Chris Chibnall o problemach z odcinkiem Rosa

Opowieść o Rosie Parks i jej słynnym sprzeciwie wobec rasowej segregacji w miejscach publicznych w USA to chyba najlepszy odcinek jedenastej serii i jeden z najlepszych historycznych odcinków Doctor Who w ogóle. Za scenariusz odpowiadała amerykańska pisarka Marjorie Blackman, jednak w intro towarzyszyło jej nazwisku nazwisko Chrisa Chibnalla. Dlaczego? Jak wyglądała praca nad odcinkiem Rosa? Po ponad roku od emisji obecny showrunner uchylił rąbka tajemnicy.

To był przede wszystkim bardzo trudny, wrażliwy temat. Rozmawialiśmy o tym w redakcyjnych wrażeniach po premierze tego odcinka. Pisanie o takich postaciach jak Rosa Parks, znanych z historii, zasłużonych osobistą walką o jakąś ważną sprawę, wymaga ogromnej delikatności. Łatwo je pozbawić mocy sprawczej, pokazując na przykład, że to Doktor, a nie ta właśnie postać jest odpowiedzialna za jakieś ważne wydarzenie albo też postać zdecydowała się na akt wielkiej odwagi zainspirowana przez jakiś fantastyczny czynnik. Nie o to chodzi. Czy twórcy mieli świadomość, po jak kruchym lodzie stąpają? Zdecydowanie tak:

Czy się martwiliśmy? Ależ tak, to było wiele bezsennych nocy – zdradza Chris Chibnall. – Bałem się o tę historię od samego początku, od kiedy tylko wymyśliłem taki temat odcinka. Bałem się, kiedy zaczęliśmy nad nim pracować, kiedy go kręciliśmy, podczas postprodukcji… Jednak naprawdę zależało nam na tym, by to opowiedzieć. To bardzo ważna historia. Po to przyjąłem stanowisko showrunnera Doctor Who – by opowiadać takie historie jak Rosa.

Jodie Whittaker była pod wrażeniem gry aktorskiej Vinette Robinson, która wcieliła się w Rosę Parks:

Była niesamowita jako Rosa! Doskonale się z nią pracowało. Ciążyła na niej ogromna odpowiedzialność, jednak nie było powodów do obaw – subtelność jej gry, jej dbałość o szczegóły, piękno, które potrafiła oddać – to było poruszające.

Vinette Robinson jako Rosa Parks

To właśnie gra Vinette Robinson sprawiła, że ekipa przestała mieć obawy wobec tego odcinka.

Kiedy zebraliśmy się na planie i ją zobaczyliśmy, cały niepokój zniknął. Widzieliśmy ją, mieliśmy już pewność, że opowiemy tę historię i zrobimy to dobrze, bo w główną rolę, rolę tej niesamowitej postaci, wcielała się aktorka, która się do niej idealnie nadawała.

Nie wszyscy mieli obawy – Bradley Walsh podchodził do tej kwestii z większą pewnością:

Niczego się nie obawiałem. Rosa to mój absolutnie ulubiony odcinek tej serii, z Demonami Pendżabu na drugim miejscu. Historia jest kluczowa. A gdy opowiada ją zdolny autor – to musi się udać. Nie mogłem się doczekać pracy nad tym odcinkiem, byłem nim zachwycony.

Widownia też była – Rosa spotkała się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem. Chibnall wspomina:

Zalały nas wiadomości, maile i listy od rodziców i dzieci. Filmiki na WhatsAppie z dziećmi podskakującymi z ekscytacji przed telewizorami. Nigdy nie spotkałem się z taką reakcją na swoją pracę! Nie sposób wyrazić, jak dumni jesteśmy z tego odcinka.

Tosin Cole tak wypowiedział się na temat odpowiedzialności, jaka ciąży na serialu, gdy sięga po tematy historyczne:

Nie jest to coś, co Doctor Who powinien robić w każdym odcinku, uważam jednak, że dobrze od czasu do czasu wpleść w serie taki odcinek o ogromnej wadze, o którym będzie można rozmawiać długo po emisji. Och, widzieliście to, słyszeliście o tym? Tak, mama wspominała, a babcia mówiła, że doświadczyła tego i tego… Dobrze mieć powód, by przeprowadzić kilka takich rozmów. Dzieci powinny poznawać przeszłość, by móc zbudować lepszą przyszłość.

Bradley Walsh dodał żartobliwie:

Gdyby w tym odcinku nie było kosmity, i gdyby BBC rzuciło kasą, by zrobić z takiego scenariusza pełnometrażowy film, pewnie dostalibyśmy za Rosę jakąś dużą nagrodę. Na tym polega piękno Doctor Who, że jednak decyduje się na kosmitę.

A jak wam się podobała Rosa?

Źródło: Den of Geek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *