Jak (nie) podróżować w czasie – praktyczny poradnik. Część 1: Zmiana ustalonych wydarzeń

Czym są punkty stałe, kiedy zmiana ustalonych wydarzeń jest możliwa i co może zrobić Doktor w obliczu efektu motyla? Zapraszamy do lektury pierwszej części poradnika podróżowania w czasie.

Część z was być może miała okazję być na prelekcji mojej oraz Gangu Paternoster podczas tegorocznych Dni Fantastyki we Wrocławiu. Zrobiliśmy tam przegląd kilkudziesięciu odcinków Doctor Who, analizując wywołane przez Doktora pętle i paradoksy, szukając konkretnych reguł rządzących czasem w tym zwariowanym uniwersum. Temat jest więc potężnie rozbudowany, a w dodatku niektóre odcinki były tak złożone i jednocześnie tak ciekawe, że zasługują na dłuższe i bardziej szczegółowe omówienie. I tak powstała miniseria, którą właśnie czytacie.

Nie będzie ona jedynie transkrypcją, lecz rozbudowaną, rozszerzoną wersją analiz zaprezentowanych przez nas we Wrocławiu. Nawet jeśli byliście na tej prelekcji, z pewnością dowiecie się tutaj czegoś nowego. Jeśli chcecie usłyszeć więcej na temat Kosmicznego Muzeum (The Space Museum), Mawdryna (Mawdryn Undead) czy Paradoksu Trenzalore (Czas Doktora („The Day of the Doctor”)), zapraszamy do lektury.

Nie możesz ponownie napisać historii. Ani jednej linijki!

W tej części pochylimy się nad zagadnieniem zmiany ustalonych wydarzeń. Z pozoru Doktor cieszy się w tej kwestii nieograniczoną swobodą – takie wrażenie można odnieść zwłaszcza podczas oglądania pierwszych odcinków New Who. Jednocześnie przecież Pierwszy w historii The Aztecs kategorycznie zabronił swojej towarzyszce Barbarze ingerować w wydarzenia, które są powszechnie znaną historią. Mówi: „Nie możesz ponownie napisać historii. Ani jednej linijki!”, zaś chwilę później dodaje: „Barbaro, to, co próbujesz zrobić, jest całkowicie niemożliwe. Wiem to, uwierz mi, wiem to”.

Nie jest jednak wówczas do końca jasne, dlaczego tak zdecydowanie zabrania zmiany historii Imperium Azteckiego, a bez wahania walczy z Dalekami i Cybermenami. Sprawa ta zaczyna się rozjaśniać dopiero w Dniu Ojca („Father’s Day”), gdzie Dziewiąty wścieka się na Rose za próbę (udaną zresztą) ocalenia jej taty. Na zarzuty towarzyszki, że sam też ciągle ingeruje w wydarzenia, odpowiada jedynie: „Ja wiem, co robię, ty nie”. Intrygujące, ale w zasadzie niczego nie wyjaśnia. W odcinku Rozstaje („Parting of the Ways”), kiedy Rose, po wchłonięciu energii Wiru Czasu, mówi: „Widzę wszystko. Wszystko co jest, wszystko co było, wszystko co kiedykolwiek mogłoby być”, Doktor daje nam kolejną wskazówkę, odpowiadając: „Widzę to samo. Cały czas”. Rozwinięciem tego dialogu jest rozmowa między Dziesiątym a Donną wewnątrz Wezuwiusza, w odcinku Ognie Pompejów („The Fires of Pompeii”). Wówczas ponownie Donna pyta, czemu nie mogą uratować miasta, skoro ciągle ingerują w świat, skąd Doktor może wiedzieć, co jest słuszne, a co nie. Skąd wie, że mógł uratować ją, ale Pompejów już nie. Które punkty w czasie są stałe, a które płynne. Doktor odpowiada bardzo podobnymi słowami:

[Wiem to] bo tak widzę Wszechświat. Każdą sekundę, widzę, co jest, co było, co mogłoby być, czego być nie może. To przekleństwo Władcy Czasu, Donno. A ja jestem jedynym, który pozostał.

I to właściwie wytycza podstawowe reguły funkcjonowania czasu.

Drobne zmiany nie wywołują katastrofy

Czas w Doctor Who jest płynny i pewne drobne zmiany nie wywołują katastrofy. Do tego opisu pasują historie klasyczne, takie jak: Reign of Terror, Marco Polo czy bardzo przeze mnie lubiane Massacre. To ostatnie jest szczególnie interesujące, bo tam ponownie Pierwszy zwraca uwagę na to, że raz napisanej historii nie wolno nam zmieniać. Co się stało, musi się stać – i tyle. W New Who już praktycznie nie mamy opowieści o tym, jak Doktor odwiedza dawne czasy i „zwiedza”, zawsze występuje tam jakiś wątek kosmiczny, zło, którego nie powinno tam być i które Doktor powstrzymuje. Ale nawet wtedy trzeba mieć na uwadze, by wszystko wróciło na swoje miejsce. Vincent van Gogh nie powinien był malować kosmitów w kościelnych oknach, ale powinien popełnić samobójstwo. William Shakespeare może i mógł doświadczyć ataku wiedźm, a Charles Dickens ataku duchów, ale obaj powinni to starcie przeżyć. Można zmienić historię zupełnie przypadkowej osoby i czas się od tego nie zawali. Można też zmienić historię osoby ważnej, ale tylko w pewnym stopniu. Tak było np. z Rosą Parks w odcinku Rosa. Nie można jednak przywrócić zmarłego do życia. W momencie, gdy Rose Tyler ratuje swojego ojca przed śmiercią, czas zaczyna się rozpadać. I choć motyw kosmicznych gargulców, sterylizujących ranę w czasie – czyli mordujących wszystkich, których uda im się pochwycić – nie ma szczególnego sensu, to jedno jest pewne: kto umarł, ten umarł i nie można tego zmienić, nie wywołując katastrofy. To, co zrobiła Rose, zakłóciło przyczynowość wydarzeń, stwarzając coś na wzór paradoksu dziadka. Wrócimy jeszcze do tego w innej części.

Rose i naprawiający czas gargulec w odcinku "Dzień ojca". Śmierć jej ojca okazała się jednym z tych wydarzeń, których nie można zmienić.

Punkty stałe

Jest jeden odcinek, który boleśnie pokazuje, że każda próba zmiany punktu stałego w czasie jest z góry skazana na niepowodzenie. Mowa oczywiście o Wodach Marsa („Waters of the Mars”). Mimo że Dziesiąty ocalił kilkoro kolonistów, historia zmieniła się tylko nieznacznie. Dlaczego nie doszło do tak dramatycznych wydarzeń jak w Dniu Ojca? Przede wszystkim, tutaj nie naruszono przyczynowości. Obecność Doktora w tym konkretnym punkcie czasoprzestrzeni była przypadkowa, podczas gdy Rose wybrała się w przeszłość tylko po to, by ratować ojca. Dlatego tutaj czas sobie poradził z korektą. Zmiana nastąpiła, nagle i gwałtownie, ale bardzo szybko rana się zasklepiła. Dziesiąty wiedział, że tak będzie, powiedział Adelaide, że wszechświat sobie poradzi. Ale nie spodziewał się, że stanie się to w taki sposób – że ocalona będzie musiała w tym celu popełnić samobójstwo. Być może gdyby nie żelazna wola Adelaide, konsekwencje byłyby o wiele poważniejsze. Zresztą, to pewnie była jedna z rzeczy, które tak zatrwożyły Dziesiątego – czuł się bezkarnie, myślał, że może wszystko, i ktoś zapłacił za jego arogancję. I to nie dlatego, że musiał, lecz z własnej woli. Adelaide popełniła samobójstwo, żeby uratować Wszechświat, powstrzymać Władcę Czasu Victoriusa. Dziesiąty został postawiony w pozycji złoczyńcy, którego szatańskie plany zostały pokrzyżowane tym, że jego ofiara sama się zabiła. Tak czy inaczej, czas się zaleczył, zmieniły się tylko szczegóły. Podobnie było z Vincentem van Goghiem. Doktor i Amy pokazali mu, że stanie się sławny, ale czas był bezlitosny; Vincent i tak popełnił samobójstwo.

Dziesiąty Doktor i Adelaide w odcinku "Wody Marsa".

Efekt motyla

Wiemy już, że istnieją punkty stałe, których nie wolno lub nawet nie da się zmieniać. Ale czy na pewno? Wspomnieliśmy już Rosę, warto też przypomnieć Skręć w lewo („Turn left”). Zacznijmy od tego drugiego. Czy życie Doktora jest punktem stałym? W jakimś sensie na pewno. Sama historia Ziemi pokazuje, jak wiele zależało od niego. Bez jego ingerencji wiele wydarzeń historycznych potoczyłoby się zupełnie inaczej. A jednak komuś udało się doprowadzić do jego śmierci, choć nie bezpośrednio. We wspomnianym Skręć w lewo mamy coś na kształt efektu motyla – pozornie nieistotne wydarzenie, jak decyzja Donny o tym, w którą stronę pojechać, zaważyła na jego życiu. A Ziemia bez Doktora… pogrążyła się w chaosie. Wiele innych planet pewnie też. Wody Marsa dają do myślenia, bo pokazują, że czas ma jakiś mechanizm obronny. Śmierć Adelaide na Ziemi wszystko naprawiła. Jeżeli zmiana historii poprzez ewakuację kolonistów zakończyła się fiaskiem, to czy naprawdę zabicie Doktora w przeszłości byłoby aż tak proste? Spodziewalibyśmy się raczej, że tu też zadziała jakiś mechanizm, który ochroni historię przed wymazaniem z niej tak ważnej osoby, zbieg okoliczności, który uniemożliwi zamachowcowi próbę zabójstwa. Ale niestety, tym razem, czas został oszukany. W tym odcinku bieg wydarzeń zmieniono za pomocą wspomnianego efektu motyla: nieistotne zdarzenie – takie jak zmiana miejsca pracy zupełnie zwyczajnej kobiety – początkowo nie zmieniło wiele. Była tylko małym okruchem na powierzchni rzeki czasu. Ale każdy okruch wywołuje falę. A, jak powiedziałby Huygens, każdy punkt na fali to potencjalne źródło kolejnej fali. Niewielkie zmiany narastają i się mnożą, a wypadkową ich wszystkich był zgon ostatniego Władcy Czasu w starciu z Cesarzową Racnoss.

W jedenastej serii Doctor Who zbuntowany agent czasu stara się zrobić to samo Rosie Parks. Nie próbuje jej zabić, bo czas by mu na to nie pozwolił. Zamiast tego zmienia drobiazgi, starając się nie dopuścić, aby odmówiła ustąpienia miejsca w autobusie białemu i dała innym impuls do walki o zniesienie segregacji rasowej. Wysyła kierowcę-rasistę na zwolnienie lekarskie, psuje autobus… I rzeczywiście manipulowanie wydarzeniami tak, by uniemożliwić jej wykonanie misji, jest działaniem, które ma szansę powodzenia. Czas broni się przed drastycznymi zmianami: ocaleniem Petera Tylera i Adelaide Brooks, przed zabiciem Doktora czy Rosy Parks… Ale nie jest w stanie obronić się przed trzepotem motyla.

Donna i Rose w odcinku "Skręć w lewo", w którym zmiana niepozornych wydarzeń wywołała tzw. efekt motyla.

Czas się broni

W tym miejscu warto wspomnieć o czymś, co nasunęło się Paternoster Gang przy tworzeniu tej prelekcji, mianowicie: podobny mechanizm obronny zadziałał w pamiętnym odcinku Dziewczyna w Kominku („The Girl in the Fireplace”), w którym Doktor poznaje Madame de Pompadour. Choć zdaje sobie sprawę z wielkiej roli, jaką odegrała w historii Francji, jest nią tak zauroczony, że nie może powstrzymać się przed zaproszeniem jej na pokład. Oczywiście możemy przyjąć, że Dziesiąty planował ją po kilku przygodach odstawić na miejsce, aby nie uszkodzić historii. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, ilu towarzyszom się to udało? Patrząc nawet na klasyki: Vicki osiadła w Troi, Steven stał się wodzem plemiennym na planecie dzikusów, Leela została na Gallifrey. A to i tak tylko ci, którzy zostali tam z własnej woli. Wspomnijmy towarzyszy, którzy zginęli w imię Doktora…

Dziesiąty nie mógł w żaden sposób zagwarantować Pompadour, że odstawi ją na miejsce. Może więc odcięcie jej od Doktora, tragiczny finał ich historii, w którym Dziesiąty nie zdążył po nią wrócić, nie był dziełem przypadku, lecz mechanizmem obronnym samego czasu, który broni się przed zakłóceniem punktu stałego. Roboty „włamały” się do przeszłości, więc Dziesiąty musiał je powstrzymać, ale kiedy już to zrobił, czas odciął od niego faworytę monarchy, żeby ją chronić przed szaleńcem z budką.

Dziesiąty Doktor i Madame de Pompadour w odcinku "Dziewczyna z kominka".

Mamy więc już kilka reguł rządzących czasem: punkty stałe pozostają punktami stałymi, ale można zmieniać drobiazgi, bo czas do pewnego stopnia leczy się sam, nawet Władcy Czasu są bezradni w obliczu efektu motyla, a jeśli ktoś umarł, to umarł. Kto jednak ustalił te reguły? Najprawdopodobniej Władcy Czasu, którzy najlepiej w znanym Wszechświecie opanowali technologię manipulowania czasem. Kierujący się ich regułami nieopierzony Pierwszy Doktor zabrania Barbarze ingerowania w historię Azteków. Kwestią dyskusyjną pozostaje, czy naprawdę tak było, czy może jednak istniał pewien „margines błędu” w czasie, którego on jeszcze wówczas nie dostrzegał, bo nie zdawał sobie sprawy, że taki może istnieć.

Ciekawie – z punktu widzenia rozwoju serialu oraz ewolucji Doktora jako postaci – robi się w historii The Romans, w której okazuje się, że Doktor przez przypadek podpala plany przebudowy Rzymu, przygotowane przez cesarza Nerona. Ten drobny wypadek podsuwa Neronowi pomysł podpalenia Rzymu po to, by mógł go potem odbudować wedle własnej wizji. Później, kiedy Władca Czasu opuszcza miasto razem z Vicki, dziewczyna zwraca mu uwagę, że zabawnie wyszło z tym podpaleniem i że gdyby nie Doktor, nic by się nie wydarzyło. Doktor uważa ten pomysł za absurdalny, twierdząc, że wielki pożar Rzymu z pewnością nie jest jego winą, że to tylko zbieg okoliczności i gdyby nie on, ktoś inny sprowokowałby Nerona do tego czynu. Widać jednak że… chyba sam nie do końca wierzy w to, co mówi, i jedynie próbuje przekonać sam siebie. Vicki zaś nadal przekonuje go, że jej zdaniem to wyłącznie Doktor jest odpowiedzialny za pożar.

Pierwszy Doktor i Neron. W historii "The Romans" to Doktor okazał się być sprawcą wydarzeń.

W tym momencie nasz młody (choć w starym ciele) Władca Czasu popada w zadumę, rozważając, co by było, gdyby faktycznie to on był sprawcą pożaru. Wszak to by oznaczało, że Władcy Czasu z Gallifrey się mylili, i to całkowicie. Podróżnicy w czasie jednak mogą ingerować w przeszłość, a nawet powinni to robić. Odkrywa, a my razem z nim, że ustalona historia potoczyła się znanym przez nas torem dokładnie dlatego, że był tam jakiś podróżnik w czasie i to sprowokował. Trudno tu nawet mówić o jakimś zapętleniu czy innym paradoksie w którym skutek (pożar) poprzedza przyczynę (nauka o historii Rzymu), zwróćmy bowiem uwagę, że działania Doktora były tu, delikatnie pisząc, bezwiedne. Nie planował podpalić planów po to, by spalić Rzym, bo wiedział, że Rzym musi spłonąć. To się po prostu… stało. Nie przemyślał tego, nie planował. Po prostu się to stało. I ta świadomość wstrząsnęła Doktorem, otworzyła mu oczy. Odkrył, że nie jest tylko obserwatorem, jak mu się wydawało, który może co najwyżej naprawiać czas tam, gdzie dzieje się coś nieprawidłowego, albo pilnuje, by nikt nie wywoływał jakiejś niepożądanej zmiany. Zrozumiał, że pewne zmiany są pożądane i to właśnie on będzie musiał je wywoływać. I takich historii jak pożar Rzymu było potem mnóstwo. Czwarty Doktor przyczynił się do zasiania życia na Ziemi w odcinku City of Death (może właśnie to wywołało tak silny związek w czasie między Doktorem a Błękitną Planetą, związek, przez który tak wiele wydarzeń na Ziemi zależy od Doktora), Piąty wywołał wielki pożar Londynu w 1666 roku (Visitation), Szósty natknął się na młodego Herberta George’a Wellsa, być może inspirując go do zostania jednym z pionierów literatury science fiction. W tej samej historii (Timelash) pokazano zresztą drugą już genezę Potwora z Loch Ness (poprzednia pochodzi z Terror of the Zygons). New Who kontynuuje tę tradycję, choćby wspomnianymi Ogniami Pompejów.

Na zakończenie warto przypomnieć jeden z najnowszych odcinków New Who, Demony Pendżabu („Demons of the Punjab”), w którym, podobnie jak w Dniu Ojca, Doktor zabiera towarzyszkę w przeszłość, aby mogła poznać historię swojej rodziny. Widać w nim, jak wiele się zmieniło od czasów Pierwszego, jak dużą wiedzę o regułach rządzących czasem posiadły kolejne jego wcielenia. Doktor jest stara, mądra i wie, na ile może ingerować w przeszłe wydarzenia, a kiedy musi odejść. Udzieli ślubu babci Yaz, odejdzie, gdy jej wybranek będzie musiał umrzeć. Nie ma dramatów, oprócz tragedii, która stała się udziałem bohaterów tej historii, wyrw w czasie i kosmicznych gargulców. Wizyta w przeszłości z pewnością zmieniła troszkę bohaterów, ale nie zmieniła historii.

Kadr z odcinka "Demony Pendżabu"

Podsumowując, w świecie Doktora czas jest płynny. Na tyle płynny, że można zmieniać w nim drobne wydarzenia. Odwiedziny u Williama Shakespeare’a, Charlesa Dickensa, Vincenta Van Gogha i innych historycznych postaci nie spowodują katastrofy, jeżeli będziemy odpowiednio ostrożni. Czasami dzieje się w czasie coś, co dziać się nie powinno, i wywołuje zbyt dalekie ingerencje. Wówczas potrzebny jest ktoś obdarzony mocą Władcy Czasu, kto odróżni zakłócenia od prawidłowego biegu wydarzeń i powstrzyma niepożądane zmiany. Władca Czasu musi też w swoich wojażach bezwarunkowo uważać na punkty stałe, których zmieniać mu nie wolno. Istnieją również takie punkty stałe, które – by mogły się wydarzyć – wymagają naszej ingerencji. Jeśli jesteśmy wystarczająco odważni i pewni siebie, może nawet to dostrzeżemy. Czas, wbrew nauce Władców Czasu, jest kształtowany przez każdego z nas. Tyle że prawdopodobnie, iż nawet będąc Władcą Czasu, nie zauważymy tego, dopóki się samo nie wydarzy.


Część drugą serii znajdziecie tutaj.

Daj na ciastko!


Nerd pod prawie każdym względem. Fan Klasyków, powoli brnie przez EU. Przybiłby żółwika Drugiemu, pokłony oddaje Piątemu i chętnie pogadałby o 'kosmicznej magii' z Siódmym, ale najbardziej utożsamia się z Jedenastym, serce zaś bez reszty oddał Romanie II. Poza tym, wierny fan brytyjskiej literatury.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

4 thoughts on “Jak (nie) podróżować w czasie – praktyczny poradnik. Część 1: Zmiana ustalonych wydarzeń

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *