika podróżowania w czasie: Zmiana ustalonych wydarzeń

Daj na ciastko!


Nerd pod prawie każdym względem. Fan Klasyków, powoli brnie przez EU. Przybiłby żółwika Drugiemu, pokłony oddaje Piątemu i chętnie pogadałby o 'kosmicznej magii' z Siódmym, ale najbardziej utożsamia się z Jedenastym, serce zaś bez reszty oddał Romanie II. Poza tym, wierny fan brytyjskiej literatury.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *