Czas się z tym zmierzyć: Gallifrey wróciła

Kilka (subiektywnych) słów o powrocie Gallifrey.

Stało się: Doktorowi udało się odnaleźć Gallifrey. Mieliśmy różne pomysły, jak będzie to wyglądać, ale Steven Moffat jak zwykle nas zaskoczył, pozostawiając fanów podzielonych w opiniach na temat finału, w szczególności ostatniego odcinka – Z piekła rodem (“Hell Bent”). Co właściwie się stało, skąd się wzięło i dokąd prowadzi – na te pytania zapewne nie odpowiem, ale zamierzam podjąć próbę.

gallifrey-26-10-2015-1Gallifrey, planeta Władców Czasu, na której wznosi się okryta kopułką Cytadela – która świetnie nadawałaby się na choinkową bombkę albo taką kulę ze śniegiem w środku, czy ktoś już to zdążył wyprodukować? – w klasycznej erze serialu nie była zbyt tajemnicza. Może raczej irytująca. Nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, co zaznaczam już teraz, żeby nikogo nie zmylić, ale raczej nigdy nie było wątpliwości, że jakiekolwiek motywacje kierowały Doktorem, gdy kradł TARDIS i uciekał z domu, taka reakcja nie była jakoś bardzo przesadzona. Sami wiecie, własna rodzina potrafi czasami nieźle dopiec, a pewnie pojawiły się jakieś inne czynniki (choć nie wiemy z całą pewnością, jakie one były), które skłoniły Doktora do kradzieży – lub do wyrażenia zgody, by TARDIS ukradła jego, bo i taka wersja się przecież pojawiła. To niewątpliwie piękna historia miłosna – o chłopcu i jego budce – i doskonałe uzasadnienie fabuły, bo mamy kosmitę, który krąży wokół Ziemi jak zagubiony szczeniaczek. Trudniej by było, gdyby przylatywał tylko na wakacje, a po każdej przygodzie wracał do rodzinnego domu do żony, męża, dzieci czy rodziców, pracy za biurkiem i kosmicznego kołnierza. Nah…

W Classic Who pojawiali się więc Władcy Czasu tu i tam, wtrącając się w różne sprawy, czasami pomagając, czasami szkodząc, czasami próbując przywołać Doktora do porządku, czasami prosząc go o pomoc… Niejednoznaczna była ta relacja, ale chyba tak to już bywa ze zbuntowanym dzieckiem, że trochę się je kocha, a trochę ma ochotę przytrzasnąć mu ucho zapięciem kołnierza (o ile kołnierze mają zapięcia). Mamy więc Drugiego Doktora, który u kresu swojej kadencji, w The War Games, zostaje postawiony przed tajmlordzkim sądem za złamanie zasad nieingerencji, a jego towarzysze, Jamie i Zoe, tracą wspomnienia o podróżach w TARDIS. fivedoctors-12-12-2015Pachnie troszeczkę znajomo, prawda? Dla kontrastu, w The Five Doctors Mistrz (ze zresetowanym licznikiem regeneracji) zostaje wezwany przez Radę, by ratować Doktora… Niezły zwrot akcji, prawda? Jakby tego było mało, w ostatniej scenie filmu Piąty Doktor, który zdemaskował niecne knowania Prezydenta Borusy, zostaje przez Radę wyznaczony na jego następcę i… ucieka. To chyba też brzmi znajomo. Warty uwagi jest ten film, jeśli ktoś jeszcze go nie widział*. W każdym razie, takich przykładów jest mnóstwo i ktoś lepiej obeznany z Expanded Universe lepiej by opisał niejednoznaczność relacji Doktora z jego rodzimą planetą i innymi Władcami Czasu. Ale ja nie tym chciałam się zajmować, a nowymi seriami, w których Gallifrey wyglądała zupełnie inaczej i w których jej wątek budowany był od samego początku. I ostatnim odcinkiem, który znów zrobił nam rewolucję… A może nie?

Dziewiątego Doktora w pierwszym odcinku nowych serii poznajemy jako ostatniego ze swojej rasy, na którym ciążą niewyobrażalne wyrzuty sumienia za destrukcję planety, z której się wywodził. Powoli, w ciągu następnych serii, dowiadujemy się, co – mniej więcej – się wydarzyło. Dopiero w 2013 roku, w odcinku stworzonym na 50. rocznicę serialu, poznaliśmy tę historię. I jakież ten odcinek wzbudził kontrowersje, gdy nagle okazało się, że cały mit zaginionej Gallifrey i wielkiej destrukcji plamiącej pamięć Doktora był… mitem. Jedenasty Doktor, wraz ze swoimi poprzednimi inkarnacjami trzymający dłoń na przycisku urządzenia, które ma moc wysadzić całą planetę, odkrywa nagle, że nawet z tej pułapki można uciec. Zamiast Gallifrey zniszczonej, mamy od tego czasu Gallifrey ukrytą – przeniesioną nie wiadomo gdzie, Gallifrey, której niczym Ziemi Obiecanej Doktor szuka, a może raczej na którą Doktor ma nadzieję wpaść, bo po Dwunastym nie widać było za bardzo, by podejmował jakieś konkretne działania w celu jej odnalezienia. Jedynym większym nawiązaniem do kwestii poszukiwań Gallifrey była scena, kiedy Missy podaje Doktorowi współrzędne, obiecując, że tam właśnie znajduje się ich planeta. Są one jednak, oczywiście, fałszywe i dostajemy scenę z Dwunastym rozdzieranym smutkiem i złością. Gallifrey pojawiła się również w odcinku Posłuchaj (“Listen”), który dał nam absolutnie niespodziewany wgląd w dzieciństwo Doktora. Po raz drugi pojawiła się wtedy w serialu szopa na Gallifrey – najpierw poznaliśmy ją jako kryjówkę Doktora Wojny, gdzie znajdował się Moment, potem okazała się być miejscem, gdzie Doktor mieszkał jako dziecko, zaś w ostatnim odcinku, Z piekła rodem (“Hell Bent”), Doktor znów obiera ją sobie za tymczasową siedzibę.

Gallifrey zmieniała się więc w New Who z tajemniczej Krainy Początku, do której bohater chciałby wrócić, ale nie może, w Ziemię Obiecaną, którą bohater pragnie odnaleźć, w miejsce realne. Serialowi umykała trochę niejednoznaczność tego miejsca, choć fani pamiętali przecież, że w klasycznej erze różnie bywało i nie da się z Gallifrey zrobić sielanki. Doktorowi nigdy nie było tam szczególnie dobrze i nie bez powodu ciągle stamtąd uciekał. Jest jednak różnica między niechęcią do własnej rodziny – tak, że ma się ochotę wynieść gdzieś daleko – a życzeniem jej śmierci (lub zaakceptowaniem dokonanego faktu). Nie ma więc tutaj sprzeczności, zupełnie nieuzasadnione były też zarzuty kierowane do twórców odcinka rocznicowego, że dokonali zamachu na tragizm postaci. Wcale tak nie było – cierpienie Doktora po zagładzie Gallifrey dalej pozostaje prawdziwe, a fakt, że nagle odzyskał nadzieję i przestał uważać się za masowego mordercę, tego nie umniejsza.

gallifrey

No i wreszcie dokonało się, Gallifrey wróciła, lecz zupełnie nie tak, jak się spodziewaliśmy. A przynajmniej niektórzy – ja już dawno wygłaszałam głośno opinię, że jeśli wróci, to gdzieś w tle, a jedyne, co może stać się później, to kolejna ucieczka. Tak też było: Doktor znalazł Gallifrey, ale fakt ten nie miał takiego ciężaru emocjonalnego, jakiego wielu mogło oczekiwać i zaraz stamtąd uciekł, choć nie sposób powiedzieć, że nie miałby tam nic do roboty.

Wielu fanów po emisji Z piekła rodem (“Hell Bent”) miało pretensje, że motyw powrotu Gallifrey został zmarnowany; że zasługiwał on na osobny odcinek, że nie powinien być tylko tłem dla innego wątku. Doktor rzeczywiście zrobił coś dziwnego – po tak długim cierpieniu po utracie Gallifrey i również długich poszukiwaniach, po przebijaniu się przez ścianę przez miliardy lat ciągłych powtórzeń, trafia na Gallifrey (choć myślał przecież, że ten “dom” po drugiej stronie to TARDIS…) i… zupełnie go ten fakt nie wzrusza. Mamy bowiem w tym odcinku Dwunastego, który jest złamany, pognębiony, zrozpaczony, wściekły i trochę w tej burzy negatywnych emocji apatyczny. Wychodzą z niego te gorsze cechy charakteru: jest wyniosły, gniewny, arogancki, manipulatorski i egocentryczny. Manipuluje Władcami Czasu tak, jak to oni mają w zwyczaju, jest gotowy stać się Hybrydą – tym, czego tak się obawiał przez całą serię – i zaryzykować integralność czasoprzestrzeni, by odzyskać Clarę. Nie powiem w tym miejscu, że to za mało, bo uważam, że to dość trafne studium straty, ten etap żałoby, kiedy ma się ochotę zrobić wszystko, by cofnąć czas, przechytrzyć śmierć. Doktor, który ma realne możliwości, by tego dokonać, całkowicie logicznie z nich korzysta. Pozostaje jednak dysonans… bo to w końcu Gallifrey, cała, niezniszczona, ukryta na końcu czasu, którą wreszcie udało mu się odnaleźć. Ale cóż, miliardy lat w labiryncie mogły trochę wygasić jego zapał, zwłaszcza że chyba od początku podejrzewał – jeszcze na ulicy-pułapce – kto za tym stoi, kto zmanipulował Ashildr i go ściga, więc gniew i poczucie niesprawiedliwości zepchnęły radość z powrotu na dalszy plan. Mam nadzieję, że to zostanie w serialu jakoś dopowiedziane…

Co właściwie dostaliśmy? W ostatnim odcinku ostatniej serii zobaczyliśmy dwa malutkie fragmenty Gallifrey, które pozostawiły nas z niedosytem – to jest pewne. Nie wiem, czy ktokolwiek jest w pełni usatysfakcjonowany z takiej formy powrotu planety, choć ja jestem dość zadowolona – przede wszystkim dlatego, że jak wspomniałam, serial poszedł w stronę, którą uważałam za jedyną możliwą. Nawet jednak mnie było mało – mało Władców Czasu, mało widoków z Cytadeli, mało zwykłych Gallifreyan. hellbent-2015-12-06-19Zobaczyliśmy tylko salę, w której obraduje Wysoka Rada, trochę korytarzy, Arkady i pustynię wokół Cytadeli, na której wznosi się ta tajemnicza szopa, tak zupełnie nie wiadomo skąd ani dlaczego. Wysokiej Rady Doktor szybko się pozbywa, wysyła Prezydenta na wygnanie i na placu boju zostaje tylko Generał, nieliczni przyboczni, Siostry z Karn i Doktor… Nie jest to najlepsza reprezentacja mieszkańców Cytadeli, skoro i Siostry, i Doktor to przybysze z zewnątrz, że tak pozwolę sobie potraktować Doktora jednak jako outsidera. Generał też – nie wiadomo, jakie interesy reprezentuje. Jest to postać widocznie przychylna Doktorowi, cechująca się zdrowym rozsądkiem, niezwykle sympatyczna (jak na Władcę Czasu), czego raczej nie mówi się o wojskowych, których Doktor spotyka. Nawet Generała traktuje on przecież trochę protekcjonalnie, jak kogoś młodszego, nawet ucznia. Stąd może fanowskie teorie, że Generał to na przykład Romana. Nie sposób tego jednak potwierdzić, jest trochę argumentów przeciwko takiej teorii, jednak nie sposób nie zauważyć pewnej poufałości między tymi bohaterami. Pozostaje też zagadka – dlaczego nie znamy imienia Generała? Przecież nie ma na imię Generał, to jego funkcja; nie jest renegatem, więc ma imię. Dlaczego znamy imię Siostry z Karn, a nie znamy imienia Generała, skoro ten drugi jest nawet ważniejszą niż ona postacią tego odcinka, pojawił się również nie po raz pierwszy? Jest w czym węszyć, ale trudno chyba dojść do czegokolwiek pewnego. Pozostaje mieć nadzieję, że to celowy zabieg i kiedyś dostaniemy jakiś epicki plot twist.

hellbent-2015-12-06-10Z drugiej strony mamy ten tajemniczy tłumek wokół szopy, w strojach żywcem wziętych z Dzikiego Zachodu. Cała stylistyka tej przestrzeni poza Cytadelą jest lekko westernowa. Szkoda, że nie widzimy więcej budynków. Co to za szopa? Gdzie mieszka reszta tych osób? Czy to też Władcy Czasu, czy zwykli Gallifreyanie? Wygnańcy z Cytadeli czy po prostu mieszkańcy tej pustyni, którzy gdzieś za skałą mają swoją osadę? A może to ruch oporu, przeciwnicy Rassilona? Tak bardzo się cieszą, obserwując działania Doktora, tak naturalnie i bez wahania stają po jego stronie, patrzą na niego z nadzieją. Jest dla nich mitycznym bohaterem, tym, który zakończył Wojnę Czasu, który niespodziewanie wraca i zamiast udać się prosto to stolicy, je zupę wśród nich. Prawdziwy bohater ludu!

No właśnie, kolejne pytanie. Gallifrey ma czas linearny, to wiemy. Ile więc czasu minęło od zakończenia Wojny Czasu? Czy to ciągle krajobraz po bitwie, straumatyzowani cywile i wojenna dyktatura, czy też minęło już trochę lat, rany się zagoiły, a Władcy Czasu wiszą tak sobie, nie wiedząc, co właściwie robić dalej? Czy mieszkańcy Gallifrey znają dobrze swoją najnowszą historię? (Chyba tak, skoro od razu rozpoznają Doktora, mimo że zdążył od Doktora Wojny kilkakrotnie się zmienić). Czy zdają sobie sprawę z izolacji Gallifrey, wygnania całej planety? Czy wiedzą, że są na krańcach czasu i przestrzeni? Jak doszło do otworzenia się Gallifrey na resztę wszechświata? Jak odnalazły planetę Siostry z Karn? Czy było to po prostu kwestią ustalenia własnego położenia, czy musieli zrobić coś więcej? Gdyby ktoś natknął się na dobrego fanfika, to chętnie przyjmę, bo na ewentualne rozwinięcie tych wątków przez serial pewnie będziemy musieli sobie sporo poczekać.

Dwunasty Doktor szukał Gallifrey i ją odnalazł, jednak nie tak, jak planował. Zaskoczeni są wszyscy – i Doktor, i widzowie, i tak właśnie powinno być. Wielu uważa, że Gallifrey zasłużyła na ogromny, epicki powrót. Ale gdy się nad tym zastanawiam, nie potrafię sobie wyobrazić, jak taki odcinek mógłby wyglądać, by zawierać tej epickości odpowiednią dawkę, by oddał sprawiedliwość wątkowi budowanemu przez dziesięć lat i pozwolił mu się odpowiednio wybrzmieć. Wydaje mi się, że zawsze byłoby za mało i za słabo albo wpadlibyśmy w nadmierny patos. A na Gallifrey nie ma miejsca na taki patos – sami Władcy Czasu są wystarczająco w sobie zadufani, nie pasuje do tego jeszcze podniosła fabuła. Może więc zepchnięcie powrotu Gallifrey w tło było dobrym pomysłem; takie poprowadzenie odcinka, by złamać te romantyczne poszukiwania, sprawić, że wielki finał długoletnich wypraw blednie w porównaniu z osobistą tragedią bohatera, jego niezgodą na śmierć i przemijanie, jego desperackim zaślepieniem przysłaniającym troskę o swój lud i taką utratę tego, co czyni Doktora Doktorem**, że skłonny jest zniszczyć wszystko, by pokazać wszechświatowi, że coś mu się należy. Ten serial właśnie to robi: pokazuje mit, a potem go łamie, ujawnia, co kryje się pod piękną powierzchnią. Doktor wraca do swojej Itaki i odkrywa, że nie witają go transparenty, tylko knowania i zdrada, pretensje i próby, nieufność i obojętność.Tak właśnie powinno być. Dlatego właśnie nie zastanowi się, czy jego pomoc by się nie przydała, nie zatrzyma się, by pomóc w odbudowie, powołaniu nowej Rady, wyprowadzeniu społeczeństwa na prostą. Nie – on musi dalej uciekać, bo gdy tylko się zatrzyma na Gallifrey, przestanie być Doktorem, a tego przecież nie chcemy.

gallifrey-09-12-2015-cover

Co teraz? Ha, któż to wie? Gallifrey może wrócić w każdym momencie, ale nie odarto jej z tego mitu i tajemniczości, więc wszystko tam może się wydarzyć. Doktor nie będzie aktywnie szukać innych Władców Czasu – w końcu znowu narozrabiał – ale może na nich natykać się w innych miejscach. Może będą go szukać? Może będą go unikać? Może go wezwą na pomoc?*** Mam nadzieję, że się o tym przekonamy, że teraz, kiedy Gallifrey znów jest w zasięgu, nie zostanie zepchnięta na margines, ale stanie się znów częścią Whoniversum – nie nadużywana, ale obecna.

* Film The Five Doctors jest teraz dość aktualny, więc polecam, jeśli ktoś nie widział, bo to kawał naprawdę dobrego Classic Who: mamy tam plejadę bohaterów, przelot przez pięć epok i wątek nieśmiertelności, do którego nawiązanie w finale dziewiątej serii aż się prosiło, jest tam bowiem mowa o tym, że Rassilon posiadł sekret nieśmiertelności. A nieśmiertelność była przecież jednym z wątków spajających ostatnią serię.
** To interesujące, że na Gallifrey Doktor przestaje być Doktorem. Już dawno powiedziane zostało, że możemy dostrzec, jaki ktoś jest naprawdę, tylko w jego naturalnym środowisku, w domu. Na Gallifrey za dobrze go znają, by mógł utrzymać maskę i zasłaniać się dalej pseudonimem. Czy to dlatego staruszka w szopie milczy? Bo powinna zawołać go jego prawdziwym imieniem?
*** Bo jednego mi tylko brakowało: Missy. Nie będę tu tworzyć teorii, co może zdarzyć się dalej, ale przyznajcie, że to aż się prosi: na Gallifrey pozostała polityczna próżnia; Rassilon na pewno nie odleciał daleko, ale system został naruszony, a nowym Prezydentem znów jest Doktor. Czy to nie brzmi aż za dobrze…? (Jakby ktoś się natknął na dobrego fanfika o Missy, która robi polityczną rozróbę na Gallifrey…). Zwłaszcza, że Missy ostatnio widzieliśmy z Dalekami. Hmmm.

Daj na ciastko!


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

6 thoughts on “Czas się z tym zmierzyć: Gallifrey wróciła

    1. Po prostu raz na jakiś czas ma taki “kryzys”, który powoduje, że po tych wszystkich razach kiedy ratuje wszechświat chciałby dostać coś w zamian ;)

  1. “Czy wiedzą, że są na krańcach czasu i przestrzeni?” Wydaje mi się, że Doctor powiedział, że oni się świadomie ukrywają na końcu czasu, aby uchronić się przed hybrydą, a jednak wciąż trzęsą portkami.

    1. Och, ale jest różnica między tym, co wie rząd (Wysoka Rada, Prezydent itd.), a co wiedzą zwykli mieszkańcy. A Lierre chodzi w tym momencie raczej o tych drugich.

  2. Taki drobny detalik: “W The Five Doctors Mistrz (ze zresetowanym licznikiem regeneracji) (…) ” – Władcy obiecali Mistrzowi nowe regeneracje w zamian za pomoc, ale w końcu wtedy ich nie otrzymał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *