Dni Fantastyki 2019

Tegoroczne, piętnaste już Wrocławskie Dni Fantastyki miały miejsce w dniach 5-7 lipca. Tematem przewodnim wydarzenia był czas, nie mogło więc zabraknąć na nim reprezentacji Gallifrey.pl.

Ewa / Paternoster Gang: Zaczęliśmy jedyną niestety, i na dodatek zgłoszoną przez nas, doktorową atrakcją: prelekcją „Jak podróżować w czasie? Praktyczny antyporadnik według Doctor Who, podczas której sprawdzaliśmy, czym skutkowało przepisywanie czasu i ingerencja w przeszłe wydarzenia na przestrzeni 56 lat doktorowych przygód oraz próbowaliśmy rozwikłać rozliczne serialowe pętle i paradoksy. Niestety czas nie do końca okazał się tu naszym przyjacielem – w przeciwieństwie do świetnej i licznej widowni, która pozostała z nami do końca – i nie udało nam się dojechać do finału i zakończyć prezentacji planowaną klamrą. Dobra wiadomość jest taka, że nasza prelekcja już wkrótce doczeka się rozwinięcia i ciągu dalszego na łamach Gallifrey.pl.

Tomsz: Niedobór czasu nie pozwolił nam też na dyskusję z uczestnikami, choć widać było, że niektórym słuchaczom komentarze cisną się na usta. Ale jak wspomniała Ewa, wkrótce rozwiniemy temat na stronie, więc możemy zaprosić was do czytania i komentowania. 

Inna sprawa, że ten program rzeczywiście był trochę poniżej oczekiwań, jak dla mnie. Tematem przewodnim tegorocznych Dni Fantastyki miał być „Czas w Fantastyce”. Wpisując się w tę tematykę, sam zgłosiłem aż trzy punkty programowe na temat głośnego anime Steins;Gate, które, swoją drogą, gorąco polecam. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, organizator odrzucił je wszystkie, podczas gdy moja prelekcja niezwiązana w ogóle z czasem, która miała być dla mnie wystąpieniem „ostatniej szansy została przyjęta. Jako twórca programowy zgłaszam tyle punktów, ile zdążę napisać, albo takie, które już napisane mam, więc zgłosiłem ich w sumie pięć: jeden o Doctor Who, trzy o Steins;Gate i jeden o moim własnym komiksie politechnicznym Grafengers. Ale kompletnie się nie spodziewałem, że organizator dokona właśnie takiego wyboru. Kiedy później przeglądałem tabelę programową, stwierdziłem że pozostawia wiele do życzenia – tylko dwa punkty o Doctor Who (z czego drugi wypadł z programu w ostatniej chwili). Żadnych prelekcji o czasie w bloku naukowym, nic o Steins;Gate, żadnej prelekcji o filmie, książce, albo serialu traktującym o podróżach w czasie. Było za to mnóstwo prelekcji o Gwiezdnych Wojnach, dwie prelekcje o lalce Barbie i jeden przegląd memów z ósmego sezonu Gry o Tron. Nie było nawet niczego o jednym z najgłośniejszych filmów tego roku, Avengers. Koniec Gry, którego fabuła – dla fanów nie będzie dużym spoilerem, jeśli to napiszę – również kręci się wokół manipulacji czasem. I oczywiście najprostsza odpowiedź na taki stan rzeczy będzie brzmiała: z pustego i Salomon nie naleje, najwyraźniej nikt niczego nie zgłosił. Dlatego przytoczyłem mój przypadek. Nie twierdzę, że takich wątpliwych decyzji było więcej, bo tego nie wiem, ale daje to do myślenia.

Ewa: Rzeczywiście ograniczona liczba atrakcji związanych konkretnie z tematyką tegorocznej edycji konwentu była pewnym rozczarowaniem. Mimo to kolejne godziny – i dni – minęły mi głównie na cieszeniu się klimatem wydarzenia. Dni Fantastyki to impreza na tyle niewielka, że nie przytłacza jak Pyrkon, a z drugiej strony na tyle duża, że nawet jeśli ktoś nie dostanie się na wybrane prelekcje, to i tak zawsze uda mu się znaleźć coś dla siebie. A jak nie ma na siebie pomysłu, to może po prostu śledzić wydarzenia w amfiteatrze – i też jest fajnie. Duża w tym zasługa samej lokalizacji: błonia wokół Centrum Kultury Zamek i scena pod chmurką dają możliwości, które organizatorzy imprez chętnie wykorzystują – i tak było też tym razem. W sobotę i niedzielę atrakcje w amfiteatrze zaczynały się krótko po południu, a w każdy dzień kończyły grubo po 22, a rozliczne stoiska i połacie trawy niemal non stop kusiły warsztatami fechtunku, kowalstwa, ceramiki czy haftu, sesjami Dungeons&Dragons, partiami planszówek, rozgrywkami Quidditcha i tak dalej, i tak dalej. Do tego stragany wystawców i pokaźna przestrzeń gastronomiczna, a w tym wszystkim masa fantastycznych ludzi: cosplayerzy, literaci wszelkiej maści i autoramentu, tłumacze, rysownicy, a przede wszystkim uczestnicy, których w tym roku było tak wiele i mieli tak wielki głód atrakcji, że ponoć przy wejściach na prelekcje dochodziło do scen niemal dantejskich. 

Tomsz: Te szybkie sesje D&D to w ogóle był strzał w dziesiątkę. Wydaje mi się, że żółtodzioby (jak ja) o wiele łatwiej wciągną się w szalony świat RPG właśnie dzięki takim 90-minutowym rozgrywkom, jakie zaserwowali nam chłopaki z Savage Roll, niż przez pełnowymiarowe, kilkugodzinne sesje. Mnie z pewnością zainteresowali i wciągnęli, w ciągu trzech dni rozegraliśmy trzy sesje, raz byłem szlachcicem, dwa razy krasnoludem, zaliczyłem starcie z kościotrupami, tragiczną w skutkach sprzeczkę z elfką i uganianie się za pewnym złodziejskim niziołkiem. Zabawa była przednia. Oprócz tego miałem okazję wykonać własny gliniany kubek na straganie Studia Rosochate. Pogoda dopisała wprost idealnie, więc mogliśmy w pełni korzystać z urokliwej scenerii parku zamkowego.

Ewa: A ja byłam złodziejką! Poza D&D mój wybór padł na tradycyjne bieganie z aparatem w poszukiwaniu postaci z Doctor Who (efekty zobaczycie w fotorelacji poniżej), energetyczne koncerty: Anna Drewniok, harfistka o niekończącej się skali głosu, skradła mi serce, a Dziwoludy setnie ubawiły, ale zdecydowanie dzień mi zrobił okrzyk ze sceny „Gotowi na Leśmiana?” i gromkie „Taak” z publiczności, czyli koncert Żywiołaka, oczywiście konkurs cosplay (każdy ma taką Eurowizję, jaką lubi – a ta zawsze jest przednia) oraz warsztaty, dużo warsztatów, z fechtunkiem na czele. Do pełni szczęścia zabrakło mi jedynie wenusjańskiego aikido, odrobiny więcej Doktor(a) i może jakiejś małej whoviańskiej integracji – a poza tym Dni Fantastyki jak zawsze na plus. Do zobaczenia za rok, Wrocławiu!

Tomsz: Dla mnie były to pierwsze Dni Fantastyki i na pewno nie ostatnie. Jedynym minusem był właśnie mało interesujący program. Jak na konwent poświęcony czasowi, adekwatnych punktów było jak na lekarstwo. Miejmy nadzieję, że to wina tylko braku prelegentów, a nie złych decyzji organizatora, zaś mój przypadek był wyjątkiem od reguły. W ogólnym rozrachunku, również oceniam konwent na plus.

Daj na ciastko!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *