13 ciekawostek o odcinku świątecznym

Niektórzy to mają szczęście – na przykład redaktorzy RadioTimes, którzy mogli sobie, ot tak, pójść na plan świątecznego odcinka i pozwiedzać. Szczęśliwie, są mili i się dzielą. Oto garść ciekawostek, które udostępnili innym whovianom.

1. Nie będzie w tym odcinku zbyt wiele Bożego Narodzenia

Wprawdzie odcinek powstaje okolicznościowo, ale będzie w nim i regeneracja, i wiele pożegnań, i wiele powitań – na co tam jeszcze święto? Podobnie jak w ostatnich latach, odcinek bożonarodzeniowy będzie do chrześcijańskiego święta tylko nawiązywać. Jak stwierdził Steven Moffat:

Cóż, w sumie to na początku jest śnieg. Ale poza tym nie ma za dużo Bożego Narodzenia.

Bo właściwie, to co nowego można powiedzieć o Bożym Narodzeniu? Wszakże mamy już świątecznych odcinków bardzo dużo.

To był doskonały pomysł i udało się go utrzymać przez bardzo długi czas. Ale obawiam się, że mogliśmy już o świętach powiedzieć wszystko, co tylko się da w świecie Doctor Who. Ostatnio zaczęliśmy Boże Narodzenie trochę ignorować. Wystarczy popełnić sensowny odcinek i pokazać w nim trochę śniegu. Lubię, jak jest śnieg. W naszym świecie w Boże Narodzenie często wcale nie jest biało. Ale w Doctor Who zawsze wtedy jest śnieg.

Ale… ale. David Bradley podzielił się następującym stwierdzeniem:

Odcinek w pewien sposób łączy się ze świętami, ale to coś, o czym nie mogę mówić.

Podsumowując – właściwie to nie wiadomo.

2. Dalekowie wracają!

Jak w ostatnim odcinku mieliby się nie pojawić ulubieni wrogowie? Nie wiadomo, w jakiej roli i w jakiej liczbie się pojawią, ale wiemy, że będą – można więc szykować malutkie Daleczki na choinkę bez żadnego wahania, że w tym sezonie jakiś inny motyw będzie bardziej modny.

3. Pojawi się nawiązanie do pierwszego odcinka pióra Moffata

Pamiętacie odcinki Puste dziecko Doktor tańczy („The Empty Child” / „The Doctor Dances”)? No raczej! Na pewno ucieszy więc was informacja, że w ostatniej historii Moffata pojawi się do nich nawiązanie – mianowicie zostanie wspomniana planeta Villengard. Pamiętacie, co tam produkowano?

4. Odcinek będzie mieć klasyczny klimat

Nie tylko dlatego, że pojawi się w nim Pierwszy Doktor i jego klasyczna TARDIS, ale zdaniem Marka Gatissa, całość będzie przywodzić na myśl klimat odcinków z lat 60. czy 70.

Jest jak The Planet of Evil albo The Brain of Morbius. Mógłbym wziąć kadr, przerobić na czarno-biały i narobić kłopotów fanom, podsyłając go z pytaniem „A czy wiesz, skąd to?”. Pusta przestrzeń, pośrodku TARDIS – dokładnie tak kiedyś bywało.

5. Peter Capaldi jest świetny w unikaniu wybuchów

W jednej ze scen Capaldi i Bradley musieli równocześnie przemykać się wśród ruin, unikać wybuchów i wypowiadać swoje kwestie. Dosłownie unikać eksplozji – to żadne efekty komputerowe, tylko prawdziwe wybuchy, za które odpowiadał Danny Hargreaves z firmy Real SFX. Aktorzy muszą więc zachowywać ostrożność i poruszać się dokładnie po wytyczonej linii oraz zatrzymywać się tam, gdzie zostało to zaplanowane. Zapewne dlatego Peter Capaldi spędził wcześniej dwadzieścia minut samotnie w kącie, ćwicząc swoje kwestie i ruchy. Jak donosi RadioTimes, eksplozje zaznaczał okrzykami.

6. To Peter Capaldi wpadł na to, że David Bradley mógłby zagrać Pierwszego Doktora w tym odcinku

Podczas New York Comic Conu Moffat odpowiadał na pytanie fana o Doktora Wojny. Jak producent wykonawczy wspomina:

Mówiłem o prawdopodobnie największym możliwym do uzyskania kontraście pomiędzy Doktorami. Są oni oczywiście tą samą osobą, więc pojawiają się pewne ograniczenia. Stwierdziłem wtedy: „Najbardziej idealnie byłoby, gdyby Doktor Williama Hartnella spotkał obecnego Doktora, bo jest między nimi ogromna różnica. On jest inny na tym etapie życia. Wyobraźcie sobie, jak ten kochany, starszy człowiek, który, gdy na niego spojrzysz, nie wydaje się nawet odrobinę zrzędliwy, zareagowałby na odkrycie, że jest tym podróżującym kosmicznym bohaterem z ego rozmiaru planety. Jakby na to zareagował? Co by powiedział? Nie możemy tego zobaczyć, bo William Hartnell nie żyje”.

Wtedy Peter Capaldi powiedział: „Możemy wziąć Davida Bradleya”. Pomyślałem: „Tak, możemy”. I to zrobiliśmy.

7. Nie wiemy jeszcze wielu rzeczy o Bill

Pearl Mackie chętnie wróciłaby jeszcze kiedyś do Doctor Who. Odcinek świąteczny to również pożegnanie z Bill Potts, ale aktorka deklaruje, że gdyby nadarzyła się okazja, chętnie będzie w przyszłości wracać wraz ze swoją bohaterką.

Nigdy nie będzie można powiedzieć, że wiemy o niej wystarczająco dużo. Ta postać jest bardzo prawdziwa, bardzo ludzka, można ją rozwijać. Jest miejsce na jeszcze wiele historii z jej udziałem.

8. Odcinek był kręcony w strasznym upale

Gdy aktorzy pracowali na planie, przez Walię przeszła niespotykana fala upałów. Akcja odcinka dzieje się na Antarktydzie; bohaterowie noszą ciężkie płaszcze i ciepłe szaliki. Musieli więc odgrywać zimowe sceny, gotując się pod warstwami ubrań.

9. Dokładnie odtworzono lokację z The Tenth Planet

Niewiele z nich ostatecznie trafiło do odcinka, ale odtworzono kilka scen z ostatniego odcinka ery Pierwszego Doktora – w kolorze i HD. Zbudowano bazę, korzystając nawet z paru elementów, których użyto pół wieku wcześniej i odtworzono wnętrze TARDIS. Wprowadzono jednak kilka zmian. Jak zauważył Moffat:

Pomyślałem od razu: no nie, to się nie zgadza! Czasami bycie fanem staje się przeszkodą… Ale zaraz stwierdziłem, że właściwie dlaczego miałoby się zgadzać? I z czym? Epoka Hartnella była sama mocno niespójna. Nie ma czegoś takiego, jak jedyny słuszny wygląd jego TARDIS.

10. David Bradley ciężko pracował, by odtworzyć grę Williama Hartnella

Wcielenie się w Pierwszego Doktora to niełatwe zadanie. Wymagało od Bradleya pewnych przygotowań.

Czasami ćwiczyłem kwestię i myślałem: „Nie, to nie brzmi jak Hartnell, to brzmi jak ja”. Włączałem więc jakiś odcinek, by lepiej złapać, co powinienem robić. To są małe rzeczy – sposób, w jaki stoi, jak patrzy na ludzi, gdy do nich mówi, jak trzyma się za poły swojego płaszcza. Musiałem próbować, ale też nie mogłem przesadzić – bo ludzie zaczęliby mówić: „On naprawdę trzyma się za poły, naprawdę ciągle to robi!”. Zdarzało mi się, że przed nagrywaniem sceny puszczałem sobie nagrania jego głosu, bo łatwo zapomnieć o różnych subtelnościach.

Musiałem znaleźć złoty środek, by uniknąć przesady – przestałbym wtedy być aktorem, a stałbym się płaszczem Hartnella, po którym widać manieryzmy, ale nie zostało nic z osobowości.

11. Pearl Mackie nie udało się spełnić jednego marzenia

Choć jej postać została Cybermanem, aktorce nie było dane wystąpić w cybermanowym stroju.

Strasznie chciałam założyć taki kostium, ale okazało się, że jestem za mała! Było mi tak bardzo żal. Byłam taka podekscytowana, zdążyłam nawet przećwiczyć cybermanowy głos, ale gdy czytaliśmy po raz pierwszy razem scenariusz, kwestie Bill przeczytał edytor scenariusza… A potem nie pozwolili mi założyć stroju. To było bardzo bolesne.

12. Odcinek świąteczny wcale nie jest smutny

Będziemy się żegnać z Dwunastym Doktorem, ale to nie znaczy, że przez godzinę będziemy płakać. Jak zapowiedział Mark Gatiss:

Finał dziesiątej serii jest bardzo dramatyczny i ponury. Odcinek świąteczny jest jego kontynuacją, ale w trochę innym tonie.

A Steven Moffat uzupełnił:

W samym centrum będzie dwóch Doktorów przerzucających się głupimi tekstami.

Pearl Mackie uważa, że Twice Upon a Time to bardzo zabawna historia, dokładnie taka, jakiej potrzebujemy w Boże Narodzenie, a David Bradley zdradził, że gdy po raz pierwszy czytali scenariusz, Moffat zalecił im, by dobrze się tym bawili i pokazali to w swojej grze.

13. Cała obsada uważa, że odcinek jest świetny

Mark Gatiss: „Myślę, że to odpowiednie i bardzo dobre zakończenie dla nich obu – Stevena Moffata i Petera Capaldiego”.

Pearl Mackie: „To fantastyczny odcinek, będziecie naprawdę podekscytowani”.

David Bradley: „Nie mogę się doczekać zobaczenia ostatecznej wersji. Jak odchodzić, to z hukiem!”

Źródło: RadioTimes



Exnaczelna Gallifrey na wygnaniu. Zapraszam na Whosome.pl!

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

6 thoughts on “13 ciekawostek o odcinku świątecznym

  1. Nie podoba mi się pomysł na daleków w Twince upon a Time. Popsuje to reakcje drugiego doktora w the power of the daleks gdzie był pewny że ich wszystkich się pozbył w The dalek’s master plan.

  2. Tylko na przeszłe. One muszą zapomnieć, bo dla nich to się dopiero wydarzy, ale dla przyszłej regeneracji to już się wydarzyło i jest jej przeszłością, którą ma prawo pamiętać. Chyba że zapomni w taki zwykły sposób, w jaki i my zapominamy część naszej przeszłości. Ale to już jest inna para kaloszy ;)

    1. Mam wtedy pytanko, dlaczego Jedenasty pamiętał ratunek Gallifrey, jeżeli dwunasty również w nim uczestniczył?

      1. Moim zdaniem dlatego, że to się wydarzyło w czasie Jedenastego Doktora – w jego teraźniejszości. Przyszłe wcielenie pomogło, bo najwidoczniej było potrzebne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *