Jak (nie) podróżować w czasie – praktyczny poradnik. Część 4: Paradoks dziadka

W naszym cyklu o zasadach rządzących podróżami w czasie w Doctor Who pisaliśmy już o: zmianie ustalonych wydarzeń, równoległych rzeczywistościach i pętlach. Dziś zmierzymy się z paradoksem dziadka.

Na czym polega paradoks dziadka? Upraszczając: chodzi w nim o załamanie przyczynowości, czyli: cofam się w czasie, żeby zabić swojego przodka czy: cofam się w czasie, żeby zniszczyć własny wehikuł czasu. Doctor Who całkiem nieźle radzi sobie z takimi pętlami, a sięga po nie bardzo często. Jednocześnie jednak wyraźnie widać że Doktor bardzo nie lubi, kiedy ktoś próbuje tę przyczynowość załamać. Rose ratująca ojca, Clara chcąca wskrzesić Danny’ego, wszędzie jest jeden podstawowy problem – likwidujemy przyczynę swojej bytności w danym miejscu, czyli wywołujemy paradoks dziadka. Doktor całkiem zwięźle to tłumaczy właśnie przy okazji Danny’ego, w odcinku Ciemna Woda („Dark Water”): skoro Clara przyszła do niego z prośbą o cofnięcie się w czasie po to, by ratować ukochanego, to po jego uratowaniu, jej własna historia straci sens. Będzie to przecięcie własnej linii czasu i zlikwidowanie przyczyny. Z Rose było jeszcze gorzej, bo tam cofnęli się do tego samego momentu aż dwa razy i dwukrotnie przekroczyli własną linię czasu. A kiedy Rose zmieniła przeszłość i ocaliła ojca, powstały paradoks rozdarł tkankę czasu na strzępy. Zaczęło się od zniknięcia poprzedniej wersji Rose i Doktora, a skończyło na gargulcach pożerających wszystkich w dzielnicy.

Paradoks dziadka w wersji Clary: jak ocalić Danny'ego?

Zaczęło się od Daleków

Po raz pierwszy Doktor próbował to zrobić jeszcze w swoim czwartym ciele, i to na zlecenie samych Władców Czasu. Osobiście wysłali go na niemożliwą misję powstrzymania Daleków w samym zarodku: na planecie Skaro, zanim się rozpanoszyli po kosmosie. A dlaczego? Ano dlatego, że zajrzeli w przyszłość i stwierdzili, że Dalekowie będą kiedyś stanowili zbyt duże zagrożenie, trzeba ich więc powstrzymać, zanim to nastąpi. Władcy Czasu zrobili coś, co powinno być pogwałceniem ich własnych reguł. A jednak okazało się, że są w stanie tego dokonać. Podobnie było w The Three Doctors, gdzie widzimy Władców Czasu wysyłających Drugiego i Pierwszego Doktora do Trzeciego Doktora. Z ich dyskusji wynika, że faktycznie przecinanie własnej linii czasowej jest pogwałceniem pierwszego prawa czasu, ale zdaje się, że większym problemem jest dla nich ilość energii potrzebna do wywołania takiego efektu. I być może to jest kluczem do rozwiązania zagadki historii Genesis of the Daleks.

Nasza interpretacja tamtych wydarzeń jest taka, że Władcy Czasu, korzystając z jakiejś swojej magicznej technologii, otoczyli Skaro specjalnym polem ochronnym. To pole działa jak lek osłabiający odporność, który podajemy np. po wykonaniu przeszczepu. Chcieli zaszczepić wszechświatowi nową linię wydarzeń, przekierowując się na zupełnie inny tor. Ale żeby nie doszło do dramatycznego ataku gargulców (vide: Dzień Ojca), musieli się zabezpieczyć.

Skąd pomysł na istnienie takiego pola? Jeśli jest ktoś, kto nie lubi psucia czasu jeszcze bardziej niż Władcy Czasu, to jest to TARDIS. Broni się przed takimi paradoksami, nie pozwalając pasażerom dotrzeć do pewnych miejsc. A w Genesis of the Daleks Doktor został skierowany na Skaro właśnie bez swojej budki. Władcy Czasu dali mu bransoletę, za pomocą której miał wrócić na pokład po wykonaniu zadania. Być może właśnie dlatego, że Skaro otaczało pole izolujące ją od reszty czasu. Planeta była poza zasięgiem, aby powstały na niej potężny paradoks dziadka nie zniszczył w jednej chwili struktury czasu. Ale skoro była odizolowana od reszty czasu, to również od Wiru Czasu, a więc – od samej TARDIS, która nie mogła tam wylądować, i stąd pojawia się bransoleta.

Kto wie, może bransoleta była tak naprawdę Manipulatorem Wiru, którego używał kpt. Jack Harkness oraz River Song (pamiętacie Anioły na Manhattanie („The Angels Take Manhattan”)? „[Manipulator Wiru] jest jak motocykl w godzinach szczytu”). Ostatecznie oczywiście nic się nie stało, Doktor zawiódł w zniszczeniu Daleków z powodu rozterek moralnych. Miał wprawdzie nadzieję, że opóźnił ich ekspansję o jakiś tysiąc lat, ale, jak sam stwierdził, w globalnej skali to niewiele zmieniło. Tak więc okazuje się, że Władcy Czasu wyznaczają prawa rządzące czasem, ale jednocześnie posiadają technologię, która pozwala ignorować te prawa i wywoływać groźne paradoksy bez konsekwencji. Potrzebują do tego jedynie potężnego źródła energii.

Dwie Amy w jednym czasie

Przejdźmy do Jedenastego Doktora, który również bawił się z paradoksem dziadka, i to co najmniej dwa razy. Najpierw w przygodzie Dziewczyna, która czekała („The Girl who Waited”) Amy trafiła do błędnej linii czasu i pogalopowała w przyszłość. W ciągu kilku kwadransów postarzała się o 36 lat. Co zrobił Doktor? Namówił starszą Amy, aby mu pomogła, i wspólnie wyciągnęli młodszą Amy z jej linii czasu. Czyli zrobili dokładnie to, czego zabraniał robić w każdym innym przypadku. Młodsza Amy została wyrwana ze swojego czasu, zatem… co? Starsza Amy powinna była zniknąć? Powinny były przylecieć gargulce i ją zjeść? Nie wiadomo. Wiemy tylko, że zaistniały nam dwie Amy i mogły sobie istnieć jednocześnie, ale nie mogły wejść razem na TARDIS. W związku z tym jedną z nich należało uśmiercić i problem się rozwiązał – choć to, co się wydarzyło w tym odcinku, nie nabrało dzięki temu sensu.

Paradoks dziadka w odcinku "Dziewczyna, która czekała": starsza i młodsza Amy.

Anioły zaprzeczające same sobie

Podobnie niekonsekwentne są Anioły na Manhattanie, w których z początku mamy elegancką pętlę czasową, wywołaną książką Amy. Potem mamy Doktora mówiącego, że mogą zmieniać tylko te wydarzenia, o których jeszcze nie przeczytali. To, o czym przeczytają, o czym się dowiedzą, że się wydarzyło, zapętla czas. A paradoks dziadka nie pozwoli im już tego zmienić. A potem odcinek się kończy…

Pomijam już wątpliwą kwestię pożegnania, bo to nic nie wyjaśnia, dlaczego Doktor nie mógł odwiedzić Amy i Rory’ego w innym punkcie czasu i po prostu przestrzec ich, by nie wspominali o tym w książce. Większą niekonsekwencją jest to, że w momencie, gdy Amy cofa się w czasie, jej nazwisko magicznie pojawia się na nagrobku. Idąc tym samym tropem, starsza Amy powinna zniknąć po uratowaniu młodszej Amy.

I moglibyśmy szukać tutaj jakiejś cudownej interpretacji, na przykład takiej, że Anioły, jako istoty z natury manipulujące czasem, sprawiają że czas jest niestabilny i resetuje się na bieżąco. Ale, gdyby tak było, to fabuła Mrugnięcia („Blink”) by nie istniała. Ona opiera się na doskonałym zapętleniu, Doktor odczytuje transkrypt z połową dialogu, napisany kilka dekad później na podstawie nagrania, na którym Doktor… czyta transkrypt. Gdyby, zamiast tego, wsadzić tu mechanizm anielskiego resetu czasowego, to nagrania w ogóle by nie zaistniały, dopóki flirtujący z główną bohaterką policjant nie zostałby zabrany przez Anioły. Idąc tym tropem, czas powinien się w tamtym momencie zresetować, a na kasetach powinno się pojawić nagranie z Doktorem. Ale tak się nie stało, nagranie z Doktorem jest na kasetach od początku odcinka. Dlatego oba te odcinki – Dziewczyna, która czekała i Anioły na Manhattanie, pozostają paskudną skazą w twórczości Stevena Moffata, pamiątką jego niespójnych scenariuszy i braku konsekwencji pomiędzy odcinkami.

Paradoks dziadka w historii o Amy, Rorym i Płaczących Aniołach.

Podsumowując: wiemy już, co się dzieje, kiedy złamiemy, jak się zdaje, najświętsze prawo czasu, czyli zakaz ingerencji w przyczynowość. Mamy Czwartego, któremu wolno to zrobić, ponieważ paradoks został autoryzowany przez Władców Czasu, mamy Dziewiątego, który kategorycznie tego zabrania i, jak się okazuje, słusznie, mamy Dwunastego, który zabrania tego równie kategorycznie i ostatecznie odwodzi Clarę od tego pomysłu oraz mamy Jedenastego, w przypadku którego… nic się nie dzieje. Jednak biorąc pod uwagę, jak wiele było niekonsekwencji i dziur w fabułach Stevena Moffata, zwłaszcza w szóstej serii (problem ze Ślubem River Song („The Wedding of River Song”) jest tak złożony, że nawet nie podejmowaliśmy się jego analizy), możemy jedynie machnąć na to ręką.

Omówiliśmy już jak działają pętle czasowe, sprawdziliśmy, w jakim stopniu możemy zmieniać historię, dowiedzieliśmy się też, co nieco o równoległych liniach czasowych. Najwyższa pora zmierzyć się z gwoździem programu: Paradoksem Trenzalore. Już w następnej części!

Część 1 poradnika podróżowania w czasie: Zmiana ustalonych wydarzeń
Część 2 poradnika podróżowania w czasie: Równoległe rzeczywistości 
Część 3 poradnika podróżowania w czasie: Pętle

Daj na ciastko!


Nerd pod prawie każdym względem. Fan Klasyków, powoli brnie przez EU. Przybiłby żółwika Drugiemu, pokłony oddaje Piątemu i chętnie pogadałby o 'kosmicznej magii' z Siódmym, ale najbardziej utożsamia się z Jedenastym, serce zaś bez reszty oddał Romanie II. Poza tym, wierny fan brytyjskiej literatury.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *