Mark Gatiss: Nie obchodzi mnie krytyka fanów

Ilekroć w serialu pojawi się cokolwiek nowego, następuje erupcja fanowskiego oburzenia. Z jednej strony trudno się dziwić – jak coś się nam podoba, chcemy dostać tego jak najwięcej, z drugiej jednak… Gdyby nie otwartość na zmiany, serial skończyłby się w 1966 roku. Zdarzyło mi się raz na to solidnie ponarzekać, a teraz okazuje się, że zgadza się ze mną sam Mark Gatiss!

Scenarzysta, związany z serialem już od ponad dekady (a jako fan znacznie dłużej!), nie przebierając w słowach wypowiedział się na temat podejścia fanów Doktora Who do zmian wprowadzanych w serialu. Mówiąc krótko: ma krytykę gdzieś.

Mogłoby się wydawać, że fani Doktora Who, którzy są zarówno niezwykle mocno zaangażowani, jak i ogromnie dogłębnie wyedukowani we wszystkim, co związane z ich ulubionym serialem, będą naciskać, by nie były wprowadzane drastyczne zmiany w formule serialu i by kolejne odcinki nie przeczyły temu, co było w nim pokazane wcześniej. Jednak zdaniem Marka Gatissa to nie do końca tak działa – uważa on, że fale krytyki niemal zawsze są niczym niepodparte i nie przekładają się na wyniki oglądalności serialu.

Sam zawsze byłem jednym z takich fanów, miałem także epizod bycia fanowskim bojówkarzem… Ale teraz mam to gdzieś. Bo zupełnie nie w tym rzecz. Ludzie, którzy narzekają, że jakiś nowy pomysł przeczy temu, co zostało pokazane w The Wheel in Space, oglądają serial, by się go czepiać. Jeśli mamy się przejmować czyjąś opinią, to tych osób, które przed 2010 rokiem nie wiedziały nawet, że taki serial istnieje… Albo nawet przed 2016. To prehistoria – sześć miesięcy w realiach współczesnej telewizji to cała epoka.

 

Nie ma oczywiście sensu być nadmiernie okrutnym. Mógłbym powiedzieć, że napiszę na nowo historię Daleków – ale po co? Chyba że wpadłbym na naprawdę rewelacyjny pomysł.

To wielki kocioł czystej radości. A przynajmniej tym powinno być. Nie bądźmy małostkowi. Ciągle tylko siedzimy w pubach i kłócimy się o bzdury. I zawsze tak było…

Bo to przecież nie tak, że był jakikolwiek moment w historii Doktora Who, kiedy nie było w nim dziur i sprzeczności.

Zadziwiało mnie zawsze, że pewne rzeczy są absolutnie niezmienne, a inne nie. Dlaczego Doktor zawsze ma trzynaście inkarnacji, a nikt nie przyczepił się tego, że w The Brain of Morbius, kiedy Doktor toczy z Morbiusem mentalną walkę, widać twarze jeszcze wcześniejszych inkarnacji? Ludzie po prostu stwierdzają, że tego nie było. Doktor jest w połowie człowiekiem, to kanoniczne! A nie, bo wcale nie…

Doktor ma obecnie nowy zestaw regeneracji. Ludzie po prostu to zaakceptowali. Między dwiema znanymi nam inkarnacjami Doktora była jedna, o której nie wiedzieliśmy – i świat się nie zawalił. Prawda? Nigdy nie rozumiałem, jak to działa, że pewne rzeczy są wybierane i akceptowane, a inne odrzucane. Ale skoro możemy tak robić, to w czym problem?

Czujecie się już bardziej otwarci na zmiany i pełni akceptacji dla pomysłów poszczególnych scenarzystów…? No mam nadzieję!

Źródło: RadioTimes

PATRONITE

18 thoughts on “Mark Gatiss: Nie obchodzi mnie krytyka fanów

  1. Kruci, czyli najwyrazniej ci ludzie “z góry” zdają sobie sprawę z tych twarzy Doktora z Morbiusa, więc teraz tylko czekać aż ktoś ten wątek poruszy w New Who.

      1. To było za czasów czwartego doktora. Doktor jak to Doktor, chciał pokazać jakim jest kozakiem to stoczyli walkę “umysłów” i gdy była przebitka przez wszystkich Doktorów (coś jak w pierwszym odcinku 5 serii) to nagle po znanych twarzach Doktora pojawiają się inne i Morbius pyta w szoku coś w rodzaju “Jak ty długo żyjesz?!”. Sam byłem sceptycznie nastawiony do tego em, pomysłu ale po zastanowieniu w sumie to po prostu kolejna ciekawa tajemnica w przeszłości Doktora. Prawdopodobnie przez znanym nam cyklem zaczynającym się od Doktora Hartnella, był inny cykl – ci władcy czasu i dawanie przez nich regeneracji, wiecie jak to jest – wibbly woobly.

        1. Będę musiał to obejrzeć (a może być ciężko, bo obecnie oglądam “Robot” z Czwartym, “Kinda” z Piątym i “Into the Dalek” z Dwunastym, oczywiście nie w tym samym czasie, więc mam napięty grafik nieco :P) tylko, w którym to sezonie jest? I dzięki za odpowiedź :)

          1. Sezon trzynasty. Natomiast co do buziek z tego odcinka większość scenarzystów tworzących serial później, już po tej historii, uznawało to raczej za wcielenia Morbiusa, nie Doktora :)

            1. Ale to już interpretacja, nie lepsza od tej, której dokonuje Gatiss – a moim zdaniem gorsza, bo według mnie w odcinku jest pokazane jasno, że to twarze Doktora. Można się spierać, można przyjmować albo nie, w tym rzecz – dla mnie to super ciekawe, ale w tej kategorii, co artysta rysujący portret Romany w City of Death. Rewelacyjna ciekawostka, coś, co daje taki dreszczyk nieznanego, ale niekoniecznie chciałabym, żeby ktoś kiedyś do tego wracał i jakoś to rozwijał, bo ileż można komplikować.

            2. Znaczy… W odcinku tak, ale jak mówię, scenarzyści późniejszych odcinków mówili, że dla nich to są buźki Morbiusa. Na tę chwilę to kolejna z rzeczy, które można sobie wybrać, czy się uznaje, czy nie ;)

  2. No ale bez przesady, gdy jest jakiś świat tego “Doctora Who”, jest historia, są własne prawa i nagle przyjdzie sobie mało ciekawy odcinek, który powie, że nie, wcale tak nie jest i ja mam na to trzy inne pomysły… Albo co drugi sezon zaczynać serial od początku… No heloł. To jest właśnie DW – ciągle coś nowego, ale dodajemy to do podstawy, z której się ten serial wywodzi. Można coś dopisać, nadpisać, ale nie od nowa lub zmienić nagle ideę, że Doctor to jednak ziemski facet z super-mega technologią z 60 wieku…

  3. >uważa on, że fale krytyki niemal zawsze są niczym niepodparte i nie przekładają się na wyniki oglądalności serialu.

    taaaak ? To proponuję zerknąć na wyniki 10 serii i porównać je z oglądalnością 4-tej.

    Drażni mnie trochę to samouwielbienie Moffata i reszty ekipy, które się wręcz z nich wylewa na wszelkiego rodzaju konwentach i podczas wywiadów. Wszystkie scenariusze są świetne, wszyscy robią świetną robotę, Moffat mówi, że nie ma po co czytać podręczników do pisania scenariuszy, bo to same bzdury, wszyscy klepią się po pleckach z uśmiechem na twarzach – a potem człowiek ma ochotę wywalić monitor przez okno, gdy budowana przez 3 odcinki historia kończy się happy endem dzięki Potędze Miłości.

    I nie jest to tylko moje jęczenie – proszę sobie porównać (PROCENTOWĄ, żeby nie było, że zaraz ktoś wyskoczy z ‘hurr durr bo teraz mniej ludzi ogląda telewizję’) wyniki oglądalności oraz Appreciation Index – ze szczególną uwagą na odcinki Gatissa, a konkretnie Sleep No More

    Cieszę sie, że nadchodzi nowy scenarzysta, bo ci panowie definitywnie zbyt bardzo przyspawali się do stołków i uprawiają ‘circlejerk’, co odbija się negatywnie na jakości serialu. Szkoda tylko Capaldiego, najlepszy od wielu lat aktor w serialu musiał czasem jednoosobowo ratować tragicznie głupie historie, niegodne studenta uczelnii filmowej, a co dopiero scenarzystów tak kultowego serialu.

    1. “budowana przez 3 odcinki historia kończy się happy endem dzięki Potędze Miłości.” – Też nie lubię finału trzeciej serii ;)

      http://www.doctorwhotv.co.uk/doctor-who-series-10-2017-uk-ratings-accumulator-84045.htm – AI na poziomie takim samym, jak w poprzedniej erze :) A oglądalność jest niższa, bo nie uwzględnia się w niej oglądania w BBC Playerze, teraz jest też masa platform a’la Netflix, i generalnie wszystkie seriale mają niższą oglądalność, niż w czasach, gdy debiutowała czwarta seria.

      1. no nie. Specjalnie napisałem, żeby sobie sprawdzić WZGLĘDNĄ oglądalność, żeby nikt nie wyskoczył z jakimś iPlayerem.

        Czwarty sezon, to kolejno miejsca : 5, 4, 4, 6, 7, 4, 2, 9, 5, 3, 3, 2, 1 co do największej oglądalności w tygodniu.
        AI: 88, 87, 87, 87, 88, 88, 86, 89, 89, 86, 88, 91, 91.

        Sezon dziesiąty: 3, 8, 10, 7, 11, 8, 6, 9, 11, 11, 9, 8 miejsca.

        AI: 83, 83, 84, 83, 83, 82, 82, 82, 83, 81, 83, 83

        jak widać – czwarty sezon raz tylko wylądował na 9 miejscu, a dziesiąty poza pierwszym odcinkiem ani razu nie był w pierwszej piątce i regularnie wypadał poza pierwszą dziesiątkę najlepiej oglądanych programów. Tego już nie wyjaśnisz jakimś iPlayerem czy Netflixem na kiju.

        Jeśli chodzi o AI to historie o tym samym poziomie możemy włożyć między bajki, bo jak widać – nawet w najsłabiej ocenianym odcinku AI było wyższe w 4 sezonie, niż w NAJLEPIEJ oceniany odcinek 10tego sezonu.

        >Też nie lubię finału trzeciej serii ;)

        Na błędach powinno się uczyć, a nie te błędy powtarzać.

        1. W kwestii AI to wejdź w tego linka, co to go zapodałem, serio. Co do IPlayera, to czemu ma się nie liczyć? Bo psuje Ci teorię? ;)

          1. >W kwestii AI to wejdź w tego linka, co to go zapodałem, serio

            Wszedłem w tego linka, AI jest takie samo, jakie podałem, czyli niższe niż w 4 serii. Myślałem, że przepisanie AI każdego odcinka wystarczy, ale jak widać nie.

            Napiszę inaczej: 4 sezon miał AI między 86 a 91. Dziesiąty miał między 81 a 85.

            91>86>85>81. Q.E.D.

            >Co do IPlayera, to czemu ma się nie liczyć?

            ehh… Napiszę trzeci raz to samo, ale jeszcze prościej.

            Ludzie twierdzący, że wszystko jest super i oglądalność jest zajebista używają argumentu, że oglądalność wszystkich programów spada, więc bezwzględne liczby nic nie znaczą, bo trzeba jeszcze dodać tych, którzy nie oglądają na żywo.

            Gdyby tak było, to pozycja Doktora Who w porównaniu do innych programów byłaby niezmienna (bo tak twierdzisz ty i ludzie wysuwający podobne hipotezy, że spada oglądalność wszystkiego i gdy się to uwzględni to oglądalność dalej jest na podobnym poziomie).

            Udowodniłem, że tak nie jest – że oglądalnośc Dr Who względem innych programów spadła.

            Dodam jeszcze, że miejsca w tygodniowym top30 uwzględniają również tych, którzy program oglądają nie na żywo (Dr Who nie jest tu wyjątkiem) – dlatego iPlayer nie ma znaczenia, bo jego uwzględnienie nic nie zmienia.

            http://www.barb.co.uk/viewing-data/weekly-top-30/ proszę bardzo. Przekonaj się sam, że podane wyżej liczby nie zostały wyciągnięte z tyłka.

            1. Dlaczego zawzięcie porównujesz najnowszą serię do serii 4.? Dlaczego nie do na przykład 7. czy 1.? 4. seria była najdłuższa, i moim zdaniem najlepsza, więc takie porównywanie to jest wg mnie bardzo na siłę i nie za bardzo rozumiem co chcesz udowodnić. Ogółem oglądalność jest też mniejsza dlatego, że część ludzi po 8. serii, albo jeszcze w trakcie, przestało oglądać Doctora Who (i się szczerze takim osobom nie dziwie).

      2. uderzyło mnie to tym mocniej, że niedawno czytałem wypowiedzi jakichś ludzi z HBO, którzy bez owijania w bawełnę przyznali, że zawalili drugi sezon True Detectiva, powiedzieli co zawalili i co zrobią, żeby się to nie powtórzyło. Ekipa z BBC na krytykę woli odpowiadać ‘wszyscy się mylicie, nikt z was nie ma racji’.

  4. “Nigdy nie rozumiałem, jak to działa, że pewne rzeczy są wybierane i akceptowane, a inne odrzucane.”
    Prawda, że to ciekawe? To może pokazywać, że odbieranie opowieści nie jest czynnością bierną, jest raczej tworzeniem własnej wersji tej opowieści pod wpływem wysłuchanych/przeczytanych/obejrzanych treści. I wtedy to, co nam do opowieści nie pasuje, odrzucamy, żeby opowieść była – w naszych oczach –
    lepsza (“serial X skończył się po piątym sezonie”, “tego odcinka nie było”, “to wydarzyło się inaczej”, ale też: “to było sugerowane, ale chcę w to wierzyć”, “z dwóch sprzecznych informacji wybieram tę”). Jak z anegdotami, które “rosną” w miarę opowiadania, bo fakty mają znaczenie drugorzędne wobec przekazu. Tak jak faktu rzeczywistego nie wystarczy powiedzieć, żeby ktoś inny go zapamiętał*, co też dobrze wiedzą nauczyciele, tak nie wystarczy czegoś w fikcji ustalić jako fakt, żeby widzowie to przyjęli. A jak “trafić” do widza/czytelnika/słuchacza, cóż, gdybyśmy wiedzieli, mielibyśmy same bestsellery i hity filmowe :)

    W DW mamy taką niesamowitą możliwość retellingu, że oprócz elementów ewolujących warto przyglądać się elementom zarówno przyjmowanym, jak i odrzucanym. To, że ludzie naturalnie przyjęli, że nie można “oszukiwać śmierci” w nieskończoność i Doktor jest śmiertelny, jest interesujące, podobnie jak odrzucenie wersji o pół-człowieku (dlaczego wolimy, żeby to był obcy?). Zgadzam się z Gattisem, że można sobie wymyślać, co dusza zapragnie (jak ktoś ma nareszcie dobry pomysł na Daleków, dawać go!), najwyżej nikt poza autorem nie przyjmie tej opowieści i nie uzna jej za “fakt”.

    *”PE teacher” albo problem z “popularnymi mitami”…

    1. Tak! To jest super ciekawe i strasznie kusi, żeby się temu bliżej przyjrzeć – ale też bardzo trudne. Bo jak analizować, co ludzie wybierają, a co odrzucają i dlaczego, kiedy też ma się taki zestaw.

    2. Z odrzuceniem Doktora-półczłowieka wiąże się też to, iż rozszerzone uniwersum powiedziało, że to był ze strony Doktora pic, żeby oszukać Mistrza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *