10 lat minęło – Wody Marsa

Wody Marsa („The Waters of Mars”) to drugi z odcinków specjalnych wieńczących erę zarówno Davida Tennanta jako Dziesiątego Doktora, jak i Russella T Daviesa jako showrunnera serialu. To też, w moim odczuciu, jedna z najciekawszych historii w całym Doctor Who. Podobnie jak wielokrotnie wcześniej Doktor staje się tu świadkiem tragedii, która musi się wydarzyć, tzw. stałego punktu w czasie. Zamiast jednak, jak dotychczas, pozostawić historię swojemu biegowi lub wręcz pomóc się jej zadziać, postanawia ją zmienić. Co go do tego popycha?

Zaczyna się sielankowo. Mieszkańcy pierwszej ziemskiej kolonii na Marsie robią sobie żartobliwe zdjęcia, dzwonią do najbliższych, pielęgnują warzywa, które mają trafić na ich drugi już wspólny wigilijny stół. Pogodny nastrój burzy niespodziewane pojawienie się Doktora. A gdy już koloniści uwierzą, że tajemniczy przybysz nie jest dla nich zagrożeniem, zaczyna się prawdziwy horror, który doprowadzi do zniszczenia bazy. 21 grudnia 2059 roku to bowiem dzień, w którym pradawni mieszkańcy Marsa podjęli próbę przejęcia kontroli nad kolonistami i dostania się ich statkiem na Ziemię. Aby zapobiec nieuchronnej zagładzie naszej planety kierująca wyprawą Adelaide Brooke po nieudanej próbie ewakuacji podjęła decyzję o wysadzeniu bazy – i wszystkich jej mieszkańców.

Częścią właśnie tej historii staje się Doktor. Dość szybko orientuje się, co ma się wydarzyć, jednak mimo to nie potrafi odejść. Tym, co trzyma go na miejscu, zdaje się być tyleż chęć pomocy kolonistom, ileż fascynacja postacią Adelaide Brooke. Wiedząc, co czeka ją i wszystkich jej towarzyszy, Dziesiąty opowiada jej, jaką rolę odegra w historii ludzkości: zainspiruje swoją wnuczkę do dotarcia do Proxima Centauri i poniesienia ludzkości w kosmos. Przyznaje się też do wiedzy, co pięćdziesiąt lat wcześniej skłoniło młodą Adelaide do poświęcenia życia na podróże kosmiczne – to spotkanie z Dalekiem w czasie wydarzeń opisanych w Skradzionej Ziemi („The Stolen Earth”), w trakcie którego ten z niewiadomych przyczyn darował jej życie. Wiedza o jej znaczeniu dla ludzkości – tak wielkim, że nawet Dalek postanowił jej nie zabijać – ma w odczuciu Doktora pomóc Adelaide Brooke podjąć nieuniknioną decyzję o wysadzeniu bazy i wszystkich jej mieszkańców. Jednak gdy odchodzi, by rychło w czas ewakuować się w TARDIS, nagle zmienia zdanie i zabiera ze sobą trójkę jeszcze nie przejętych przez Marsjan kolonistów – w tym oczywiście samą Brooke.

To pogwałcenie jednej z najważniejszych reguł podróżowania w czasie – zakazu ingerencji w punkty stałe w historii, a taką jest śmierć Brooke – tłumaczy tym, że jako ostatni, a więc zwycięski, Władca Czasu (Time Lord Victorious) ma prawo dowolnie zmieniać ustalone przez nich reguły. Ale wybuch pychy i przekonania o własnej wszechmocy szybko się na nim mści – bo oto uwielbiana przez niego Brooke, pierwsza „istotna”, jak ją nazywa, osoba, którą ocalił, przerażona potencjalnymi konsekwencjami zmiany przez Doktora historii, ale też tym, do czego jeszcze może być on zdolny, popełnia samobójstwo. To otrzeźwia Dziesiątego, który, złamany, przyznaje, że posunął się za daleko.

Mimo że nie jestem fanką horrorów i dramatów psychologicznych, a taką właśnie mieszankę serwują nam Wody Marsa, lubię wracać do tego odcinka. Jest świetny i fabularnie, i z punktu widzenia rozwoju postaci. Pokazuje, jak cienka jest granica między działaniem powodowanym współczuciem a pychą i miłością własną, oraz jak bezwzględny może być Doktor, gdy kierują nim niewłaściwe pobudki.

Dla mnie najmocniejszym momentem tego odcinka jest chwila, w której Dziesiąty nie może powstrzymać ekscytacji, że oto w końcu uratował kogoś „istotnego”. To już nie jest ten momentami nieuprzejmy czy pozornie okrutny, ale mimo wszystko dobry kosmita z planety Gallifrey. To ktoś pełen pychy, niebezpieczny, może nawet zły… Warto wrócić do tego odcinka choćby po to, by przypomnieć sobie i tego Doktora, i dzielną Adelaide Brooke, która oddała życie, by uratować świat – i jego – przed nim samym.

Daj na ciastko!


Kocha rowery, fantasy, komiksy Gaimana, steampunk, River, Dwunastego i Daleków. Na co dzień robi za jaszczurczą żonę, choć bywa dzielna jak Jenny. Pisze ku chwale sontarańskiego imperium. Opuśćcie budkę i poddajcie się!

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *