An Adventure in Space and Time: wywiad z Markiem Gatissem

Już niedługo BBC Two pokaże nam fabularyzowany dokument o początkach „Doctora Who”, a tymczasem możemy przeczytać, co Mark Gatiss ma do powiedzenia na temat produkcji, zaangażowanych w nią osób i spodziewanych reakcji widzów.

Czego możemy się spodziewać po „An Adventure in Space and Time”?

Mark Gatiss: Głównym tematem jest początek „Doctora Who”, skupiliśmy się więc na tym, co działo się przed rozpoczęciem produkcji i w czasie powstawania kilku pierwszych odcinków. Fanów czeka wiele smaczków, ale to też opowieść o Williamie Hartnellu, Pierwszym Doktorze. I o tym, jak ta rola zmieniła jego życie.

Dlaczego zdecydowałeś się opowiedzieć tę historię?

MG: Jestem fanem „Doctora Who” od kiedy pamiętam. Jego początki zawsze mnie bardzo interesowały. Ale przede wszystkim chciałem spojrzeć na ludzki aspekt. To rewolucyjny serial, który stworzyli niezwykle utalentowani, wspaniali ludzie. Dla Williama Hartnella była to przygoda życia, najważniejsza rola, z którą później musiał się rozstać. Wydaje mi się, że wszyscy możemy w jakimś stopniu identyfikować się z jego historią.

Jak wyglądał casting? Czy priorytetem było znalezienie jak najlepszych sobowtórów?

MG: Od dawna w roli Hartnella widziałem Davida Bradleya, ale nie chodziło o fizyczne podobieństwo. David to wspaniały aktor, wiedziałem, że taka rola bardzo by mu się podobała. Jeśli chodzi o pozostałych aktorów – najważniejsze było to, by znaleźć właściwe osoby. A że okazało się, że są zarazem bardzo podobne do ludzi, w których się wcieliły… Oczywiście kostiumy i charakteryzacja odegrały ogromną rolę.

Jak wyglądało pisanie scenariusza? Szukanie informacji?

MG: „Doctor Who” jest chyba jedynym serialem, którego początki są od lat tak gruntownie badane. Mieliśmy więc dostęp do wywiadów przeprowadzonych z ludźmi, których dziś już z nami nie ma. Od bardzo dawna chciałem opowiedzieć tę historię – w jakimś sensie z nią dorastałem. To, że nikt nie chciał Daleków. To, że emisja się opóźniła z powodu zabójstwa Kennedy’ego… Ale chciałem dotrzeć jeszcze głębiej: za szczegółami produkcji kryją się ludzkie historie. Przeprowadziłem nowe wywiady z wieloma członkami pierwszej ekipy produkcyjnej i obsady. Wszyscy byli bardzo podekscytowani i chętni do pomocy.

Odkryłeś dzięki temu coś, czego wcześniej nie wiedziałeś?

MG: Kilka szczegółów, ale to wszystko jest tak dobrze udokumentowane… To było jednak bardzo poruszające: rozmowy z ludźmi o czasach, które dla wielu z nich były bardzo szczęśliwe, o ludziach, którzy już dawno odeszli.

Od samego początku w produkcję serialu zaangażowanych było wiele osób. Dlaczego postanowiłeś skupić się na tej czwóce – Williamie Hartnellu, Verity Lambert, Sidneyu Newmanie, Warisie Husseinie?

MG: Musiałem skupić się na jednym wątku. To film fabularny, nie dokument. Z wielkim żalem pominąłem kilka osób, które odegrały wówczas ogromną rolę, ale nie dało się inaczej, tego wymagała forma. 90 minut to za mało, by pokazać wszystko i wszystkich. Przykładowo opowieść o tym, jak Terry Nation i Ray Cusick stworzyli Daleków, to materiał na osobny film! Jeff Rawle wciela się w postać Mervyna Pinfielda, jednego z producentów. W tej postaci w pewnym sensie połączyłem kilka innych – w tym Donalda Wilsona i Davida Whitakera, których wkład był kluczowy.

Q:  Akcja dzieje się w latach 60. – klimat epoki tworzą stroje, fryzury, charakteryzacja, scenografia, włącznie z pierwszą konsolą TARDIS. Jak się pracowało na takim planie?

MG: Wspaniale. Na widok zrekonstruowanego wnętrza pierwszej TARDIS zaparło mi dech. Wszyscy, którzy przychodzili na plan, mieli taką samą reakcję. To było niesamowite. Używaliśmy do niektórych ujęć starych kamer Marconi i na czarno-białych ekranach oglądaliśmy Davida Bradleya, Jemmę Powell, Jamiego Glovera i Claudię Grant… To było jak podróż w czasie. Trochę dziwne i bardzo poruszające.

Jakiej reakcji widowni oczekujesz? Co widzowie wyniosą z „An Adventure in Space and Time”?

MG: To mój osobisty list miłosny do „Doctora Who”. Mam nadzieję, że widzom się spodoba i poczują się równie podekscytowani tymi pocałunkami przesyłanymi w przeszłość, których jest tam pełno… Przede wszystkim mam jednak nadzieję, że trafi też do ludzi, którzy o „Doctorze Who” wiedzą niewiele lub wręcz nic: że zobaczą, jak z trudów niezwykle utalentowanych ludzi, (niemal) zupełnie przez przypadek narodziła się legenda.

Źródło: bbc.co.uk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *